|
Rekolekcje w życiu codziennym
wg
metody św. Ignacego Loyoli
Czwarty tydzień
10 marca – 20 marca 2004
SŁAWIĘ CIĘ, OJCZE
Do Boga,
Ojca miłosierdzia,
światłości i źródła wszelkiego dobra,
Pana
historii i wszechświata,
kresu naszej ludzkiej wędrówki,
wznosimy naszą modlitwę.
Ty,
Ojcze, bądź uwielbiony w Kościele i świecie,
ziemskiej historii i w niebiosach.
Niech
Maryja, Matka Jezusa, wielbi Cię;
niech Cię wielbią aniołowie,
niech Cię wielbią trony i panowania,
niech Cię wielbią Twoi święci
niech Cię wielbią nasi zmarli,
niech Cię wielbią wszyscy, których spotykamy,
niech wszyscy się zjednoczą
w hymnie uwielbienia pełni Twej chwały,
którą Twój Syn przekazuje nam
w łasce Ducha, który ożywia nasze serca. Amen.
Carlo Maria Martini, SJ
Wprowadzenie
Podczas ostatniego tygodnia jesteśmy zaproszeni, aby
wejść w Chrystusową radość. Dotychczas kontemplowaliśmy Jezusa podczas Jego
męki, kiedy ofiarował siebie całkowicie. W tym tygodniu kontemplujemy Jezusa,
który dzieli się radości zmartwychwstania ze swoimi przyjaciółmi, Pozwólmy, aby
teraz rzeczywistość zmartwychwstania wypełniła nasze życie.
Radość nie jest powierzchowna, ale bardzo
realistyczna, ponieważ jest osadzona w kontekście całości rekolekcji. Chociaż
jesteśmy grzesznikami, to jednak Bóg nam przebacza, albowiem nas kocha. Kiedy
wzorujemy nasze życie na życiu Jezusa, który umarł i zmartwychwstał, musimy tak
chcieć umrzeć naszej własnej indywidualnej i zbiorowej grzeszności, abyśmy
mieli nadzieję na zmartwychwstanie do nowego życia.
Na końcu możemy tylko stanąć z bojaźnią przed Bogiem,
który nas kocha. Módlmy się, abyśmy poznając stopniowo sposób, w jaki Pan nas
ukochał mogli starać się kochać Boga i każdego człowieka w taki sam sposób.
SPOTKANIE
ZMARTWYCHWSTAŁEGO Z MATKĄ
(ĆD
219 i 299, Mt 15,16)
Historia. Tutaj taka:
Kiedy Chrystus oddał ducha na krzyżu, ciało Jego zostało odłączone od
duszy, lecz zawsze zjednoczone z Bóstwem, błogosławiona zaś dusza Jego, też
zjednoczona z Bóstwem, zstąpiła do piekieł; wyrwawszy stamtąd dusze
sprawiedliwe przyszła do grobu; powstawszy więc z martwych ukazał się Chrystus
Pan z duszą i z ciałem błogosławionej Matce swojej (ĆD 219).
Ukazał się Dziewicy Maryi, choć nie mówi
o tym Pismo Święte, ale należy to uważać za powiedziane wobec faktu, że
opowiedziano o jego ukazaniu się tylu innym. Albowiem Pismo Święte zakłada, że
mamy zrozumienie, jak napisane jest: To i wy jeszcze niepojętni jesteście? (Mt 15, 16) (ĆD 299).
Obraz do obecnej modlitwy: Tutaj widzieć urządzenie wewnętrzne świętego grobu i
miejsce, czyli dom Pani naszej, oglądając poszczególne jego części, pokój,
miejsce modlitwy itd. (ĆD 220).
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy Boga, Pana naszego, aby wszystkie nasze
zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały
Jego Boskiego Majestatu (ĆD 46).
Prośmy
o łaskę wesela i silnej radości z powodu tak wielkiej chwały i radości
Chrystusa, Pana naszego (ĆD 221).
1.
Obecność Maryi w tajemnicy paschalnej
Ewangelie
milczą o ukazaniu się Jezusa Zmartwychwstałego Matce.
Ewangelie
mówią tylko o wydarzeniach, które miały charakter publiczny i miały na celu
umocnienie wiary uczniów. Ukazanie się zaś Matce miało charakter bardzo
osobisty, prywatny. Jej nie potrzebne było umocnienie w wierze. Ona wierzyła
bez wahań i bez argumentów. Należała do tych błogosławionych, o których
Chrystus powiedział do Tomasza: Błogosławieni,
którzy nie widzieli, a uwierzyli (J 20, 29).
Tradycja chrześcijańska przekazuje jednak, że Pan
Jezus ukazał się swojej Matce ze względu na Jej wspaniałą, nieporównywalną z
nikim wierność i wytrwałość. Było to uzasadnione tym bardziej, że Jezus
niedługo miał odejść do Ojca, a Ona miała jeszcze na długo pozostać i umacniać
na ziemi Kościół (przykładem jest Jej modlitwa z Apostołami w Wieczerniku po
Wniebowstąpieniu Jezusa).
2.
Wierząca
Kiedyś kobieta z tłumu głośno wypowiedziała pochwałę
pod adresem Matki Jezusa: Błogosławione
łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Na te słowa Jezus zareagował:
Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują
je (Łk 11,27-28). Maryja istotnie słuchała i
strzegła pouczenia Bożego. Nie obce było Jej nauczanie Syna i prawdy, które
prorocy o Nim głosili: że pójdzie do Jerozolimy, że
będzie jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec
strzygących ją, tak On nie otworzył ust swoich! (Iz 53, 7), że Go zabiją,
ale po trzech dniach zmartwychwstanie.
Maryja
żyje nadzieją, czeka, wierzy.
Jezus żyje! Zmartwychwstały, by nawiązać kontakt ze
swoją Matką, która uwierzyła, nie potrzebuje przyjmować postaci swojego
istnienia ziemskiego. Zjawienie się Jezusa jest ekstazą, uniesieniem, wiarą i
radością. To zjawienie się chwalebnego Pana nie jest czymś innym jak
„nawiedzeniem”, ale to „nawiedzenie” jest czymś więcej niż gestem synowskiego
uczucia, wdzięczności. Ono konsekruje Maryję na Matkę i Królową Nieba i Ziemi.
Stańmy razem z Maryją przed Jezusem zmartwychwstałym w
duchu kontemplacji i adorujmy Tego, który ze śladami przebytej męki chce nas
wprowadzić w radość swojej chwały. Zostało zapoczątkowane nowe życie, nowy
sposób istnienia: obecność duchowa, której śmierć już nie przerwie. Ta obecność
umyka światu: Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy
Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja
jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was (J 14,19). Jak przeżywamy tę
nową obecność Jezusa Zmartwychwstałego?
3.
Matka Kościoła
Maryję ogarnął pokój. Przyjmuje swoją nową rolę w tym
świecie. Matka Jezusa pozostanie na ziemi do czasu. Jej misją - na mocy
Testamentu z krzyża - będzie tajemnicza funkcja macierzyństwa w Kościele. Owo
macierzyństwo Maryi Jezus ogłosił z wysokości Krzyża: Oto Matka twoja. Nas zaś
zawierzył Matce: Niewiasto, oto
syn Twój (...) i od tej godziny uczeń wziął Ją do
siebie (J 19,26n). Słowa Testamentu z krzyża objawiają macierzyńskie
pośrednictwo Maryi w Kościele. Jej rolą będzie „poczynać, rodzić” wierzących w
modlitwie, kształtować ich w łasce Chrystusowej, podtrzymywać w walce
chrześcijańskiej, gromadzić ich wokół świętego Eucharystycznego stołu, ożywiać
w apostolacie, pocieszać w cierpieniu i prowadzić do zwycięskiego dnia
wieczności.
