REKOLEKCJE
IGNACJAŃSKIE W ŻYCIU CODZIENNYM
według
metody św. Ignacego Loyoli
Trzeci Tydzień
3 marca – 9 marca
O POCIESZENIE W
KRZYŻU
Jezu, miłości mej
duszy, centrum mego serca!
Dlaczego nie
jestem jeszcze bardziej gorliwy
w znoszeniu bólu
i udręk z miłości do Ciebie,
kiedy Ty mój
Boże, tak bardzo cierpiałeś za mnie?
Doświadczaj mnie
każdym rodzajem próby,
jaki jest na
świecie,
bowiem moją
rozkoszą jest cierpieć dla Jezusa.
Moją radością
jest naśladować
mego Zbawiciela,
i znaleźć
pocieszenie
u Pocieszyciela
na Krzyżu.
Moim szczęściem,
przyjemnością,
jest żyć z
Jezusem, kroczyć z Jezusem,
rozmawiać z
Jezusem,
cierpieć z Nim i
dla Niego.
To jest mój
skarb.
św Alfons
Rodriguez, SJ
Szymon
Cyrenejczyk (Łk 23, 26)
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie scenę, w której obcy człowiek, Szymon z Cyreny, a nie
jeden z Apostołów, zmuszony jest do niesienia krzyża Jezusa.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy o łaskę dobrowolnego wyboru Jezusa jako Pana i Mistrza naszego życia.
1. Postać
Szymona z Cyreny
Co wiemy o Szymonie Cyrenejczyku? Jezus był bardzo
słaby, dlatego żołnierze zdjęli z Niego krzyż i włożyli Szymonowi na barki, aby
go niósł za Jezusem. To zdanie zapamiętajmy: aby go niósł za Jezusem. Co Łukasz
chce przez to powiedzieć? Na pewno relacjonuje. Tak się rzeczywiście zdarzyło.
Jezus był słaby. Szymon wracał do miasta z pola i przejął krzyż Jezusa. Jezus
szedł bez obciążenia trochę z przodu, a Szymon, ponieważ krzyż był ciężki szedł
za Jezusem. Ale nie jest to tylko relacja faktów. Jezus napominał swoich
uczniów: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co
dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Łk 9,23). Historia Szymona z
Cyreny mówi także o naśladowaniu Jezusa. Ewangelia ukazuje ucznia, który idzie
za Jezusem, dźwigając swój codzienny krzyż.
2. Ból Jezusa
na Drodze Krzyżowej
W naszej kontemplacji zatrzymajmy się na bólu
Jezusa. Są jak gdyby dwa rodzaje bólów: pierwszy ból, to ból fizyczny Jezusa.
Droga krzyżowa była bardzo trudną drogą poprzedzoną biczowaniem i torturami.
Jezus jest tak słaby, że boją się, aby nie umarł przed ukrzyżowaniem.
Ale szczególnie zatrzymamy się przy bólu psychicznym
Jezusa, który pochodzi stąd, że musi On oddać Swój krzyż do niesienia komuś
obcemu, że musi oddać krzyż komuś, kto nie należał do grona Jego uczniów. To
jest wielkie źródło bólu Jezusa. Czuje się bardzo samotny. Właśnie w tym momencie,
kiedy jest słaby, ściągają Mu krzyż i szukają, komu by go dać. Nie ma żadnego z
uczniów Jezusa, bo gdyby byli uczniowie, chociażby tylko Piotr, to by na pewno
żołnierze włożyli krzyż na jego ramiona. Nie ma przy Jezusie uczniów, którzy
zawsze byli przy Jezusie w chwilach radosnych, w chwilach triumfu. Byli przy
Jezusie, korzystali z tego, ale w nieszczęściu zostawili Go samego. W nieszczęściu
okazało się, że Jezus nie może liczyć na przyjaciół. I dlatego musi przyjąć
pomoc kogoś obcego.
3. Ból Jezusa
dzisiaj
Źródło dzisiejszego bólu Jezusa leży w tym, że ci
przyjaciele, ci towarzysze, ci uczniowie pozwalają na to, aby ludzie obcy
nieśli krzyż Jezusa. Kim są ci ludzie obcy? Są to ci, którzy nie należą do
kręgu uczniów Jezusa, bo albo nie są chrześcijanami, a jeżeli są nimi, nie są
praktykującymi w Kościele. W każdym bądź razie nie należą do grupy bliskich
uczniów Jezusa – są obcy. Boli Go, że Jego prawdziwi przyjaciele pozwalają na
to, by obcy dla Jezusa nosili dzisiaj Jego krzyż. Kim są ci obcy? Są to wszyscy
ludzie biedni na całym świecie - ci, których los doświadczył krzyżem: chorzy,
starcy, ludzie nieszczęśliwi. Są to wierzący i niewierzący, którzy są zmuszeni
nosić krzyż Chrystusa – dla kogoś to będzie choroba, bieda, dla kogoś starość,
analfabetyzm, itd. To są ludzie, którzy czy chcą, czy nie chcą, jednak muszą
przez całe życie nosić swój krzyż. I oni nawet nie wiedzą, że to jest cząstka
krzyża Jezusowego. Często buntują się przeciw cierpieniu, biedzie, ale muszą to
znosić. Często przeklinają swój los, czy nawet bluźnią przeciw Bogu. Zaś ci
wybrani, uczniowie, przyjaciele Jezusa bardzo łatwo uciekają, kiedy przyjdzie
im nosić codzienny krzyż Jezusa. Ale gdy jest coś radosnego, chwile tryumfu w
Kościele, sukcesu w życiu – to szybko zbierają się w ogromny tłum obok Pana
Jezusa. Taki jest ból Jezusa dzisiaj.
