Materiały na spotkania dla prewspólnot.

Spis treści

Zapuśćcie w Chrystusie korzenie
i na Nim dalej się budujcie [Kol 2, 7]

 

Propozycje spotkań dla prewspólnot na podstawie pracy formacyjnej wspólnoty Syjon z Torunia

Toruń 2002

Zapuśćcie w Chrystusie korzenie
i na Nim dalej się budujcie [Kol 2, 7]

Propozycje spotkań dla prewspólnot na podstawie pracy formacyjnej wspólnoty Syjon z Torunia

Toruń 2002

Wstęp

Cykl spotkań, który tu prezentujemy, przygotowany został dla konkretnej wspólnoty podstawowej - dokładniej mówiąc: dla prewspólnoty - jako materiał formacyjny na rok 2001/2002. Tak właśnie należy go czytać i traktować. Nie pretenduje do bycia wzorcem uniwersalnym, stanowi raczej świadectwo pracy jednej z polskich grup w ramach WŻCh. Może stanie się jednak inspiracją i pomocą dla tych, którzy prowadzą prewspólnoty i wspólnoty i organizują ich formację. Niech poniższe konspekty, które przyniosły dobre owoce w jednej z grup, przyczyniają się do rozwoju innych i będą na większą chwałę Bożą.

Dla lepszego umiejscowienia naszego cyklu na drodze rozwoju wspólnoty, warto przedstawić rzeczywistość, w której spotkania te się odbywały. W grupie były trzy osoby z podjętym Przymierzem, w tym jedna z Przymierzem stałym. Pozostałe osoby (7) były w WŻCh od pół roku do trzech lat. Widać wyraźnie nierówny staż. W takiej sytuacji spotkania przygotowane były z myślą o trzonie grupy - o tych, dla których jest to co najmniej drugi rok formacyjny. Treści zostały jednak tak dobrane, aby służyły również tym początkującym i tym, którzy są we wspólnocie długo.

Forma poniższych konspektów jest dość rozbudowana, z rozpisaniem spotkań na minuty. Miało to na celu zachęcenie (a jednocześnie pomoc) do prowadzenia spotkań tych, którzy tego jeszcze nigdy nie robili. Z perspektywy czasu widać, że było to dla nich bardzo ważne doświadczenie.

W poprzednich dwóch latach pochylaliśmy się nad pewnymi elementami duchowości ignacjańskiej i nad głębszym rozumieniem Zasad Ogólnych WŻCh. Chociaż materiał formacyjny nie był już tak skondensowany jak sam tekst Zasad Ogólnych, to jednak wiele elementów wymagało dalszego pogłębienia. Toteż w niniejszym cyklu spotkań zauważamy powrót do tej tematyki, lecz w zmienionej formie. Prawdopodobnie powrotów takich będzie na drodze naszej wspólnoty więcej.

Kolejny klucz do odpowiedniego potraktowania poniższego cyklu spotkań to zrozumienie celów strategicznych (priorytetowych) jakie stały przed wspólnotą. Mamy stać się rozeznającą wspólnotą apostolską, złączeni takim samym stylem życia, Przymierzem i wspólną misją. Tak więc należało nacisk położyć na te elementy, które służą:

  • rozwojowi zdrowej (!) wspólnoty,
  • rozwojowi umiejętności rozeznawania (indywidualnego i wspólnotowego),
  • rozumieniu stylu życia WŻCh i pogłębieniu życia tym stylem,
  • dostrzeżeniu obszarów naszej misji i umiejętności określania swoich ról apostolskich (patrz: Dodatek).

W związku z tym zwróćmy uwagę na kilka szczegółowych wskazówek:

  1. Rozwojowi zdrowej wspólnoty służą szczególnie spotkania 3-6, poświęcone dynamice wspólnoty, konfliktom i komunikacji w grupie. Wskazane jest, aby po spotkaniu 5 przeprowadzić kilka ćwiczeń z komunikacji i porozmawiać swobodniej o procesach zachodzących we wspólnocie. Pewna swoboda na takim spotkaniu może pozwolić wypowiedzieć różne ciężary, które członkowie noszą w sobie, nie dzieląc się nimi na spotkaniach idących ustalonym rytmem.
  2. Postępowi na drodze rozeznawania służą przede wszystkim dwie propozycje rachunku sumienia (spotk. 7 i 16). Ponadto spotkanie 6 jest spotkaniem rozeznającym, gdyż jasnym jest, że nie można nauczyć się rozeznawania bez ćwiczeń. Tak patrząc, proponujemy przeprowadzenie spotkania rozeznającego po spotkaniu 14 według zaleceń opisanych w umieszczonej tam Uwadze. Pewną pomocą na drodze szukania woli Bożej jest też spotkanie 15.
  3. Niezwykle ważną rzeczą jest modlitwa głębi (medytacja i kontemplacja). Przewidziano trzy rozmyślania przeprowadzone w różny sposób. Spotkanie 2 ma na celu wielkoduszne i ufne wejście w nowy rok formacyjny - jest to kontemplacja. Spotkanie 8 ma wzbudzić lub ugruntować wewnętrzną dyspozycję do przyjęcia środków wzrostu duchowego proponowanych przez WŻCh jako "uzbrojenia" od Króla, którego wybrałem. Spotkanie 11 jest przewidziane jako ostatnie spotkanie przed świętami Bożego Narodzenia. Są tu elementy pewnego prowadzenia przebiegu rozmyślania, lecz zawsze obowiązuje zasada: nie trzeba wszystkiego "przerobić", ale dać się prowadzić Duchowi Bożemu, smakując i rozważając, aby pożytek duchowy z tego wyciągnąć.
  4. Spotkania 9, 10, 12-14 dotyczą ważnych elementów naszego charyzmatu.
  1. Ćwiczenia Duchowe są podstawowym źródłem naszej duchowości. Aby wszyscy korzystali z tego źródła, zdecydowaliśmy się wybrać tym razem formę świadectwa (a nie mówienia teoretycznie o ĆD), mającą tę dodatkową zaletę, że wymaga ona odświeżenia doświadczenia rekolekcji przez osoby mające dać takie świadectwo.
  2. Hasło "kontemplatywny w działaniu" wymagało omówienia ze względu na pewne niezrozumienie tego - ważnego przecież w duchowości ignacjańskiej - pojęcia.
  3. Temat ewangelicznego ubóstwa ściśle wiąże się ze stylem życia w prostocie, opcją na ubogich i - co nie dla wszystkich jest jasne - z samym sercem ignacjańskiej, a przez to też WŻCh-owskiej duchowości.
  4. Eucharystia jest centrum życia Kościoła. Ma więc być również źródłem i szczytem życia WŻCh. Jak się w niej "przejrzeć" - o tym w spotkaniu 14.
  1. Spotkania zawarte w Dodatku przygotowane były na prośbę Rady Wykonawczej i na potrzeby Rady Głównej w listopadzie 2001 roku. Wskazane jest jednak, aby do nich powracać i traktować jako ważny element działań apostolskich indywidualnych i wspólnotowych.
Przedstawiony tu cykl spotkań obejmuje zaledwie ok. 2/3 ogólnej liczby spotkań w ciągu roku, a i tak spotkanie 15 nie zostało zrealizowane. Ważne jest bowiem, aby co jakiś czas odbyło się spotkanie, w którym mogą wziąć udział całe rodziny. Wspólne świętowanie jest ubogacającym i rozwijającym wspólne więzi elementem życia wspólnoty. Warto, na przykład, zorganizować wspólne kolędowanie. Dodajmy wielkopostne spotkania rekolekcyjne, rewizję życia wspólnoty, spotkania poświęcone rozeznaniu decyzji podjęcia Przymierza (lub jego rewizji), spotkania z dzieleniem się doświadczeniami Zjazdu WŻCh, skupienia o Przymierzu, rekolekcji, itp., a czas się wypełni. Nie można też zapominać o potrzebach uczestników i co jakiś czas należy, na ich prośbę, poświęcić spotkanie (w dynamice ignacjańskiej!) ich ważnym sprawom. Do tego dążymy, aby "nasz styl życia" stawał się mój, a moje sprawy były nasze.

Życzymy wszystkim obfitych owoców formacyjnej pracy i dalszego wzrastania w chrześcijańskim życiu.

Grzegorz Gabor

Animator wspólnoty Syjon

Toruń


Spotkanie 1

Cel: Dostrzeżenie śladów Bożej obecności w czasie wakacji, nazwanie stanu ducha, który towarzyszy mi na początku nowego roku pracy.

Rozpoczęcie roku formacyjnego

Cel: Dostrzeżenie śladów Bożej obecności w czasie wakacji, nazwanie stanu ducha, który towarzyszy mi na początku nowego roku pracy.

I. Modlitwa (ok. 5 min)

- Stanąć w Bożej obecności.

- Uwzględnić dziękczynienie Bogu za to, żeśmy się spotkali po przerwie.

- Zakończyć modlitwą św. Ignacego (ĆD 46):

Proszę Cię Boże, Panie mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do slużby i chwały Twojego Boskiego Majestatu. Amen.

II. (ok. 45 min)

1. Wprowadzenie.

Rozpoczynamy nowy rok pracy, ale równocześnie kończymy czas przerwy wakacyjnej, który powinniśmy poddać refleksji, aby nie odplynął w przeszlość bezowocnie. Spróbuję odnaleźć w nim ślady Bożej obecności w moim życiu. Bóg mógł mówić do mnie nie tylko przez modlitwę, ale przez wydarzenia, ważne myśli, spotkanych ludzi, itd.

2. Punkty do refleksji indywidualnej.

a) Najważniejsze wydarzenia tych wakacji w moim życiu.

b) Mój kontakt z Bogiem w tym czasie.

c) Jaka jest moja na to odpowiedź?

Na a) i b) 10 min., na c) 5 min, razem refleksja: 15 min.

3. Dzielenie (staramy się ująć istotę - ok. 3-5 min/ os.) (razem do 25 min)

III. (ok. 50 min)

1. Wprowadzenie.

Z takim wakacyjnym doświadczeniem stajemy u progu nowego roku formacyjnego. Może jest w nas żal za wakacjami, a może nowy zapał. Może niechęć do tego, co przed nami, może lęk, może zniechęcenie, a może nadzieja. Mogą się w nas rodzić różne uczucia, na które różne sprawy mogły mieć wpływ. Spróbujemy je teraz nazwać i uporządkować.

2. Punkty do refleksji indywidualnej.

a) Jakie uczucia (nastawienie) towarzyszyły mi przed tym spotkaniem w związku z powrotem do spotkań po przerwie? Nazwę je.

b) Skąd takie uczucia mogły się brać? Przejdę jedno po drugim.

c) Co się teraz rodzi we mnie, gdy spoglądam w przyszłość na kolejny rok mojego bycia w WŻCh?

Na refleksję ok. 15 min.

3. Dzielenie (ok. 30-35 min)

IV. Refleksja podsumowująca (ok. 5-7 min)

1. Zastanowię się na koniec, co bym z tego spotkania chciał umieścić w ramce jako skierowane szczególnie do mnie - jedno zdanie! Może jest to postanowienie (realne do konkretnego wypełnienia!) (ok. 3-5 min).

2. Przeczytanie tych zdań (2 min).

V. Modlitwa końcowa.

- Prosić Boga o łaskę owoców tego spotkania w moim życiu, o trwanie przy łasce spotkania (słowa w ramce).

- Ojcze nasz.

VI. Część nieformalna


Spotkanie 2

Kontemplacja: Wypłyń na głębię

Cel: Wielkoduszne zawierzenie Bogu i gotowość pójścia za Nim.

Forma: kontemplacja.

I Modlitwa (ok. 5 min).

  • Wezwanie Ducha Świętego z Jego darami.
  • Przypomnienie sobie łaski poprzedniego spotkania i prośba o trwanie w niej.

 II Kontemplacja "Wypłyń na głębię", Łk 5,1-11 (tu przeczytać).

1. Wprowadzenie ogólne.

"Wypłyń na głębię" to słowa, które ostatnio często słychać w Kościele, od czasu ukazania się listu Ojca św. Novo millennio inuente. Stanowić mają pewną wskazówkę u wejścia w nowe tysiąclecie z doświadczeniem Wielkiego Jubileuszu. Chodzi o to, aby wielkodusznie oddać się wezwaniu Chrystusa i z nadzieją, odwagą głosić Ewangelię całemu stworzeniu.

Scena znad jeziora Genezaret odzwierciedla bowiem częstą sytuację w życiu człowieka. Staje on z doświadczeniem przeszłości przed nieznaną mu przyszłością, która otwiera się przed nim jak głębia.

Przykład jeziora Genezaret jest tu bardzo wymowny. Z jednej strony jest to jezioro, z którego brzegu można zobaczyć całą linię brzegową, a więc zdawać by się mogło, że doświadczony człowiek jest w stanie "nauczyć się go na pamięć" i mieć na wszystko swoją receptę. Mądry człowiek wie jednak, że czasem ciszę i spokój tego jeziora przerywa nagły, gwałtowny wiatr wciskający się w tę depresję i powodujący sztorm, niebezpieczny dla każdego znajdującego się na wodzie. Głębia ta jest więc związana z ryzykiem, niebezpieczeństwem... ale też z możliwym obfitym połowem.

Ludzie wobec nieznanej przyszłości zachowują się w różny sposób. Jedni nie podejmują własnych ważnych decyzji, lecz czynią to, co im narzuca konieczność: jedzą, piją, śpią, robią, co im każą - nie są na wodzie dalej niż pozwalają na to cumy. Inni ufają swojemu doświadczeniu i nie wychodzą w myśleniu dalej niż granice ich pewności, ich świadomości bezpieczeństwa. Są to ludzie, którzy "sami dobrze wiedzą", idą po wytartych szlakach swojej wizji rzeczywistości. Charakterystyczne jest tu myślenie: tu nie spotka mnie nic dobrego, a tu nic złego. Albo: z tej strony grozi mi niepowodzenie, przykrość, tu się "sparzyłem", to tu nie idę. Są to ludzie trudno reformowalni i mało otwarci na nowe propozycje. Pływają przy brzegu przy zachowaniu maksimum ostrożności. Dodajmy, że tam się łowi mizernie, ot - minimum. Są też tacy, którzy lubią ryzyko dla niego samego. Podejmują je nie kierując się do końca rozumem, zdrowym rozsądkiem, rozeznaniem. Czasem im się udaje, czasem giną, lecz mogą uczyć się na własnych błędach i z biegiem czasu, jeśli przeżyją, mogą bardziej wszystko rozważać. I albo staną się jak ci wyżej opisani, albo łączyć będą odwagę podejmowania ryzyka z pytaniem, czy należy to ryzyko podjąć.

I tu jest kolejna grupa ludzi - rozeznających, i po rozeznaniu wielkodusznie oddających się Bogu w związku z tą sprawą.. Gdy podjął taki ktoś z Jezusem rozeznanie i wypadło na "tak", to mówi: "na Twoje słowo zarzucę sieci", nawet, gdy grozi burza, sztorm i wcześniej "niceśmy nie ułowili".

Sytuacja opisana w Ewangelii nie odnosi się tylko do stawania wobec nowych wyzwań, podejmowania nowych działań. Zwróćmy uwagę, że Jezus wzywa do tego, co rybacy robili tej nocy i pewnie już od wielu lat: "Zarzućcie sieci na połów". Stajemy czasem w takim momencie, że wobec działania, które podjęliśmy (rozeznaliśmy) wcześniej opadają nam ręce, słabnie zapał, napotkaliśmy niepowodzenie, przeszkody. Może czujemy się zmęczeni, osamotnieni, bez nadziei na dobre owoce swego działania. Może rzeczywiście nasze rozeznanie było niepełne. Będziesz łowił, owszem, lecz nie ryby, ale ludzi. Jednak Bóg prostuje nasze rozeznanie przy naszym wielkodusznym zawierzeniu Jemu i przy ufnym trwaniu w podjętym działaniu. "Wypłyń na głębię" w tym kontekście, to: zaufaj wbrew nadziei, trwaj przy rozeznanej z Bogiem drodze i rób porządnie to, co robisz tak długo, aż Pan da ci znak, byś "porzucił swoje sieci".

Tyle odniesienia Ewangelii do życia każdego człowieka, również każdego z nas. Jednak dzisiejsza nasza modlitwa to kontemplacja (a nie medytacja), więc zostawiamy ten podkład, aby oddać się uczestniczeniu w opisanej scenie biblijnej. Dopiero na końcu kontemplacji, gdy będę rozmawiał z Jezusem "tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela lub sługa do pana swego" (ĆD 54), może Jezus da mi ujrzeć jakąś konkretną sytuację mojego życia. Nie szukajmy tego wcześniej, lecz bądźmy nad jeziorem.

2. Wprowadzenia do kontemplacji.

Wprowadzenie 1. Historia. Przejdę myślą całe opisane zdarzenie (treść), upewniając się, że je objąłem pamięcią. W razie potrzeby przeczytam uważnie jeszcze raz.

Wprowadzenie 2. Ustalenie miejsca. Oczami wyobraźni ujrzeć brzeg jeziora i to, jakie ono jest duże, jaki ma kolor, co widać w oddali. Widzieć stojące łodzie, puste kosze na ryby, tu i ówdzie rybaków wykonujących swoje zajęcia, płuczących sieci. Poczuć zapach mokrych sieci. Słońce już wzeszło i zrobiło się gorąco. Co widać od brzegu w stronę lądu?

Wprowadzenie 3. Prosić Boga o łaskę hojnego, wielkodusznego zaufania Mu i pójścia za Nim.

Punkt 1. Patrzeć jak Jezus przychodzi, a za Nim tłum, jak zaczyna nauczać, a ludzie się cisną ku Niemu. Widzieć jak rybacy, a wśród nich Szymon, płuczą sieci, przysłuchując się mowie Jezusa. Jestem jednym z towarzyszów Szymona. Przyjrzę się naszemu zmęczeniu i pracy, temu jak zachowuje się tłum, a jak Jezus. Zobaczę jak podchodzi do nas i zwraca się do Szymona, a potem będę w łodzi patrzył na Jezusa, Szymona i pozostałych towarzyszy aż do powrotu do brzegu.

Punkt 2. Słuchać tego, co mówią poszczególne osoby, a mianowicie: Jezus na brzegu, może rybacy między sobą, Jezus wsiadając do łodzi, jak mówi do ludzi, jak każe wypłynąć na głębię, itd., co mówi Szymon, a może jeszcze ktoś...

Kontemplując, wejdę na końcu w siebie, aby usłyszeć, co mówi moje serce wobec tych wydarzeń, aby "pożytek z tego jakiś wyciągnąć".

Rozmowa końcowa. Przeprowadzę rozmowę z Jezusem jak z przyjacielem. Będę prosił wedle wewnętrznego odczucia o to, co pomoże mi bardziej Mu zaufać i lepiej podążać Jego drogą.

3. Refleksja.

Jak odbyłem tę kontemplację? Czy coś mi przeszkadzało, pomagało? Zapiszę najważniejsze rzeczy.

Uwaga. Poświęcić na kontemplację 40 min. i na refleksję po kontemplacji 10 min. Razem z wprowadzeniami jest to ok. 75 min.

III Dzielenie (ok. 25 min).

IV Modlitwa końcowa.

  • Abyśmy umieli podążać za Chrystusem w tym tygodniu, z wielkodusznością oddając Mu się do dyspozycji.

V Część nieformalna. 


Spotkanie 3

Dynamika wspólnoty: od grupy do wspólnoty

Cel: Zrozumienie dynamiki wspólnoty

I. Modlitwa (ok. 5 min)

- Stanięcie w Bożej obecności nie tylko jako poszczególne osoby, ale jako wspólnota WŻCh.

- Prośby o potrzebne łaski dla wspólnoty na czas tego spotkania.

- Zakończyć modlitwą przygotowawczą św. Ignacego (ĆD 46):

Proszę Cię Boże, Panie mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do slużby i chwały Twojego Boskiego Majestatu. Amen.

II. Wprowadzenie w dynamikę wspólnoty na podstawie: Dynamika wspólnoty i rola lidera, o. Tadeusz Kotlewski SI, Wydawnictwo m, 1997.

1. Zanim powstanie wspólnota, ludzie gromadzą się w grupę, a żeby zrozumieć procesy, które zachodzą w grupie, jej dynamikę, należy przyjrzeć się poszczególnym osobom, które ją zaczynają tworzyć.

Przede wszystkim należy mieć świadomość, że każdy wchodzi z całym swym bogactwem i ograniczeniami i źle byłoby, gdyby nie brać pod uwagę faktu, że każda z osób ma prawo mieć wpływ na grupę.

Jakie mechanizmy można dostrzec w przychodzącym człowieku? Przede wszystkim, ani on sam, ani inni członkowie grupy nie są w stanie wiedzieć wszystkiego o jego wnętrzu. Jest tam bowiem zarówno to, co świadome jak i to, co nieświadome. Są tam:

  1. naturalne potrzeby psychiczne i różnorodne sposoby ich zaspokajania,
  2. mechanizmy adaptacyjne i obronne, a temu towarzyszą
  3. uczucia i stany emocjonalne.

Ad. a) Są one źródłem energii potrzebnej do działania. Odpowiadają wszystkim sferom, obszarom życia człowieka: psychofizjologicznemu (np. głód, pragnienie, sen, zdrowie, seks), psychospołecznemu (np. bycie z innymi, nawiązywanie relacji osobowych), racjonalno-duchowemu (np. poznawanie prawdy - wypływa to z potrzeby rozwiązywania podstawowych problemów życiowych takich jak poznanie samego siebie, własnego miejsca w świecie, sensu życia i śmierci).

Ad. b) Są to podświadome procesy, które w sytuacji konfliktowej działają automatycznie. Są naturalne i potrzebne, gdyż kontrolują zdolność odpowiedzi na bodźce. Są patologiczne tylko wówczas, gdy nie integrują całej osoby, nie sprzyjając adaptacji do rzeczywistości lub gdy ich brakuje (choroby psychiczne).