Królowo
nieba, wesel się, Alleluja,
Bo
Ten, któregoś nosiła, Alleluja,
Zmartwychwstał,
jak powiedział. Alleluja.
Módl
się za nami do Boga. Alleluja.
Na zakończenie odmówmy: „Ojcze nasz…”
NIEWIASTY
U GROBU (Łk 24, 1-11)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie kilka niewiast zbliżających się do
grobu, w którym pochowano Jezusa; ich smutek, następnie konsternację, a potem
radość.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o radość płynącą z prawdy o Zmartwychwstaniu.
1.
Przyszły do grobu
Nie trudno sobie wyobrazić, jak czuli się ci, którzy
byli związani z Jezusem, po tym, co nastąpiło w Wielki Piątek. Po Jego śmierci,
wszystko im się „zawaliło”. Zabrakło Pana, który dotąd wypełniał ich życie. W
powstałym chaosie, zamieszaniu, smutku i lęku widzimy różne reakcje i postawy.
Jedni wracają do swoich dawnych prywatnych spraw (uczniowie z Emaus), inni siedzą zamknięci w Wieczerniku bojąc się o
swoje życie. Nikt nie wie, co myśleć, co robić. Tylko niewiasty robią to, co
należało uczynić. Skoro świt idą do grobu, by namaścić ciało. Są smutne.
Również nic nie rozumieją, ale lęk o siebie nie paraliżuje ich zachowań,
próbują zrobić coś dla Tego, którego kochały.
Szukają Jezusa, ale szukają wśród umarłych, w grobie.
Nie zapamiętały Jego słów o zmartwychwstaniu, albo ich nie zrozumiały. Może nie
starczyło wiary, która się załamała? Pozostało jednak przywiązanie i miłość,
która coś nakazuje czynić - przynajmniej przyjść i namaścić ciało.
Nam też czasami „ginie” Jezus, łamie się wiara,
ogarnia nas lęk, może bezradność. Jak się wówczas zachowujemy, co robimy? Czy
szukamy Jezusa i gdzie Go szukamy? Czy potrafimy przezwyciężyć lęki o siebie,
wyjść z zamknięcia i szukać jakiegoś rozwiązania?
2.
Interwencja Boża
Bóg nie pozostawia człowieka w jego bezradności, zwłaszcza jeśli widzi wysiłki czynione z jego strony.
Odnajduje niewiasty w momencie, kiedy ich bezradność i niezrozumienie sytuacji
sięgają szczytu, bo na domiar złego zginęło także ciało Jezusa. Przez swoich
posłańców, aniołów mówi: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go
tutaj; zmartwychwstał. Nie tylko objawia prawdę, ale odwołuje się do ich
uprzednich doświadczeń. Przypomnijcie
sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: Syn Człowieczy musi być wydany w
ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie (Łk 24,5-7).
Bóg prowadzi
człowieka cały czas, przez całe życie. Mówi, tłumaczy, daje odpowiednie łaski,
światła, choć często nie odbieramy tego jako Jego prowadzenie. Bóg jest przy
nas zawsze, choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi, bo czyni to bardzo
dyskretnie i delikatnie. Bardziej wyraźnie interweniuje tylko, gdy trzeba –
zawsze odpowiednio do naszych potrzeb, sytuacji, kondycji.
Takie interwencje, to wyraźniejsze odczucie Bożej
obecności przy nas, doświadczenia, które przywracają entuzjazm, wiarę, radość i
sens życia. Jaka jest moja świadomość Bożego prowadzenia?
3.
Świadectwo
Wtedy przypomniały sobie Jego słowa i wróciły od
grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym (Łk 24, 8-9).
Każde tego typu
spotkanie z Chrystusem kończy się podobnie. Idą i opowiadają z radością. Czasem
Jezus dodawał: Idźcie i głoście, idźcie i opowiadajcie. Jeśli doświadczam Boga,
jego obecności, Jego dobroci, miłości - muszę się tym dzielić. To jest dawanie
świadectwa.
Nie zawsze jest ono przyjmowane przez innych. Opowiadały
to Apostołom. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary
(Łk 24,11). Bywa i tak. Nie jest łatwo świadczyć,
przekonywać. Każdy apostoł może napotkać trudności tak, jak napotykał je sam
Jezus. Słowo Boże przebija się jednak przez trudności. Apostołowie nie
dowierzają, ale niektórzy postanawiają sprawdzić. Coś się dzieje. Dobra Nowina
zaczyna działać. Słowo Boże wydaje owoc, choć dopiero po pewnym czasie.
Trzeba więc świadczyć, nie trzeba się zrażać, owoce przyjdą. Jak
ja reaguję na doświadczenie Boga, doświadczenie Jego miłości? Czy jest we mnie
chęć dzielenia się tą Dobrą Nowiną?
Prośmy o umiejętność szukania Boga, który „niknie” nam
z oczu, o żywe spotkanie Go i umiejętność dzielenia się tą Dobrą Nowiną z
innymi.
Na zakończenie odmówmy: „Ojcze nasz…”
Jezu, pomóż mi poznać Cię lepiej.
Udziel mi radości i szczęścia
płynących
z Twojego Zmartwychwstania
Spraw, bym Cię bardziej pokochał
i wierniej za Tobą postępował.
Robert Faricy SJ
PIOTR
I JAN U PUSTEGO GROBU
(J 20, 1-10)
Obraz dla obecnej modlitwy: Jest poranek Zmartwychwstania, początek nowego życia
odkupionej ludzkości. W tej kontemplacji podążamy wraz z uczniami do grobu
Jezusa. Wyobraźmy sobie ich drogę, zobaczmy siebie biegnących za nimi.
Modlitwa o owoc kontemplacji: Prośmy o głębokie odczucie Tajemnicy
Zmartwychwstania.
1.
Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono
Do bólu po utracie Mistrza i Pana dochodzi niepewność,
co to wszystko może oznaczać. Sytuacja, w jakiej znaleźli się Apostołowie jest
wypełniona lękiem. Drzwi, zamknięte z obawy przed Żydami, miały ich ochronić
przed wrogim, pustym światem pozbawionym obecności Mistrza. Nie gwarantowały
one jednak osiągnięcia spokoju, raczej przypominały o nieprzezwyciężonych
lękach.
Po
rozpoznaniu znaku oznajmionego im przez Marię Magdalenę decydują się udać do
grobu.
Spróbujmy dostrzec w tym wydarzeniu, w postawie Piotra
i Jana zachętę, aby nigdy, nawet w niejasnych, mrocznych okolicznościach, nie
ulegać postawie zamknięcia, rezygnacji, zwątpienia. Przeciwnie - by w trudnych
chwilach życia szukać raczej światła nadziei, poranku Zmartwychwstania.
Skłonność bowiem do wyolbrzymiania przejściowych trudności jest częsta i łatwo się
zakorzenia; znacznie trudniej nabywa się postawy długodystansowego patrzenia.
Bardzo potrzebujemy tej dalszej perspektywy, aby nie zatrzymywać się w biegu
życia i pod wpływem przemijających okoliczności nie tracić z oczu zasadniczego
celu naszego życia.
