|
Rekolekcje w życiu codziennym wg
metody św. Ignacego Loyoli
Drugi tydzień 25 lutego – 2 marca 2004
DOSKONAŁE POŚWIĘCENIE
Boże mój, nie wiem co
mnie dzisiaj spotka,
jestem jednak pewien, że nic mi nie może się stać
czego nie przewidziałeś, postanowiłeś,
i uczyniłeś od wieków.
To mi całkowicie wystarcza.
Uwielbiam Twoje niezgłębione i odwieczne plany,
którym poddaję się całym mym sercem.
Pragnę i przyjmuję je wszystkie, łącząc moją
ofiarę
z ofiarą Jezusa Chrystusa, mego Boskiego
Zbawiciela.
Proszę w Jego imieniu i przez Jego nieskończone
zasługi
o cierpliwość w moich doświadczeniach,
doskonałą i całkowitą uległość wszystkiemu,
co przyjdzie na mnie według Twego upodobania. Amen.
św. Józef Pignatelli, SJ Wprowadzenie
W tym i
następnym tygodniu rekolekcji nasza modlitwa będzie skupiać się w męce, śmierci
Jezusa. Niełatwo towarzyszyć osobie, która cierpi. Jeśli cierpiący należy do
grona bliskich przyjaciół; jest członkiem rodziny, to nie możemy pozwolić sobie
na bycie po innej stronie niż właśnie on lub ona. Podobnie jak
ci, którzy kochali Jezusa i chcieli towarzyszyć Mu, tak też i my będziemy mocno
pragnęli, aby być tam, gdziekolwiek On jest. Kiedy ten, którego kochamy cierpi,
to wiemy, że musimy być przy nim. Jakkolwiek chęć
bycia u Jego boku i znalezienie się przy Nim, to są dwie różne sprawy. Przez
lęk możemy być kuszeni do ucieczki, lecz, musimy pozostać. Św. Ignacy
zachęca rekolektantów, aby prosili o łaskę „bólu,
współczucia i zawstydzenia, ponieważ z powodu moich grzechów Pan idzie na
mękę”. Prosząc o tę łaskę, rekolektant nie szuka
poczucia winy, lecz zrozumienia tajemnicy Bożej miłości, czyli upewnia się, że
Chrystus kocha człowieka tak mocno, iż godzi się za niego cierpieć i umrzeć. W
tym doświadczeniu Chrystus nadal pozostaje w centrum uwagi. Rozważanie
męki jest łaską, albowiem nikt się łatwo na to nie decyduje. Nasze uczestnictwo
w tej łasce jest wyłącznie darem Pana. OSTATNIA WIECZERZA (Łk 22, 14-20) Wyobrażenie miejsca: Wyobraźmy sobie ciepłą przyjacielską atmosferę
Wieczernika, Pana Jezusa otoczonego Apostołami wokół stołu, podającego im chleb
i wino. Prośba o owoc modlitwy: Prośmy, aby Eucharystia stale pogłębiała
naszą więź z Chrystusem i była mocą w naszym ziemskim pielgrzymowaniu do Boga. 1. Gorąco pragnąłem... Wtedy rzekł do nich: Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał (Łk 22, 15). Jezus pragnął być z uczniami, spożyć z nimi razem Paschę. Bóg „gorąco pragnie” być z człowiekiem, pragnie być z nami. Tak często nam się
wydaje, że nikomu nie jesteśmy potrzebni, że nikt o nas nie myśli, nikt nas nie
pragnie. A Bóg nas stale pragnie. Zależy Mu na nas. Zależy Mu na nas nie tylko
jako współpracownikach w realizacji wielkiego dzieła zbawiania świata,
budowania królestwa Bożego. Pragnie nas przede wszystkim z czystej i
bezinteresownej miłości. Pragnie być razem jak przyjaciel z przyjacielem, jak
matka czy ojciec pragnie obecności i bliskości dziecka. Na ile zdajemy
sobie sprawę z tego Bożego pragnienia? Na ile na nie odpowiadamy? Z drugiej
strony możemy również postawić sobie pytanie: czy „gorąco pragniemy” być z
Jezusem? 2. Weźcie go i podzielcie
między siebie (Łk 22, 17-18). Bóg oddaje się
w nasze ręce. Mówi: weźcie, bierzcie, jedzcie, pijcie, czyńcie na moją
pamiątkę. Zostawia nam coś bardzo wielkiego, bardzo ważnego, wielki skarb.