Ad. c) Jest tendencja oceniania uczuć w kategoriach moralnych. One jednak nie podlegają ocenie moralnej w momencie pojawiania się. Podlega jej natomiast postawa, czyli uczucia utrwalone i wyrażone w słowach, w myślach lub gestach. Uczucia różnią się od wrażeń cielesnych oraz od sądów, które tworzymy na ich podstawie (np. widzę, że masz ściągnięte brwi, czuję lęk, myślę, że jesteś zdenerwowany). Uczucia są z natury ślepe i idąc za nimi możemy wpaść w ślepą uliczkę. Trzeba uczucia wyrażać i konfrontować z rzeczywistością.

2. Kilka konkretnych możliwych elementów w dynamice osoby, która pragnie wejść w grupę.

Motywacje, aby wejść w grupę

  • bezpieczeństwo - tu można zaspokoić poczucie bezpieczeństwa,
  • nowe doświadczenie - tu spotkam nowe osoby, nowe sytuacje, nowe odpowiedzialności i zadania,
  • uznanie - tu mogę "być kimś",
  • pragnienie czegoś więcej - miłość, uczucie, komunikacja międzyosobowa, wartości, przekonania.

Motywy, czyli świadome czynniki popychające do wejścia w grupę

  • status społeczny - osiągnięcie ważnej funkcji lub roli,
  • służba - pomoc innym,
  • korzyści osobiste - coś z tego będę miał,
  • tradycja rodzinna,
  • przyjaźń - być blisko swoich przyjaciół,
  • konkretne zaangażowania,
  • uczenie się wprowadzania w życie konkretnej idei, duchowości, gdy wcześniej ta idea tego człowieka urzekła.

A oto kilka przeszkód utrudniających lub uniemożliwiających człowiekowi życie w grupie:

  • lęk,
  • niewiedza,
  • brak czasu,
  • brak wartości,
  • własne oczekiwania.

W przystosowywaniu się do życia w grupie biorą udział mechanizmy obronne:

  • Kompensacja - wysiłek psychiczny, aby zrównoważyć brak fizyczny lub psychiczny, gdy powodują one zaniżone poczucie własnej wartości,
  • Racjonalizacja - poszukiwanie racji do usprawiedliwienia własnych opinii czy działań,
  • Identyfikacja - utożsamianie się z osobą lub grupą, która jest atrakcyjna,
  • Idealizacja - widzenie sytuacji, rzeczy czy osób jako dobrych w taki sposób, że neutralizuje się wszystkie aspekty negatywne,
  • Projekcja - przerzucenie na zewnątrz wewnętrznego konfliktu,
  • Regresja - powrót do postaw bardziej prymitywnych,
  • Negacja - aspekty rzeczywistości trudne i bolesne są podświadomie negowane i eliminowane; może się to wyrażać w ciągłym zapominaniu i usprawiedliwianiu, że się nie pamięta,
  • Przemiana - symboliczne przeniesienie konfliktu psychicznego na ciało i przemienienie go w słabość fizjologiczną.

Z tym całym bogactwem ludzie przychodzą do grupy i jej dynamika to mieszanie się różnorakich interesów. Do wzrostu osobistego i grupy potrzebne jest poznanie interesów indywidualnych i interesów wspólnych oraz ich integracja.

3. W grupie mogą funkcjonować różnego typu relacje:

  • sympatia emocjonalna - albo jest wcześniej, albo się tworzy wokół podobieństw i celów,
  • wzajemna zależność - zmiana w jednej ze stron powoduje zmianę w drugiej,
  • rywalizacja,
  • podgrupy.

Relacje te mają wpływ na klimat w grupie, atmosferę (stan ducha, ton, uczucia, wzajemna sympatia, lęk, podejrzenia, empatia, autorytaryzm).

Tam, gdzie tworzy się grupa i zawiązują się relacje potrzebne są zasady komunikacji, przez które członkowie grupy przekazują sobie uczucia, idee, przekonania. Może to być komunikacja werbalna lub pozawerbalna.

Bardzo ważne jest, aby uczestnictwo poszczególnych osób było czynne, aby każdy miał możliwość wyboru celów, zadań, sposobu pracy i włączenia się w ich realizację.

Każda grupa musi mieć normy, według których żyje. Ważna jest też świadomość przynależności do grupy. Gdy uczestnicy mówią: my myślimy, my robimy, my pragniemy, nam się wydaje, to jest to znak siły grupy i element jeszcze bardziej ją wzmacniający.

W każdej grupie powinien być lider, którego funkcja, rola i zadania muszą być jasno i dobrze określone [o roli lidera kiedy indziej].

W dynamice grupy istotną rolę odgrywa samoocena, od czasu do czasu. Nie powinna ograniczać się do wyrażania odczuć i sądów (patrz np. rewizja życia wspólnoty).

4. W psychologii przez wspólnotęokreśla się grupę osób, które pragną realizować wspólne cele przez szczególną więź między nimi - komunikację i wspieranie się. Wspólny cel jest tu niezwykle ważny. We wspólnocie ważne jest i dobro poszczególnych osób i dobro wspólne. Wspólnota potrzebuje formacji poszczególnych osób, ale i formacji całej grupy, która ma też swoją drogę rozwoju do przebycia.

Potrzeba zaangażowania się wymaga formacji, ta zaś musi prowadzić do wyjścia i działania.

Droga wzrostu wspólnoty przechodzi przez wzloty i upadki wynikające z dynamiki poszczególnych osób. Trzeba przezwyciężać problemy związane z:

  • wzajemnym zaufaniem,
  • lękiem przed oceną,
  • trudnością w wzajemnej akceptacji,
  • tendencją do przyzwyczajania się i rutyny,
  • myśleniu przede wszystkim o sobie,
  • próbami narzucania drugiemu sposobu myślenia oraz konieczności dostosowania się drugiego do mnie.

 5. Etapy przechodzenia od grupy do wspólnoty.

  1. Wzajemna obserwacja, czyli etap przypatrywania się sobie. Towarzyszą temu etapowi dwa charakterystyczne uczucia: lęk przed oceną i lęk przed różnorodnością.

Lęk bierze się stąd, że wspólnota spotyka się, by mówić o sobie, a tu może pojawiać się trudność mówienia o sobie, przełamywania lodu. Jest lęk przed oceną mojego prywatnego doświadczenia. Próbuje się czasem na początku znaleźć wiele sposobów zastępczych, by nie mówić o sobie, ale o czymś tam.

Mogą pojawić się na tym etapie następujące mechanizmy w grupie:

  • Pozostawia się wszystko liderowi - bierne czekanie, pewnego rodzaju ucieczka,
  • Porusza się wiele problemów i argumentów, które nie dotykają osób (emocjonalnie obojętnych),
  • Próbuje się poszukać "sprzymierzeńców" - człowiek taki nie buduje wspólnoty, lecz zabezpiecza się na wypadek nieprzewidzianej sytuacji,
  • Mobilizuje się "pierwszego", który ma się otworzyć, lecz pozostawia się go sobie samemu,
  • Pojawia się lider obronny - znajduje on zawsze odpowiedzi na problemy i trudne sytuacje, nie pozwala, aby grupa zaangażowała się w ich rozwiązanie.

Lęk przed różnorodnością wiąże się z tym, że ktoś przez swoją inność może mi odebrać pewność i podważyć moje własne niepodważalne opinie, przekonania, styl życia. Może się to w grupie wyrażać trudnością akceptacji różnych sposobów nawiązywania relacji i komunikacji.

Lęki, o których wyżej, mogą blokować rozwój grup przez całe lata... póki nie wyjdzie się ze swojego świata, aby wejść do świata wspólnoty.

  1. Zaproszenie do ryzyka. Zaangażować się, czy pozostać na zewnątrz - czas wyboru. Zaangażowanie oznacza przejście od poszukiwania własnych korzyści do poszukiwania dobra wspólnego.

Jeśli już się angażuję, to z pewnymi oczekiwaniami. Jeśli są one nastawione na użyteczność, to wrażenie, że się nic nie otrzymało - które może przyjść w chwili słabości lub sytuacji konfliktowej - potęguje w nas przekonanie, że to strata czasu. Tymczasem nawet omawianie treści, które znam, dzielenie się na tematy już kiedyś dyskutowane, może w nowym kontekście i czasie być budujące dla grupy, pomagać budowaniu relacji, itd.

Człowiek, którego oczekiwania zdają się być nie spełnione (może były niewłaściwe?) może chcieć się poddać. Poddanie to może przybierać różne formy, np.:

  • "to nie zależy ode mnie" - zrzucenie na innych odpowiedzialności,
  • "grupa nie odzwierciedla realnego życia" - nieangażowanie się w realizację nawet bardzo dobrych pomysłów.

Pójście dalej, gdy zawodzą oczekiwania, wymaga ryzyka (patrz: kontemplacja Wypłyń na głębię).

  1. Od otwarcia do walki o władzę. Jest to jeden z możliwych scenariuszów występujący w grupach. Otóż gdy rośnie zaufanie i współdziałanie, jesteśmy o krok od nazwania grupy prawdziwą wspólnotą. Pod warunkiem, że otwartość i zaufanie nie zostaną wykorzystane i nadużyte, że intymność nie służy jako środek dominacji nad drugim. "Jeśli masz do mnie zaufanie, rób, co ci polecam." Tu wyraźnie jedna osoba buduje sobie pozycję kosztem innych. To budzi bunt. Dochodzi do walki o władzę, o taki układ sił, jaki mi odpowiada (nie mylmy tego z walką o zdobycie stanowiska lidera, czego w WŻCh raczej się nie spotyka).
  2. Od otwartości do wzajemności. Wzajemne zaufanie umacnia otwartość, prowadzi do odpowiedzialności, którą każdy osobiście podejmuje. Dojrzałość grupy wyraża się tym, że każdy wie, do jakiego ideału dąży. W tym podążaniu istnieje możliwość podejmowania osobistych decyzji z pomocą drugich, respektując ich wolność i podejmując wspólną odpowiedzialność.

Każdy idzie w grupie, choć prowadzi swoją własną podróż; umie korzystać z doświadczeń grupy, nie stając się od niej zależnym.

I do tego właśnie zmierzamy.

III. Refleksja indywidualna (ok. 25 min.)

  1. Moje doświadczenie wspólnoty.
    1. Przyjrzę się, w jakich wspólnotach byłem i jakie towarzyszyły mi oczekiwania z nimi związane (przy wstępowaniu, w czasie bycia).
    2. Jakie towarzyszyły mi trudności we wchodzeniu w życie wspólnot?
    3. Co pomagało mi w integracji ze wspólnotą?
    4. Jaki stopień otwartości był między nami?
    5. Co nas łączyło? Czy był określony jasny cel?
  2. Moja obecna wspólnota.
    1. Jakie mam doświadczenie formacji w naszej wspólnocie? Ile w niej poszukiwania dobra poszczególnych osób i dobra wspólnego?
    2. Czy widzę cel, dla którego się gromadzimy, istniejemy jako wspólnota?
    3. Jakie elementy życia naszej wspólnoty pomagają w budowaniu dobrych relacji?
    4. Moje bogactwo i moje ubóstwo, które wnoszę do wspólnoty (ubóstwo może polegać np. na pewnych lękach, blokach, braku otwarcia, zniechęceniu, itd.). Nie pomijajmy myślenia o bogactwach!

Uwaga. Każdy przed refleksją powinien dostać kartkę z pytaniami (bo jest ich dużo i szkoda czasu na przepisywanie) i może z wprowadzeniem. Czas ok. 20 min.

IV. Dzielenie (po ok. 5-10 min.; razem do ok. 1 godz.)

V. Refleksja po dzieleniu (10+5 min.)

  1. Stanięcie w Bożej obecności.
  2. Jakie słowa lub prawdy są skierowane do mnie na dziś, co mnie porusza najbardziej i jak konkretnie Bogu na to odpowiem? Zapiszę jednym zdaniem "w ramkę".
  3. Podzielenie się tym jednym zdaniem, "ramką".

VI Modlitwa końcowa (ok. 5-10 min.)

  • o trwanie w łasce spotkania.

Uwaga. Przy trzymaniu się czasu wychodzi ok. 2 godz. 20 min. Po modlitwie końcowej można podyskutować o treściach i o tym, co odkryliśmy w czasie refleksji. Jeśli tego będzie dużo i zrodzi się taka potrzeba, można temu poświęcić jeszcze spotkanie. Lepiej jednak zrobić najpierw spotkania o konfliktach we wspólnocie i dialogu, a potem następne poświęcić na "powtórkę". Chodzi o to, że pewnym tematom mogą towarzyszyć emocje, a niektóre dotykają spraw, o których próbujemy nie mówić we wspólnocie. {mxc}


Spotkanie 4

Dynamika wspólnoty: konflikt we wspólnocie

Cel: Poznanie źródeł konfliktów i postaw wobec konfliktów.

I. Modlitwa wstępna (ok. 5 min)

- Stanięcie w Bożej obecności.

- Prośby o potrzebne łaski dla wspólnoty na czas tego spotkania.

- Prośba o łaskę otwarcia na prawdę o sobie i wspólnocie.

- Zakończyć modlitwą przygotowawczą św. Ignacego (ĆD 46):

Proszę Cię Boże, Panie mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do slużby i chwały Twojego Boskiego Majestatu. Amen.

II. Wprowadzenie: Konflikt we wspólnocie: problem, czy szansa? - na podstawie: Dynamika wspólnoty i rola lidera, o. Tadeusz Kotlewski SI, Wydawnictwo m, 1997.

Część I. Świat sprzecznych pragnień.

1. Konflikt jest sytuacją, której za wszelką cenę staramy się uniknąć. Uważa się powszechnie, że życie szczęśliwe to życie bez konfliktów. Jednak tak naprawdę próbujemy uniknąć konfrontacji, sprzeczki. Konflikt jest rzeczą naturalną. Jest to sytuacja, w której stają naprzeciw siebie sprzeczne, wykluczające się potrzeby, pragnienia, uczucia, oczekiwania, życzenia, działania, postawy...

2. Można wyróżnić:

  1. konflikt zewnętrzny - gdy wykluczające się sprzeczności dotyczą dwóch lub więcej osób (ja chcę to, ty tamto),
  2. konflikt wewnętrzny - wykluczają się potrzeby, pragnienia pojedynczego człowieka (chciałbym zwiedzić Francję, ale mam za mało pieniędzy),
  3. konflikty nieuświadomione lub konflikty ukryte - osoba sobie ich nieuświadamia szukając źródeł na zewnątrz (np. oni się mną nie interesują, podczas gdy jestem zamknięty w sobie) lub nie odważa się ich wyrażać (np. nie podoba mi się zachowanie szefa lub palenie przy mnie, ale boję się mu to powiedzieć).

3. Sam konflikt niesie w sobie potencjalne dobro, może być przyczyną rozwoju osób i grup. Nie musi być przeżyciem przykrym. Faktem jest jednak, że ujawnieniu konfliktu towarzyszą emocje, które należy poddać kontroli, aby konfrontacja nie przerodziła się z działania konstruktywnego w destrukcyjne.

Każda sytuacja wyboru to sytuacja konfliktu. Unikanie konfliktu to pułapka prowadząca do innych konfliktów lub narastania problemów.

Ważne jest, aby uświadomić sobie, że często konflikty zewnętrzne nakładają się na wewnętrzne, a często towarzyszą temu konflikty nieuświadomione i ukryte.

4. Człowiek jest wewnętrznie podzielony; odnosi się czasami wrażenie, że jest zlepkiem sprzecznych pragnień, potrzeb, poszukiwań. Tę podzielność serca człowieka zauważała od początku religia - każda podkreśla dylemat i wewnętrzny dramat, którego głównym aktorem jest sam człowiek. Każda osoba może zauważyć w sobie samej dwie przeciwstawne siły: jedną skierowaną na skończoność, drugą zaś na nieskończoność. Te rzeczywistości - skończona i nieskończona - można obrazowo przedstawić jako dwa różne światy, w których człowiek równocześnie żyje, "świat pragnień" i "świat ograniczeń".

  • świat pragnień - świat wyobraźni, poszukiwań, stawiania pytań - praktycznie nieograniczony,
  • świat ograniczeń - aspekty życia, które nie mogą ulec zmianie, ale muszą być zaakceptowane takie, jakimi są: seks, rodzina, w jakiej się rodzi, historia osobista, niezmienne cechy charakteru, itp.

Napięcie między tymi światami jest nie do uniknięcia. Jest to konflikt między naturalnymi potrzebami a światem wartości. I tu powstaje - podzielone serce.

Jak się zaakceptuje naturalne potrzeby, to rodzi się pytanie: czy pójść za naturalną potrzebą, czy zrezygnować z niej w imię wartości przyjętej i wyznawanej. To rodzi trud - chrześcijański wymiar krzyża. Bardzo często te wewnętrzne konflikty sprzecznych pragnień rzutują na relacje z innymi, relacje we wspólnocie.

5. We wspólnotach lub grupach, w których żyjemy (rodzina, praca, grupy przyjaciół, życie towarzyskie, WŻCh, parafia) zasadniczym problemem nie tyle stają się konflikty, co sposób, w jaki próbuje się je rozwiązywać. A niektórych konfliktów nie tylko nie da się uniknąć, lecz nawet nie da się ich rozwiązać. Należą do nich:

  • Konflikty między pokoleniami - ludziom młodym i starszym będzie zawsze trudno się odnaleźć w spontanicznym współżyciu.
  • Konflikty o władzę - "Kto jest największy między nami". Jest to pytanie, które w każdej grupie prędzej czy później jest stawiane. Dlatego zazdrość, rywalizacja, złorzeczenie są etapami "koniecznymi" w integracji grupy.
  • Konflikty dotykające jedności - podkreślanie różnic "my" - "oni", "dziś jest tak, a kiedyś było..."
  • Konflikty pojawiające się na płaszczyźnie interesów - każdy coś z tego chce mieć.
  • Konflikty wokół rozumienia jedności i różnic - bycie razem oznacza robienie takich samych rzeczy, myślenie w podobny sposób.
  • Konflikty dotyczące zmian i zachowania własnej tożsamości.
  • Konflikty między osobami odmiennej płci.

6. Brak zrozumienia rzeczywistości konfliktu prowadzi do napięć i nieporozumień. Pierwszą na to reakcją jest lęk, niepokój potęgujący poczucie bezradności. Pojawiają się charakterystyczne dwie postawy:

  • postawa unikania - "Konflikt nie powinien mieć miejsca, dlatego trzeba uczynić wszystko, by nie zaistniał; po prostu trzeba go uniknąć i to za wszelką cenę";
  • postawa ignorowania - W przypadku zaistnienia konfliktu: "Konflikt jest nie do rozwiązania, więc trzeba go ignorować; po prostu zachowujemy się tak, jak gdyby go nigdy nie było albo poszukajmy winnego zaistniałej sytuacji".
  • Postawa "miłego faceta" może rozświetlić spojrzenie na typ osób, które uciekając od konfrontacji i spotkania z codziennością i tym, co ona przynosi, pragną uniknąć wszelkich sytuacji konfliktowych.
  • "Kozioł ofiarny" zaś jest próbą rozwiązania sytuacji trudnych i konfliktowych, które okazuje się jednak pseudorozwiązaniem pragnącego zachować "święty spokój".

 7. Postawa "miłego faceta".

Chyba w każdej większej grupie można znaleźć człowieka, do którego to określenie pasuje. Jest to człowiek, który dużo się uśmiecha, jest wesoły w stosunku do każdego, nigdy się nie złości ani nie kłóci, wszystkim wydaje się, że jest powszechnie lubiany i można by myśleć, że ma przynajmniej kilkoro dobrych znajomych, a w rzeczywistości jest to człowiek, który za każdą cenę unika konfliktów lub udaje, że ich nie zauważa. Często jest on wewnętrznie pogmatwany i zakompleksiony. Jego postawa raczej gmatwa kontakty towarzyskie i w sumie nie bierze się go w towarzystwie zbyt poważnie.

  • Taki człowiek nigdy nie jest odbierany jako otwarty. Ludzie niezmiennie weseli są "podejrzani".
  • Jest on nieciekawy, ponieważ pozostaje stale taki sam.
  • Można powiedzieć, że w gruncie rzeczy niezdolny jest do miłości, ponieważ nie pozwala mu na to jego ścisła kontrola własnych emocji.
  • W końcu, bezwiednie zatruwa swoje stosunki z innymi bierną wrogością.


Taka postawa może prowadzić do zafałszowania obrazu grupy.

Uwaga. Nie należy mylić tej postawy z naturalną komuś usłużnością, dobrocią, życzliwością i poszukiwaniem dobra i zrozumienia. Są to dwie skrajnie różne postawy. Pierwsza może wypływać z osobistych problemów, druga z miłości i troski o drugiego.

W poszukiwaniu "kozła ofiarnego".

Jest to częsta (podświadoma) postawa wobec konfliktów w grupach. Jeśli jest konflikt, to musi być ktoś, kto jest temu winien - stąd poszukiwanie winnego. Czasem za winnego uważa się tego, kto ośmielił się ruszyć problem. Po odnalezieniu winnego możemy spać spokojnie, "już nic nam nie grozi".

Dynamika "kozła ofiarnego" przebiega w trzech aktach, w których główne role grają:

  • prześladowca - ten, który poszukuje winnego (także z pomocą innych); jego rola ogranicza się do oskarżania,
  • ofiara - "kozioł ofiarny",
  • wybawca - ten, który decyduje się bronić/chronić ofiarę przed atakami prześladowcy (także z pomocą innych).

Akt 1 Percepcja konfliktu i próba wyjaśnienia.