Dostrzegajmy też znaczącą rolę świadectwa Marii
Magdaleny. Zmartwychwstały Pan chce także w naszym życiu posługiwać się
świadectwem tych, którzy Go najbardziej umiłowali. Warto w tym miejscu dokonać
przeglądu osób, które Pan do nas posyłał: kim byli,
kim są. Zastanówmy się, na ile jesteśmy skłonni dawać wiarę ich świadectwu.
Kontemplujmy spotkanie uczniów z Marią Magdaleną,
przepełnioną bólem i troską. Wsłuchajmy się w żarliwe słowa, którymi stara się
ze wszystkich sił opowiedzieć o swoim bólu. Czy nie jest tak, że wrażliwość na
ból bliźnich otwiera nas na głębsze tajemnice?
2.
. . . drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu
Chociaż uczniowie wyszli razem, jeden z nich przybywa
do pustego grobu jako pierwszy. Podkreślenie różnicy między nimi za chwilę jest
jeszcze bardziej wyraźne: Jan ujrzał i uwierzył.
Człowiek współczesny jakże często mówi o swoim
zmęczeniu, a także o nieustannym braku czasu, który jakże dobrze mógłby
wykorzystać, gdyby tylko dano mu tę możliwość. Naprawdę sprawy mają się całkiem
inaczej. Czas, wypełniony wszystkim innym tylko nie Bogiem, jest przeżyty
bezużytecznie. Taki bezużyteczny czas ukrywa wewnątrz skuteczną truciznę -
poczucie bezsensu, stopniowo odbierające wszelką radość życia. Tak rodzi się
człowiek przegrany, który nie ma dokąd iść, a kolejny
dzień wita z postawą pełną obaw i niechęcią.
Piotr i Jan, biegnąc w stronę grobu, oddalają się od
świata ludzi pozostających w zniechęceniu. Choć jeszcze o tym nie wiedzą, to
ich wysiłek, odrywający chwilowo nawet od wspólnoty, wkrótce pozwoli im wrócić
ze świadectwem wiary w Zmartwychwstałego Jezusa. Czy dostrzegamy w tym obrazie
wielkość codziennego zaproszenia do wytężenia wszystkich sił, aby spotkać
Jezusa, nawet gdyby wokół dominowało zniechęcenie, apatia, marazm? Jak budzić
się każdego dnia ze świadomością, że jest on kolejnym darem, który wykorzystamy
dobrze tylko wtedy, gdy będziemy pędzić do wyznaczonej mety?
3.
Ujrzał i uwierzył
Jan nie wchodzi do grobu od razu, czekając na
przybycie Piotra zaczyna przypominać sobie wszystko, co Jezus mówił o swoim
Zmartwychwstaniu. Zanim wejdzie do grobu wraz z Piotrem, przechodzi w pamięci
przez całą naukę Mistrza, tylekroć powtarzającego o drodze Krzyża, wiodącej ku
Zmartwychwstaniu. Można powiedzieć, że św. Jan starannie przygotowuje swoją
kontemplację znaków pozostawionych w grobie.
Podobnie i my starajmy się w tej kontemplacji wchodzić
do grobu Zmartwychwstałego wraz z Piotrem. Przyjmując dar tego doświadczenia
kontemplacji, chciejmy uważnie przyglądać się niezwykłemu miejscu.
Chwila, gdy św. Jan
ujrzał i uwierzył, najpełniej odnajduje swój klimat w Kościele sprawującym
Wigilię Paschalną. Co mówią nam nasze doświadczenia? Co odczytujemy z minionych
lat, jaka pamięć Paschalnych Wigilii żyje w nas dzisiaj?
Na zakończenie odmówmy: „Ojcze nasz…”
Panie Jezu, powstałeś z martwych
i jesteś tu przy mnie.
Pozwól mi dzielić Twoją radość,
uczyń mnie szczęśliwym, pociesz mnie,
Daj mi Twoje pocieszenie.
Wielbię Cię, Panie w Twoim
Zmartwychwstaniu.
Tobie chwała i moc i cześć.
Amen
Robert Faricy
SJ
JEZUS POŚRÓD APOSTOŁÓW (Łk 24, 36-49)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie Jezusa Zmartwychwstałego pośród
Apostołów w Wieczerniku, spróbujmy doświadczyć ich uczuć, zobaczyć ich
zmieszanie, zaskoczenie, radość.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o zrozumienie słów Jezusa kierowanych w tej
kontemplacji do mnie.
1.
Pokój wam
Te słowa w różnych odmianach powtarzają się w
Ewangeliach, a zwłaszcza po Zmartwychwstaniu, jak refren. Jakby bardzo Panu
Jezusowi zależało na tym, by był w nas rzeczywiście Jego pokój.
Do uczniów w Wieczerniku docierały już jakieś wieści o
żyjącym Jezusie. Mówiły o tym niewiasty, byli przy grobie Piotr i Jan, a także
opowiedzieli już o swoim doświadczeniu w drodze uczniowie z Emaus.
Ci jednak, którzy nie doświadczyli Jezusa osobiście ciągle byli przerażeni,
niespokojni, nic z tego nie rozumieli, choć pewnie błyskały im jakieś iskierki
nadziei. Więcej jednak było w nich różnych wątpliwości, zmieszania i podejrzeń.
I oto w takiej sytuacji zjawia się Pan Jezus. Gdy
człowiek jest za bardzo przejęty swoim lękiem, gdy jego serce jest zbyt
zatrwożone, wtedy, nawet gdy Bóg do niego przychodzi,
człowiek nie jest w stanie Go rozpoznać. Zatrwożonym i wylękłym zdawało się,
że widzą ducha. Ale Bóg i do tego się dostosowuje; uspokaja, tłumaczy,
pokazuje rany. Zniża się do ich lęku, wątpliwości, podejrzeń, małej wiary.
Ta scena jest dla nas
wszystkich bardzo pocieszająca. Bóg przemawia do nas przez różnych ludzi, różne
zdarzenia, zachęca do wiary, ufnego spojrzenia w przyszłość. Ale gdy to nie
wystarcza - przychodzi osobiście - jak w Wieczerniku do uczniów, daje się
poznać, odczuć, przynosi swój pokój. Czy znajdujemy podobne doświadczenia w
naszym życiu? Jak reagujemy, jaka jest nasza wiara?
2.
Pouczenia
Gdy minął strach, beznadzieja i pojawiła się ufność,
Pan Jezus „wziął się” za pouczenia. Przypomina to, co już kiedyś mówił,
pokazuje znaczenie i sens tamtych słów i zapowiedzi. Oświecając ich umysły, aby
rozumieli Pisma, w kilku zdaniach ukazuje jaki był
plan Boży, co Bóg uczynił, w jakim celu i co chciałby dalej osiągnąć: W imię
Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom,
począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego (Łk
24,47-48).
My też mamy podobne
doświadczenia. Tyle rzeczy słyszymy, tyle rzeczy się dzieje, czytamy Pismo
Święte - nie wszystko z tego rozumiemy, nie wszystko do nas dociera. Przychodzą
jednak momenty specjalne, momenty, kiedy czujemy Boga blisko siebie i wtedy
zaczynamy rozumieć więcej. Zaczyna nam się wszystko składać w jedną całość, w
jeden plan, w którym odnajdujemy mądrość Bożą. Wtedy jaśniej stają przed nami
Boże oczekiwania. Wyraźniej widzimy gdzie nas Bóg prowadzi. Czy staramy się
lepiej odczytać i zrozumieć Boży plan w historii naszego życia?
3.