Chciejmy w tym rozważaniu dobrze zrozumieć ból
Jezusa dzisiaj i stanąć przy Nim żywym w Kościele. Chodzi o to, by stanąć przy
Jezusie z własnego, dobrowolnego wyboru. Stańmy przy Jezusie i przedstawmy się.
Powiedzmy Mu: «Nazywam się Szymon Piotr, a nie
Szymon Cyrenejczyk. Nazywam się Szymonem z wyboru - Twojego wyboru,
potwierdzonego przez mnie – a nie Szymonem zmuszonym».
Na zakończenie odmówmy: "Ojcze nasz…"
Błagam
Cię, Panie, przez Twą najświętszą mękę i śmierć,
abyś
obdarzył mnie świętym życiem,
a
całkowicie uśmiercił wszystkie moje wady,
żądze
i miłość siebie.
Daj
mi ujrzeć Twoją świętą wiarę, nadzieję i miłość.
św.
Alfons Rodriguez SJ
Ukrzyżowanie (Łk 23, 32-38)
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie Golgotę, tłum ludzi gapiących się, krzyczących, ale
także i garstkę tych najbliższych Jezusowi, którzy stoją pod krzyżem,
współczują i cierpią razem z Nim.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy o łaskę odkrycia sensu Krzyża Chrystusowego. Prośmy też o zrozumienie
sensu krzyża w naszym codziennym życiu.
1. Ojcze,
przebacz im bo nie wiedzą, co czynią
Gdy patrzymy na Mękę Pana Jezusa i tych wszystkich,
którzy w jakiś sposób brali w niej udział, łatwo przychodzi nam dzielenie tych
ludzi na dobrych i złych. Złych zdecydowanie potępiamy. Ich wina wydaje się dla
nas oczywista, tak jakby byli to ludzie, którzy mając do wyboru dobro i zło,
świadomie i dobrowolnie wybrali zło.
Pan Jezus patrzy inaczej. W swej wielkiej miłości
przebacza swoim oprawcom, bo nie wiedzą, co czynią.
Wszyscy mieli jakieś uzasadnienie swego wyboru,
swojej decyzji. Kajfasz – załatwiał interesy narodowe, religijne, społeczne.
Ochraniał te dobra mając poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Piłat – miał
interes polityczny. Chciał zjednoczyć społeczeństwo. Dyplomatycznie uśmierzył
wiszący na włosku bunt. Co więcej, poprawił stosunki dyplomatyczne z Herodem.
Mieszkańcy Jerozolimy okazali lojalność prawowitej władzy religijnej. Okazali
też odpowiedzialność za los narodu, świątyni, religii, kultury. Judasz –
niczego nie zyskał, pozbył się srebrników i powiesił się. Czy te zachowania tak
bardzo odbiegają od naszych postaw i zachowań?
Serce ludzkie jest ślepe. Okazuje się, że potrafi
błędnie pokochać i źle wybrać. Trzeba je poddać oczyszczeniu i przemianie, aby
wiedziało, co jest godne miłości. W tym sercu jest jednak pragnienie dobra. Ono
tylko nie wie, jak tego dobra szukać. Nie wie, co czyni. Dlatego Jezus za nas
umiera, modląc się do Ojca.
Bóg nie tyle chce sądzić człowieka, co prawidłowo
ukierunkować jego serce. Czy pozwalamy Bogu formować swoje serce? Czy uczymy
się od Boga patrzeć na wszystko Jego oczyma?
2. Jeśli On
jest Mesjaszem
Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli
On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. Szydzili też i żołnierze: Jeśli Ty jesteś
królem żydowskim, wybaw sam siebie.
Nie chodzi tu tylko o zwykłą drwinę, naigrawanie się
z człowieka cierpiącego. Jest to prawdziwe kuszenie, nieodbiegające wiele od
kuszenia na pustyni. Tam szatan mówił: Jeśli jesteś Synem Bożym (por. Łk 4,
3.9). «Pokaż, że jesteś Mesjaszem, że wszystko możesz, że masz rację». Jest to
pokusa bardzo ciężka, bardzo racjonalna. Przecież Pan Jezus przyszedł na świat,
aby Mu uwierzyli, a więc jest okazja... Szatan uderza tu chyba w najczulszy
punkt.
Na oczach wszystkich Jezus doświadcza tego
zgorszenia, bierze je na siebie. Zwycięża przez oddanie się woli Boga: W ręce
Twoje powierzam ducha mojego.
Nasz Pan jest tu nie tylko przykładem -wzorem, jak
stawić czoło próbom, pokusom, ale jest również naszą mocą. On pierwszy
zwyciężył zło, grzech, śmierć, szatana. Teraz zawsze stoi obok nas w czasie
próby i kuszenia jako zwycięzca, podając swą rękę, udzielając swej mocy.
3. To jest
Król Żydowski
Dziwny to król, którego tronem jest krzyż, korona z
cierni, berło z trzciny, a płaszcz szkarłatny okrywa ubiczowane plecy. Jak
wielkie było również zdziwienie Piłata, gdy usłyszał, że Jezus uważa się za
króla. Ale królestwo Chrystusa nie jest z tego świata.