Przede wszystkim ma miejsce odkrycie konfliktu. Napięcie rośnie. Podświadomie różnice uświadamiane są jako niebezpieczeństwo dla stabilności i jedności wspólnoty. Od tego momentu obrana zostaje błędna droga: by ratować "święty spokój" wspólnoty/grupy, zakłócony w istotny sposób, próbuje się odnaleźć tego, kto to spowodował. Kim on jest? Może ten, który głośno o problemie powiedział, ale najczęściej ten, kto jest "inny", kto się różni. Prześladowca wskazuje na niego. Ta różność to najczęściej naprawdę drugorzędne różnice, np. sposób mówienia, inteligencja, uporządkowanie (lub nie), pobożność, savoir-vivre, itp. Jest to ucieczka od problemu, a wynoszenie rzeczy nieistotnych.

Akt 2 Tworzenie się uprzedzenia.

Uprzedzenie ma miejsce wtedy, gdy realna różnica/odmienność kogokolwiek jest widziana jako przyczyna napięcia wszystkich: "on jest inny" (aspekt rzeczywisty), więc jest niebezpieczeństwem dla nas (uprzedzenie). Przyczyna natomiast leży w niezdolności słuchania, poczuciu niebezpieczeństwa w sytuacji, gdy ktoś inaczej myśli, co więcej, to poczucie było obecne jeszcze przed zauważeniem tych różnic.

Prześladowca atakuje i bronią, którą się posługuje jest uprzedzenie. Pozostali milczą: "lepiej ktoś inny niż ja". To nie jest neutralność, to jest milczące stanięcie przy prześladowcy.

Akt 3 Zmiana ról.

  1. Samoobrona - ofiara stara się bronić: oskarża kogoś innego (nie jest moja wina, to on) albo kogoś spoza wspólnoty (np. wina jest w samej instytucji). W wypadku, gdy nie udaje się samoobrona, ofiara czuje się bezradna, zamyka się, poszukuje zrozumienia w czymś innym (alkohol, seks, inne osoby).
  2. Wybawca - ktoś przychodzi z pomocą. Może to być również czasami przez oskarżenie kogoś innego. 

Tak więc u podstaw "kozła ofiarnego" jest uprzedzenie, a po nim następują oskarżenia. Atakuje ten, kto czuje się słaby, kto boi się konfrontacji. Wzajemne oskarżanie potęguje problem, a często rośnie na bazie małego konfliktu inny, wielki, polegający - jak wojna - na obronie i ataku, i pokonaniu przeciwnika.

 III. Refleksja indywidualna (ok. 5 + 15 min.)


  1. Punkty do refleksji.
    1. Czy dostrzegam wokół siebie dynamikę konfliktu omówioną przed chwilą?
    2. Jaką postawę ja przyjmuję wobec konfliktów (np. w rodzinie, w pracy, w różnych innych grupach)? Czy którąś z omówionych? Jakie uczucia towarzyszą mi przy konfliktach, przy konfrontacji? Czy mogą się brać z jakiegoś mojego wewnętrznego konfliktu?
  2. Refleksja (15 min.)
IV. Refleksja indywidualna (ok. 5 + 15 min.)

V. Refleksja po dzieleniu (ok. 5 + 15 min.)

  1. Tekst Łk 4, 16-30. Przeczytać i zwrócić uwagę na następujące sprawy:
  • Jak podchodzą do konfliktu mieszkańcy Nazaretu?
  • Jak Jezus? On nazywa problem po imieniu, nie lęka się konsekwencji.
  1. Prosić Boga o poznanie łaski tego spotkania, tzn. Jaką daję dziś odpowiedź na to, co mnie poruszyło?
  2. Wpisać "w ramkę".
  3. Dzielenie "ramką" (ok. 5 min).
VI. Modlitwa końcowa.
  • o potrzebne łaski w sytuacjach konfliktowych.

Uwaga. Można się nawet zmieścić w 2 godz.


Spotkanie 5

Dynamika wspólnoty: stawianie czoła konfliktom

Cel: Znalezienie właściwych dróg rozwiązywania konfliktów.

I. Modlitwa wstępna (ok. 5 min)

  • Stanięcie w Bożej obecności.
  • Przypomnienie sobie łaski poprzedniego spotkania i prośba o trwanie w niej.
  • Prośby o potrzebne łaski dla wspólnoty na czas tego spotkania.
  • Zakończyć modlitwą przygotowawczą św. Ignacego (ĆD 46):

Proszę Cię Boże, Panie mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do slużby i chwały Twojego Boskiego Majestatu. Amen.

II. Wprowadzenie: Konflikt we wspólnocie: problem, czy szansa? - na podstawie: Dynamika wspólnoty i rola lidera, o. Tadeusz Kotlewski SI, Wydawnictwo m, 1997.

Część II. Stawianie czoła konfliktom.

1. Przypomnijmy, że konflikt sam w sobie nie jest zły. Niesie szansę przemiany i wzrostu poszczególnych osób i całej wspólnoty. Nie rozwiąże się konfliktu, jeśli się chce za wszelką cenę uratować "święty spokój" wspólnoty. Ponadto, im dłużej trwa nie rozwiązany konflikt, tym większe może przynieść szkody poszczególnym osobom i grupie.

2. Przypatrzmy się pewnym charakterystycznym sposobom szukania rozwiązania konfliktu.

A Poszukiwanie po omacku.

Każdy, kogo nurtują osobiste czy zawodowe problemy, świadomie czy podświadomie szuka dróg rozwiązania i rozładowania wewnętrznego napięcia.

  • Alkohol - jest najczęstszą formą rozładowania wewnętrznego napięcia i niepokoju. Jest to ucieczka przed konfrontacją, która wskazuje na słabość i konsekwentnie potęguje podświadome poczucie bezwartościowości. Łatwo zauważyć, że taka postawa pogarsza tylko problem. Trudno z tego wyjść o własnych siłach.
  • Seks - poszukiwanie rozładowania nie przynosi na dłuższą metę oczekiwanych owoców, dlatego trzeba szukać dalej. Seks w tym błędnym poszukiwaniu zajmuje czołowe miejsce: pornografia, samogwałt, prawdziwe motywy podjęcia współżycia seksualnego.
  • Narkotyki - skrajna forma ucieczki od rzeczywistości.
  • Życie towarzyskie - bywa, że jest ucieczką przed samotnością, jest nieumiejętnością bycia sam na sam z sobą w obliczu konfliktu.
  • Sport, książki, gry komputerowe - rozładowanie napięcia, ale problem pozostaje.
  • Pseudopobożność - są i tacy, którzy dla rozładowania swoich wewnętrznych problemów uciekają w pobożność obawiając się podświadomie konfrontacji z rzeczywistością codzienną. Godziny spędzone na modlitwie nie muszą być pragnieniem stanięcia w obecności Boga ze swoimi problemami, ale mogą być również chęcią uciszenia ich bez woli konfrontacji.
  • Ucieczka od religijności - przeżywane problemy na płaszczyźnie moralnej mogą być przyczyną powolnego zaniku praktyk religijnych czy wręcz odejścia od wiary. Trudne do rozwiązania konflikty natury moralnej mogą być niejednokrotnie osłaniane przez tzw. świadomy katolicyzm, który wybiera z wiary to, co mu odpowiada. Brak tu dojrzałej konfrontacji z rzeczywistością wiary i jej wymaganiami etycznymi.
  • Konflikty rodzinne - są sytuacje, że w obronie nas samych (wewnętrzny konflikt, np. wstydu z powodu swojego pochodzenia) wzbudzamy konflikty z innymi, by usprawiedliwić swój sposób postępowania (moi rodzice i tak niczego nie wiedzą, ja wiem wszystko najlepiej).

A oto kilka dalszych niebezpieczeństw, tym razem grożących już całej grupie:

  • Tworzenie się małych grup, których celem jest samoobrona. Ktoś jest z prześladowcą, ktoś inny z ofiarą. Jeszcze innym na niczym nie zależy.
  • Pozbawienie uczuć - zanika komunikacja uczuciowa, dlatego konflikt zostaje nie rozwiązany. Konsekwentnie każdy idzie swoją drogą szukając uczuć poza grupą.
  • Ciągłe walki - otwarta wojna. Każdy rozładowuje swoje napięcie, niepokój, lecz problem pozostaje.
  • Poddanie się - Milczy się, jak gdyby się nic nie stało.
  • Sprzeczne komunikaty - słowami mówi się jedno (komunikacja werbalna), postawą coś zupełnie przeciwnego (komunikacja pozawerbalna: gesty, postawy ciała, milczenie, brzmienie głosu, itp.).

Bywa tak, że zapewnia się o przyjaźni, wzajemnym zaufaniu, a równocześnie sprawdza się drugą osobę, dając jej do zrozumienia, że i tak się jej nie ufa. Czasami wydaje się, że używa się za dużo słów, w które się praktycznie nie wierzy.

  • Nieuprawnione uogólnienia - poprzez które wskazuje się na jeszcze inne problemy po to, by uciec od tego, co trudne ("bo ty stale się spóźniasz").
  • Zawierzenie władzy - którą wykorzystuje się dla własnych celów (mówię to, co mi przynosi korzyść, choć mogę nie mieć racji, gdyż władza i tak do mnie należy).
  • Podważenie wiarygodności drugiej osoby - (potrzeba nam jeszcze innych świadków). Może wynikać z uprzedzeń lub niechęci zmiany swojego punktu widzenia.

B.  Droga komunikacji.

Wskazuje się na trzy istotne elementy konieczne do właściwego podejścia do sytuacji konfliktowej:

  • otwarta i szczera komunikacja,
  • zdolność rozróżnienia, co jest istotą zaistniałego konfliktu,
  • otwartość na punkt widzenia drugiej strony i przeanalizowanie możliwych rozwiązań, a w koniecznym wypadku, także zdolność do kompromisu.

Wiążą się z tym następujące istotne zagadnienia:
 

1.  Umiejętność prowadzenia dialogu. W naszych rodzinach, środowiskach pracy, innych grupach mało się rozmawia, a nawet rozmowa jest najczęściej dyskusją, a nie dialogiem. Mówi się raczej o sprawach drugorzędnych, nie wnikając wgłąb. W ten sposób nie nawiązuje się głębszej relacji.

Do dialogu trzeba umieć "tracić czas". Taka rozmowa wymaga też dużo wysiłku, aby np. nie zburzyć dialogu przez poddanie się emocjom. Pojawia się często lęk przed "poważną rozmową", niejednokrotnie irracjonalny. A tu jest miejsce na miłość, tę prawdziwą, odkrywającą prawdę o człowieku. Ważne jest, aby: być razem, być szczerym i dzielić się swymi przeżyciami.

Warto byłoby poczytać o sztuce dialogu (jest wiele dobrych książek) i poćwiczyć we wspólnocie. Trzeba jednak tu wspomnieć choćby to, że w czasie dialogu nie wydajemy sądów o drugim (jesteś spóźnialski/-a) lecz mówimy o swoich uczuciach (drażni mnie, gdy się spóźniasz), możemy co najwyżej stwierdzić obiektywny fakt (spóźniłeś/-aś się), a nie uogólniać (ty się zawsze spóźniasz). Nie podajemy też "gotowej recepty, aby naprawić drugą osobę". Jak najwięcej mówimy o sobie samym, aby druga osoba poznała nasz punkt widzenia i przez co - najczęściej nieświadomie - sprawiła ból.

2. Pozytywne spojrzenie. Ważnym elementem budowania relacji międzyosobowych jest sposób, w jaki odbieram drugą osobę. Krytyczny stosunek, pełen uprzedzeń, utrudnia czy też uniemożliwia nawiązanie relacji. Zauważa się wiele krytykanctwa, szukania tego, co nie wychodzi, co się nie udaje, co w gruncie rzeczy pomniejsza daną osobę. Trudno zauważyć dobro, które wnosi dana osoba we wspólnotę/grupę. "Kiedy moje spojrzenie na drugą osobę staje się lepsze (pozytywniejsze), wtedy pomagam jej w rzeczywistym stawaniu się lepszą".

3. To, co łączy. Jest wiele spraw i doświadczeń, które łączą i wyznaczają wspólną drogę, np. wiara, wartości, wspólne dziedzictwo duchowe. Ważne jest, aby tym się dzielić. Niezwykle istotne też jest, aby wspólnie odnaleźć się na modlitwie, przed Bogiem. Przed Nim wszelkie konflikty tracą swój absolutny wymiar. Nie jest to ucieczka przed konfrontacją lecz spojrzenie w prawdzie kim jestem i kim jesteśmy, i... gdzie jest fundament naszego pojednania.

4. Akceptacja roli. Często odnosi się to do lidera grupy lub do osoby odpowiedzialnej za jakiś fragment życia wspólnoty. W obliczu konfliktu osoba taka może przestać utożsamiać się z tą funkcją i albo widzi siebie niewłaściwą osobą albo wybór siebie na tę funkcję jedną z przyczyn konfliktu. Ten wewnętrzny konflikt może być potęgowany uczuciem osamotnienia, odmienności, ciężarem odpowiedzialności.

Należałoby poświęcić osobny czas na zrozumienie roli lidera we wspólnocie i w obliczu konfliktu [innym razem]. Wystarczy tu wskazać, że autorytatywny sposób sprawowania władzy:"ja wiem wszystko najlepiej i mam najlepsze rozwiązania" przynosi mierne owoce, zwłaszcza przy rozwiązywaniu konfliktów. Z kolei sposób zbyt troskliwy, matczyny stawia innych w roli dzieci, które trzeba chronić przed czyhającymi niebezpieczeństwami.

5. Kultura osobista. Wiele niepotrzebnych konfliktów można ominąć rezygnując z postawy pełnej uporu. Dobre wychowanie i osobista kultura mogą relatywizować problemy w grupie. Umiejętność rezygnacji jest cechą dojrzałości. Poza tym wola wzajemnego zrozumienia, wyrażenie skruchy, przeproszenia i prośby o przebaczenie wielokrotnie burzy mury zbudowane przez upływający czas. Są środowiska, które winny wrócić do słów: proszę, dziękuję, przepraszam, proszę o wybaczenie.

6. Rezygnacja z mitów. Mity we wspólnocie są nieprawdziwymi oczekiwaniami albo błędnymi pojęciami dotyczącymi życia wspólnego. Często mity są podświadome, nie wyrażone i przyczyniają się do hamowania rozwoju. Oto niektóre z nich:

  • Aby wszyscy byli zadowoleni i szczęśliwi. Wspólnota powinna zaspokajać każdą moją potrzebę. Tu muszę się realizować w sposób bezkonfliktowy.
  • Wspólnotowość. Wszystko trzeba robić wspólnie. Takie samo myślenie, takie samo działanie.
  • Przede wszystkim działanie i praca. "Odpoczniemy po śmierci". Brak higieny psychicznej, brak odpoczynku może być niejednokrotnie przyczyną wielu napięć i konfliktów.
  • Jeśli coś nie idzie, ktoś musi być temu winny. (to juz wyżej)
  • W stabilnej wspólnocie nic się już nie zmieni. Przekonanie, że wszystko już się zrobiło i nic nie ma już do zrobienia. Być może w innej wspólnocie, ale na pewno nie w naszej.
  • Nie możemy rozmawiać ze sobą, bo różnią nas bardzo nasze charaktery.
  • Jeśli nie znajduję zrozumienia we wspólnocie, winienem go szukać poza nią.
  • Kiedy się rozmawia, ma rację ten, kto umie przekonać.
  • Lider (rodzic, animator, przełożony, profesor, ksiądz) ma zawsze rację. Poszukiwanie wspólne jest niepotrzebne, ponieważ wszystko już jest jasne.
  • Konieczność zmian. Wśród młodych panuje przekonanie, że nowe pokolenie musi wszystko zmienić, gdyż to, co stare, jest już nieaktualne.

3. Podsumowując należy zaakcentować, że są drogi pozytywnego wyjścia z konfliktu, kryzysu. Co więcej, kryzys w życiu człowieka czy wspólnoty jest naturalnym progiem przejścia ku pełniejszej dojrzałości. Warto dodać, że kryzys we wspólnocie wiary ma też swoje wyjaśnienie w dynamice opisanej przez św. Ignacego i odkrywanej w Ćwiczeniach Duchownych. Konflikt to wyzwanie, aby wejść w niego, przejść i wyjść z nową osobistą siłą.

III. Refleksja indywidualna (ok. 5 + 20 min.)

  1. Punkty do refleksji.
    1. Jakie charakterystyczne próby rozwiązywania konfliktu widzę w grupach, środowiskach, w których przebywam?
    2. Jakie ja mam tendencje zachowań przy rozwiązywaniu konfliktów?
    3. Czy dostrzegłem/-am lub dostrzegam jakiś konflikt w naszej wspólnocie?
    4. Jak do niego podchodzimy? Co pomaga w jego rozwiązywaniu, a co przeszkadza? A może go nie dotykamy i odsuwamy?
    5. O czym się nie mówi a warto pomówić w naszej wspólnocie?
  2. Refleksja (Uwaga. Zacząć od modlitwy przygotowawczej św. Ignacego)

IV. Dzielenie (nawet do 10 min na osobę; razem do 1 godz.)

V. Refleksja po dzieleniu (10 + 5 min.)

  1. Tekst Ef 4, 25 - 32
  2. Jakie dostrzegam istotne cechy służące rozwiązywaniu konfliktów?
  • Co Bóg przewidział dla mnie jako łaskę spotkania? Co mnie szczególnie porusza i na co mogę dać konkretną odpowiedź?
  • Wpiszę ją "w ramkę".

Dzielenie łaską spotkania (ramką).

VI. Modlitwa na zakończenie.

  • podziękowanie za dar tego spotkania,
  • prośba o wytrwanie w łasce spotkania.

Uwaga. Może to być długie spotkanie, do ok. 2,5 godz. i poruszające sprawy warte pogłębienia. Dlatego proponuję następne spotkanie uczynić "powtórką" z tematu Dynamika wspólnoty i rozwiązywanie konfliktów, dotyczącą naszej wspólnoty. Można też wykonać kilka warsztatowych ćwiczeń o wyrażaniu uczuć, ich nazywaniu, itp.


Spotkanie 6

Dynamika wspólnoty: duchowy wymiar wspólnoty

Cel: Zrozumienie i ustalenie miejsca modlitwy we wspólnocie oraz roli wymiaru duchowego. Ustalenie potrzeb modlitewnych uczestników i rozeznanie form modlitwy pomagających dla wzrostu wspólnoty.

I. Modlitwa wstępna (ok. 5 min)

  • Stanąć w obecności Boga, a szczególnie podkreślić to, że stajemy przed Ojcem z Jezusem Chrystusem, Głową naszej wspólnoty.
  • Prosić, aby to spotkanie pomogło nam lepiej towarzyszyć Jezusowi w Jego misji, abyśmy uczyli się odczytywać Jego wezwania.
  • Zakończyć modlitwą przygotowawczą św. Ignacego (ĆD 46):

Proszę Cię Boże, Panie mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do slużby i chwały Twojego Boskiego Majestatu. Amen.

II. Wprowadzenie: Duchowy wymiar wspólnoty - w oparciu o: Dynamika wspólnoty i rola lidera, o. Tadeusz Kotlewski SI, Wydawnictwo m, 1997. (ok; 20 min.)

1. To wprowadzenie odnosi się do każdej wspólnoty chrześcijańskiej, ale nietrudno się dopatrzeć tego, że WŻCh jasno i świadomie stawia sobie przed oczy ten wzorzec wspólnoty, który tu omówimy. Powiemy o miejscu modlitwy w życiu wspólnoty oraz o tym, na czym ma być skoncentrowana nasza duchowość i ku czemu prowadzić.

2. Żaden człowiek nie jest w stanie nauczyć drugiego modlitwy. Może dawać mu wskazówki, nauczyć go "modlitw", lecz człowiek prędzej czy później uzna je za niewystarczające i albo się zniechęci, albo nawiąże osobowy kontakt z Bogiem. Bo prawdziwa modlitwa to kontakt osoby z Osobą, pełen miłości. Taki problem napotkali uczniowie i prosili Jezusa: naucz nas się modlić (Łk 11,1). Wówczas Jezus zaczął od tego, by do Boga mówić: Ojcze, czyli by być z nim w bliskiej, ufnej więzi. Wiemy, że Abba należy raczej tłumaczyć jako: Tatusiu. Słowo to niesie aspekt emocjonalny, nie jest obojętne jak klepane formułki.

3. Zwróćmy uwagę na to, czego uczy nas Jezus w modlitwie Ojcze nasz. Zrozumiejąc to, będziemy wiedzieć jak ma wyglądać nasza modlitwa indywidualna i wspólnotowa.

Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci Twoje imię, niech przyjdzie Twoje królestwo, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi...

Jezus nas uczy, że zaczynać mamy od Boga, Jego spraw, a nie od własnych interesów. "Starajcie się naprzód o Królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam przydane". I modlitwa indywidualna i wspólnotowa powinny być skoncentrowane na Bogu i pragnieniu szukania Jego woli (por. modlitwa przygotowawcza św. Ignacego).

4. Nie jest jednak tak, że mamy zapominać o nas samych. Modlitwa Jezusa jest modlitwą prośby za człowieka, ale to, czego nam potrzeba to:

  • chleb powszedni (nie luksusy),
  • duchowa moc,
  • odpuszczenie grzechów.

Duchowa moc pochodzi od Ducha Świętego. O Niego mamy prosić. W tym jednym przypadku nie musimy myśleć: jeśli jest taka Twoja wola, bo właśnie taka jest wola Ojca. "O ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą". Duch Święty jest nie tylko umocnieniem. To On modli się w nas i woła: Abba-Ojcze, to znaczy, że dzięki Niemu nasza modlitwa może być taka jak trzeba. Modlitwa o Ducha Świętego powinna poprzedzać wszystkie nasze działania, zaangażowania. Ma być cierpliwa, wytrwała i ufna - tak jak w przypowieści o przyjacielu, który przychodzi o północy lub jak w wieczerniku: "Kazał im oczekiwać obietnicy Ojca (...)".