Obietnica
Bóg wzywając człowieka do jakiejś drogi, nie
pozostawia go samego, jego własnym siłom. Oto Ja ześlę na was obietnicę
mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z
wysoka (Łk 24, 49). Pan Jezus wiedział, jakie
zadania stoją przed uczniami i w jakich warunkach, w jakim świecie przyjdzie im
działać. Cóż zdziałaliby ci uczniowie sami z siebie - ci zaspani z Ogrójca, ci
przestraszeni z Wieczernika - gdyby moc Chrystusa nie była z nimi?
Nas też często przeraża przyszłość, nieznane obowiązki
i zadania, jakie przed nami stają. Odczuwamy to zwłaszcza w sytuacji
strapienia, kiedy nie czujemy Boga blisko, kiedy zdaje
się nam, że jesteśmy zdani na siebie, kiedy podobni jesteśmy do uczniów w
Wieczerniku. Niech nam wtedy wystarczy obietnica Boża, że On o nas pamięta, że
przyjdzie czas wzmocnienia i siły, przyjdzie moc z wysoka. Bóg zna nasze siły i
zadania jakie nam stawia. On jest naszym pracodawcą i
naszym mocodawcą. W naszym życiu, w naszych poczynaniach: na ile liczymy na
siły własne, na ile szukamy mocy z wysoka? Czy korzystamy z tej Mocy?
Na zakończenie prośmy, abyśmy poznali oczekiwania Boże
względem nas i umieli na nie wielkodusznie odpowiedzieć.
Na zakończenie odmówmy: „Ojcze nasz…”
Panie
Jezu, Ty sam Zmartwychwstały
jesteś tutaj, teraz przy mnie.
Oddaję
Ci wszystkie moje kłopoty i problemy.
Wznoszę
ręce do Ciebie i wielbię Cię, Jezu,
w chwale i mocy Twojej zmartwychwstałej
obecności.
Daj
mi radość i wesele,
radość z Twojego Zmartwychwstania.
Amen
Robert Faricy
SJ
EMAUS
(Łk 24, 13-35)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźnią udajmy się na drogę z Jerozolimy do Emaus, dołączmy do wędrujących uczniów, na początku
towarzysząc ich ucieczce do dawnego życia.
Prośba o owoc kontemplacji: Prośmy Jezusa, o dar przyjęcia z otwartym sercem
prawdy o nas samych i otaczającej nas rzeczywistości. Byśmy odnajdywali Boga we
wszystkich sytuacjach naszego życia i z ufnością przyjmowali Jego wolę.
1.
Oczy ich były na uwięzi
Uczniowie oddalający się od Jerozolimy przeżywają
życiowy dramat. Przez ich serca przepływają uczucia smutku, zawodu, może
goryczy. Na marne poszły całe lata zaangażowania w sprawę Jezusa. Słuchajmy jak
coraz dobitniej dzielą się doznanym rozczarowaniem. Ileż życiowej prawdy jest w
tym opisie. Jak często my sami uczestniczymy w rozmowach, w których tak wiele
narzekania na innych, na niedobry świat, na ludzką podłość.
Oto gdzie znajduje się źródło niepokoju serc o
przyszłość - w braku pewności, że wszystko jest w ręku Boga. Gdy taka postawa
zwycięża nie ma miejsca na pamięć o nauce Jezusa, na radość życia w świecie,
gdzie stale brzmią nieprzemijające słowa: To wam powiedziałem, abyście pokój
we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: « Jam zwyciężył świat» (J 16, 33).
Przyglądając się
smutkowi uczniów zobaczmy też jak ich oczy martwo spoglądają w bliższą i dalszą
przyszłość. Cóż może ich naprawdę rozradować, skoro nie widzą Jezusa? Gdy oczy
serca zamknięte są w ciemnej przestrzeni własnych wizji, w których nie znalazło
miejsca światło zmartwychwstania, zaklętą granicą, nie do przekroczenia jest
ciągłe krążenie wokół tego „co się wydarzyło”. Lecz w
tej rozmowie uczniowie pozornie tylko rozmawiają o Jezusie. Oni mówią o
zewnętrznych wydarzeniach, które napełniły ich serca lękiem. Poddali się i nie
widzą dla siebie ratunku.
2.
Jezus się przybliżył
Tej bliskości, która jest inicjatywą i darem samego
Jezusa nie towarzyszy z początku świadomość uczniów. Są tak zajęci sobą, swoją
rozmową, własnym postrzeganiem świata, że potrzebny im będzie długi czas, aby rozpoznać Kto z nimi podróżuje. Potrzeba kilku godzin by
przejść z Jezusem drogę wiary, będącej symbolem naszego życia.
Z początku uczniowie, pełni przekonania w niezmienność
swoich ustaleń, zaczynają od wyrzutu: jesteś jedynym, który nie wie...
Jak często i nam towarzyszy tak wielka pewność siebie, swoich sądów. Cóż one znaczą przed Bogiem? Jakże łatwo z tej
fałszywej oceny dojść nawet do zarzutów, jakie niekiedy zdarza się ludziom
wypowiadać, jakby to rzeczywiście Bóg był obojętny wobec ludzkich trosk,
cierpień, dramatów. Jakby był jedynym, który nie potrafi wcielić się w ludzkie
problemy.
Jezus pozwala, aby zostało wypowiedziane wszystko.
Potrzeba nam opowiadać przed Nim wszystkie nasze troski, tym bardziej, gdy
odwróciły nas one od Niego.
Uczniowie spodziewali się po Jezusie, że zrealizuje
ich wizję wyzwolenia, ich wizję wypełnienia Bożych obietnic. Oczywiście, Jezus
ofiarą złożoną na Krzyżu dokonał tego, ale do przyjęcia tak objawionego
wyzwolenia uczniowie jeszcze nie dojrzeli.
Pomimo świadectw niewiast, nie dopuszczają do siebie
prawdy o Zmartwychwstaniu. Wiadomość ta ich przeraża. W głębi serca bronią się
przed prawdą, która całkowicie przemieniła świat. Mają serca nieskore do
wierzenia, nawet niezwykłe znaki interpretują mylnie i lękliwie. Łatwiej jest
im pozostać im przy swoim widzeniu świata, aniżeli otworzyć się na świat całkowicie
odnowiony zamieszkaniem w nim Bożej miłości.
Na modlitwie dostrzegajmy rozległość ograniczeń naszej
wyobraźni. Jakże często to, czego się spodziewamy, nie pozwala nam dostrzegać
Tego, który przychodzi.
3.
Poznali Go przy łamaniu chleba
Uczniowie podążający do Emaus
potrzebują zupełnie innej drogi, aby dojrzeć do wiary w Zmartwychwstanie
Jezusa, aby dojrzeć Jego samego. Po załamaniu się wiary i nadziei we wszystko,
co Jezus im obiecał, potrzebują nowych świateł. I Jezus, który pragnie, aby nie
zaginął nikt z powierzonych Mu przez Ojca, sam prowadzi dla nich katechezę.
Kontemplując tę scenę wsłuchujmy się w słowa, które
Jezus kieruje do uczniów. Odwołuje się On do tekstów Pisma Świętego, zwraca
naszą uwagę jak ważna jest coraz głębsza znajomość natchnionej Jego Duchem
księgi, a także wszystkiego co z niej wyrasta. Co
szczególnie przybliża nam tajemnicę Zmartwychwstałego? Do jakich fragmentów
Pisma wracamy najczęściej? Czy prosimy, aby ich mądrość i głębię odsłaniał nam
sam Jezus?