Powierza się nam na czas naszej ziemskiej wędrówki, do czasu, aż przyjdzie
Królestwo Boże. Mamy z tego korzystać i dzielić się tym skarbem między sobą. Bóg
„ryzykant”, nie boi się człowieka, nie ucieka od niego. Tu, w Wieczerniku
jeszcze raz zawiera przymierze z człowiekiem, tym razem stawiając siebie
niejako w zastaw. To jest Ciało moje,
które za was będzie wydane. Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która
za was będzie wylana. (Łk 22, 19-20). Czym to
Przymierze jest dla mnie? Jaki jest los Chrystusa w moich rękach, w moim sercu?
Jak jest z moją wiernością Bogu? 3. Pokarm na trudną drogę Pan zechciał
pozostać z nami aż do końca czasów, zechciał stać się naszym pokarmem. Jezus
oddał się nam jako chleb, którym sycić się będą wszyscy wierzący w Niego na
trudnych drogach życia. Ile razy
człowiek na tej drodze ustaje, bo nie ma już sił? Ile razy staje wobec życia i
tego, co go spotyka, bezsilny, bezradny i nie wie, co dalej czynić, dokąd iść?
I właśnie w tej niełatwej drodze Chrystus chce być z nami. Chce być dla nas nie
tylko przewodnikiem, światłem, ale i naszą siłą, pokarmem. Eucharystia to
wielka siła i wielka moc w naszym życiu. Jakże często nie umiemy lub nie
potrafimy z niej korzystać, czerpać z niej mocy? 4. Pokarm nowego życia To, co
otrzymujemy w Eucharystii, to najpełniejszy wyraz przyjaźni Chrystusa, który
oddaje nam się w pełni z całym zaufaniem. Oczekuje, że wejdziemy poprzez ten
sakrament w Jego życie, że będziemy je z Nim dzielić. Jest to życie, które jest
wyrazem miłości do Ojca, a miłość ta znajduje najpełniejszy wyraz w ofierze, w
śmierci. Przyjaźń, którą nam ofiaruje Chrystus, to najpiękniejsza przyjaźń
świata - na śmierć i życie. Jak wygląda
moja przyjaźń z Chrystusem; czym się karmi? Czy szukam pokarmu, który wzmacnia
tę nową więź łączącą mnie z Bogiem? Prośmy na
koniec o zrozumienie tego wielkiego skarbu, jaki nam zostawił Chrystus w Wielki
Czwartek, abyśmy go umieli docenić, z niego korzystać, by to nowe życie
zaszczepione na chrzcie św. mogło w nas stale się rozwijać. Na zakończenie
odmówmy: „Ojcze nasz…” Kładę przed Tobą każdy mój dzień takim, jakim
jest, bowiem od Ciebie go
otrzymałem: codzienność i jego wewnętrzne
światło, codzienność i jego znaczenie, codzienność i siłę, aby
przetrwać, pełną znajomość tego, co przyćmiewa Twoje
życie wieczne. Karl Rahner SJ UMYCIE NÓG ( J 13, 1-20) Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie Pana Jezusa klęczącego
przed zdziwionym i zaskoczonym Piotrem, który nie rozumie
dlaczego umywa On uczniom nogi. Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o łaskę zrozumienia gestu umycia
nóg, o zrozumienie czym jest postawa służby na wzór
Chrystusa. 1. Znaczenie gestu Od chwili
narodzenia się na ziemi aż do dnia Wielkiego Czwartku Jezus „klękał” przed
człowiekiem. Stał się sługą, niewolnikiem, bo umywanie nóg było obowiązkiem
niewolników. Jezus całe życie służył człowiekowi. W tym geście wyraża się i
objawia miłość Boga do człowieka. Scena umycia
nóg tłumaczy również czym będzie Męka i śmierć Jezusa.
W Męce i w swojej śmierci Jezus jeszcze bardziej staje się niewolnikiem
człowieka, jeszcze bardziej się uniża i objawia swoją miłość. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł
aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu
(Mk 10, 45). Św. Jan
właśnie w geście umywania nóg ukazuje całą tajemnicę Eucharystii. Znaczy to, że
Jezus w Eucharystii jest tym, który tak uniża się przed człowiekiem, że
całkowicie wyniszcza się dla niego. Życie
człowieka ma tylko wtedy sens, kiedy chce on służyć. Służyć Bogu i człowiekowi.