Duch daje to, że doświadczamy Boga i możemy być świadkami (Dz 1,8). Świadek to właśnie ten, który doświadczył. Bez doświadczenia Boga możemy być co najwyżej działaczami. Podobno tacy "działacze" nie dowierzają sobie, czują nieodpartą potrzebę przekonywania innych, by poczuć się pewniej. Aby być świadkiem we współczesnym świecie trzeba w zgiełku życia znaleźć czas na wyciszenie serca, modlitwę i otwarcie na Boga, aby Go usłyszeć.

5. Modlitwa wspólnotowa o tyle ma sens, o ile opiera się na modlitwie poszczególnych osób i pomaga w tym indywidualnym kontakcie człowieka z Bogiem. "Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca, który jest w ukryciu" (Mt 6,6). Dobro, które się wydarza w czasie modlitwy leży zawsze w tym, co dzieje się między sercem poszczególnego człowieka a Bogiem. Wspólnota tak powinna kształtować życie modlitewne, aby znalazł się czas na osobiste, wyciszone spotkanie z Bogiem. Należy uczyć różnorodnych form modlitwy, wspólnej i indywidualnej, tak aby każdy z uczestników umiał się modlić poza spotkaniami "w swojej izdebce", w zależności od stanów emocjonalnych, doświadczeń i przeżyć codziennego życia.

Bóg prowadzi każdego człowieka osobiście i różni członkowie wspólnoty są na różnym etapie rozwoju duchowego. Wspólnota powinna to uszanować. Z drugiej strony, każdy z uczestników musi wziąć odpowiedzialność za swoje życie duchowe i jego rozwój. Wspólnota nie ma za zadanie "ciągnąć go na siłę". Wspólnota ma mu towarzyszyć i wspierać.

6. Modlitwa wspólnotowa pogłębia więzi w samej wspólnocie. Zdarza się jednak, że przez różnorodność zaangażowań i misji, nie zawsze jesteśmy zgromadzeni na modlitwie razem na tym samym miejscu (chodzi tu o większe dobro, a nie o "preteksty", aby nie być na spotkaniu - to chyba jasne). Modlitwa wspólnotowa jednak to nie wzajemna adoracja, lecz wspólne trwanie przed Panem. Tak więc w modlitwie wspólnotowej powinno być miejsce dla tych, którzy są nieobecni. Nasza duchowość ma zmierzać ku temu, że gdy jedni są w wypełnianiu misji, inni ich wspierają swoją modlitwą i obecnością przed Panem.

7. Idąc za tradycją Kościoła można powiedzieć, że chrześcijańska wspólnota to pewna struktura (ciało), która służy misji. Są to dwa elementy ściśle ze sobą powiązane, a nie przeciwstawne. To ciało, wspólnota skoncentrowana na Bogu i szukaniu Jego woli domaga się misji, misja zaś domaga się wspólnoty jako miejsca formacji i wzrostu duchowego.

8. Posłużmy się tekstem z Ewangelii:

Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał,
a oni przyszli do Niego.
I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli,
by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki,
i by mieli władzę wypędzać złe duchy.
(Mk 3,13-15)

9. Aby móc "być dla misji", trzeba być przez Jezusa wezwanym, przywołanym. Nie znaczy to, by siedzieć z założonymi rękami i czekać na Jego zaproszenie. Musimy słuchać na modlitwie (medytacji, kontemplacji, rachunku sumienia, itd.), czy słowa Jego zaproszenia skierowane są do mnie. Wspólnota powinna stworzyć warunki do tego wyciszonego słuchania.

Warto zauważyć, że Jezus powołując chce, aby oni MU towarzyszyli. Stanowią wspólnotę, ale wspólnotę z Jezusem. On jest głównym członkiem wspólnoty. W sercu naszych spotkań, w centrum naszej misji musi być Jezus. Uczymy się wówczas patrzeć na świat kochającymi oczyma Boga (por. kontemplacja o Wcieleniu lub 1 ZO) i to nas popycha do współpracy z Jezusem w budowaniu Królestwa Bożego. Mimo iż każdy człowiek, każda wspólnota mają różne konkretne zaangażowania, to wszyscy mamy głosić: "Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk 1,15).

10. Innym obrazem wspólnoty jest opis: wspólnota to ognisko (domowe) i pracownia (warsztat pracy). Ognisko domowe sugeruje miejsce ludzkich spotkań, psychicznego i fizycznego wypoczynku. Tu doświadcza się akceptacji, najnormalniej się rozmawia, prowadzi dialog. Jest się tutaj jak "przyjaciele w Panu". W tym ognisku domowym jest czas na spotkanie twarzą w twarz z Bogiem jak i czas na wspólne trwanie przed Nim z uwzględnieniem Eucharystii. Jest to też miejsce słuchania słowa. Są takie rzeczy, których nikt sam sobie nie jest w stanie powiedzieć. Na przykład jakim widzą mnie inni ludzie, jak widzą moje działanie, że mnie ktoś kocha, że "dobrze, że jestem".To pozwala zmierzyć się i przezwyciężyć wiele trudności i konfliktów. Ważne też jest, że to ognisko domowe to miejsce przeciwstawienia się wpływowi świata, gdzie wbija się przekonanie o konieczności samorealizacji, o tym, że liczę się tylko ja i moje potrzeby. Jeszcze jedna sprawa: każdy z nas potrzebuje czasu świętowania dla równowagi z pracą i zaangażowaniami. Ważne jest, aby wspólnota miała w swoim życiu dni świętowania, a przez to swobodnego poznawania lepiej siebie nawzajem. Powinniśmy też w pewien sposób świętować święta członków wspólnoty.

11. Pracownia sugeruje miejsce, w którym posługuje się różnymi narzędziami, w którym tworzy się projekty i wskazuje cele. We wspólnocie musi być miejsce na rozeznawanie apostolskie, czyli pytanie się o to, jak budować Królestwo Boże "tu i teraz". To rozeznawanie apostolskie wymaga:

  • bycia gotowymi do słuchania tego, co Bóg mówi do kościołów, czytania znaków czasu, otwartymi na "magis" (wybieram to, co więcej dla czci i chwały Boga oraz dla większej doskonałości duszy),
  • bycia zdolnymi do analizowania tego, co czynimy obecnie lub winniśmy czynić,
  • posiadania umiejętności wspólnotowego dialogu dotyczącego podjętych postanowień i zobowiązań,
  • popierania i realizacji decyzji podjętych w sposób autorytatywny (jako efekt rozeznania).

III. Refleksja indywidualna (ok. 5 + 15 min.)

  1. Punkty do refleksji.
    1. Jakie widzę miejsce i rolę modlitwy w życiu naszej wspólnoty?
    2. Czy i w jaki sposób modlitwa na spotkaniach pomaga mojej modlitwie indywidualnej?
    3. Jakie formy modlitwy uważam za szczególnie ważne dla mojego wzrostu duchowego?
    4. Czego mi brakuje w modlitwie wspólnoty, jakie mam oczekiwania, pragnienia?
    5. Jakie mam propozycje związane z prawidłowym rozwojem modlitwy w naszej wspólnocie?
  2. Refleksja (Uwaga. Zacząć od modlitwy przygotowawczej św. Ignacego)

IV. Dzielenie (po ok. 5 min. na osobę; razem do ok. 30 min.)

V. Refleksja rozeznająca po dzieleniu (5 + 15 min.)

  1. Punkty do refleksji
    • Tekst Mk 3, 13-15.
    • Które z propozycji i wypowiedzianych refleksji służą celowi naszej wspólnoty i wezwaniu Jezusa (niektóre mogą być owocem innych osobistych potrzeb)?
    • Które z obecnych lub zaproponowanych form modlitwy integrują wiarę z życiem, osobisty kontakt z Bogiem z otwarciem na drugiego człowieka, nas jako członków wspólnoty?
    • Co należy pogłębić, nad czym popracować?
  2. Refleksja.

VI. Dzielenie (po ok. 3 min., razem do ok. 20 min.)

- zakończyć spisaniem rozeznanych form modlitwy służących naszemu wzrostowi i ich akceptacją.

VII. Modlitwa na zakończenie (do ok. 15 min.)

1. Wprowadzenie

Jak wspomnieliśmy, modlitwa wspólnoty ma towarzyszyć zaangażowaniom poszczególnych członków. Chciejmy teraz w modlitwie wstawienniczej ogarnąć ważne sprawy osób, również tych tutaj nieobecnych.

2. Modlitwa.

  • Może ktoś bezpośrednio wnosić modlitwę za kogoś innego, może też ktoś Bogu przedstawiać swoje zaangażowanie i prośbę, a inni się w to włączą.
  • Zakończyć podziękowaniem za dar spotkania i modlitwą Ojcze nasz.
Uwaga. Razem wychodzi ok. 2 godz. 10 min.

Spotkanie 7

Nasz styl życia

 Cel: Odkrycie i nazwanie elementów charyzmatu WŻCh, stylu naszego życia.


I. Modlitwa wstępna (ok. 5 min)

  • Stanięcie w obecności Boga jako każdy z osobna i jako wspólnota podstawowa, cząstka WŻCh i Kościoła.
  • Modlitwa do Ducha Świętego o potrzebne dary dla naszej wiary i rozumu na czas tego spotkania.
  • Zakończyć modlitwą przygotowawczą św. Ignacego (ĆD 46):

Proszę Cię Boże, Panie mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do slużby i chwały Twojego Boskiego Majestatu. Amen.

Część I

II. Wprowadzenie (ok. 5 min.)

To spotkanie jest wstępem do głębszego poznania poszczególnych elementów "naszego stylu życia", czyli charyzmatu WŻCh. Jest bowiem zrozumiałe, że trzeba znać ten styl życia i rozumieć jego składniki, aby móc w pełni nimi żyć. Są to narzędzia, dzięki którym możemy wzrastać w wierze i życiu chrześcijańskim. Dzisiejszym naszym zadaniem jest wyłowienie z Zasad Ogólnych wszystkich charakterystycznych elementów naszej duchowości i naszego sposobu życia i działania (pewne elementy dotyczące funkcjonowania naszej Wspólnoty zawarte są w Statucie i Normach Ogólnych).

 

III. Praca indywidualna (ok. 20-30 min.)

Uwaga. Należy przypomnieć wszystkim, aby na to spotkanie przynieśli ZO.

  1. Czytając indywidualnie ZO, wypisać wspomniane elementy oraz charakterystyczne określenia związane z tą "drogą", np. kontemplatywny w działaniu, itp.
  2. Jakie z tych zagadnień chciałbym pogłębić, lepiej poznać i zrozumieć?

IV. Dzielenie

  1. Porównać uzyskane wyniki pracy indywidualnej, dopisać brakujące elementy.
  2. Porównać to, co chcemy zgłębiać (indywidualnie) i ustalić wspólne oczekiwania.

Część II

V. Rachunek sumienia (25-30 min.)

Uwaga. Punktów poniższych nie należy czytać od razu, lecz postępować krok po kroku, zatrzymując się i oddając modlitwie i rozmyślaniu. Nie spieszyć się! Do każdego w innym momencie Bóg może zechcieć przemówić szczególnie. Nie należy tych punktów "przerobić", lecz ma to być modlitwa miłującej uwagi.

  1. Modlitwa przygotowawcza św. Ignacego.
  2. Uświadomię sobie, że mój rachunek sumienia to nie moje intelektualne ćwiczenie. Oto mój Bóg patrzy zasłuchany na moje ciało, moje uczucia i pragnienia, moje myśli i moją wiarę. Patrzy na mnie z miłosną uwagą. [Mogę sobie postawić przed oczy, wyobrazić postać Jezusa - jeśli uważam, że mi to pomoże] Teraz On chce ze mną wymienić kochające spojrzenia. Nie spieszę się. Przez chwilę tak będę trwał ...
  3. Spojrzę myślą na to, co mnie dzisiaj otaczało, a jest Bożym stworzeniem. Czy dostrzegłem, jaki dzisiaj był dzień? ... Jak wygląda przyroda, drzewa ... Czy widziałem ptaki ... Cały dzień z Bożej hojności świeciło dla mnie słońce ... A teraz ostatnie, najcenniejsze Boże stworzenie - człowiek. Spojrzę na siebie. Z jakich darów, które posiadam z Bożej ręki, korzystałem dzisiaj? Nogi ... dotknę ich i poczuję. Chodziłem dzisiaj? Gdzie? Przebiegnę myślą moją trasę ... to dzięki moim nogom. Co powiem Bogu, który teraz mnie słucha? Ręce ... poruszam nimi i dotknę. Co nimi dzisiaj robiłem? Jakich rzeczy dotykały? Czemu służyły ... nie spieszę się. Przypomnę sobie ten dotyk, gesty ... Czy przyniosły jakieś dobro? Mój kochający Bóg mi je dał. Co Mu powiem? On słucha ... Usta ... czuję je? Z nich płynęły dziś słowa. Mogły ranić lub pocieszać, służyć prawdzie lub ją zagłuszać. Przypomnę sobie spotkanych ludzi i słowa, które do nich wypowiadałem ... Tyle ich było, bo towarzyszą ludzkim kontaktom, ale spróbuję się zatrzymać nad niektórymi. Czemu służyły? Nie chodzi przecież tylko o to, aby nie mówić nieprawdy, lecz mówić tę prawdę, która służy dobru. Więc zatrzymam się i rozważę ... Czy wykorzystałem moje usta, aby wyrazić nimi czułość i miłość moim najbliższym? ... Myśli ... co myślałem o innych ludziach? Czy nosiłem w sobie ich pozytywny obraz, czy negatywny? Czy był prawdziwy? ... Uczucia ... tyle ich dzisiaj było, a w biegu nie zwracałem na nie uwagi. Które z nich dzisiaj dominowały? ... Były dla mnie pocieszeniem, czy strapieniem? ... Jak na nie odpowiedziałem myślą, słowem, czynem? ...
  4. Co powiem teraz patrzącemu na mnie kochającemu Bogu, gdy stoję przed Nim z tym całym doświadczeniem dzisiejszego dnia? ...
  5. Co zabiorę z sobą z tej modlitwy w przyszłość? Wpatrzę się w Boga i będę tak trwał w zasłuchaniu ... niech ON TERAZ MÓWI ...

VI. Modlitwa na zakończenie - bezpośrednio jako wspólne zakończenie rachunku sumienia (10-15 min.)

  • Dziękczynienie za otrzymane dobro na spotkaniu.
  • Prośba o pomoc w trwaniu przy Chrystusie.
  • Zakończyć modlitwą Ojcze nasz.

Spotkanie 8

Rozmyślanie: O Dwóch Sztandarach

Cel: Opowiedzenie się za Chrystusem i życiem według Jego wskazań.

I. Modlitwa wstępna (ok. 15 min.)

  1. Dzisiaj stoi przed nami zadanie przeżycia rozmyślania o Dwóch sztandarach, jednego z rozmyślań II tygodnia ĆD. Przygotujmy się do tego ćwiczenia przez wyciszenie swego serca i uporządkowanie w sobie spraw dzisiejszego dnia. Oddajmy się do dyspozycji Bogu, aby mógł w nas działać tak, jak chce.
  2. Wezwijmy więc najpierw Ducha Świętego, który daje nam umiejętność dobrej modlitwy. Niech ogarnie nas swym tchnieniem.(modlitwa do Ducha Świętego)
  3. Pomóż nam, Panie, odkryć ślady Twojej obecności dzisiaj w naszym życiu i wzbudź w nas ducha dziękczynienia. (modlitwa dziękczynienia)
  4. Niech to spotkanie z Tobą i między sobą nawzajem będzie dla nas z pożytkiem doczesnym i wiecznym i ku większej chwale Twojej.(Chwała Ojcu ...)

II. Rozmyślanie o Dwóch sztandarach poprzedzają wprowadzenia i punkty - jak zwykle w Ćwiczeniach Duchownych.

Pierwsze wprowadzenie odnosi się do uprzytomnienia sobie historii wydarzeń, tła, w którym dziać się mają te wydarzenia. To pierwsze wprowadzenie uczynimy wspólnie.

Oto przypominamy sobie, że Bóg, nasz Stwórca, stwarzając człowieka, obdarzył go wspaniałymi darami, a wśród nich wolnością. Wcześniej jednak zgrzeszył Lucyfer i stał się zawziętym wrogiem Bożych planów i wrogiem człowieka. Za namową diabła człowiek zrobił zły użytek ze swojej wolności i zgrzeszył, burząc pierwotną harmonię i wikłając się w konsekwencje swojego wyboru. Odtąd trwa ciągła walka między Bogiem a Lucyferem, której polem jest świat i każdy człowiek. Bóg w swej nieskończonej miłości wydaje na świat swego Syna, aby każdy, kto w niego uwierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. Ten Jezus przez swoje życie, śmierć i zmatwychwstanie pokonał Lucyfera. Od tej chwili każdy, kto zwróci się ku Chrystusowi, będzie ocalony, a jego grzechy choćby były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją. Jezusa pragnieniem było, aby gdy "wyciągnie ręce nad ziemię, wszystkich przygarnąć do siebie". I on teraz z miłością i troską czeka na ludzi, wzywa ich gorąco ku sobie, ku życiu, aby obmyli swe szaty w krwi Baranka.

Lucyfer zaś wie, że został pokonany i że nie zostało mu już dużo czasu w tej wojnie. Aby pogrążać ludzi i przyciągać ich do siebie musi odwracać ich uwagę od źródła łaski, od ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Jezusa. Rzuca się jak lew ryczący lub podpełza jak wąż. Ma mnóstwo sposobów, które przez wieki wypróbowywał. Wymyśla też coraz to inne, dostosowane do czasów, w których żyje człowiek. Pała wciąż nienawiścią do Boga i człowieka, i kłamstwem i podstępami usiłuje wciągnąć pod swój sztandar nowe ofiary.

III. A teraz dalsze wprowadzenia do samodzielnej pracy.

Zacząć rozmyślanie od modlitwy przygotowawczej św. Ignacego:

Proszę Cię Boże, Panie mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do slużby i chwały Twojego Boskiego Majestatu. Amen.

Wprowadzenie 2. Ustalenie miejsca, jakby się je widziało. Zobaczyć Jezusa na odkrytym terenie, pod pięknym niebem, w słoneczny dzień. Przy nim stoi Jego sztandar. Lucyfer zaś znajduje się w jakiejś mrocznej sali, jakby gabinecie, za wielkim stołem prezydialnym, a przy nim stoi jego sztandar.

Wprowadzenie 3. Prosić Boga o poznanie podstępów diabła i o pomoc, abym się ich ustrzegł. Prosić o poznanie życia prawdziwego, które ukazuje nam najwyższy i prawdziwy wódz, Jezus Chrystus, narzędzi w postępowaniu za Nim, i o łaskę, abym Go naśladował.

Część I

Punkt 1. Widzieć Lucyfera siedzącego na swym tronie, pełnego nienawiści i podstępu. Jak wygląda? Jak wygląda jego sztandar, co przedstawia?

Punkt 2. Zobaczyć jak zwołuje na naradę diabły różnego rodzaju i rozsyła ich na różne strony: do tego miasta, do tamtego, do środowisk pracy, do rodzin, do rządzących, do Kościoła, itd. Są tam diabły do "zwykłego zła" i do zadań specjalnych. Lucyfer nie pomija w swych planach żadnego człowieka.

Punkt 3. Posłucham, o czym mówią, jakie mają plany i metody działania. Czym chcą kusić i jak wprowadzać zło i nienawiść na świat. Jak odwracać uwagę człowieka od Chrystusa. Zwrócić uwagę na to, jak Lucyfer wymyśla nowoczesne metody kuszenia chciwością bogactw, chęcią władzy i zaszczytów, jak chce doprowadzić człowieka do bezmiernej pychy.

Część II

Punkt 1. Zobaczyć Jezusa Chrystusa, prawdziwego Pana i Wodza. Jest zmatwychwstały. Na Jego rękach i nogach widać ślady gwoździ. Spojrzeć na Jego pełną miłości twarz. Jak wygląda Jego sztandar, co przedstawia?

Punkt 2. Zobaczyć, jak zgromadzili się wokół Niego ci, co Go kochają: Jego Matka, Apostołowie, itd. Wśród świętych stoi Ignacy z towarzyszami, Franciszkiem Ksawerym, Andrzejem Bobolą i innymi. Są również inne osoby związane z duchowością ignacjańską. Jest też Franciszek z Asyżu, Dominik, wiele zakonnic i zakonników z zakonów kontemplacyjnych i czynnych. Jest też rzesza świeckich. Są też ci, którzy teraz żyją na ziemi, a oddali swoje życie Chrystusowi i idą pod Jego sztandarem. Tych wszystkich ludzi Jezus rozsyła na świat, aby dotarli do każdego miejsca, do każdego człowieka.

Punkt 3. Posłucham, co Jezus mówi do wyruszających w świat Jego poddanych. Co mają ludziom mówić i jak świadczyć? Jakie dawać im środki, narzędzia, aby mogli postępować drogą do nieba? Jezus jest Panem każdego czasu i zna przebiegłość Lucyfera. Zobaczę więc, co Jezus proponuje współczesnemu człowiekowi jako przeciwwagę dla pokusy chciwości bogactw, pokusy władzy i zaszczytów, pokusy pychy. Co Jezus mówi do tych, których posyła do mnie? Co mają mi podpowiedzieć?

Rozmowa końcowa. Pierwsza - skierowana do Maryi, aby wyjednała mi u Syna swego tę łaskę, aby przyjął mnie pod swój sztandar, abym umiał korzystać ze środków zbawienia, jakie On mi podsuwa. Druga - skierowana do Jezusa, aby uzyskał dla mnie tę łaskę u Ojca. Trzecia - prosić Boga Ojca, aby dał mi tę łaskę.