Chrystus nie chce być królem w żadnej z form
ofiarowanych Mu przez świat, ludzkie oczekiwania. Chce być królem na drodze
wskazanej Mu przez Ojca, królem przez ofiarę zbawczą, królem miłości.
Wszystkie ziemskie królestwa przemijają, a Królestwo Chrystusa trwa, jest wieczne. Jest to królowanie miłości, pokoju, prawdy, bez blichtru, bez udawania. W tym królestwie panuje całkowita wolność i ono się nie rozpada.W każdym z nas jest coś ze zdobywcy: chcemy panować, królować, być wielkimi. Ale poprzestajemy często na łatwych i nieprawdziwych zwycięstwach i przewagach. Człowiek chce zapanować, chce stać się wielki często głośniejszym krzykiem, zgryźliwszą odpowiedzią, sprytniejszym pociągnięciem, szybszym manewrem, dumą, wiedzą, zasobami materialnymi i innymi sposobami.. Ale jest to wielkość pozorna, jest to wielkość tego świata.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą
ziemię (Mt 5, 5). Prawdziwie wielkimi są pokorni, ofiarni, usłużni, nie
szukający siebie, bezinteresowni, a nie najsprytniejsi, najsilniejsi. Jakiej
wielkości my szukamy? Opowiadamy się za tą, którą proponuje świat, czy za tą,
którą proponuje Chrystus?
Kończąc kontemplację dziękujmy Chrystusowi za to, że
tyle dla nas przecierpiał, że jest z nami zawsze w chwilach naszego cierpienia.
Prośmy o zrozumienie sensu krzyża; aby nigdy nam nie zabrakło świadomości, że
zwieńczeniem drogi krzyża jest życie, a nie śmierć.
Na zakończenie odmówmy: "Ojcze nasz…"
Dobry
Łotr (Łk 23, 39-43)
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie scenę ukrzyżowania. Na wzgórzu wkopane są krzyże. Do
poprzecznych belek przywiązani są trzej skazańcy. Z trudem oddychają. Resztkami
sił wydobywają z siebie słowa.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy Jezusa o łaskę towarzyszenia Mu w męce. Niech Ukrzyżowany i
Zmartwychwstały udzieli nam łaski takiego wejścia w Jego cierpienie, byśmy
mogli wejrzeć w tajemnicę cierpienia w naszym życiu.
Rozważana scena ewangeliczna ukazuje nam trzy
postacie: Jezusa i dwóch złoczyńców. Ci ostatni to przestępcy, którzy w imieniu
prawa zostali skazani na karę śmierci. Wszystkich trzech łączy tragiczny koniec
– umierają ukrzyżowani. Śmierć tę, rozumianą w tamtych czasach jako
przekleństwo Boga, przyjmują jednak w różny sposób.
1. Jeden
urągał Mu
Jeden z przestępców ostatnie chwile życia
wykorzystuje, by wylać z siebie całą gorycz skazańca. Cierpienie, którego
doświadcza, popycha go do przeklinania wszystkiego wokół.
Zwraca się do Jezusa, aby Go wydrwić, gdyż Ten nie
może wybawić go od kary. Sytuacja śmierci nie rodzi w nim pytań, nie jest
wyzwaniem do oceny dotychczasowego życia. Jest on uwikłany wyłącznie w swoje
cierpienie, co nie pozwala mu zwrócić się do Człowieka umierającego obok. Los
skazańca okazał się być dla niego przekleństwem. Spoglądając wokoło, wypowiadając
pełne bólu słowa, pozostaje sam. W samotności też umiera.
Jakie refleksje związane z moim życiem budzą się we
mnie rozważając tę scenę? Jak przyjmuję spotykające mnie cierpienie? Czy jestem
przekonany, że odejście od drogi Bożych przykazań zawsze prowadzi na bezdroża
samotności i nieszczęścia?
2. Lecz
drugi...
Drugi ze skazańców, nazwany jest przez tradycję
Dobrym Łotrem. Jego zachowanie jest zaprzeczeniem postawy przyjmowanej przez
pierwszego złoczyńcę. Umierając zakwestionował to, co dotychczas robił. Zwraca
się do Jezusa z ufną prośbą i przyznaje się do swoich grzechów, nazwał nawet
słusznym to, co go spotkało. Nie miał pretensji do Boga i nie przypisywał Mu
cierpienia, które spotkało go w związku z jego własnym postępowaniem.
Dobry Łotr nie prosi Boga o uwolnienie od
cierpienia. W pełnych oburzenia i wyrzutu słowach karci drugiego skazańca
odwołując się przy tym do bojaźni Bożej. On nie zatrzymał się na sobie i swojej
beznadziejnej sytuacji. Może nawet takie dramatyczne okoliczności otwarły mu
oczy na to, czego zwykle nie dostrzegał. Widząc obok siebie Jezusa, kogoś w
podobnym położeniu, uznał w Nim Boga. To, co dokonuje się w życiu Dobrego Łotra
na krzyżu jest niezwykle wyraźnym początkiem przedziwnego owocowania
tajemniczej Ofiary Jezusa. Odarty z wszelkich cech bóstwa, nieludzko umęczony,
słaby człowiek i Bóg w jednej osobie, przemienia łotra w świętego. W cieniu
ukrzyżowanego Boga skazany na śmierć przestępca staje się świętym. Tu dokonuje
się już to, co jest ukrytą Ewangelią Krzyża.