Dostrzegajmy jak w trakcie wielkanocnego nauczania
zmienia się postawa uczniów. Pragną oni pozostać z porywającym Słowem jak
najdłużej. Już nie wygłaszają swoich własnych mądrości, ale słuchają coraz
uważniej. Potrzebę, jaka rodzi się w ich sercach, wypowiedzą modlitwą prośby:
„zostań z nami”. Wsłuchajmy się dobrze w ducha tej żarliwej modlitwy
prowadzącej do najpełniejszego, jak tylko dla człowieka możliwe, przeżycia
Eucharystii. A przecież i dla nas jest ten sam Jezus, tak samo obecny.
Na zakończenie prośmy o pragnienie czynienia z
Eucharystii centrum całego naszego życia, aby i nam dane było „otworzyć oczy”
serca i coraz głębiej poznawać Jezusa przy łamaniu chleba.
Na zakończenie odmówmy: „Ojcze nasz…”
Panie Jezu,
powstałeś z martwych
i jesteś teraz tutaj przy
mnie.
Zasiadasz ze mną „przy
stole” mojej modlitwy.
Objaw mi się.
Daj mi się poznać.
Spraw bym Cię lepiej
poznał przez miłość,
abym świadczył moim życiem, że
Cię znam
i prowadził innych do
lepszego poznania Ciebie. Amen
Robert Faricy
SJ
ZMARTWYCHWSTAŁY
UKAZUJE SIĘ DZIESIĘCIU (J 20, 19-23)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie Apostołów w zamkniętym Wieczerniku:
smutnych, przestraszonych. Pośród nich staje nagle Jezus.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o radość płynącą z prawdy, że Jezus żyje i
jest z nami.
1.
Pokój wam!
W scenie tej odbija się cała radość Zmartwychwstania.
Nie trudno sobie wyobrazić jak czuli się uczniowie w Wieczerniku. To nie był
niepokój, to był strach graniczący z rozpaczą. Wszystko było dla nich stracone.
Czuli się jak ci, którzy stracili grunt pod nogami, pozbawieni wszelkiej
nadziei. Stąd tacy pełni niepokoju, trzęsący się, załamani.
I do takiego przestraszonego, załamanego człowieka
przychodzi ktoś i mówi: Pokój tobie - uspokój się. W tę sytuację roztrzęsienia,
niepokoju wchodzi Jezus i daruje swój pokój. Ewangelista mówi, że uradowali się (...), ujrzawszy
Pana (J 20,20). Jak
gwałtownie zmieniła się ich sytuacja!
Niepokój uczniów nie wypływał jedynie z obawy przed
Żydami. Płynął on przede wszystkim z tego, że załamała się im cała ich
przyszłość, sens ich życia. Ten, z którym wiązali wszystkie swoje nadzieje,
perspektywy życiowe (staniecie się rybakami ludzi), który był dla nich
oparciem, haniebnie umarł. Przyszłość przestała po prostu istnieć. I oto
okazuje się, że Jezus żyje, przychodząc przynosi im pokój, co więcej ukazuje im
znowu ich przyszłość: Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Wraca
sens życia, przyszłość na powrót staje przed nimi otworem. Świadomość posłania,
sensu życia i pokój wewnętrzny są ze sobą ściśle związane.
Skąd płyną moje niepokoje, moje lęki? Jak patrzę na
moją przyszłość? Jakie miejsce zajmuje w niej Jezus?
2.
Tchnął w nich
Ci ludzie w Wieczerniku, zamknięci, przestraszeni, nie
wiedzący co robić - byli jakby umarli. Umarł Jezus i
wszystko w nich jakoś umarło. Straciła znaczenie cała Jego nauka. To wszystko,
co widzieli i słyszeli przestało mieć sens. Wszystko się jakoś załamało,
zapadło. To byli ludzie bez życia.
Ewangelista mówi, że Jezus tchnął na nich. To
tchnienie Jezusa można przyrównać do pierwszego tchnienia, kiedy Bóg tchnął w
Raju ducha ożywiającego w Adama i ten ożył. Tu w Wieczerniku jesteśmy także
świadkami nowego stworzenia. Tchnął na nich i powiedział Weźmijcie Ducha Świętego, tego, który potrafi z popiołu wskrzesić życie. I
oto ludzie, w których wszystko było wypalone, których życie było tylko cieniem
- nagle zostają ożywieni.
Nie
jest to żadna fikcja ani obraz jedynie; przypomnijmy sobie
jacy byli uczniowie. Jacy byli w Wielki Czwartek, po pojmaniu, w Wielki
Piątek, Sobotę, a jacy byli potem, kiedy zstąpił na nich Duch Święty. Stali się odważni, nie bali się głosić Jezusa.
Cieszyli się nawet, kiedy byli biczowani za Niego. Nie bali się sądu,
więzienia, ani śmierci.
Chrystus Zmartwychwstały obdarza uczniów jakby nowym
życiem, a jednocześnie obdarza nową mocą, mocą Ducha Świętego:
Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym
zatrzymacie, są im zatrzymane. Dotąd tylko Bóg miał taką moc. Teraz staje
się ona udziałem człowieka.
3.
A my...?
Kiedy rozważamy, kontemplujemy tę scenę, znajdujemy w
niej odpowiedź, na pytanie o radość Wielkiej Nocy dla nas, radość z tego, że
Jezus żyje.
Jezus Zmartwychwstały oferuje swój pokój. Jest odpowiedzią
na wszystkie nasze niepokoje, załamania, lęki. Kiedy jesteśmy bez życia,
zamknięci w sobie, bez nadziei na przyszłość, przychodzi i mówi «Pokój wam».
Jakże często w takich chwilach szukamy tego pokoju poza Jezusem i zawsze
bezskutecznie – bo tylko On jest w stanie uspokoić duszę człowieka.
Tak często żyjemy przeszłością, jej przykrymi
doświadczeniami, albo też przygniata nas trudna teraźniejszość. A Chrystus
kieruje nasz wzrok ku przyszłości. To, co Jezus powiedział w Wieczerniku do
Apostołów, mówi dzisiaj do każdego z nas. Jak
Ojciec mój mnie posłał, tak i ja was posyłam. Przed nami jest przyszłość: „Jak
Ojciec mnie posłał dla głoszenia światu Dobrej Nowiny o Ojcu, który kocha, tak
i ja was posyłam, abyście pokazali jak bardzo Bóg miłuje ludzi”. Przed nami
otwierają się szerokie perspektywy. Oby Jezus przypominał to nam zwłaszcza w
tych chwilach, gdy czujemy się niepotrzebni, załamani i bez przyszłości.
Potrzeba do tego mocy i nowego życia, którego On także
udziela. Tylko Chrystus może ożywić to, co jest w nas umarłe. Czyni to za
pomocą Ducha Świętego. Wiemy jakie są dary, owoce
Ducha Świętego: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć,
wierność, łagodność, opanowanie (por. Ga 5, 22-23). Kto z nas nie potrzebuje
tych darów? Objawione nam zostało, gdzie jest ich źródło.
Prośmy, by radość Zmartwychwstania przenikała całe
nasze życie, aby była naszą mocą zwłaszcza w chwilach trudnych. Prośmy o dary
Ducha Świętego, zwłaszcza te, których najbardziej potrzebujemy.
Na zakończenie odmówmy: „Ojcze nasz…”
Panie
Wszystko
co mam, daję
Tobie teraz.
Proś mnie o cokolwiek,
Nigdy nie chcę Cię
zdradzić.
ZMARTWYCHWSTAŁY
UKAZUJE SIĘ TOMASZOWI
(J 20, 24-29)
Obraz dla obecnej modlitwy: Tutaj, wzrokiem wyobraźni, zobaczmy Jezusa, który
przychodzi do Wieczernika mimo drzwi zamkniętych i pozdrawia uczniów, wśród
których jest także Tomasz, słowami: Pokój
wam!