Zakończyć modlitwą Ojcze nasz.


Uwaga. Z Wprowadzeniami i Punktami zapoznać się pierwszy raz przed rozpoczęciem rozmyślania - wspólnie. Sprawdzić, czy wszystko jest jasne. Na to pewnie wystarczy ok. 15 minut. Niech każdy ma tekst przed sobą (wydrukować) w czasie rozmyślania. Na rozmyślanie 45-50 min. Czas do pełnej godziny poświęcić na refleksję indywidualną po medytacji (rozproszenia, co mi przeszkadzało, co pomagało, co się wydarzyło ważnego, co mnie pociągało, co odpychało, itp.) i zapisanie tego, co mnie najbardziej poruszyło.


IV. Dzielenie (po ok. 5 min., do 30 min.)

- tym, co najważniejsze było dla mnie w tym spotkaniu z Bogiem.

V. Modlitwa końcowa (10-15 min.)

  1. Wypowiedzmy wobec wspólnoty swoje dziękczynienie Bogu.
  2. Wyraźmy to, co teraz nosimy w sercu: zawierzenie Bogu, zaufanie, radość, miłość, a może lęk, obawę, zniechęcenie, może nadzieję, a może bezradność...
  3. Zakończyć modlitwą Chwała Ojcu.

Uwaga. Około 2 godz. 15 min.


Spotkanie 9

Ćwiczenia Duchowne w moim życiu

Cel: Odświeżenie doświadczenia ĆD i dobra, które im towarzyszyło. Podzielenie się świadectwem wiary i duchowego wzrostu ze wspólnotą.

Uwaga!! Conajmniej tydzień wcześniej należy koniecznie dać następujące zadanie domowe:

  1. Odnaleźć notatki rekolekcyjne z ĆD, w których uczestniczyłem.
  2. Przeczytać, nie koniecznie wszystko, co mam zapisane, lecz moje osobiste zapiski, refleksje. Przypomnieć sobie wydarzenia, które temu towarzyszyły i to, co zmieniało się w moim życiu dzięki tym ćwiczeniom.
  3. Popatrzeć z perspektywy, jakie znaczenie w moim życiu miały te ĆD, w których uczestniczyłem, co im zawdzięczam?
  4. Wskazane jest, aby sobie zapisać skrótowo w punktach to, czym mógłbym/chciałbym się podzielić ze wspólnotą.
  5. Przynieść te notatki ze sobą na spotkanie.

I. Modlitwa wstępna (ok. 15 min.)

  1. Stańmy w obecności Boga, żyjącego i kochającego.
  2. Ogarnijmy myślą te wszystkie miejsca, z których na to spotkanie przychodzimy, a w których dzisiaj byliśmy. Kogo spotkałem, z kim przebywałem? Każde dzisiejsze doświadczenie było szansą mojego postępowania za Chrystusem. Podziękujmy Bogu za nie.
  3. Niech każdy poprosi Boga o to, co czuje, że jemu jest potrzebne, aby być uczniem Chrystusa.
  4. Zakończyć modlitwą przygotowawczą św. Ignacego:

Proszę Cię Boże, Panie mój, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do slużby i chwały Twojego Boskiego Majestatu. Amen.

II. Wprowadzenie.

  1. W ZO czytamy, że "Ćwiczenia Duchowne św. Ignacego uważamy za źródło szczególne i charakterystyczne narzędzie naszej duchowości". Toteż do doświadczenia ĆD trzeba wracać, przypominać je sobie, utrwalać, trwać w nim i dzielić się dobrem z tego doświadczenia płynącym, aby wspierać innych wiarę, a być może również pomóc innym tego dobra dostąpić.
  2. ĆD są spięte jakby klamrą: na początku Fundamentem Ćwiczeń, na końcu kontemplacją pomocną do uzyskania miłości. W Fundamencie poznajemy cel, dla którego człowiek jest stworzony, a mianowicie

"aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją".


Kontemplacja pomocna do uzyskania miłości zbiera doświadczenia całych Ćwiczeń będąc dojrzałą odpowiedzią daną Bogu, właściwą celowi, dla którego każdy z nas jest stworzony:


Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją,

pamięć moją i rozum, i wolę mą całą,

cokolwiek mam i posiadam.

Ty mi to wszystko dałeś - Tobie to, Panie, oddaję.

Twoje jest wszystko.

Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli.

Daj mi jedynie miłość Twą i łaskę,

albowiem to mi wystarcza. Amen.

Wszystko, co między fundamentem, a tym wyznaniem, to droga Ćwiczeń - droga, na której coraz głębiej odkrywa się Boga żywego i obecnego, doświadcza się swojej grzeszności i wyzwalającej mocy Boga, oraz towarzyszy się Mu w wydarzeniach Jego życia, aby Go lepiej poznać, a przez to bardziej pokochać.

Za odkryciem prawdy, że Bóg jest Bogiem żywym i działającym we współczesnym świecie postępuje zaraz nauka, jak Go znaleźć i rozpoznać, jak rozróżnić to, co On mówi, a co podpowiada mi mój duch lub duch zły. Wszystko po to, aby lepiej rozpoznawać wolę Bożą w swoim życiu i z odwagą iść za nią, unikając zasadzek szatana.

  1. Dzisiejsze nasze zadanie to podzielenie się przeżytym doświadczeniem ĆD, uważne słuchanie i zastanawianie się, dlaczego właśnie ĆD są szczególnym, charakterystycznym źródłem i narzędziem naszej duchowości. W czym mogą pomóc współczesnemu człowiekowi? W czym mogą pomóc lub pomagają mnie?

III. Dzielenie (trudno podać ramy czasowe)

IV. Refleksja po dzieleniu (15 min.)

  1. Co mnie szczególnie porusza (pociąga lub odpycha)?
  2. Spróbuję dostrzec i nazwać uczucia, które rodzą się we mnie na myśl o udaniu się na rekolekcje - ĆD (pierwszy raz lub na kolejny etap, lub na rekolekcje zamknięte pogłębiające doświadczenie ĆD).
  3. Czy chciałbym taką decyzję rozeznać we wspólnocie? Jeśli tak, to co mnie ku temu pociąga? Jeśli nie, to dlaczego; co mnie od takiego rozeznania powstrzymuje?

V. Dzielenie (po 5-7 min., do 40 min.)

VI. Indywidualna rozmowa końcowa (10 min)

  1. Uświadomię sobie obecność Pana w tej chwili przy mnie.
  2. Co chcę Mu powiedzieć w związku z tym spotkaniem? Porozmawiam jak z przyjacielem.

VII. Wspólna modlitwa końcowa (10 min)

  • Co chcę powiedzieć Bogu w obliczu wspólnoty?
  • Przed nami kolejny tydzień dany nam od Boga do zagospodarowania. O co poprosimy?
  • Zakończyć Ojcze nasz. 

Spotkanie 10

Kontemplatywny w działaniu

Cel: Zrozumienie pojęcia: kontemplatywny w działaniu. Silniejsze zwrócenie uwagi na żywą obecność Boga w moim życiu.

I. Modlitwa wstępna (ok. 15 min)

1. Znak krzyża.
2. Jaki był ten kończący się dzień:

  • jaka pogoda?
  • Jaka przyroda?

3. Gdzie byłem, kogo spotkałem?
4. Jakie dobro mnie spotkało?
5. Jakie talenty, umiejętności, części ciała służyły mi dzisiaj w ważnych wydarzeniach?
6. Co powiem teraz Bogu?
(...)
7. Chwała Ojcu.

II. Wprowadzenie: w oparciu o: Kontemplatywni w działaniu, Ladislas Orsy SI, WAM, 1992. (ok. 20-25 min.)

1. W ZO pojawia się określenie kontemplatywny w działaniu, które może nie być do końca jasne lub być błędnie rozumiane. Jak przekonamy się, mówiąc o kontemplatywnym w działaniu, dotykamy od innej strony tego, czego uczą ĆD.

2. W sformułowaniu kontemplatywny w działaniu kryje się aspekt statyczny - kto jest taką osobą, ale też ruch, w którym taka osoba się znajduje - aspekt dynamiczny.

Nie da się określić takiej osoby bez przedstawienia dynamiki jej rozwoju i działania. Toteż mówiąc o tym:

  • kto jest kontemplatywny,
  • kto jest w działaniu,
  • kto jest kontemplatywny w działaniu,

będziemy wskazywać raczej jak ktoś staje się kontemplatywny w działaniu.

3. Są pewne potoczne rozumienia słowa kontemplatywny. Może to być mnich, żyjący w odosobnieniu - wówczas myślimy o pewnym zewnętrznym stanie. Czasem nazywa się tak kogoś o typie marzycielskim, skłonnego do rozmyślań - wówczas myślimy o pewnym wewnętrznym usposobieniu. Gdy patrzymy, czym jest kontemplacja w ĆD, to widzimy, że jest to przyglądanie się Bogu i pewnym wydarzeniom z Jego życia w jak najpełniejszym wymiarze - staramy się oglądać to wszystko myślami tak, jakby się widziało, słyszało, czuło, itd. W tym kontekście, ktoś kontemplujący (nie kontemplatywny!) to ten, kto pilnie obserwuje opisane dzieła Boże, aby "pożytek jakiś z tego wyciągnąć", aby Pana bardziej poznać, a przez to mocniej pokochać.

4. W tradycji chrześcijańskiej kontemplatywny to ten, kto doświadcza w sobie, wyczuwa pewną transcendentną, świętą moc (spoza niego), która go pociąga do Chrystusa.

5. Jest to doświadczenie, które nie pobudza zmysłów, ani nie zadowala rozumu. To jest pewien nowy poziom, można to nazwać poruszeniem wewnętrznym, że działa we mnie coś więcej niż naturalne potrzeby, bodźce lub idee rozumowe. Ta nowa "energia" przychodzi do nas z jakiegoś zewnętrznego źródła, pociągając na s do celu ostatecznego, do zbawienia.

Można powiedzieć inaczej, akcentując bardziej wymiar osobowy, że osoba kontemplatywna w działaniu to ta, która jest świadoma obecności i mocy Pana w niej, i która kieruje się w życiu wzbudzanymi w niej poruszeniami. Ta świadomość jest raczej niejasna, odkrywana; tak jak apostołowie łowiący na jeziorze, powoli, niejasno odkrywali, że na brzegu stoi Pan. Zarzucili sieci, zobaczyli obfity połów, w wydarzeniu odkryli ślady Bożego działania, aż wreszcie Jan powiedział: to jest Pan.

Odkrycie tych wewnętrznych, Bożych poruszeń wcale nie musi przynieść szczęścia i spokoju. Czasem wręcz jest to bolesne, gdyż pragnienie zaspokajania potrzeb i świat zbudowany przez rozum mogą burzyć się przeciw tej nowo odkrytej sile. Ta nowa siła zaprasza do przekraczania siebie, serce opanowują nowe pragnienia.

6. Już tutaj widać, że osoba kontemplatywna raczej stara się śledzić to, co się w niej dzieje, niż zadowala się jednym odczuciem. Jest więc w ruchu. Jest to ruch polegający na wkraczaniu w życie coraz intensywniej. Chodzi o to, że człowiek żyje jakby na trzech poziomach:

  1. na poziomie tego, co spostrzegają i komunikują zmysły (poziom ograniczony),
  2. na poziomie tego, co przenika i rozumie umysł (również ograniczony),
  3. na poziomie nieograniczonym otwartym przez wiarę.

Intensywne życie, to otwarcie się na ten trzeci poziom, aby w całe życie wtargnęło światło i moc Boga.

7. Chociaż, zwłaszcza pierwsze dwa poziomy, wzajemnie się przenikają, to jednak (z pewnym przybliżeniem) można mówić o kimś, że zatrzymał się na poziomie A lub poszedł nieco dalej i zatrzymał się na poziomie B.

Zatrzymanie się na poziomie A to głębokie niedorozwinięcie osoby ludzkiej, ale coraz bardziej lansowane w dzisiejszym świecie. Mowa tu o człowieku, który jest więźniem nieustannych impulsów docierających z zewnętrznego świata, jest do nich przywiązany, czasem tak dalece, że pragnienie pójścia w głąb - choćby twórczego myślenia - osłabło w nim aż do całkowitego wygaśnięcia. Środki masowego przekazu w większości bazują na biernym odbiorze publiczności, rzadko zmuszają do krytycznego myślenia (nawet śmiech podstawiają, żeby ludzie wiedzieli, gdzie "jest" śmiesznie), nie zadają pytań twórczych (jedynie typu audio-tele), lecz raczej podają gotowe recepty, a już najmniej pragną wprowadzać człowieka na poziom wiary.

Tradycyjna ascetyka zmierzała do tego, aby wyzwolić się z niewoli tego pierwszego poziomu, poziomu zmysłów. I to było założenie dobre, ale czasem zapominano, że samo umartwienie nie da wyzwolenia. Trzeba zaproponować perspektywy rozumu i wiary, żeby człowiek miał gdzie z tego poziomu A się wyprowadzić. A jasne jest, że człowiek łatwo nie przeniesie się z tego, co wygodne, bezpieczne, pewne, "jak na dłoni".

Na szczęście wielu ludzi odkrywa fascynujący świat ludzkiej inteligencji (poziom B). Pójście w jego głębię jest pełniejszym ujawnieniem się człowieczeństwa, wierniejszym podobieństwem do obrazu Bożego. Jednak i tu są niebezpieczeństwa. Człowiek buduje sobie rozumem obraz świata, jego granice, tak, aby znów poczuć się bezpiecznie, aby pragnienia były osiągalne (chociaż dalsze i "mądrzejsze"). U jednych jest ten świat mniejszy, u innych większy - bez otwarcia się jednak na poziom wiary staje się więzieniem, gdyż człowiek z natury swojej tęskni do nieskończoności.

8. Odkrycie żyjącego Boga i Jego zaproszenia do wejścia w jeszcze bardziej fascynujący świat, świat wiary, może początkowo sprawić, że nasze zmysły i nasz rozum się pogubią. Dobrze wiemy, że rozum pewnych rzeczy "nie trawi", np. Tajemnicy Najświętszego Sakramentu, a jednak są to rzeczywistości działające, czynne, prawdziwe. Zmysły czasem wyrywają się do jednego, wiara pragnie czego innego. Stajemy w miejscu, gdzie Jezus patrzy na nas z miłością i mówi: wypłyń na głębię! A na głębinie: Odwagi, nie bójcie się! Ja jestem!

Bo podróż na głębię może wiązać się z różnymi dylematami. Można doświadczać odwagi, a jednocześnie strachu, wchodzić w głębszą relację z Bogiem, a z drugiej strony tracić przyjaciół, którzy nie mogą zrozumieć zmian, które się w człowieku dokonują.

Jednak po pewnym czasie światło i moc Boga sprawią, że i rozum i zmysły zaczną rozumieć się jakoś z tym, co rozpoznajemy jako wezwanie Boże, i za czym próbujemy podążać. To pełne sprzęgnięcie trzech poziomów sprawia, że taki człowiek jest solą ziemi - ma smak (nie jest mdły jak serial).

9. Człowiek w działaniu. Przede wszystkim uwolnijmy się od dwóch błędnych pojęć. Działanie nie jest czymś narzuconym z zewnątrz (nie tak, jak na ciało A działa siła F powodując jego ruch z prędkością v!). Działanie pochodzi z głębi człowieka. Przez działanie nie rozumiemy też tylko tego, co wielkie, dostrzegalne przez rzesze. Działanie to wszelkiego rodzaju twórcza aktywność, która jakoś ubogaca świat.

10. Działanie jest naprawdę aktem tworzenia. Przez nie człowiek wytwarza coś nowego, podobnego do swej wewnętrznej wizji i pragnienia (nie chodzi tylko o nowy przedmiot lecz również o nową jakość, np. przewijanie niemowlęcia przekształca "zasiusianą", nieprzyjemną dla dziecka rzeczywistość w stan lepszy i przyjemniejszy). Kiedy człowiek działa, staje się bardziej podobny do Boga, swego Stwórcy; w końcu został ulepiony na obraz Boży. Nie tylko nie ma nic złego w działaniu, ale brakowałoby czegoś człowiekowi, który nie byłby aktywny - obraz Boga, naszego Stwórcy, byłby w nim niepełny.

11 Ze względu na złożoność naszej natury, nasze działania mogą rodzić się na różnych poziomach.

  • Działanie może rodzić się z tego, co rodzą nasze zmysły bez pomocy refleksji i sądu rozumu oraz bez wpływu wiary. Może to być uczuciowa odpowiedź lub naśladowanie tego, co robią inni. Takie działanie jest mierne. Nie uruchamiając wszystkich swych głębi, człowiek nie jest w stanie stworzyć czegoś naprawdę nowego, wspanialszego.
  • Działanie oparte na rozumnym spojrzeniu i roztropnym sądzie jest już o wiele bardziej wartościowe. Chociaż może przynosić pożytek, rozwijać cywilizację (odkrycia, wynalazki), może nie nieść w sobie mądrości Bożej i nawet... prowadzić w złym kierunku.
  • Najcenniejsze jest działanie, które wypływa z głębi kontemplacji, z wrażliwego przeżywania obecności i mocy Pana. Oczywiście, musi być ono przebadane przez umysł i uwzględnić zmysły, ale rodzi się z łaski, a przez to wprzęga się w budowanie Królestwa Bożego.

12. Osoba kontemplatywna w działaniu to (kilka równoległych określeń):

  • aktywny chrześcijanin, to ten, który przyjmuje łaskę Bożą całym sobą i w kim łaska przynosi owoc ubogacający świat wokół niego;
  • osoba scalona, której wiarę potwierdzają czyny, a te czyny nie pochodzą ani z emocjonalnego odruchu, ani jedynie z ludzkiego rozsądku, ale z głębi, którą przenika Duch Boży;
  • osoba, która w czynach twórczego działania ujawnia obraz Stwórcy;
  • człowiek żyjący w świecie i wrażliwy na wszystko, co dzieje się wokół niego. Rozważa rozumem wszystkie wydarzenia i fakty i szuka woli Bożej. Jest wystarczająco wolny, aby zobaczyć nowe możliwości i odważny, aby powzięte decyzje wprowadzić w czyn. Jego konsekwencja jest owocem tego, że polega na Bogu, a nie tylko na sobie.

Człowiek kontemplatywny w działaniu stanowi jedność ze światem zewnętrznym, ponieważ dostosowuje się do rzeczywistości. Kocha fakty i realne możliwości. Pragnie współtworzyć Królestwo Boże w tym materialnym świecie, ponieważ nie da się tego po prostu robić gdzie indziej. Jest jednością w sobie, tworzy jedność z Bogiem, mając świadomość Jego obecności i mocy oraz przez szacunek dla Jego stworzeń.

13. A teraz na zakończenie odniesienie do dynamiki ĆD. W Ćwiczeniach właśnie chodzi o:

  • odkrycie Boga żywego i działającego w świecie,
  • odkrycie Jego miłości (mój grzech, Jego przebaczenie),
  • towarzyszenie Mu w wydarzeniach Jego życia, aby Go lepiej poznać, a przez to bardziej pokochać,
  • nauczenie się, jak poznawać, co jest na większą chwałę Bożą.

Człowiek w dynamice ĆD staje się kontemplatywny w działaniu.

III. Refleksja indywidualna (ok. 5 + 15 min.)

  1. Punkty do refleksji.
    1. Kiedy świadomie odkryłem w sobie ślady Bożego działania? Od kiedy zapragnąłem Go lepiej poznać? Kiedy Bóg nabrał dla mnie szczególnego znaczenia? Jakie to były wydarzenia, jakie towarzyszyły im przeżycia?
    2. Czy doświadczyłem kiedyś cierpienia, bolesnego zmagania, gdy postanowiłem wybrać wolę Bożą? Co było największą przeciwwagą dla pójścia za głosem Boga (relacje z innymi, zysk, itp.)? Jak się czułem, gdy dokonałem dobrego wyboru? A jak, gdy złego?
    3. Czy staram się rozeznawać wolę Bożą? Jak to wygląda w moim życiu?
  2. Refleksja

IV. Dzielenie (po ok. 5-7 min.; razem do ok. 40 min.)

V. Refleksja po dzieleniu (10-15 min.)

  1. Przeczytać modlitewnie Ps 139, 1-12.
  2. Jak odpowiem Bogu na Jego obecność przy mnie, również w tym momencie?

VI. Modlitwa na zakończenie - jako podsumowanie punktu V (ok. 10 min.)

  • Co powiem Bogu wobec wspólnoty?
  • Prośby o to, czego potrzebujemy, aby odważnie wybierać Boga w codziennym życiu.
  • Ojcze nasz.

Spotkanie 11

Rozmyślanie: W drodze do Betlejem

Cel: Zobaczyć swoje życie w świetle życia świętej Rodziny

I. Modlitwa wstępna (ok. 15 min.)

  1. Stanąć w Bożej obecności; dzisiaj ze świadomością, że jesteśmy w drodze do domu Ojca.
  2. Podziękować za doświadczenie tego minionego tygodnia i dzisiejszego dnia.
  3. Zawierzyć to spotkanie Bogu.

II. Święty Ignacy kontemplację o Narodzeniu rozpoczyna od wyjścia świętej Rodziny z Nazaretu. I my dzisiaj nasze rozmyślanie rozpoczniemy od tego momentu, lecz nasza rola w rozmyślaniu będzie trochę bardziej aktywna niż Ignacy przewiduje w kontemplacji. Dlatego nie nazywajmy tego kontemplacją o Narodzeniu, lecz rozmyślaniem W drodze do Betlejem.

Aktywność nasza polegać będzie na tym, że prowadzić będziemy rozmowy z Maryją i Józefem w czasie drogi i w Betlejem oraz będziemy starali się załatwić jedną ważną sprawę.