Czym jest dla mnie męka i śmierć krzyżowa Pana
Jezusa? Co czynię, by i mnie ona przemieniała? Czym jest dla mnie prawda, iż
Bóg upodobnił się do mnie we wszystkim, nawet w cierpieniu i śmierci? Jak
traktuję cierpienie wynikające z mojego grzechu?
3. Dziś w raju
Umierając u boku Jezusa święty łotr nie prosi Go o
uwolnienie od cierpienia. Mówi jedynie: Wspomnij na mnie, jakby był przekonany,
iż to wystarczy. Bóg, który umiera za grzeszników zna ich najskrytsze bóle,
troski i pragnienia; nie tylko je zna, ale sam nosi je w sobie.
Odpowiedź Jezusa na prośbę wiszącego obok jest tak
samo niespodziewana jak sama prośba: Dziś ze Mną będziesz w raju? Jezus
wielokrotnie nauczał, że Jego los będzie losem wiernych Mu uczniów. Tylko ten,
kto krocząc wiernie za Mistrzem doświadczył Jego losu - a Dobry Łotr
doświadczył go w pełni - może być z Nim w raju. Można powiedzieć, iż Bożym
królestwem, o którym nauczał Jezus, a nawet rajem, niebem jest sam Bóg! Tylko w
Nim można odnaleźć prawdziwe, wieczne życie.
Dobry Łotr jest dla nas wzorem postawy głębokiej
wiary i szczególnego towarzyszenia Jezusowi w męce. Jego postawa uczy nas, aby
pozwolić, by światło Jezusowej męki oświetliło nasze własne cierpienie. W
sposób jaki traktujemy w naszym życiu cierpienie, ukazuje nasze motywacje
pójścia za Jezusem. Co mówimy Jezusowi w naszej godzinie krzyża? Postawę
którego ze złoczyńców częściej wybieramy? Jak w trudnych sytuacjach zwracamy
się do Boga? Czy wierzymy, że droga krzyża, którą wybrał Jezus, jest jedyną
prawdziwą - również dla nas? Jak chcielibyśmy odtąd traktować i przeżywać
dotykające nas cierpienia?
Na zakończenie modlitwy pozwólmy mówić naszemu
sercu. Słuchajmy, jaki głos jest w nim najwyraźniejszy. W szczerej,
spontanicznej rozmowie "wylejmy" serce przed Tym, który pozwolił
swoje serce otworzyć włócznią. Wsłuchajmy się w to, co w tej chwili sam
Ukrzyżowany ma nam do powiedzenia. Z ufnością powierzmy się Jezusowi wierząc,
że i nas przemieni Jego życiodajna śmierć.
Na zakończenie odmówmy: "Ojcze nasz…"
Z Maryją
pod Krzyżem (J 19, 25-27)
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wiszący na drzewie krzyża Jezus, otoczony jest przez swoją Matkę, dwie
niewiasty i przez nienazwanego po imieniu, a stojącego obok Marii ucznia,
którego miłował.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy, aby nasza wierność Jezusowi była wiernością aż po krzyż.
1. A obok
krzyża Jezusowego stały
Pośród wielu uczestników śmierci Chrystusa, znajdują
się również i ci, którzy stali bezpośrednio przy Jego krzyżu – prawdziwi
przyjaciele Jezusa. Złożyli wymowne świadectwo, iż są Jego wyznawcami niezależnie
od okoliczności. Obecność obok Jezusa w godzinie Jego ostatniej próby oznacza
współuczestnictwo, współcierpienie i solidaryzowanie się ze Skazanym na śmierć.
Jezus zawsze pragnął mieć wyrazistych świadków
swojej działalności i śmierci krzyżowej. Nie chodziło Mu o biernych widzów,
lecz o ludzi, którzy by z nim współumierali dla grzechu, zła, szatana, którzy
przyjmowaliby Jego dar zbawienia. Śmierć Jezusa nie była zwyczajną śmiercią,
lecz śmiercią za nasze grzechy. Wzywała ona przy tym każdego człowieka do
nawrócenia i zmiany życia.
2. Niewiasto,
oto syn twój
Uczeń Jezusa staje się synem Matki.
Stojąc obok Matki pod krzyżem, na którym umiera
Mistrz, umiłowany uczeń potwierdza w godzinie próby, iż jest nim rzeczywiście.
Ryzykowną obecnością pod krzyżem deklaruje konsekwentnie swoją przynależność do
Mistrza. Wie, że taka wyrazista deklaracja może go wiele kosztować, a jednak
nie unika jej ewentualnych i groźnych następstw. Potwierdza tym samym, że Jezus
czyniąc go umiłowanym uczniem, dokonał właściwego wyboru, nie zawiódł się na
nim, że Mistrz może na nim zawsze polegać, nawet w godzinie próby.
3. Oto Matka
twoja
Maryja to wyjątkowa matka. Matka, która przeżyła i
doświadczyła wiele. Doświadczenia życiowe Maryi były wyjątkowe, albowiem Jej
życie było ściśle złączone z misją Jej Syna i realizacją planu Boga. Tym
niemniej zgodziła się dobrowolnie i świadomie na uczestnictwo w jego
realizacji. Nigdy nie pragnęła zmienić swojego życia i postawić w centrum swoją
wolę i wolność, swoje plany i cele. Wyraziła to jakże dobrze nam znanymi
słowami: Oto służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa (Łk 1,
38). Swoją obecnością pod krzyżem potwierdziła wymownie wcześniej wypowiedziane
słowa. Stała się Matką wszystkich wiernych, nową Ewą.