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy Zmartwychwstałego o łaskę doświadczenia Jego
wielkiej radości i wesela. Prośmy, aby uzdrawiał nasze serca i przemieniał
naszą niewiarę w wiarę płynącą z osobistego doświadczenia Go jako Nowego Życia.
1.
Niewierny Tomasz
Dlaczego Tomasza nie było razem z pozostałymi
uczniami, kiedy przyszedł Jezus? Gdzie był w tym czasie, co przeżywał? Jak się
czuł po śmierci Jezusa, dla którego zostawił wszystko, i z którym związał całe
swoje życie?
Zagubienie Tomasza, rozczarowanie i lęk o swoją
przyszłość były tak wielkie, że odrzucił świadectwo uczniów o zmartwychwstaniu
Jezusa. Nie wierzył im, iż widzieli Jezusa żywego. Kiedy bowiem uczniowie
mówili do niego: Widzieliśmy Pana!, on im odpowiedział: Jeżeli na rękach Jego nie
zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę
ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę (J 20, 25). Nie przyjmuje świadectwa
uczniów. Potrzebuje on osobistego doświadczenia.
Postawa
Tomasza ukazuje, że człowiek nie może dać drugiemu doświadczenia, które daje
tylko Bóg. Inni mogą nam powiedzieć: Widzieliśmy Pana, ale nie mogą
udzielić nam doświadczenia „widzenia”, doświadczenia przemiany. „Widzenie”
Niewidzialnego pochodzi tylko od Boga. Tego właśnie oczekuje Tomasz. Pragnie
osobiście doświadczyć Zmartwychwstałego i dlatego stawia aż tak wielkie
wymagania.
2.
Pan mój i Bóg mój
Zmartwychwstały przychodzi do uczniów i do Tomasza
mimo drzwi zamkniętych. W ten sposób przekonuje uczniów, a zwłaszcza Tomasza, o
swoim zmartwychwstaniu, o tym, że ma moc pokonywania kategorii czasu i
przestrzeni, tego wszystkiego, co materialne, sprawdzalne, dotykalne. Jezus,
przychodząc mimo drzwi zamkniętych, uświadamia też Tomaszowi, że ma moc
pokonywania wszelkiego rodzaju zamknięć ludzkiego serca, że może przeniknąć te
przestrzenie jego serca, które są jeszcze „martwe”, które są jeszcze zamknięte
na Dobrą Nowinę o zmartwychwstaniu. Jezusowi wystarcza nasze pragnienie Nowego
Życia.
Kiedy zatem Zmartwychwstały stanął pośrodku i
pozdrowił wszystkich słowami: Pokój wam!, od razu zwrócił się do Tomasza,
aby pokornie spełnić jego warunki. Jezus chce zaspokoić najgłębsze pragnienie
Tomasza, chce przemienić jego niewiarę w wiarę żywą, płynącą z osobistego
doświadczenia.
Bóg w Jezusie Chrystusie staje przed człowiekiem i
pokornie daje mu się doświadczyć jako Nowe Życie. Bóg szanuje człowieka z jego
„warunkami”. Bóg kocha bezinteresownie! Co więcej, Jezusowi bardzo zależy na
tym, aby Tomasz był człowiekiem wierzącym, a więc osobiście Go doświadczającym.
W odpowiedzi na doświadczenie darmowej inicjatywy
miłości Zmartwychwstałego, Tomasz wyznaje z wielką radością: Pan mój i Bóg
mój!.
Zmartwychwstały
przemienił niedowiarstwo Tomasza w głęboką wiarę. Jego nieufność i
podejrzliwość w osłupienie i zdziwienie wiary. Stał się dla niego prawdziwym
Pocieszycielem, jego Panem.
Bóg daje nam doświadczenie Tomasza jako wielki dar.
Przez to wydarzenie pragnie nam uświadamiać, że chce przychodzić do każdego
człowieka bez różnicy, aby bezwarunkowo dawać się doświadczać jako
Zmartwychwstały. Nie przeszkadza Mu nasze niedowiarstwo, przekracza wszelkie
bariery grzechu.
3.
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli
Tomasz był przekonany, że nie widząc Zmartwychwstałego
w sensie dosłownym, nie dotykając się Go bezpośrednio, nie można mieć
doświadczenia Jego żywej Osoby. Tymczasem Jezus przekracza takie myślenie i
poddaje je w wątpliwość: Uwierzyłeś
dlatego, ponieważ Mnie
ujrzałeś? W ten sposób uświadamia Tomaszowi, że najgłębsze doświadczenie
wiary rodzi się w sercu człowieka, do którego Bóg ma bezpośredni dostęp. Nie potrzeba więc widzieć Zmartwychwstałego na sposób fizyczny,
aby móc Go doświadczyć. On ma bowiem moc udzielania
się nam tak, jak chce i kiedy chce, ma moc sprawić, że „zobaczymy”
Niewidzialnego, czyli osobiście i całym sercem doświadczymy.
Zmartwychwstały Jezus właśnie ku nam kieruje swoje
błogosławieństwo, swoją zapowiedź prawdziwego szczęścia, kiedy mówi: Błogosławieni, którzy nie widzieli, a
uwierzyli. Obwieszcza nam bowiem, że i my, tak jak
Tomasz, możemy mieć to samo doświadczenie przemiany. Warunkiem jest jednak
przyjęcie z wiarą nauki Apostołów o tym, że Chrystus
umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał dla naszego odkupienia. Wszystko zaś po
to, abyśmy życie mieli dzięki Niemu i mieli je w obfitości (1 J 4,
9). Ponieważ Zmartwychwstały jest zawsze ten sam, wczoraj i dziś, dlatego
możemy mieć niezłomną nadzieję, że i my, podobnie jak Tomasz, doświadczymy Go
jako nasze Szczęście i nasz Pokój. Wtedy z głębi serca zawołamy wraz z
Tomaszem: «Pan mój i Bóg mój».
W modlitwie na zakończenie prośmy, abyśmy, jako
uczniowie Jezusa, doświadczyli Jego miłości, która przemienia i daje nowe
życie. Abyśmy, dzięki osobistemu doświadczeniu Nowego Życia, stali się Jego
świadkami również dla innych.
ZMARTWYCHWSTAŁY
W GALILEI (J
21, 1-14)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie scenę obfitego połowu ryb przez
uczniów na słowo Jezusa: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a
znajdziecie.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy by nasze serca były zawsze czuwające i
posłuszne Słowom Jezusa.
1.
Tej nocy nic nie złowili
Piotr wraz z innymi uczniami Jezusa powrócił do
starego zajęcia łowienia ryb. Po śmierci Jezusa wspólnota pierwszych uczniów
uległa rozproszeniu. Być może w ich sercach rodziło się poczucie straconego
czasu. Nie pojęli jeszcze, że ich aktualną misją nie jest łowienie ryb, lecz
głoszenie Jezusa Zmartwychwstałego. To dlatego
pamiętnej nocy ich połów był daremny; mieli być przecież „rybakami ludzi”.
Jakże
bliskie jest nam to doświadczenie daremności naszych planów i poczynań. Ileż to
razy doświadczamy w naszym życiu zniechęcenia, wątpimy w sens naszych wysiłków,
zastanawiamy się czy warto było być hojnym względem Boga i ludzi. Jakże
potrzeba nam w takich sytuacjach żywego ducha wiary, wytrwałości i cierpliwości
w oczekiwaniu na przychodzenie do nas Jezusa. Oby nasze serca były otwarte na
przyjęcie od Niego pocieszenia.