Na rozmyślanie poświęcimy całą godzinę, tzn. 45 min. na rozmyślanie główne i 15 minut na refleksję osobistą po rozmyślaniu. Tekst będący podkładem jest znany i bardzo krótki:

Wybierali się wszyscy, żeby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. (Łk 2,3-7)

III. Rozmyślanie.

Wprowadzenie pierwsze. Upewnić się, że znam po kolei historię, która tu się dzieje.

Wprowadzenie drugie. Przyjrzeć się miejscom, w których będziemy:

  • droga i to, co wokół,
  • miejsce nocnego postoju (będzie tam m.in. ognisko),
  • ulica w Betlejem, gdzie będziemy pytać o nocleg,
  • grota (jak wygląda, co w niej jest, różne szczegóły...)

Wprowadzenie trzecie. Pomodlić się:

Proszę Cię, Panie Jezu, abym przez rozważanie tej tajemnicy Twego życia bardziej Cię ukochał, a przez to lepiej Ci służył. Daj mi się odkryć w moim życiu i naucz mnie składać to życie w Twoje kochające dłonie. Amen.

Uwaga! W tym, co poniżej starać się uczestniczyć całym sobą: słuchać, widzieć, czuć, mówić, iść, wykonywać czynności, czuć się swobodnie - nie ma sztywnych reguł. Postępować od [...] do [...], robiąc przerwy na rozmyślanie tak długie, jak potrzebuję. Mówić do osób, a nie rozmyślać w sobie wydarzeń mojego życia. Nie przejmować się tym, że mieszają się czasy (Jezus ma się urodzić, a ja żyję w czasach po Zmartwychwstaniu). Co roku mamy przed świętami takie mieszanie i nikomu to nie przeszkadza.

Zaczynamy:

Etap 1.

Niedaleko od Nazaretu spotykam na drodze idącego Józefa i Maryję jadącą na osiołku, podróżujących na południe, do Betlejem. Idę w tę samą stronę, więc mogę się przyłączyć. Jak się odbywa to poznanie...

[...]

Etap 2. Zrobił się wieczór. Zatrzymujemy się na noc. Niedaleko są też inni podróżni. Siedzimy we troje przy ognisku. Pobędę tak, poobserwuję...

[...]

Maryja i Józef mają w sobie tyle pokoju, ciepła i miłości, że postanawiam porozmawiać z nimi o własnym życiu. Opowiadam im moją historię, aż do tej chwili (oni mnie jeszcze nie znają!) Nie myślę, lecz mówię - ubieram w słowa. Niczego nie taję, bo mam do nich pełne zaufanie.

[...]

Etap 3. Dzień następny. Idziemy drogą. Wyraźnie Maryja i Józef zainteresowani są moim życiem. Zaczynają rozmowę ze mną. Chodzi o moją teraźniejszość. Czy jestem szczęśliwy (-wa)? Co mnie najbardziej smuci, niszczy wewnętrzny pokój, radość? A co mnie najbardziej cieszy?

[...]

Przyszedł wieczór. Przy ognisku Maryja i Józef dzielą się swoją wiarą i swoim życiem. Słucham bardzo uważnie, bo to skierowane jest do mnie! Jest odpowiedzią na to, co ja im powiedziałem o sobie...

[...]

Etap 4. Przyszliśmy do Betlejem. W pewnym miejscu Józef pyta o miejsce w gospodzie. Patrzę, słucham... obserwuję reakcje poszczególnych osób.

[...]

A teraz kolej na mnie. Przy następnej gospodzie ja idę załatwić sprawę noclegu. Przeprowadzę rozmowę z właścicielem...

[...]

Wracam do Maryi i Józefa. Jakie emocje mi towarzyszyły, a co teraz noszę w sercu odnośnie tego gospodarza?... A jaka jest odpowiedź Maryi i Józefa?

[...]

Etap 5. Józef rozmawia z pasterzem. Po pewnym czasie przychodzimy do groty. Nadeszła noc i urodziło się Dzieciątko. Jest cisza i spokój. Mam czas, żeby porozmawiać z Rodzicami i pokłonić się Jezusowi. Co mi jeszcze chcą powiedzieć?...

[...]

**************

Refleksja końcowa.

  • Czego uczy mnie moja postawa w czasie rozmowy z właścicielem gospody (moje reakcje, słowa, itd.)
  • Co najważniejszego usłyszałem? Zapiszę.
  • Co mi przeszkadzało? A w czym czułem się najlepiej?
  • Jaka jest moja odpowiedź Bogu? Pomodlę się o to, co dostrzegłem jako wartościowe dla mojego życia.

IV. Dzielenie (po ok. 5-7 min., do 40 min.)

V. Modlitwa końcowa (10-15 min.)

  1. Zbliżają się szczególne święta w ciągu roku. Za kogo byśmy się chcieli pomodlić w związku z tym czasem, o co prosić?
  2. Zakończyć modlitwą Ojcze nasz. 

Spotkanie 12

Ewangeliczne ubóstwo. I

Cel: Zrozumienie, czym jest ewangeliczne ubóstwo. Uświadomienie sobie, co może przeszkadzać w byciu ubogim po chrześcijańsku. Pragnienie pójścia za Jezusem ubogim.

I. Modlitwa wstępna (ok. 10 min.)

  1. Stanięcie w Bożej obecności.
  2. Zauważenie Bożych darów i podziękowanie za nie Panu.
  3. Prośba o towarzyszenie nam na tym spotkaniu i modlitwa przygotowawcza św. Ignacego.

II. Wprowadzenie (w oparciu o Ewangeliczne ubóstwo, o. J. Augustyn SI, WAM 1992) (20 min.)

    1. Mamy zamiar poruszyć dzisiaj sprawę ewangelicznego ubóstwa. Aby uniknąć licznych nieporozumień, trzeba dobrze zrozumieć, co się kryje pod tym pojęciem. Podstawowa sprawa, źródłem ewangelicznego ubóstwa jest sam Bóg, który jako pierwszy, z miłości do człowieka, stał się ubogi, oddając mu się całkowicie w swoim Synu Jezusie Chrystusie. "Ubóstwo upodabnia nas do Boga, który jest jednocześnie najbogatszy, bo jest źródłem wszystkiego i najuboższy, gdyż nie pożąda niczego" (J.R. Bar). Czym zatem jest ewangeliczne ubóstwo? Jest to oddanie się całkowite Bogu, swemu Stwórcy. Ubogi to ten, który ma skarb u Boga. Jak powiedzieliśmy, ewangeliczne ubóstwo ma swoje źródło w Bogu i w nas może być obecne po przyjęciu miłości Boga. Jest ono wtedy wewnętrzną potrzebą człowieka oddanego Bogu i zewnętrznym symbolem tego oddania. Nie polega na wyzbywaniu się rzeczy materialnych, choć zakłada również dobrowolną rezygnację z dóbr, lecz jest najpierw wyzwoleniem z nieczystego korzystania ze świata, po to, aby w pełnej wolności móc oddać się Bogu.

Ubóstwo jest znakiem duchowej integracji człowieka. Jest ono znakiem odnalezienia na nowo porządku ustalonego przez Boga "na początku", kiedy wszystkie rzeczy posiadały swoje właściwe im miejsce. Dla pierwszego człowieka w raju ubóstwo było naturalnym darem. Całkowite oddanie się Stwórcy było żródłem panowania nad wszystkimi stworzeniami oraz uporządkowanego korzystania z nich. Przez grzech buntu i nieposłuszeństwa człowiek zachwiał tę pierwotną hierarchię wartości, jaka istniała między Bogiem, człowiekiem i światem. Człowiek zwrócił przywiązania należne Bogu ku stworzeniom, a pokładając w nich ufność, odszedł od pierwotnego ubóstwa.

Nic dziwnego, że w ZO zwraca się uwagę na opcję na ubogich, styl życia w prostocie i naśladowanie Jezusa ubogiego, gdyż jest to ważny wymiar zintegrowanego człowieka - kontemplatywnego w działaniu, o którym już mówiliśmy. Odkrycie działającego Boga prowadzi do wsłuchiwania się w Niego, odkrycia Jego miłości i pragnienia pójścia za Nim, złożenia swego życia z ufnością w Jego ręce - czyli do ewangelicznego ubóstwa.

  1. Ta przedstawiona kolejność powinna być dobrze zapamiętana. Pragnienie ewangelicznego ubóstwa nie jest owocem decyzji i wysiłku człowieka, ale jest zaproszeniem Jezusa. "Robienie się ubogim" na siłę staje się tylko powodem jeszcze większego wewnętrznego nieuporządkowania, bo jest wychodzeniem ze świata naturalnych potrzeb (patrz: spotkanie Kontemplatywny w działaniu) do nikąd, do duchowej pustyni.

Dlatego św. Ignacy Loyola, wrażliwy na działanie Boga w człowieku, stwierdza, aby dający Ćwiczenia Duchowne nie nakłaniał rekolektanta do "ubóstwa lub jakiegoś innego przyrzeczenia", ale zachęca do wsłuchiwania się w wezwanie Chrystusa, "aby sam Stwórca i Pan udzielał się duszy sobie oddanej i ogarniał ją ku swej miłości i chwale, a także przysposabiał ją ku tej drodze, na której będzie mogła Mu lepiej służyć" (ĆD, 15). Ewangeliczne ubóstwo jest więc odpowiedzią ucznia na wezwanie Mistrza do naśladowania Go w Jego ubogim życiu.

  1. Nasze rozważania o ewangelicznym ubóstwie muszą mieć także tę odpowiednią kolejność. Dzisiaj chcemy spotkać się z Jezusem na modlitwie, medytacji, wsłuchać się w Jego zaproszenie, a dopiero potem będziemy przyglądać się, czy i jak należy konkretnie reformować swoje życie.

Podkładem do medytacji będzie fragment Ewangelii o bogatym młodzieńcu.

Przeczytać: Mk 10, 17-22

Do ostatnich przeczytanych tu zdań należy dodać pewien wstępny komentarz, aby to rozważanie przyniosło lepszy owoc dla naszego konkretnego życia. Jezus zaprasza młodzieńca, aby sprzedał, co posiada (Mt) (co ma (Mk)), a będzie miał skarb w niebie, czyli u Boga. Stanie się ewangelicznie ubogi. Jest to wezwanie do tego, aby nie posiadać nic, co by było pierwsze, przed Bogiem, co by uniemożliwiało pełne pójście za Nim. Młodzieniec miał jednak wiele posiadłości, czyli tego, co posiadał, co było jego własne i nienaruszalne. Sprzedanie mojego posiadania nigdy nie jest celem samym w sobie. Zawsze na horyzoncie musi być drugi człowiek (i rozdaj ubogim) oraz Bóg (i chodź za Mną).

  1. Zobaczmy, co posiadamy. Nie tylko samochód, mieszkanie, ulubione przedmioty, pamiątki, pieniądze - chociaż niewątpliwie o to także chodzi. Ale może chodzi też o pozycję w środowisku pracy, wypracowane "dobre układy" wśród znajomych, może stanowisko - czy gdyby pojawiła się kolizja z wymogami Ewangelii i Jezus powiedziałby: zostaw to i pójdź za Mną, poszedłbym?

Może ktoś się cieszy i myśli: nie mam na szczęście żadnego specjalnego stanowiska, z którego musiałbym zrezygnować. Ale może to ciepłe, spokojne gniazdko na ziemi jest tym, co jest moją posiadłością? Gdybym miał propozycję objęcia jakiegoś odpowiedzialnego stanowiska, a to - tak jest zazwyczaj - wiąże się z akceptacją od jednych, a nieakceptacją, krytyką i obmową od drugich... czy zostawiłbym moje bezpieczne "ciepełko" i podjąłbym to zadanie? Czy poszedłbym za Jezusem, który był oskarżony i wydany w ręce oprawców? Czy zdecydowałbym się kroczyć za Jezusem, który nie miał nawet takiego gniazdka jak ptaki i lisy, gdzie by mógł głowę skłonić?

A może warto spojrzeć na swoje przyzwyczajenia... na ulubione zajęcia... ulubione zakupy. Łatwo mi z nich rezygnować?

Jeszcze jedna ważna rzecz. Nie posiadanie nie jest równoznaczne z ubóstwem. Moim posiadaniem, posiadłością może być dążenie do awansu, do zaszczytów, do większej ilości pieniędzy. W pewien sposób cel posiadania, który mam przed sobą może być większą posiadłością i większym przywiązaniem niż to, co już mam. Wynika to stąd, że posiadając coś nie mam złudzeń - nie przynosi to pełni szczęścia. Marząc o czymś, mogę idealizować i nadawać temu czemuś większą wartość, niż prezentuje w rzeczywistości. I tu słuszne jest zdanie, że tyran posiadania ma najwięcej ofiar wśród biednych.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden obszar, do którego w kontekście "posiadłości" rzadko się zagląda. Każdy z nas ma pewne poglądy, częścią z nich dzielił się z innymi, zabezpieczał nimi, motywował i usprawiedliwiał swoje poczynania. Każdy chce, dla pewnego zdrowia psychicznego i spokoju wewnętrznego, aby jego poglądy były spójne, tworzyły jednolity front wobec zagrożeń. Rzadko jest tak - a może nigdy - że wszystkie poglądy człowieka są najlepsze (gdyby tak było, ludzie musieliby myśleć tak samo, a tak nie jest). Zwróćmy uwagę, jak trudno czasem zrezygnować z własnego zdania, zmienić je w trakcie rozmowy. Taka rezygnacja może być podważeniem mojej "nieomylności", racji, uderza w moją posiadłość. Bronimy swego zdania, czasem nie mając racji. Cóż za wielkie przywiązanie! Spójrzmy na kontakt z dziećmi lub podwładnymi. Zdarza się, że nasze rozwiązanie nie jest najlepsze. Łatwo się wycofać, przyznać do błędu? Zwłaszcza, gdy to dziecko lub podwładny ośmieli się mieć inne zdanie. A Jezus chce prawdy. Zostaw to, sprzedaj... i chodź za Mną!

To jeszcze nie koniec. Może najważniejsze posiadłości, których się kurczowo trzymamy są tu jeszcze nie nazwane? Może mam głęboki wewnętrzny problem, może nie mogę zaakceptować pewnych swych braków fizycznych, psychicznych, może noszę w sobie zranienia, często bardzo stare, lecz ciągle bolące... i nikomu o tym nie mówię. Trzymam to jak moją własność. Śpię na tym jak na złocie, które uwiera do krwi i bólu, ale jest tylko moje. Tu nie zajrzy żaden przyjaciel, znajomy, wspólnota... a nawet spowiednik. I tak nie zrozumieją - warczy mój pies wartowniczy. Sprzedaj to - mówi Jezus - znajdziesz dobrych, moich kupców, którzy za to kłujące złoto pomogą ci mieć skarb w niebie. A wtedy przyjdź i chodź za Mną! Niech z każdym z nas porozmawia teraz sam Jezus.

III. Refleksja indywidualna (10(wprowadzenie)+(40+10) min.)

Wprowadzenie pierwsze. Przeczytam raz lub więcej tekst, aby zapamiętać treść i kolejność zdarzeń. Tu: najpierw pytanie młodzieńca, odpowiedź Jezusa na temat przykazań, kolejna wypowiedź młodzieńca, propozycja Jezusa, reakcja.

Wprowadzenie drugie. Miejsce. Wyobrażę sobie miejsce w swoim domu, gdzie rozmawiam sam na sam z Bogiem. Może przed krzyżem, obrazem...

Wprowadzenie trzecie. Pomodlić się:

Proszę Cię, Boże, Panie mój, pomóż mi odkryć moje nieuporządkowane przywiązania,

które nie pozwalają mi oddać Ci w pełni mojego życia.

Pomóż mi odpowiedzieć na Twoje zaproszenie

i podążyć za Tobą, Bogiem kochającym i ubogim. Amen.

Zaczynamy (40 min.):

Punkt 1. W miejscu, które ustaliłem rozpoczynam rozmowę z Bogiem. Zaczynam od pytania, które postawił młodzieniec. Posłucham, jakie Jezus daje mi przykazania konieczne do zbawienia. Jezus mówi to dla mnie, dla mojego życia i moich czasów. Wezmę to do serca, bo to jest podstawa na życie wieczne.

[...]

Punkt 2. Chciałbym dla Jezusa zrobić coś więcej niż minimum, więc pytam dalej, czego mi jeszcze brakuje. Wówczas Jezus patrzy na mnie z miłością (zatrzymam się na tym spojrzeniu), na moje posiadłości... co widzi? Powędruję za Jego wzrokiem w moje przywiązania. Co mi Jezus pokazuje?

Będę tak oglądał obszar po obszarze ze świadomością ciągłego miłosnego spojrzenia Jezusa...

  • rzeczy materialne (także pamiątki, ulubione przedmioty)
  • relacje z innymi (pozycja, układy, moje "ciepełko")
  • przyzwyczajenia, ulubione zajęcia
  • pragnienia i cele ziemskie, do których dążę
  • moje stanowisko w dyskusjach i poglądy np. na wychowanie, itp.
  • Moje prywatne, tajne problemy i dylematy, do których nikogo nie dopuszczam.

Sprzedaj to... potem przyjdź i chodź za Mną!

[...] (bez pośpiechu)

Rozmowa końcowa. Porozmawiam o tych "posiadłościach" z Jezusem jak z miłującym Przyjacielem.

Refleksja po medytacji. (10 min.)

  • Co było najważniejsze? Zapiszę to.
  • Co mi przeszkadzało, co najbardziej odpowiadało i przybliżało do Boga?

IV. Dzielenie (po ok. 5-7 min., do 40 min.)

V. Modlitwa końcowa (15 min.)

  1. Chwila indywidualnej refleksji w ciszy
  • Za co szczególnie chcę podziękować?
  • Co było dla mnie łaską tego spotkania?
  • Jaka jest moja odpowiedż na to Bogu (postanowienie)?
  1. Wypowiedzenie tego, co najważniejsze, w modlitwie wspólnej.
  2. Prośba o pomoc w pójściu za postanowieniami i łaskami spotkania.
  3. Ojcze nasz.

Spotkanie 13

Ewangeliczne ubóstwo. II

Cel: Znalezienie w swoim własnym życiu form ewangelicznego ubóstwa do podjęcia i praktykowania.

I. Modlitwa wstępna (ok. 10-15 min.)

  1. Stanięcie w obecności Boga, Tego, który patrzy z miłością na nasze zapełnione dni, zabieganie, potrzeby i pragnienia. Pragnie nas pociągnąć ku sobie, byśmy życie nieśli jako słodkie jarzmo i lekkie brzemię.
  2. Przypomnienie sobie łaski poprzedniego spotkania. Czy miałem okazję dotknąć nią mojego życia w tym tygodniu?
  3. Podziękowanie Panu za wydarzenia tego tygodnia i dzisiejszego dnia.
  4. Prośba o pomoc w tym spotkaniu i otwarte serca. Modlitwa przygotowawcza św. Ignacego.

II. Wprowadzenie (w oparciu o Ewangeliczne ubóstwo, o. J. Augustyn SI, WAM 1992) (20-30 min.)

  1. Wiemy już, że ewangeliczne ubóstwo jest odpowiedzią człowieka na zaproszenie Jezusa Chrystusa. Chociaż doskonałym ubóstwem byłoby zostawienie wszystkiego i pójście za Jezusem bez patrzenia na to, co dalej, nasza natura potrzebuje jakiejś pewności, nadziei nagrody, celu. Przypomnijmy sobie jak Piotr, który zostawił przecież wszystko, pytał Jezusa: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? Jezus rzekł wówczas między innymi: Każdy, kto dla Mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Stokroć tyle! Ewangeliczne ubóstwo to droga do prawdziwego ubogacenia. Człowiek sprzedaje wszystko, aby posiąść drogocenną perłę, skarb w niebie. Kazanie na górze Jezus zaczyna od "ubogich w duchu". Jak nas zapewnia: do nich należy królestwo niebieskie. Takiego ubóstwa uczy nas Jezus, który będąc bogatym, dla nas stał się ubogim, aby nas swoim ubóstwem ubogacić. Wpatrywanie się w Jezusa, Boga ubogiego, jest podstawą konkretnych form ubóstwa w naszym życiu. Musi im towarzyszyć miłość - nasza odpowiedź Jezusowi na Jego miłość, gdy ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi. Św. Paweł wprost mówi: Gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją (...), lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
  2. W jaki konkretnie sposób stajemy się bogaci, stając się ubogimi? Otóż wystarczy zobaczyć, jak ludzie pokładający ufność w bogactwie i zaszczytach w sytuacjach granicznych, np. w odrzuceniu przez innych, w niepowodzeniach, chorobie, niebezpieczeństwie śmierci, stają się bezradni. To bogactwo okazuje się być niczym. Za żadne pieniądze nie kupi się miłości, nie ukoi się smutku i depresji. Człowiek ewangelicznie ubogi ma za to skarb, który jest prawdziwym lekarstwem na trudne sytuacje życiowe. Jezus mówi: Daję Wam pokój, którego świat dać nie może. To jest niesamowite bogactwo! Z nim umierali chrześcijanie na arenach, wprawiając w osłupienie zebrane tłumy. I jeszcze jedno bogactwo - wolność wobec dóbr tego świata. Człowiek goniący za posiadaniem materialnym nie jest w stanie bacznie szukać Boga i Jego woli. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.
  3. Przejdźmy do głównej, bardziej konkretnej części tego wprowadzenia. Jakie sposoby praktykowania ewangelicznego ubóstwa mogę znaleźć dla swojego życia? Zwróćmy uwagę na sposoby zaproponowane przez Sobór Watykański II:
  1. poddanie się powszechnemu prawu pracy, która staje się źródłem utrzymania,
  2. odrzucenie nadmiernej troski o sprawy materialne, a powierzenie się Opatrzności,
  3. dzielenie się tym, co się posiada z ludźmi ubogimi oraz szukanie kontaktu i solidarności z nimi,
  4. korzystanie z posiadanych dóbr do prowadzenia dzieł apostolskich,
  5. unikanie wszelkiego pozoru zbytku,
  6. niegromadzenie majątku,
  7. wystrzeganie się nieumiarkowanego zysku,
  8. zależność od przełożonych w korzystaniu z dóbr (dokument odnosił się do życia zakonnego, niżej będzie wyjaśnienie).