Maryja – Matka umiłowanego ucznia, jest także, z
woli Jezusa, od tej godziny Matką każdego z nas. Ona prowadzi nas do swego
Syna, pomaga nam nieść nasze krzyże, towarzyszy nam na ścieżkach życia. Co
więcej, ona może robić to skutecznie, gdyż sama wiele doświadczyła, i wiele wycierpiała.
Taką niezwykłą Matkę dał każdemu z nas Jezus Chrystus, a każdy Jego uczeń
przyjmuje ją jako swoją własną Matkę. Kontemplując tę scenę nie sposób nie
odczuwać wielkiej wdzięczności za ten niewysłowiony dar duchowego macierzyństwa
Maryi. Ale czy uświadamiamy sobie dostatecznie wartość tego daru przynajmniej z
okazji miesiąca maryjnego, miesiąca różańca świętego czy pierwszej soboty
miesiąca?
4. I od tej
godziny uczeń wziął Ją do siebie
Maria wskazuje zawsze na Jezusa, tak jak wskazała na
swojego Syna podczas wesela w Kanie Galilejskiej: Zróbcie wszystko, cokolwiek
wam powie (J 2, 5). Z tego faktu wypływa niezmiernie ważna nauka również i dla
nas. Być w kontakcie z Maryją, przyjąć ją według słów Jezusa jako «moją Matkę»
- znaczy być w ścisłej łączności
i głębokiej zażyłości z Jezusem, być w intymnym
zjednoczeniu z Jej Synem. To znaczy równocześnie znać drogę i mieć dostęp do
Jezusa. To jakby iść we właściwym kierunku w mieście, w którym brak nazw ulic.
Maryja chce prowadzić nas do Jezusa przez różne drogi i dróżki, a w godzinie
naszej śmierci, przekaże nas swojemu Synowi.
Na koniec tej modlitwy prośmy o dar przyjęcia Maryi,
matki Jezusa, jako własnej Matki, aby stała się ona dla nas osobą, do której
się uciekamy z wszelkiego rodzaju prośbami i aby Ona była dla każdego z nas
Orędowniczką i Pośredniczką u swojego Syna. Przedstawmy w intymności naszych
serc sprawy, które są dla nas ważne. Prośmy również o dar wierności Jezusowi aż
po krzyż, abyśmy się nigdy nie wahali stawać z naszymi krzyżami w towarzystwie
Maryi, jak najbliżej Jezusa na krzyżu.
Na zakończenie odmówmy: "Ojcze nasz…"
Matko
dozwól, bym mym życiem był blisko Ciebie.
Towarzyszył
Ci w samotności i najgłębszej żałobie.
Niech
czuję w mej duszy smutek Twego spojrzenia
I
opuszczonego serca.
bł.
Miguel Augustin Pro SJ
Złożenie do
grobu (Łk 23, 50-56)
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie scenę złożenia do grobu ciała Pana Jezusa przez Józefa
z Arymatei.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy o głębokie przeżycie prawdy, że nikt i nic, nawet śmierć nie zdoła nas
odłączyć od miłości Boga.
1. Wierność
wobec człowieka
Według rzymskiego prawa ciała skazańców pozostawały
na krzyżu, by mogły stać się pokarmem dla ptaków, następnie wrzucano je do
rzeki. Trzeba było specjalnego aktu łaski ze strony okupantów, aby móc
pogrzebać ciało. Zwykle prosili o to krewni lub przyjaciele. W przypadku Jezusa
czyni to obcy człowiek – pobożny Żyd, gdyż uczniowie uciekli.
Dla Żydów pochowanie ciała było bardzo ważne, ze
względu na przekonanie, że człowiek powieszony sprowadza nieszczęście na
okolicę, bo jest to ktoś przeklęty przez Boga. Trup nie będzie wisiał na
drzewie przez noc, lecz tegoż dnia musisz go pogrzebać. Bo wiszący jest
przeklęty przez Boga (Pwt 21, 23). Na prośbę Józefa Piłat zgadza się wydać
ciało, aby nie ranić uczuć religijnych Żydów.
Ewangelista podkreśla odwagę Józefa, który spełnia
dzieło miłosierdzia wobec zmarłego Jezusa. Spełnia to, czego nie dopełnili Jego
przyjaciele i krewni. Sam Go nie zna, ale jest mu jakoś bliski, troszczy się o
zmarłego.
Jaka jest nasza postawa wobec ludzi napiętnowanych,
odrzuca-nych przez "porządnych" obywateli? Ludzi, na widok których
inni się odwracają? Ludzi "przeklętych"? Czy potrafimy wyciągnąć do
nich rękę? Nazwać ich braćmi?
2. Wierność
wobec Boga
Niewiasty, które chodziły za Jezusem nie biorą
udziału w pogrze-bie. Są tylko obecne, przyglądają się, przygotowują wonności.