2.
A gdy ranek zaświtał...
Każdy dzień jest darem i przynosi nam nową nadzieję.
Oto Bóg znowu chce nas prowadzić, być towarzyszem naszych życiowych zmagań. On
czasem prowadzi nas tam, gdzie nie chcemy: przez doświadczenie choroby,
upokorzenia, słabości, osamotnienia, nawet odczucie braku nadziei. Jezus godzi
się na chwilową słabość uczniów, nie robi im wymówek. On się nie zniechęca
naszymi niewiernościami.
To jest Pan! Gdy Piotr dostrzegł na brzegu znajomą Postać, w
jednym momencie w jego oczach stanęły wszystkie dni i godziny spędzone razem z
Jezusem. Przypomniał sobie natychmiast łagodność i ciepło Jego słów, pogodne
oblicze i żywe oczy, które przenikały zamysły serc tysięcy ludzi. Znowu ożyła w
nim nadzieja, że jego życie będzie na nowo przemienione. Był przekonany, że Pan
już nie będzie pamiętał, że się Go zaparł. Z całego serca znowu zapragnął mówić
o Jezusie i umacniać braci w wierze w Niego.
Ile razy w naszym życiu umieliśmy rozpoznać Jezusa?
Czasem przeżywamy sytuacje, które po ludzku sądząc są bez wyjścia. Lecz nagle
pojawia się myśl o Nim. Gdy na życie nasze pada blask Jezusa Chrystusa, wtedy
wszystkie trudy i niesione brzemię stają się lekkie. Kiedy chcemy iść sami,
wtedy co pewien czas potykamy się o nasze słabości i niewierności.
3.
Chodźcie, posilcie się!
Jezus przygotował swoim uczniom posiłek. W ten sposób
przypomniał nam, że Bóg troszczy się o nasze życie dając nam wszystko. On daje
pokarm każdemu z nas w oznaczonym czasie. Dlatego Jezus, Jego Syn Umiłowany,
zaprasza nas podczas każdej Eucharystii, byśmy usiedli do świętej wieczerzy i
karmili się Jego Ciałem. Gdy to uczynimy, będziemy mieli życie w sobie. To
właśnie ten pokarm daje nam życie wieczne. Pan Jezus odsłania przed nami
perspektywę życia zjednoczonego z Bogiem na zawsze. Już w ziemskim
pielgrzymowaniu możemy doświadczać zamieszkiwania Boga w naszych sercach.
Owoce tej medytacji powierzmy Maryi, która czuwa i
modli się z całym Kościołem, by ożywiony miłością nie ustawał w wierze. Ona
wyprasza dla naszych wspólnot dar jedności i uczy nas cierpliwego oczekiwania
na Jezusa. Matce Kościoła powierzajmy owoce tej medytacji, byśmy jak pierwsi
uczniowie Pana, stawali się rybakami ludzi, to znaczy prowadzili ich dzisiaj do
Jej Syna żyjącego i działającego w Kościele.
Miłość polega
na wzajemnej wymianie dwóch
stron,
to znaczy,
że kochający daje i
przekazuje umiłowanemu to,
co posiada, lub co leży w
jego możliwości.
I wzajemnie – kochający kochającemu.
Miłość polega bardziej na uczynkach,
Niż na słowach.
Św. Ignacy Loyola
PIOTR OTRZYMUJE WŁADZĘ
PASTERSKĄ (J 21, 15-23)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie scenę dialogu Jezusa
zmartwychwstałego z Piotrem, w której Pan zadaje mu potrójne pytanie o jego
miłość.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy Pana w tej medytacji, abyśmy Mu umieli
powierzyć wszystkie pragnienia naszego serca.
1.
Czy miłujesz mnie?
Jezus znał dobrze Piotra. Wiedział, że jest on zdolny
do bycia hojnym i ofiarnym. Znał również jego słabości: zbytnią pewność siebie,
wygórowane ambicje i nieustanny strach o przyszłość. Przecież z lęku o siebie
Piotr zaparł się Jezusa, mimo że Pan troszczył się, by jego wiara została
wzmocniona na górze Tabor, gdy z Jakubem i Janem był świadkiem Jego
Przemienienia. Na pytanie Jezusa: «Czy kochasz mnie?», Piotr
odpowiedział: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham.
Trzykrotne pytanie Jezusa o miłość i przywiązanie Piotra, przypomniało mu jego
trzykrotne zaparcie się Pana. Jezus chciał w tej przyjaznej rozmowie zapewnić
Piotra, że darzy go zaufaniem, pomimo jego słabości. Pan odbudowuje w nim
wiarę, zapraszając go, by oparł się na Nim jak na skale.
Panu Bogu chodzi zawsze o nasze serce. On pragnie, by
było wypełnione miłością.
Prośmy więc: Jezu napełnij
moje serce Twoją miłością, bo tylko wtedy będę zdolny wypełniać wolę Boga w
moim życiu. Wiem, że nie mogę pokładać ufności w sobie. Panie, Ty wszystko
wiesz. Znasz moje niewierności, grzechy, zniechęcenie. Wiem jednak, że ciągle
mi ufasz i zapraszasz mnie słowami psalmisty: Powierz Panu swą drogę i zaufaj
Mu, a reszty On sam dokona (Ps 37, 5).
2.
Paś owce Moje!
Jezus powierza Piotrowi misję czuwania nad wspólnotą
Kościoła. Czyni go pasterzem Ludu Bożego, który jest Bożą własnością. Piotr ma
go bronić przed złymi pasterzami, którzy rozpraszają owce wydając je na pastwę
wilkom. Piotr, choć pełen ambicji, obawiał się tej trudnej roli. Jednocześnie
był wdzięczny Jezusowi, że obdarzył go swoim zaufaniem.
My
także mamy starać się być dobrymi pasterzami dla braci i sióstr w Kościele oraz
dla tych, którzy odeszli od Boga. Każdy z nas posiada cząstkę swojej
odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła. Czy słowami i czynami «utwierdzamy
braci w wierze», czy raczej jesteśmy powodem zgorszenia? Może ludzie dalecy od
Boga czują się, także z naszego powodu, odepchnięci i niechciani? Czy jesteśmy
otwarci na przyjmowanie miłości Chrystusa, która winna przynaglać, byśmy
głosili Dobrą Nowinę o zbawieniu w rodzinie, w pracy, w szkole, na uczelni?
Pamiętajmy, że najskuteczniej głosimy Jezusa naszym ewangelicznym stylem życia,
postawą otwartości oraz wyjściem naprzeciw zagubionym.
3.
Inny cię opasze i
poprowadzi, dokąd nie chcesz
Piotr gromadził pierwszą wspólnotę Kościoła pośród
wielu prób i prześladowań. Najpierw w Jerozolimie, a później w Rzymie, gdzie
zginął śmiercią męczeńską, podobnie jak Jego Mistrz. Do końca pozostał Mu
wierny i nie zaparł się Go. Na nim spełniły się słowa Jezusa Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować (J 15, 20).
Jeśli chcemy być wierni Jezusowi zostaniemy wcześniej
czy później poddani próbie cierpienia i prześladowań, które powinniśmy znosić
dla dobra Kościoła.
Oto fragment poezji napisanej jesienią 1962 roku
podczas Soboru Watykańskiego II przez przyszłego papieża Jana Pawła II,
oddającej powołanie i rolę Piotra i jego następców w Kościele:
To Ty,
Piotrze. Chcesz być tutaj Posadzką, by po Tobie przechodzili...
by szli tam,
gdzie prowadzisz ich stopy...