Spróbujmy jeszcze uważniej przyjrzeć się tym propozycjom.

Ad. a) Jedną z podstawowych form wyrażania ubóstwa w dawnych czasach było żebranie. Praktykowali to zakonnicy, ale nie tylko. Często pierwszą odpowiedzią daną Bogu po nawróceniu, tak jak u Ignacego, był właśnie taki sposób życia. Istotą ubóstwa wyrażonego w żebraniu była pokora i zależność od innych. Wielu osobom pomogło to we wzrastaniu w doskonałości chrześcijańskiej. Obecnie Kościół nie zniósł tej formy ubóstwa, lecz rozeznał nasze podobieństwo do Chrystusa również przez poddanie się powszechnemu prawu pracy. Człowiek ubogi ciężko pracuje na swoje utrzymanie. Tylko bogacz może pozwolić sobie na bezczynność. Jedynie pierwotny kościół Jerozolimski jakiś czas trwał w takiej formie, że ludzie sprzedawali majątki, a potem żyli wspólnie z tych środków. W miarę jak Kościół się rozrastał, stawało się to nierozsądne, a nawet po prostu niemożliwe. Człowiek musi pracować, a takie poddanie się prawu pracy jest formą współpracy z Bogiem Stwórcą, który zaprasza człowieka do kontynuacji Jego dzieła stworzenia: Czyńcie sobie ziemię poddaną. Nie zapominajmy jednak, że działalność apostolska jest także pracą, i to bardzo cenną, choć nie jest związana z zarabianiem pieniędzy. W naszym życiu mamy naśladować Jezusa ubogiego, który całe życie ciężko pracował, najpierw jako rzemieślnik i rolnik, a potem jako wędrowny nauczyciel.

Z pracą na swoje utrzymanie wiążą się pieniądze, ale człowiek ewangelicznie ubogi nie może kierować się chęcią zysku. To nie może być pobudka do działania. Pieniądze zawsze są tylko środkiem, nigdy celem.

Ad. b) To powierzenie się Ojcu przenikało całe życie Jezusa i tego uczył swoich uczniów. Najpełniej się to objawiło przez mękę i śmierć, które są szczytem Jego ubóstwa. On uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Tu obnażył się ze wszystkiego, co jeszcze miał na ziemi: z wolności fizycznej, z obecności uczniów-przyjaciół, dobrego imienia u ludzi, zdrowia fizycznego. Zdarli z Niego nawet Jego własne szaty. A na krzyżu traci jeszcze pociechę swojego Ojca. I jak najuboższy z ubogich zawołał: Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego. Zaprawdę, oddał wszystko, co miał!

Warto tu zauważyć, że owocem ĆD jest właśnie odpowiedź Bogu Ojcu na wzór Jezusa ubogiego.

Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją,

pamięć moją i rozum, i wolę mą całą,

cokolwiek mam i posiadam.

Ty mi to wszystko dałeś - Tobie to, Panie, oddaję.

Twoje jest wszystko.

I tu następuje pełne powierzenie się Opatrzności:

Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli.

Daj mi jedynie miłość Twą i łaskę,

albowiem to mi wystarcza. Amen.

Powierzenie się Bożej Opatrzności daje tyle, że umiemy żyć i w dobrobycie i w niedostatku, bo nie jesteśmy od tego zależni. Tak właśnie pisze św. Paweł w Flp 4,11 i dodaje: Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Owocem powierzenia się Opatrzności jest wdzięczność. Gdy traktuję to, co mam, jako owoc moich zabiegów, a przez to jako moją nienaruszalną własność, nie czuję się wdzięczny. Co najwyżej wdzięczność jest pozorna i stanowi dodanie sobie chwały i radości, jak u faryzeusza, który dziękował Bogu, że nie jest jak zdziercy i oszuści - chwalił się sobą przed Bogiem, a nie był wdzięczny! Ubóstwo ewangeliczne to świadomość, że wszystko, co dobrego mam, ma swoje źródło poza mną, w Bogu.

Ad. c) Nie trzeba przekonywać, że im bardziej człowiek przywiązany jest do dóbr, tym mniej ma ochotę dzielić się z innymi. Ale dzielenie się dobrami materialnymi to nie wszystko, chociaż i z tym są wielkie problemy. W tym punkcie jest jeszcze druga część. Chodzi o to, że obecnie rozpiętość ubóstwa w świecie jest przeogromna i wciąż pojawiają się nowe jego formy. Niektóre z nich WŻCh odczytała jako szczególne wyzwania dla nas (nie będziemy ich dzisiaj przytaczać). Aby je odkryć, zrozumieć ich powagę, trzeba się z tymi ludźmi spotkać, w pewien sposób porzucić swoje ciepłe gniazdko i wyjść naprzeciw ludzkiej biedzie. To też jest znak mojego ewangelicznego ubóstwa! Takie wychodzenie naprzeciw współczesnym przejawom biedy (zagubienie duchowe i psychiczne, różne formy wykorzenienia, znerwicowanie, alkohol, narkotyki, itd.) jest jeszcze trudniejsze niż pomoc ubogim materialnie. Tu rzadko czeka ciepłe przyjęcie i wdzięczność. Trzeba być ewangelicznie ubogim, aby odważnie spotkać się z "ubóstwem świata". Opcja na ubogich zapisana w charyzmacie WŻCh, to zadanie pójścia za Jezusem, odważnie i wielkodusznie, do tego wielorakiego ubóstwa świata, gdzie tak wielu pójść nie chce. Zetknięcie bowiem z ubóstwem może obnażyć prawdę o nas samych, że lękamy się o siebie i koncentrujemy się na sobie. "Nie zdołamy dziś nikogo zadziwić wielkimi osiągnięciami naukowymi, czy kompetencją. Dziś możemy zadziwić tylko bezinteresowną miłością, która oddaje wszystko, niczego w zamian nie żądając".

Ad. d) Można mieć naprawdę wiele rzeczy materialnych, lecz umieć ich używać. Warto sobie zawsze stawiać pytanie pomocnicze obok pytania: czy chcę to mieć. Po co? Do jakiego dobra to jest potrzebne? Jest to niezwykle ważne już w procesie rozeznania przed zakupem, czy podjęciem kroków w danym kierunku, ale jeśli tego dotychczas nie zrobiliśmy, to pytajmy siebie o to, co już posiadamy. Czy to jest mi potrzebne? Do jakiego dobra?

Ad. e) i f) Zbytek i gromadzenie majątku może wiązać się z pragnieniem zapewnienia sobie pozycji, pychą - bogactwo zapewnia władzę i prestiż. Ale może wiązać się także z lękiem przed zubożeniem i byciem zależnym od innych. To zabezpieczanie się, lęk o swoje bogactwo, a przy tym staranie się żyć na poziomie lansowanym w mediach (bo inni tak żyją), staje się poważnym problemem w wielu krajach, również w Polsce. Jakże bardzo przesuwa się granica tego, co uważamy za niezbędne! Toteż styl życia w prostocie jaki proponuje WŻCh, to powtórzenie wskazania Soboru, że jest to znak ceniony dzisiaj w sposób szczególny.

Można tu dotknąć tak niewygodnych spraw jak oszczędność w drobiazgach, segregowanie surowców wtórnych, kierowanie się przy zakupach najpierw tym, co jest celem, a potem co jest do tego celu potrzebne, rozsądne i krytyczne odnoszenie się do reklam, itd.

Ad. g) Jest coś takiego w człowieku, że jak widzi możliwość zysku, to trudno mu się oprzeć, by nie wyciągnąć po to ręki. Trudno jest powiedzieć sobie, że teraz to już mi wystarcza. Jak mówią: apetyt rośnie w miarę jedzenia. Bez odniesienia do Jezusa ubogiego rzeczywiście staje się to droga do jakiejś czeluści. A często za takim dodatkowym zyskiem kryją się pokrzywdzeni ludzie, jak w przypadku niewolniczej pracy w niedziele w hipermarketach.

Ad. h) Chociaż ten punkt w dokumencie soborowym mówi o wspólnotach zakonnych, to jednak łatwo go odnieść do sytuacji ludzi świeckich, zwłaszcza rodzin. Dobrze wiemy, że środki materialne większości rodzin w Polsce są bardzo skromne. Nieliczenie się z potrzebami rodziny i zaspokajanie przede wszystkim swoich potrzeb (np. kto tu w końcu zarabia?!) to ewidentny znak braku ewangelicznego ubóstwa. W rodzinie przełożonym jest cała rodzina. Jest ona miejscem naszego kroczenia do zbawienia, dzielenia się wiarą i życiem, wzrastania w wierze i miłości (!) naszych dzieci... jej sprawy muszą być przed interesem osobistym. Czasem zdarza się, że w małżeństwie oprócz tego, co wspólne jest wiele rzeczy nietykalnych, prywatnych, małżonkowie mają swoje sprawy, kręgi swoich (różnych) przyjaciół. Jest to jakieś nieporozumienie i wielkie zaburzenie wspólnoty małżeńskiej, która powinna być dla każdego małżonka wartością nadrzędną. Tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało.

Ewangeliczne ubóstwo w tej dziedzinie polega też na tym, że ten, co daje (na przykład przynosi zarobione pieniądze lub kupuje coś dziecku) nie traktuje daru jako pochodzącego od niego, lecz ma świadomość, że uzyskał go dzięki łasce, opiece i talentom pochodzącym od Boga. Podobnie ten, co bierze, nie powinien mieć postawy pretensjonalności i żądania. Nie oznacza to jednak, żeby w prawdzie nie zwracać się o to, co się słusznie należy. Jak widać można dalej rozwijać ten temat w kierunku pracy zawodowej, relacji przełożony - podwładny, itd.

Wszyscy chrześcijanie są zaproszeni do ewangelicznego ubóstwa, ale każdemu Jezus może zaproponować inną drogę, odpowiednią tylko dla niego. Będziemy starać się przyjrzeć teraz temu, jaką propozycję ma Chrystus dla każdego z nas.

III. Refleksja indywidualna (30 min.)

  1. Przeczytać i krótko rozważyć tekst Łk 12, 16-21.
  2. Obejrzeć to, co posiadam i to, do czego dążę z myślą: jak to służy do celu, dla którego jestem stworzony, tzn. do oddawania chwały Bogu i zbawienia duszy. Wypiszę mój "zbytek".
  3. Myśląc o zaproponowanych wyżej formach ubóstwa ewangelicznego określę te, które zamierzam stosować w swoim życiu (konkretnie i szczegółowo). Wypiszę je.

IV. Dzielenie (po ok. 5 min., do 30 min.)

V. Refleksja po dzieleniu (15 min)

  1. Popatrzę na to, co zostało mi jako "potrzebne" po refleksji i wspólnym dzieleniu. Stanę z tym przed Bogiem, jakby w godzinę śmierci i ze świadomością, że ze świata zabrać tego nie mogę, porozdzielam w myśli to wszystko innym ludziom. Co komu?
  2. Wolny od tego bagażu będę rozmawiał z Panem.

VI. Modlitwa końcowa - jako podsumowanie punktu V (10-15 min.)

  1. Wypowiedzieć przed Bogiem i wpólnotą to, co było najważniejsze na tym spotkaniu.
  2. Prośba o potrzebną pomoc i łaski do pójścia wielkodusznie za Chrystusem ubogim.
  3. Modlitwa Ojcze nasz jako pokorna prośba o chleb powszedni, czyli o tyle, ile nam potrzeba. Ojciec wie ile!

VII. Zadanie domowe.

  1. Będąc w domu, wśród swoich majętności, powtórzyć punkt III.
  2. Zrobić plan na kilka dni i wykonać te postanowienia (konkretne, do zrealizowania) dotyczące rozpoznanych form ubóstwa ewangelicznego dla mojego życia.

Spotkanie 14

Eucharystia - lustro WŻChowca

Cel: Odnowienie i pogłębienie świadomości i pragnienia Eucharystii, która jest najpełniejszym spotkaniem z żywym Bogiem.

I. Modlitwa wstępna (10 min.)

  1. Stanięcie w świadomości obecności Boga. Dostrzeżenie śladów obecności Boga w dzisiejszym świecie. Podziękowanie Mu za to (zwłaszcza zwrócenie uwagi na Jego żywą obecność w Kościele w sakramentach świętych).
  2. Ze świadomością, że wszelkie dobro pochodzi od Pana, prosić o potrzebne łaski na to spotkanie.
  3. Modlitwa przygotowawcza św. Ignacego.

II. Wprowadzenie (25-30 min.)

  1. Gdy czytamy ZO, nasz podstawowy dokument dotyczący charyzmatu WŻCh, kilka razy napotykamy treści związane z Eucharystią i liturgią. Wystarczy przytoczyć: Duchowość naszej Wspólnoty jest skoncentrowana na osobie Jezusa Chrystusa i uczestnictwie w Misterium Paschalnym. �ródłem jej jest (...) liturgia (...) (ZO5), lub dalej: Wspólnota skoncentrowana na Eucharystii jest konkretnym doświadczeniem jedności w miłości i działaniu (ZO7). A w ZO12 jest wyraźne wskazanie, żeby uczestniczyć w niej ilekroć jest to możliwe, w ciągu tygodnia. Nie ma się co dziwić, że Eucharystia zajmuje (ma zajmować!) centralne miejsce w życiu naszej Wspólnoty, gdyż dla całego Kościoła jest ona szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, a jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc (Konst. o lit. św., SW II).
  2. Na temat Eucharystii napisano całe regały wspaniałych dzieł, a patrząc na swoje własne uczestnictwo w liturgii, widzimy, że stale potrzeba nam jakiejś nowej świeżości, wsparcia, czegoś, co będzie silniejsze niż nasze rozproszenia, płytkość i chłód jej przeżywania. Gdzie uciekają nasze myśli, i dlaczego? Może Eucharystia nie jest "interesująca"? Wierzymy, że tu jest prawdziwy Bóg, znamy wielkość tego wydarzenia, ale może samo następstwo zdarzeń, elementów liturgii, nie jest na tyle interesujące, aby skupić naszą uwagę? Może więc pewnym lekarstwem będzie głębsze przyjrzenie się akcji liturgicznej - może drzemią w niej bogactwa, na które nie zwracaliśmy uwagi lub wywietrzały nam dawno z głowy?
  3. Eucharystia jest jak wspaniały klejnot Kościoła, bezcenny kryształ, w którym odbijają się dzieje zbawienia i wszystkie tajemnice naszej wiary. Można podążać od rajskiego pierwszego Pan z wami, przez grzech (część pokutna), proroków, przyjście Mesjasza (Liturgia Słowa), Misterium Paschalne, aż do wejścia Zbawiciela w moje współczesne życie. Można na ten klejnot spojrzeć z innej strony i ujrzeć jak w zwierciadle Ewangelię i powstawanie Kościoła. I tak, od chrztu w Jordanie, gdzie Jezus wolny od grzechu łączy się z ludźmi i przyjmije chrzest oczyszczenia, poprzez nauczanie, Ostatnią Wieczerzę, gdzie chleb staje się Jego Ciałem i gdzie modli się nad światem, przez śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, od którego to momentu oczekujemy Jego przyjścia w chwale, aż po posłanie Kościoła w mocy Ducha Świętego, aby głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. To wszystko można śledzić w liturgii, podążać tym tropem od pierwszego znaku krzyża do ostatniego. Czy to nie jest interesująca podróż? Może by tak spróbować?
  4. Ale dzisiaj obejrzymy w tym świętym lustrze jeszcze inną historię, historię człowieka WŻCh, człowieka podążającego we Wspólnocie i w duchowości ignacjańskiej. Spróbujmy się tu odnaleźć, a potem samemu przećwiczyć tę podróż będąc w kościele.

Pierwsze Pan z wami (lub analogiczna pobudka). Jest Pan! I jest z nami! Oto zjawiamy się we Wspólnocie, na początku trochę obcy, zamknięci. Dołączamy do grupy. Ale to nie jest zwykła grupa. Tu jest Pan. Odkrycie, że Bóg jest żywy i że jest blisko jest podstawą jakiegokolwiek wzrostu. Oto jest jakaś siła ciągnąca mnie do nieba. Zaczynamy być kontemplatywni. Na początek rozumiemy cel i kierunek, dokąd zmierzamy jako ludzie - zbawienie. To jest nasz Fundament. Umiejscawiamy się właściwie między Bogiem i stworzeniem. Bierzemy kompas. No to co, ruszamy? Ruszamy!

I oto nasz I tydzień - doświadczenie grzechu. Dotyka on nie tylko mnie. Każdy mój grzech godzi w Kościół i godzi we Wspólnotę, jego cząstkę. Swoją drogą, po pewnym czasie bycia w grupie mogą pojawić się zgrzyty, ale jeszcze gorzej, gdy konflikt jest nieujawniony, a jakieś bliżej nieokreślone zło nadgryza nam serce. Tu często dochodzi do odejść ze wspólnoty. Czasem ktoś rzeczywiście wzywany jest przez Boga gdzie indziej, ale ile jest przypadków, że ta decyzja nie jest wynikiem rozeznania, lecz tego, że nie ma porozumienia i dialogu? Może nie uczyniliśmy nic "złego", lecz zabrakło jednocześnie "dobrego" - wyjścia naprzeciw, rozmowy, spotkania rozeznającego. Dlatego świadomi nieporządku w naszych duszach mówimy: że zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Ale to, co jest jeszcze ważne - zaczynamy rozumieć, skąd może przyjść pomoc, bo sami się zbawić nie możemy. Spowiadam się Bogu... A jednocześnie zwycięskie przejście przez kryzys grzechu I tygodnia mojego bycia we Wspólnocie to zwrócenie się ku Wspólnocie i nowa jakość więzi: spowiadam się i wam, bracia i siostry (...). Błagam i was, bracia i siostry, o modlitwę za mnie do Pana, Boga naszego.To przejście na nowy poziom relacji we Wspólnocie sprawia, że śmielej możemy razem szukać Boga i Jego woli.

Zaczynają się czytania. Oto szukanie Boga w historii zbawienia. Od stworzenia do pełni czasów, do czasów Kościoła. Szczytem Liturgii Słowa jest Ewangelia - jakby nasz II tydzień, szczególnie nastawiony na naukę kontemplacji wydarzeń z życia naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Po Mszy św. mogę zapytać siebie, czy pamiętam czytania i kazanie. No właśnie. Takie jest często nasze podążanie we Wspólnocie, w której już się jakiś czas znamy, "przerobiliśmy" parę rzeczy, nic nas już nie zaskoczy. Rekolekcje, dni skupienia, spotkania w grupie - dużo świetnych treści. Ile z nich zostaje w życiu? Ile było postanowień? Czy w ogóle były jakieś konkrety? Czy pamiętam łaskę spotkania sprzed trzech lub czterech tygodni? Jest taki jeden próbnik. Mijają lata... a co z Przymierzem? Jeśli go nie ma lub jest martwe, to dlaczego? Może dlatego, że moje życie we Wspólnocie jest jak bezbłędne czytanie i ładna homilia, które zostawiamy w murach kościoła?

Dobiega końca Liturgia Słowa. Spójrzmy na tę uroczystą, niedzielną. Odpowiedzią jest wyznanie wiary. W dawnych czasach, a gdzieniegdzie i teraz, za wyznanie wiary można stracić życie. Wyznanie wiary to odważne stanięcie pod sztandarem Jezusa, wybór - szczyt II tygodnia. Idę za Tobą, idę ze Wspólnotą i we Wspólnocie, w Przymierzu.

Iść za Jezusem to iść do świata, uczestniczyć w Jego misji. Tak właśnie próbujemy łączyć kontemplatywność z działaniem, dostrzegamy potrzeby świata, te najbardziej palące, wszelkie przejawy niesprawiedliwości. W liturgii odpowiada temu czas na modlitwę powszechną. Módlmy się za ...Ciebie prosimy. My razem Ciebie, Ojcze, prosimy. Misja Jezusa staje się naszą wspólną misją. Naszym pragnieniem jest budowanie z Jezusem Królestwa Bożego.

Rozpoczyna się Liturgia Eucharystyczna. Nasz III i IV tydzień. Najpierw przygotowanie darów. Tak często jest to moment, który umyka naszej uwadze. Śpiewamy, siedzimy - mamy chwilę oddechu. Jednak warto być na cichej Eucharystii w tygodniu, żeby usłyszeć słowa: Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, który jest owocem ziemi oraz pracy rąk ludzkich. Tobie go przynosimy, aby stał się dla nas Chlebem życia. I podobnie z winem. Oto moment, w którym przed Bogiem powinniśmy składać naszą pracę i jej owoce, nasze zdolności i umiejętności, nasze "posiadłości". Aby pójść za Jezusem, musimy stać się ewangelicznie ubodzy - i tu jest właśnie moment, który to podkreśla. Jaka szkoda, że to nam gdzieś umyka. We wspólnocie to czas, kiedy rozumiemy, że nasze spotykanie jest podporządkowane misji Jezusa. Przynosimy do życia wspólnoty doświadczenie naszej wiary, doświadczenia naszego życia, talenty, pomysły - wszystko po to, aby stało się przemienione przez Boga i przez rozeznającą wspólnotę wiary w narzędzie Bożego działania. Łączymy tę ofiarę swego życia z Najświętszą Ofiarą Chrystusa, z Chlebem żywym i Kielichem zbawienia. Jakże ważne jest podkreślenie: bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy te dary, które Tobie przynosimy. To nic innego jak miłosne wyznanie św. Ignacego:

Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją,

pamięć moją i rozum, i wolę mą całą,

cokolwiek mam i posiadam.