Ewangelia opisuje ich reakcje bardzo sucho, nic nie mówi o płaczu, o załamaniu:
wydaje się, że kobiety przyglądają się wszystkiemu z zainteresowaniem lub
kobiecą ciekawością. Być może wypłakały już wszystkie łzy, być może odczuły
ulgę, gdy Jezus wreszcie umarł i skończyła się Jego kaźń. Teraz po prostu są
przy Nim, wierne do końca. Wszystko się skończyło, wszelka nadzieja zawiodła,
ale one pozostają. Nie uciekają jak uczniowie, lecz pozostają, nie wiadomo po
co i dlaczego. Nie zapominają nawet o przykazaniach szabatu, choć przed chwilą
dokonała się największa tragedia ich życia – ich Mistrz umarł jak przeklęty
przez Boga.I w naszym życiu są sytuacje, gdy trwamy w nieracjonalnej, zdawałoby
się głupiej wierności. Gdy wydaje się, że wszystko sprzysięgło się przeciw nam,
wszyscy mówią: «Zostaw to, nie bądź głupi. Zostaw takiego męża, poszukaj sobie
innego...; zostaw twoje powołanie, bo nie rozwiniesz swej osobowości...; oddaj
rodziców do przytułku...; wyrzeknij się córki w ciąży...; zostaw swoje zasady,
to nie na dzisiejsze czasy...; zobacz, wszyscy wokół kombinują, "smarują';
zawierają mądre kompromisy...; nie bądź szaleńcem, Bóg nie wymaga od ciebie heroizmu!»
Jak odpowiadamy na podobne wezwania do
"elastyczności"? Jak przejawia się w naszym życiu wierność wobec Boga
i Jego przykazań? Czy jesteśmy gotowi narazić się dla Niego, utracić coś z
siebie, z tego, co nazywamy ludzkim szczęściem?
3. Wierność Boga
Złożenie Jezusa w grobie jeszcze mocniej uwidacznia
fakt, że umarł On naprawdę, że trafił tam, gdzie trafi każdy z nas. W wyzna-niu
wiary mówimy, że zstąpił do piekieł (do królestwa śmierci). W śmierci ustaje
wszelka komunikacja, pozostaje tylko samotność.
Grzesznik, który odsuwa się świadomie od Boga, chce
być przeklęty przez Boga, zamyka się w swej samotności. Jednak również w tej
samotności natrafia na Boga - na Jezusa. Jezus już tam jest, w absolutnej
słabości, poddaniu, bezsilności, solidarny z tymi, którzy wybrali samotność.
Jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę (Ps 139, 8).
Nawet "uśmiercenie" w sobie Boga,
wynikające z własnej decyzji otrzymuje nowy wymiar. W niemocy śmierci Bóg może
jeszcze podarować swą miłość odwracającemu się od Niego człowiekowi. Jezus jest
solidarny z tymi, którzy zamykają się na wszelką solidarność. Jezus jest z nami
nawet w naszym piekle, zamknięciu, samotności, grzechu. Nawet gdybyśmy się Go
wyrzekli, On nas nie opuszcza. Czeka na nas, nawet w naszej śmierci.
Na zakończenie porozmawiajmy serdecznie z Jezusem i
podziękujmy Mu za to, że jest zawsze z nami, również wtedy, gdy my od Niego
odchodzimy.
Na zakończenie odmówmy: "Ojcze nasz…"
Panie,
umieść mnie w głębinach Twego serca;
trzymaj
mnie tam, udoskonalaj, oczyszczaj i rozpalaj,
unieś
mnie wysoko, aż moje "ja" całkowicie się w Tobie rozpłynie.
Pierre
Teilhard de Chardin SJ
Strażnicy u
grobu (Mt 27, 62-66)
Obraz do
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie grób Jezusa i stojących przed nim żołnierzy.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy o łaskę rezygnacji ze wszystkich "strażników" blokujących nasz
rozwój duchowy. Prośmy też, aby kontemplacja pustego grobu doprowadziła nas do
spotkania ze zmartwychwstałym Panem.
1. Arcykapłani
i faryzeusze mówią o Zmartwychwstaniu
Najpierw zobaczmy, jak arcykapłani i faryzeusze
udają się do Piłata w dzień żydowskiego święta, by w stanowczych słowach żądać
od rzymskiego namiestnika straży przed grobem swojej Ofiary. Podejrzewają
oszustwo jeszcze większe niż pierwsze; pamiętają słowa Pana Jezusa mówiące o
swoim Zmartwychwstaniu i to każe im przedsiębrać środki ostrożności. W
horyzoncie własnych wyobrażeń o zmartwychwstaniu "nie pozwala się"
zmartwychwstać Temu, który ma moc to uczynić.
2. Postawa
Piłata
Zbliżmy się teraz do Piłata, aby lepiej dostrzec
sytuację z jego strony. Żądanie postawienia straży przed grobem zmarłego
wędrownego Kaznodziei otaczanego za życia garstką uczniów, musiało wydawać się
urzędnikowi państwa prawa prawdziwym absurdem, w dodatku następnego dnia po
śmierci. W tym punkcie spójrzmy na sytuację bardziej dosłownie: straż jest
postawiona przed grobem, aby strzec ciała przed ewentualną kradzieżą.
3. Grób był
pusty...
Pusty grób jako dowód na Zmartwychwstanie może, jak
ukazują nam postawy arcykapłanów i faryzeuszy, wytwarzać postawy wrogie.
Czysty, materialny fakt łatwo znajduje banalne wyjaśnienie. Arcykapłani
świadomi są tego, iż wyjaśnienie wykraczające poza materialność znaku może być
niebezpieczne, a dla kogoś o mentalności faryzejskiej wykraczanie poza
materialność znaku musi budzić podejrzliwość oszustwa.
Wiara obejmuje pusty grób, ale nie jest on jej
istotą. Spełnieniem wiary jest Życie, a nie historia śmierci. Tradycja Kościoła
obdarza nas właśnie wiarą w Życie, a pusty grób jest zachętą do jej obudzenia,
znakiem, którego po ludzku nie sposób wytłumaczyć.