Chcesz być
Tym, który służy stopom - jak skała raciczkom owiec:
Skała jest
także posadzką gigantycznej świątyni. Pastwiskiem jest Krzyż.
Panie Jezu,
Ty nie chcesz, bym zbytnio skupiał się na sobie; na moim smutku, braku
entuzjazmu. Podobnie jak Piotra, zapraszasz mnie, bym umiał o sobie zapomnieć
stając się „pasterzem” dla innych ludzi. Ty mnie zapewniasz, że moja wiara
pogłębia się i umacnia w misji, w głoszeniu Ciebie innym ludziom. Przepraszam
Cię za chwile zwątpienia, kiedy byłem złym pasterzem, który sam siebie pasie i nie
zależało mi na owcach. Odtąd pragnę być cierpliwym pasterzem dla innych ludzi.
Jezu, Dobry Pasterzu szukający zagubionych owiec - oświecaj mój umysł i moje
serce, aby moje słowa i czyny głosiły Ciebie z wielką prostotą. Proszę Cię, aby
była we mnie cierpliwość w odszukiwaniu zagubionych braci i sióstr. Spraw, bym
umiał okazać im miłość bez uprzedniego osądzenia ich czynów.
Na koniec prośmy Maryję, Matkę wszystkich Pasterzy
Kościoła o łaskę gromadzenia w jedno uczniów Chrystusa. Niech Ona prowadzi nas
zawsze do Jezusa-Skały, na której zbudowany jest Kościół, którego bramy
piekielne i nasze słabości nigdy nie przemogą.
Szukaj Boga we wszystkich rzeczach
a zawsze będzie przy Tobie.
Św. Piotr Klawer
WNIEBOWSTĄPIENIE
(Łk 24, 50-53)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie scenę ewangeliczną: Jezus
Zmartwychwstały błogosławi swoich uczniów, rozstaje się z nimi i unosi się do
nieba.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy, aby nasza wiara i przynależność do Jezusa
wyrażały się w radości życia i zewnętrznych praktykach czci, uwielbienia i
błogosławienia Boga.
1.
Podniósłszy ręce błogosławił ich
Podstawową cechą całej misji Jezusa było nieustanne
udzielanie błogosławieństwa: przeszedł On
dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła (Dz 10, 38). Podobnie Bóg błogosławił człowiekowi zaraz po
błogosławieństwie udzielonym swemu stworzeniu (Rdz 1, 28). Każdy przejaw Jego
działalności charakteryzuje się nie przekleństwem, lecz pragnieniem zbawienia,
chęcią udzielenia i obdarowania człowieka życiem i to życiem wiecznym. Nie
życzył On też nikomu śmierci i wiecznego potępienia. Nie złorzeczył i nie
przeklinał nawet największego grzesznika. Ufał człowiekowi, pragnął, aby się
nawrócił i żył: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego
grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu
sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia (Łk
15, 7).
2.
Rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba
Śmiercią na drzewie krzyża za grzechy nasze Jezus
osiągnął cel i kres swojej misji - wybawił nas i wciąż będzie wybawiał od
wielkiego niebezpieczeństwa śmierci. Natomiast swoim wniebowstąpieniem pokazuje
nam nieustannie kierunek i cel naszego ziemskiego pielgrzymowania.
Rozstanie z uczniami posiada wymiar rzeczywisty i
oznacza wypełnienie otrzymanego posłannictwa. Tym niemniej Jezus zapewnił
jeszcze raz swoich uczniów oraz następne pokolenia wyznawców: A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni,
aż do skończenia świata (Mt 28, 20). A zatem w
sposób niewidzialny nadal nam towarzyszy. Nasz los nie jest Mu obcy i obojętny.
Nadal uczestniczy w dramacie ludzkiej walki o królestwo niebieskie i zmaganiach
człowieka z grzechem i złem w sobie i w świecie.
Życie człowieka nie kończy się zatem
na ziemi. Jego pełnia znajduje się poza nami, poza ziemskim życiem i jego
wartościami. Nie może być ono zredukowane do wymiaru ziemskiego i jedynie do
wartości tego świata.
3.
Oni zaś oddali Mu pokłon
Odejście Jezusa nie powoduje smutku i przygnębienia u
Jego uczniów, nie gasi radości spotkania ze Zmartwychwstałym. Pomimo zniknięcia
z pola widzenia Mistrza z wielką radością wrócili do Jerozolimy. Radość była
jednym z trwałych owoców odkupienia i niezniszczalnych znaków spotkania
wspólnoty ze zmartwychwstałym Jezusem. Świadczyła o głębokiej z Nim zażyłości.
Św. Paweł umieszcza radość pośród owoców Ducha Świętego, zaraz po stojącej na
pierwszym miejscu miłości (Ga 5, 22). Zaś w liście do Filipian
zachęca do ustawicznego trwania w radości: Radujcie się zawsze w Panu;
jeszcze raz powtarzam: radujcie się! (Flp 4, 4).
Radość jest zatem typową postawą chrześcijanina. Jakże
się nie radować skoro nasze imiona zapisane są w niebie? (Łk
10, 20).
Fundamentem chrześcijańskiej radości pozostaje zawsze
Zmartwychwstały Chrystus. Poznanie Jezusa Zmartwychwstałego nadaje nowy sens
życiu, napełnia je nową treścią i sensem, czego wyrazem jest właśnie radość.
Nie podobna się smucić, skoro spotkało się Zmartwychwstałego, do którego
podążamy i przed którym wkrótce staniemy w niebie! Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój
oścień? (1 Kor 15, 55).
Pełne głębokiej radości i pobożności zachowanie
pierwszych chrześcijan nie ma nic wspólnego z powierzchowną i płytką dewocją, a
prócz tego stawia nam pytania. Możemy się zapytać: czy chodzę do kościoła z
intencją, aby wielbić Boga, aby oddać Mu pokłon? Jaki jest mój stosunek do Mszy
świętej, rekolekcji adwentowych czy wielkopostnych? Jaką wartość ma dla mnie
uczestniczenie w niedzielnej Mszy świętej? Czy chodzą do kościoła z radością,
czy też na skutek odziedziczonej po rodzicach tradycji czy przyzwyczajenia? Czy
uczestniczę aktywnie w życiu wspólnoty parafialnej? Czy dzielę z innymi radości
i troski wspólnoty? Czy mam ulubiony kościół, kaplicę, bądź inne miejsce, gdzie
spotykam Pana na indywidualnej modlitwie? Czy wielbię Boga modlitwą
dziękczynienia, psalmami? Czy pomimo szarości zwykłego codziennego życia,
wielbię Boga moją pracą, nauką, sumiennym i odpowiedzialnym wykonywaniem
zwykłych czynności i prac, tak zawodowych jak i rodzinnych, i to również tych,
na które nie pada światło jupiterów?
Na koniec tej kontemplacji prośmy o dar radosnego
przeżywania naszej przynależności do Zmartwychwstałego Jezusa. Prośmy ponadto,
abyśmy byli wiarygodnymi świadkami Jego Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia i
aby inni widząc naszą radosną wiarę, wielbili razem z nami Boga, który jest w
niebie.
Panie Jezu, prosimy Cię,
abyś pomógł nam trwać zawsze przy Tobie,
abyśmy byli blisko Ciebie z rozpalonymi
sercami,
z radością podjęli misję, którą nam
powierzyłeś –
wciąż Ciebie uobecniać,
oraz byśmy głosili dobrą nowinę o
Zmartwychwstaniu.
Carlo Maria Martini
SJ
|