Ty mi to wszystko dałeś - Tobie to, Panie, oddaję.

Twoje jest wszystko.

Gdy Ignacy składał swe życie na ołtarzu razem z Ciałem Pańskim, to płakał. Do tego stopnia się wzruszał, że nie mógł odprawiać dalej Mszy św.

Co ja z mojego życia przynoszę Ojcu? A co przynoszę Bogu obecnemu we Wspólnocie?

Jest takie jedno najważniejsze Amen w liturgii, na które nie zwracamy specjalnej uwagi. Prowadzi do niego czas, w którym jako przyjaciele w Panu, zebrani wokół obecnego wśród nas na ołtarzu Jezusa, pochylamy się nad światem, aby zebrać ze wszystkich jego zakątków Kościół święty i ludzi dobrej woli. Ogarniamy myślą papieża, biskupów, cały lud święty, ale również tych, którzy odeszli z tego świata przed nami i spoczywają w pokoju z Chrystusem - oni też są Kościołem. We Wspólnocie wytężamy naszą uwagę, podążając myślą aż na krańce Kościoła, szukając obszarów do zewangelizowania, środków i ludzi dobrej woli, z którymi można realizować Boże cele. I wszystkie nasze odkrycia zanurzamy w procesie rozeznawania w Bogu. I przez Niego, z Nim i w Nim wznosimy je wysoko ku Ojcu, na Jego większą chwałę. Tobie cześć i chwała przez wszystkie wieki wieków. AMEN!

Obrzędy Komunii świętej - najczulszy moment naszego życia z Bogiem, z Jezusem Chrystusem. Miłosny dar Oblubieńca i miłosna odpowiedź oblubienicy. Cicho, Ukochany mój, oto On, oto nadchodzi! Spieszy się do nas miłość i łaska Boga. Oto czas na szczyt IV tygodnia i zakończenie modlitwy św. Ignacego:

Daj mi jedynie miłość Twą i łaskę,

albowiem to mi wystarcza. Amen.

Komunia z Jezusem łączy się nierozerwalnie z komunią z Kościołem - Jego Ciałem. A na poziomie Wspólnoty? Oto czujemy, że jest w niej obecny nasz Pan i chce z nami tutaj współpracować. Dlatego odpowiadając wielkodusznie na Jego zaproszenie, wyrażamy naszą pełną komunię ze Wspólnotą Życia Chrześcijańskiego i Bogiem w niej działającym, zawierając Przymierze na stałe.

Człowiek kontemplatywny w działaniu, ewangelicznie ubogi - jakkolwiek by tego nie nazwać - oto finał Eucharystii i pełnia naszego życia, która na nas czeka w WŻCh.

Idźcie w pokoju Chrystusa! Ale w starym mszale łacińskim było coś bardzo znamiennego: MSZA TRWA! To jest prawdziwa rzeczywistość naszego życia. Odbija się ono w Eucharystii jak w zwierciadle. Dlatego jesteśmy Wspólnotą zgromadzoną wokół Eucharystii, która jest sercem WŻCh i sercem Kościoła.

III. Refleksja indywidualna (20 min.)

Pytania do refleksji:

  1. Czy idąc na Mszę św. przygotowuję się w myśli, czy ustalam sobie np. intencję; co chcę złożyć Bogu w ofierze (Najświętsza Ofiara), za co podziękować (Eucharystia - Dziękczynienie)? Jak mogę to ulepszyć?
  2. Co robię, aby Słowo Boże żyło we mnie? Jakie mam pomysły na poprawę obecnego stanu?
  3. Co zrobić, aby dobrze przeżywać moment składania darów? Co będę przedstawiał Panu?
  4. Jak przeżywam Komunię świętą? Czy było coś, co mi pomagało przeżywać ten moment szczególnego spotkania z Jezusem, a zapomniałem już tego używać?
  5. Czy były Eucharystie w moim życiu, które pamiętam jako szczególnie silne przeżycia? Jak to wtedy było? Co mi pomogło?
  6. Jak wyglądają Eucharystie wspólnotowe? Czy są świętem, źródłem i szczytem życia naszej Wspólnoty? Jeśli tak nie jest, to co zrobić, aby tak się stało?

IV. Dzielenie (po ok. 5-7 min., do 40 min.)

V. Refleksja po dzieleniu (15 min)

  1. Przeczytać J 6,51
  2. Porozmawiać z Jezusem o moich Eucharystiach.
  3. Moje konkretne postanowienia, które wpiszę "w ramkę".

VI. Dzielenie "ramką" (po 2 min., do 15 min.)

VII. Modlitwa końcowa (10 min.)

  1. Podziękowanie za łaski spotkania.
  2. Prośba o wytrwanie w postanowieniach i o pomoc w nadchodzącym tygodniu.
  3. Ojcze nasz.

VIII. Zadanie domowe.

W najbliższym czasie, najlepiej również w ciągu najbliższego tygodnia, uczestniczyć kilka razy we Mszy św., podążając wedłud obrazu omówionego na spotkaniu.

Uwaga. Proponuję na następnym spotkaniu wrócić do tematu w następujący sposób:

  1. Podzielić się doświadczeniami z zadania domowego.
  2. Ułożyć listę propozycji mających na celu upiększenie i poprawę pozycji Eucharystii we Wspólnocie.
  3. Rozeznać sprawę przygotowania dla wspólnoty lokalnej Eucharystii według odkrytej przez nas listy upiększeń.
  4. Rozdział zadań z tym związanych i inne potrzebne ustalenia.
  5. Spotkanie sam na sam z Jezusem przy fragmencie dotyczącym Ostatniej Wieczerzy z ew. Jana.

Spotkanie 15

Więcej niż pamiętnik

Cel: Zakładamy "dziennik duchowy". Rewizja życia i wzmocnienie pragnienia systematycznej pracy duchowej.

Uwaga. Na to spotkanie przynosimy różne własne notatki z mojego życia duchowego z ostatniego roku (lub dwóch) (ze spotkań, dni skupienia, itp.).

I. Modlitwa wstępna (15 min.)

  1. Stanięcie w świadomości obecności Boga, żyjącego i miłującego,
  2. Wrócenie myślą do czasu równo rok temu. Jaki to był czas w moim życiu, w życiu naszej wspólnoty? Przebiegając myślą ten miniony rok, dziękować Bogu za najważniejsze wydarzenia dla mnie i wspólnoty.
  3. Wezwanie Ducha Świętego, aby to spotkanie było na chwałę Bożą oraz dla dobra nas i tych, do których będziemy posłani.

II. Praca samodzielna 1 (30 min.)

    1. Obejrzeć notatki, które przez ten rok robiłem, zwracając szczególną uwagę na postanowienia, łaski spotkań, myśli szczególnie dotykające mojego życia.
    2. Wypiszę w dwóch kolumnach:

Postanowienia, które realizowałem

(czy cały czas, jak długo, ile razy...)

Postanowienia, których nie realizowałem

(czy w ogóle, czy szybko przestałem...)

 

 


  1. Zastanowię się nad przyczynami nie realizowania postanowień.
  2. Jakie efekty przyniosło realizowanie postanowień?

III. Dzielenie 1 (po ok. 5 min., do 30 min.)

  • dzielimy się spostrzeżeniami z punktów 3 i 4, tzn. dotyczącymi niepowodzeń i efektów realizacji postanowień.

IV. Komentarz i wskazówka 1 (5 min.)

Zastanówmy się, co się działo z naszymi notatkami po powrocie ze spotkań. Czy zaglądaliśmy do nich w ciągu tygodnia? Gdzie leżały w domu? Jest tak wiele spraw ważnych i zajmujących myśli w ciągu dnia, że zapominamy o takim "szczególe" jak postanowienie duchowe ze spotkania WŻCh. Rzeczywiście, niezwykle trudno pamiętać "o wszystkim". Problem jednak zaczyna się wówczas, gdy nie sięgamy do notatek ani tego dnia, ani następnego... a potem to już w ogóle. Odkładamy do "świętej niapamięci", obok innych pobożnych życzeń. Obejrzyjmy teraz na spokojnie nasze dni, które mijają i wyszukajmy takie chwile, w których moglibyśmy zajrzeć do notatek, gdybyśmy je mieli pod ręką, np. w kieszeni. A gdzie tych momentów szukać? Może poruszamy się środkami komunikacji miejskiej, może jako pasażerowie w samochodzie. A jak wyglądają nasze "przerwy na kawę" lub drugie śniadanie? A modlitwa poranna i wieczorna? Co czytam, gdy w ogóle czytam? Jak odpoczywam? Czy to jest TV, czy inaczej? Może podróżuję? Sami zobaczmy i wyszukajmy.

V. Praca samodzielna 2 (10-15 min)

  1. Wyszukam momenty w moim własnym, codziennym życiu odpowiednie do sięgania do notatek i postanowień. Wypiszę je.
  2. W jakiej formie powinienem przechowywać te najcenniejsze myśli, aby mieć je pod ręką i jak najczęściej ich używać?

VI. Dzielenie 2 (po 3 min., do 20 min.)

VII. Komentarz i wskazówka 2 (5 min.)

Cenne jest prowadzenie dużego zeszytu dotyczącego spotkań i materiałów WŻCh - wszystko da się tam wtedy odszukać. Ma to jednak ten mankament, że nie zabieramy tego ze sobą wszędzie, gdzie się udajemy. I prawdę mówiąc, postanowienia giną wśród innych cennych materiałów. Inna forma to kalendarz - podręczny organizator. Są jednak i tu pewne niebezpieczeństwa. Czas mija tak szybko, że notatki zostają gdzieś w tyle, a ponadto gubią się między informacjami o telefonach, spotkaniach, itp. Zresztą rok jest krótki i organizator staje się niepotrzebny, a wtedy...

Pomyślmy nad taką formą: mały notatnik, który można schować w kieszeni. Zabieramy go spotkania, aby wpisać tam tylko (!) łaskę spotkania i postanowienia. Reszta może iść tam, gdzie zawsze. Zabieramy go ze sobą do pracy, towarzyszy nam przy modlitwie. Bierzemy go na wyjazdy, co jest niezwykle ważne, bo często tam mamy chwilę czasu na spokojną refleksję. Zalety:

  1. Notatnik jest na tyle mały, że mieści się w każdej (!) damskiej torebce i męskiej kieszeni.
  2. Zaglądając tam, widzimy tylko to, co najważniejsze i dlatego szybko możemy się na tym skoncentrować mimo zmęczenia lub zabiegania.
  3. Notatnik nie wzbudza sensacji i można go dyskretnie (jeśli mamy zahamowania) otworzyć nawet w autobusie lub w pracy.
  4. W każdej chwili można dopisać uwagę, spostrzeżenie, rewizję na podstawie konfrontacji postanowienia z życiem. Można też tam wpisywać nie tylko WŻChowskie odkrycia, lecz inne ważne postanowienia duchowe.
  5. Takie zebranie duchowej pracy w jednym miejscu jest cenną pomocą w rachunku sumienia, przygotowaniu do spowiedzi, śledzeniu własnych działań apostolskich, itd.

Notatnik taki ma więc być pewnym "dziennikiem duchowym", ważnym narzędziem duchowego wzrostu. Wspomnijmy, że wielu świętym kierownicy duchowi zalecali prowadzenie dzienników duchowych.

VIII. Decyzja (10 min.)

 1. Powziąć odpowiednie, konkretne decyzje dotyczące formy zapisu postanowień i założenia "dziennika duchowego", posługując się regułą:

  • co będzie na większą chwałę Bożą,
  • co będzie dla mojego większego dobra,
  • co będzie lepiej służyć wspólnocie i mojemu apostolstwu?

2. Zapisać postanowienie.

IX. Dzielenie w dwóch zdaniach decyzją (do 10 min.)

X. Modlitwa końcowa (10 min.)

  1. Podziękowanie za łaski spotkania.
  2. Prośba o potrzebne łaski na nadchodzący tydzień i o wytrwanie w postanowieniach.
  3. Ojcze nasz.

Spotkanie 16

Dziecinne pytania

Cel: Pogłębienie umiejętności rachunku sumienia.

I. Modlitwa wstępna (15 min.)

  1. Stanięcie w Bożej obecności. Jaki jest Bóg, który przy nas stoi? Jak na nas patrzy? Jaki ma dla nas główny cel i zamiar dotyczący naszego życia? Przez chwilę wczujmy się w tę Jego obecność, a potem wspólnie zwróćmy się do Pana w modlitwie.
  2. Modlitwa przygotowawcza św. Ignacego.

II. Wprowadzenie (20 min.)

Dzisiaj, wbrew pozorom zawartym w tytule, wcale nie będzie łatwo, choć będziemy sobie stawiać dziecinne pytania. Chodzi o takie jedno: Dlaczego? Wystarczy przywołać sobie na pamięć rozmowę z maluchem, który pyta stale dlaczego, aby zobaczyć, że pojawia się pewna granica, gdzie pytania stają się denerwujące, odpowiedzi coraz bardziej nieoczywiste (albo zbyt oczywiste), a my coraz bardziej niespokojni. I chociaż są metody, aby - przynajmniej na jakiś czas - uniknąć odpowiedzi, to my dzisiaj będziemy w dużo gorszej sytuacji. Dziecku można w pewnym momencie odwrócić pytanie: a ty jak myślisz? - i to jest bardzo dobre rozwiązanie, gdyż przy pewnym poziomie problemu dziecko już samo wie, jak odpowiedzieć. My natomiast sami będziemy sobie to pytanie zadawać, więc "odbijanie piłeczki" nie uchroni nas przed dalszym poszukiwaniem odpowiedzi. Starajmy się to pytanie stawiać dzisiaj aż do granicy, gdzie już wszystko wydaje się oczywiste, i jeszcze tam pytajmy dlaczego. "Dlaczego świeci słońce?" - to ma jeszcze dalszą głębię! "Dlatego, że tak Bóg stworzył świat; tak chciał" - O, coś się zaczyna wyłaniać! "Dlaczego tak chciał? I tak dalej.

Będziemy w ten sposób dotykać różnych spraw. Zawsze idźmy głębiej i głębiej... nie bójmy się, dojdziemy do źródła. W tym celu pamiętajmy o następujących ważnych sprawach. �ródłem wszelkiego dobra jest Bóg. Szatan zaś jest ojcem kłamstwa, kusicielem (często przebranym za anioła światłości (Lucyfer)) do bogactwa, chęci znaczenia, zaszczytów, próżnej chwały, pychy, samowystarczalności, nieposłuszeństwa. Między tymi skrajnościami jestem jeszcze ja, który wybieram. Kieruję się czasem po prostu potrzebą fizyczną lub psychiczną, a czasem odpowiadam na głosy, które dochodzą do mojego wnętrza z zewnątrz. Prawdopodobnie, gdyby zło było ewidentne i widoczne, nikt z nas świadomie i dobrowolnie nie opowiedziałby się po jego stronie. Jeśli więc tyle jeszcze nieporządku w naszym życiu: w myśli, mowie, uczynku i zaniedbaniu, to na jakim poziomie, jak głęboko odbywa się to przyzwolenie na to, co gorsze, zamiast tego, co lepsze? Miejmy nadzieję, że dziecinne pytania doprowadzą nas aż do korzeni. Pamiętajmy, zatrzymujemy się dopiero na Bogu, na moich naturalnych instynktach lub na szatanie. Może będziemy rozdrażnieni i będziemy myśleć: co za głupie pytanie. Pytajmy dalej - do dna. To nie jest proste ćwiczenie! To jest ćwiczenie dla odważnych.

Jeszcze jedna wskazówka. Przypuśćmy, że poszedłem dziś do lekarza. Prowadzę dialog:

  • Dlaczego?
  • Bo jestem chory. - Nie, tego się strzeżmy! Nie dlatego idę do lekarza, że jestem chory (to jest tylko pewien stan), lecz dlatego, że np. chcę wyzdrowieć, lub ktoś mi kazał, a ja zgodziłem się go posłuchać, czyli postanowiłem go posłuchać, itd. Pytanie dlaczego nie pyta o stan, lecz o motyw, który w moim wnętrzu spowodował decyzję. I tu dopiero mogą pojawić się niespodzianki.

  • Dlaczego?
  • Bo chcę wyzdrowieć.
  • Dlaczego?
  • Bo w chorobie nie mogę dobrze myśleć i działać [Błąd! Do poprawki]
  • Bo chciałem móc sprawnie myśleć i działać.
  • Dlaczego?
  • Chcę działać owocnie.
  • Dlaczego?
  • Postanowiłem wszystko, co robię, robić jak najlepiej, bo chcę w ten sposób służyć Jezusowi.
  • Dlaczego?

... jesteśmy blisko celu...

  • Dlaczego?
  • Bo chcę wyzdrowieć.
  • Dlaczego?
  • Chcę uniknąć cierpienia, a może i śmierci.
  • Dlaczego?
  • Boję się, że jestem za słaby na te doświadczenia [w domyśle: i chcę uniknąć konfrontacji np. ze śmiercią]
  • Dlaczego?
  • Obawiam się spotkania z Bogiem, nie jestem na to gotowy [w domyśle: nie chcę stanąć teraz przed Bogiem]
  • Dlaczego?
  • Boję się Boga, Jego sądu, kary...
  • Dlaczego?

... docieramy do super-głębi. Może to jest źródło mnóstwa moich problemów?

  • Dlaczego?
  • Bo chcę wyzdrowieć.
  • Dlaczego?
  • Nie chcę stracić przez takie zwolnienia pracy.
  • Dlaczego?
  • To chyba jasne! [Bez nerwów; do poprawki]
  • Bo mogę takiej dobrej drugiej nie znaleźć. [Jeszcze poprawić]
  • Nie chcę mieć potem gorzej niż teraz.
  • Dlaczego?
  • Mam do utrzymania żonę i dzieci. Chcę móc ich utrzymać.
  • Dlaczego?
  • Chcę dobrze spełnić zadanie męża i ojca rodziny.
  • Dlaczego?
  • (To przysięgałem na ślubie!) [poprawnie: Chcę dobrze wypełnić to, co przyrzekałem na ślubie]
  • Dlaczego?
  • Bo to jest przysięga wobec Boga i moja droga do nieba. Chcę pójść do nieba.

... wreszcie jesteśmy w pobliżu mety.


III. Refleksja indywidualna - rachunek sumienia (40 min.)

Uwaga. Po raz kolejny przedstawiamy pewną propozycję rachunku sumienia jako narzędzie, pomoc pogłębiającą. Nie idziemy sztywno za punktami św. Ignacego, lecz i tak próbujemy je tu zmieścić. Postępujmy punkt po punkcie, zatrzymując się tyle czasu, ile uważamy, że jest potrzebne. Jeśli będziemy czuć niedosyt, brak czasu - zróbmy powtórkę w kolejne dni w domu, do czego zresztą zaproszeni są wszyscy.

Zaczynamy:

  1. Przyjrzę się światu, który mnie dzisiaj otaczał - przyrodzie, życiu miasta, pogodzie. Wówczas zacznę pytać dlaczego tak jest... w odniesieniu do zaobserwowanych elementów.

[...]

  1. Popatrzę na siebie. Moje nogi zawiodły mnie dzisiaj w różne miejsca. Prześledzę w skrócie drogę, którą przeszedłem.

[...]

Do poszczególnych miejsc zapytam: Dlaczego się tam udałem? A potem będę pogłębiał...

[...]

  1. Spotykałem różnych ludzi. Z niektórymi mi się łatwo rozmawia, z innymi trudno. Z kim dzisiaj rozmawiałem? Wybiorę jedną lub więcej rozmów i zacznę analizować dlaczego powiedziałem to, czy tamto, dlaczego tak zareagowałem; będę patrzył też na emocje, które mi towarzyszyły.

[...]

  1. Co mnie dzisiaj uradowało, a może z czego się dzisiaj śmiałem? Jeśli było coś takiego, to spytam, dlaczego to wywołało moją radość lub dlaczego się śmiałem. I dalej dlaczego...

[...]

  1. Co mnie zasmuciło, albo zdenerwowało? Jak reagowałem? Dlaczego to wywołało taką moją reakcję? I dalej dlaczego...

[...]

  1. Jak zbiorę to wszystko przed Panem? Za co podziękuję, za co przeproszę, o co muszę Go błagać? Porozmawiam z Bogiem uczciwie i ufnie. On patrzy na mnie z miłością.

IV. Dzielenie (po 5 min., do 30 min.)

  • Niektórymi sprawami trudno się tu podzielić, może poczekają na spowiednika.
  • Warto podzielić się "odkryciami", nieoczekiwanymi motywacjami, jakimiś głębokimi poziomami, o które zazwyczaj nie zahaczam w rachunku sumienia.

V. Modlitwa końcowa (15-20 min.)

  1. Przedstawić wspólnocie jakiś element swego życia, z którym się zmagam (problem w pracy, w domu, konflikt z jakąś osobą, czyjeś nieszczęście, jakieś dziejące się zło, które mocno przeżywam, a z którym nie mogę się pogodzić) (nie trzeba podawać szczegółów) i prosić o modlitwę wstawienniczą. Niech wspólnota to ogarnie swoją modlitwą.
  2. Ogarnąć w modlitwie wstawienniczej osoby związane z grupą, wspólnotę lokalną, krajową i całe WŻCh, ważne sprawy Kościoła, wyzwania rozpoznane jako nasza wspólna misja.
  3. Ojcze nasz.
Wspólnota Życia Chrześcijańskiego w Polsce
ul. Rakowiecka 61, 02-532 Warszawa
NIP: 5213137346, REGON: 017235359
tel.: +48 733 734 777
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
nr konta: 22 1020 1013 0000 0202 0328 6929