4. Strażnicy
Przejdźmy teraz do naszego życia, do naszych i
osobistych postaw. Najbardziej narzucający się problem, to sprawa «strażnika».
Kto i co jest moim «strażnikiem»? Może to być «strażnik» blokujący nasz rozwój,
hamujący naszą wolność w imię może nawet religijnych pobudek. Może to być też myślenie
w ciasnej perspektywie, niezdolne dostrzegać stwórczej nowości Boga, Jego darów
czy działania Jego wysłańców. Dobrym «strażnikiem» zdającym się "chronić
życie przed życiem" mogą być domy starców, chroniące spokój naszej rodziny
przed starzejącymi się rodzicami. Strażnikiem możemy okazać się my sami,
ilekroć próbujemy innych wychowywać na "obraz i podobieństwo" nasze.
Można panoszyć się w cudzym życiu z mentalnością «strażnika», określając
własnymi kryteriami, co dobre, a co złe, co sacrum, a co profanum. Można
ustawiać «strażników» i kontrolerów w drobnych sprawach cudzego życia,
podejrzewając, iż bliźni to oszuści, a tak naprawdę, nie zdradzać ciasnoty
własnego zamkniętego świata, który chyli się ku upadkowi. Mówiąc o
Zmartwychwstaniu i o Panu Jezusie można się Go obawiać; można znać brzmienie
świętych słów, a jednak nie zbliżać się ku Świętemu.
Szukając we własnym życiu punktów zbieżnych z
kontemplacją o straży przy grobie możemy skupić się na tych momentach, gdy
wyznaczanie granic działaniu Pana Boga brało górę nad zwykłym ludzkim zaufaniem
Ojcu i świadomością osobistej bezradności. Można szukać u siebie gotowości na
przyjęcie nowości, które proponuje Pan Bóg. Może i w naszym wnętrzu jest gdzieś
"religijny przywódca" nakładający kontrolę na działanie Ducha
Świętego i Boże życie?
Na zakończenie odmówmy: "Ojcze nasz…"
Jezu,
niech Twa śmierć będzie moim życiem,
a
twe konanie nauczy mnie, jak je dobrze przeżyć.
Niech
Twe trudności będą moim odpoczynkiem,
Twe
ludzkie słabości moją odwagą,
Twój
wstyd moim zaszczytem,
Twoja
męka moją rozkoszą,
Twój
smutek moją radością.
Niech
przez Twe uniżenie zostanę wywyższony,
A
całe moje szczęście znajdę w Twych doświadczeniach. Amen
bł.
Piotr Faber SJ
Zgorszenie
Krzyża (1 Kor 1, 17-25)
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie, że stoimy pod krzyżem umierającego Chrystusa, wraz z
Jego Matką i Jego wiernymi przyjaciółmi. W najgłębszym milczeniu wsłuchiwać się
będziemy uważnie w słowa, które pod adresem konającego Chrystusa wypowiadają z
urąganiem i drwiną niektórzy z obecnych na Kalwarii ludzi: Ty, który burzysz
przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś
Synem Bożym, zejdź z krzyża (Mt 27, 40).
Prośba o owoc
modlitwy:
Patrząc z miłością na Pana i Zbawiciela, który dla naszego zbawienia przyjął
mękę i śmierć na krzyżu, prośmy Go z pokorą i ufnością, aby obdarzył nas
prawdziwą mądrością, tak abyśmy mogli pojąć i przyjąć Jego krzyż jako źródło naszego
zbawienia i pełni życia.
1. Znaczenie
Chrystusowego krzyża w świetle wiary chrześcijańskiej
W Jezusie Chrystusie krzyż przestaje być znakiem
hańby i poniżenia, a staje się narzędziem i symbolem wywyższenia i chwały.
Poprzez swoją śmierć na krzyżu Chrystus zadaje śmierci ostateczny cios, a
krzyż, na którym umiera, staje się narzędziem naszego zbawienia oraz źródłem
duchowej mocy i nadziei. Chrystusowy krzyż jest znakiem i narzędziem zwycięstwa
dobra nad złem, miłości nad nienawiścią, życia nad śmiercią. Na drzewie krzyża,
do którego przybiła Go ludzka niewdzięczność, nienawiść i duchowa ślepota,
Jezus Chrystus pojednał nas
z Bogiem i przywrócił nam utraconą godność Bożych
synów i córek, stworzonych na obraz i podobieństwo samego Boga. W Chrystusowym krzyżu,
i tylko w nim, możemy odnaleźć i właściwie zrozumieć sens, znaczenie krzyża
naszych trudów, zmagań, naszego cierpienia i własnej śmierci. To właśnie
Chrystusowy krzyż najlepiej ukazuje prawdę
o wrzuconym w ziemię ziarnie, które wydaje owoce
nowego życia dopiero wtedy, kiedy samo obumrze. Tylko w tajemnicy krzyża możemy
odnaleźć klucz do zmartwychwstania i pełni życia - naszego życia.
Czy śmierć Chrystusa nie budzi w nas sprzeciwu i
buntu? Czy krzyż Chrystusowy nie jest także dla nas zgorszeniem i głupstwem?
2. Głupstwo
krzyża. Krzyż Chrystusowy zgorszeniem dla Żydów i głupstwem dla pogan
Zarówno zgorszenie jak i głupstwo, choć wyrażają
inny punkt wyjścia w ocenie Chrystusowej śmierci, to jednak nie różnią się
między sobą co do istoty spojrzenia na tajemnicę krzyża. W obydwu wypadkach,
śmierć Boga – Chrystusa na krzyżu jest nie do pojęcia i w konsekwencji nie do
przyjęcia. Już samo człowieczeństwo Boga, a tym bardziej Jego śmierć na drzewie
krzyża nie mieszczą się ani w kategoriach religii żydowskiej, ani w pojęciach
filozofii greckiej, czy w ogóle w pojęciach ludzkiej mądrości pozbawionej
światła Bożego Objawienia.
Żydzi, przyzwyczajeni w swej historii do
doświadczania obecności i bliskości Boga poprzez różnego rodzaju znaki Jego
potęgi i chwały, szukają podobnych znaków także w odniesieniu do osoby Jezusa
Chrystusa. Aby móc uwierzyć w Jego Boskie posłannictwo i przyjąć Go jako
obiecanego przez Boga Mesjasza i Zbawiciela, domagają się szczególnych znaków.
W ich oczach śmierć Jezusa na krzyżu była wyraźnym zaprzeczeniem Jego
nadludzkiej mocy, a zatem w najoczywistszy sposób wykluczała Jego mesjaństwo i
synostwo Boże: my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie,
nikt nie będzie wiedział, skąd jest (J 7, 27), Innych wybawiał, niechże teraz
siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym (Łk 23, 35).
Taki sam skutek wywołała i ciągle wywołuje śmierć
Chrystusa w życiu tych, którzy patrzą na Jego krzyż wyłącznie z punktu widzenia
ludzkiej mądrości. W kategoriach czysto ludzkiego rozumowania prawda o śmierci
Boga - Chrystusa na drzewie krzyża wydaje się być głupstwem. Taka prawda
"nie pasuje" do Boga i jest Jego całkowitą dyskwalifikacją.
Chrystusowy krzyż może być pojęty tylko w
perspektywie miłości, a pozostanie głupstwem dla każdego, kto Boga pojmuje
jedynie w kategoriach wszechmocy, wszechobecności i wszechwiedzy. Ale to
właśnie przez «głupstwo krzyża» spodobało się Bogu dokonać dzieła naszego
zbawienia, żebyśmy poznali i uznali, że «głupstwo Boga» jest mądrzejsze od
ludzkiej mądrości a słabość Boga - wyrażona w śmierci Chrystusa na krzyżu -
jest potężniejsza od ludzkiej mocy.
3. Rozmaite
formy «głupstwa krzyża»
Już św. Paweł wskazuje na dwie konkretne postawy.
Pierwszą prezentują ludzie ubodzy, niedoskonali, będący na marginesie społeczeństwa,
niewiele liczący się w świecie szlachetnie urodzonych, nie należący do elity
intelektualnej. W drugim przypadku chodzi o wielkie ubóstwo środków i metod,
którymi posługuje się Bóg i wybrani przez Niego współpracownicy, dla dokonania
dzieła zbawienia; takie bowiem działanie ukazuje w pełni Bożą moc, mądrość i
miłość: Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była
owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4, 7).
Jak wiele takich postaw możemy znaleźć na kartach
Pisma św…
Bóg nadal działa według swojej własnej logiki
głupstwa krzyża, aby zawstydzać nasze dumne umysły i nauczyć pokory nasze
serca.
Kończąc modlitwę zwróćmy się do Chrystusa konającego
na krzyżu, jak to sugeruje św. Ignacy (por. ĆD 53). Wpatrując się z miłością w
Zbawiciela, wsłuchujmy się w to, co pragnie nam przekazać Jego miłujące serce.
Dla naszego zbawienia nie tylko stał się człowiekiem, ale przyjął na siebie
mękę i śmierć na drzewie krzyża, które w oczach wielu ludzi uchodzi za symbol
poniżenia i hańby, które nadal jest zgorszeniem i głupstwem dla tych, którzy
nie rozumieją logiki miłości. Nawiązując do prośby na początku tej kontemplacji
starajmy się wniknąć coraz głębiej w tajemnicę Chrystusowego krzyża, by w nim
odkryć nieskończoną miłość ku nam i przyjąć go jako znak nadziei i źródło pełni
życia.
Użycz mi, Panie, Twojej mądrości, bym pojął naukę
Twojej śmierci na krzyżu i abym wdzięcznym sercem umiłował Cię miłością czystą
i wierną.
Można zakończyć tę rozmowę modlitwą Duszo
Chrystusowa albo odmówić następującą modlitwę:
Boże, Ty w zgorszeniu krzyża objawiłeś swoją
niewysłowioną mądrość, spraw, abyśmy do głębi przeniknęli chwałę męki Twojego
Syna i z ufnością chlubili się Jego krzyżem.
Na zakończenie odmówmy: "Ojcze nasz…"
Jezu,
niech wszystko to, czym jesteś, spłynie na mnie.
Niech
Twoje Ciało i Krew
będą
moim pokarmem i napojem.
Niech
Twoja męka i śmierć
będą
moją mocą i życiem.
Jezu,
z Tobą u mego boku
niczego
mi nie braknie.
Niech
schronieniem, którego szukam,
będzie
cień Twego Krzyż.
Nie
pozwól mi uciec od miłości,
którą
ofiarujesz,
ale
uchroń mnie od mocy złego.
W
chwili, gdy konam,
obdarz
mnie swym światłem i miłością.
Wciąż
przywołuj mnie, aż nadejdzie dzień,
kiedy
ze świętymi Twymi,
będę
wielbił Cię na wieki. Amen.
David
L. Fleming SJ