Czy w moim życiu jest obecna postawa służby człowiekowi, Bogu? 2. Później zrozumiesz Piotr broni
się, nie chce, by Pan Jezus umył mu nogi, bo nie rozumie tego gestu. Tego,
co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział (J
13, 7). Mamy wiele innych dialogów Pana Jezusa z uczniami, w których widać jak
niewiele w danym momencie uczniowie rozumieją. A jednak ich Mistrz świadom
tego, mówi, poucza. Wie bowiem, że przyjdzie czas, że
przypomną sobie te słowa i wtedy zrozumieją. Nam też Bóg
objawia stopniowo swoją wolę. My również dojrzewamy do rozumienia Jego
Objawienia, wzrastamy w rozumieniu Słów Bożych. Nie martwmy się, gdy w danym
momencie nie rozumiemy czegoś w pełni. Bóg udziela nam swego światła
nieustannie, odkrywając swoje zamiary stopniowo. Bywają wydarzenia w naszym
życiu, których sens dostrzegamy dopiero po pewnym czasie. 3. Zapowiedź zdrady Zdrada jest
zawsze rzeczą straszną, trudną do zniesienia. W świecie obarczonym grzechem
takie zdrady, zgorszenia, odwracanie się od Boga, zwracanie się przeciw Niemu
będą się zdarzały. Chrystus wiedział w jakim świecie
zostawia swoich Apostołów. Zło, jakie
człowiek spotyka, jest zawsze jakąś próbą wiary, Chrystus opowiedział
przypowieść o pszenicy i chwaście, byśmy rozumieli, skąd się zło na świecie
bierze i byśmy się nie dziwili, gdy między pszenicą na Bożej roli napotykamy
chwast. Zapowiadał swoją Mękę, zapowiadał na wiele sposobów czasy trudne, by
pokazać, że Bóg o wszystkim wie i wszystko jest pod Jego kontrolą: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.
Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie (Mt
17, 22-23). Będziecie słyszeć o
wojnach... nie trwóżcie się tym. To musi się stać...
(Mt 24, 61). Jak my
reagujemy na zło, jakie spotykamy na świecie, w Kościele, w środowisku, w
sobie? Czy to nie osłabia w nas wiary, ufności, entuzjazmu? Na zakończenie
prośmy o postawę służby i zaufania Bogu. Na zakończenie
odmówmy: „Ojcze nasz…”
Pragnę zjednoczyć moje życie z
Twoim, moje myśli z Twoimi myślami, moje uczucia z Twoimi uczuciami, moje serce z Twoim sercem, moją pracę z Twoją pracą, mnie samego z Tobą, aby stać się dzięki temu zjednoczeniu bardziej świętym i umiłowanym przed obliczem Twego Ojca, by uczynić moje życie godniejszym Twej łaski i nagrody wiecznej. Jean-Pierre
Medaille SJ
JEZUS W OGRÓJCU (Mk 14, 32-40) Obraz do obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie Jezusa, który pełen lęku
i trwogi modli się w Ogrójcu, podczas kiedy uczniowie śpią. Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o łaskę wytrwałej modlitwy w
chwilach konfrontacji z trudnymi wyborami, wymagającymi miłości ofiarnej. Jezus nie
ucieka przed Męką. Dobrowolnie idzie ku swojemu przeznaczeniu. Pojmanie Jezusa
w Ogrójcu nie jest ślepym zrządzeniem losu. Jezus wybiera Mękę w sposób
całkowicie świadomy. Patrzmy! Spróbujmy patrzeć jak zachowuje się Jezus w
czasie modlitwy w Ogrójcu. 1. Postawa Jezusa Jezus klęczy i
poci się krwawym potem.. Znaczy to, że jest wewnętrznie zdruzgotany. Woła do
Boga: Ojcze, jeżeli chcesz, zabierz ode
Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie! (Łk 22, 42). Prosi uczniów, aby czuwali z Nim i aby z Nim
byli. Robi nawet uczniom wyrzut: Jednej
godziny nie mogliście czuwać ze Mną? (Mt 26, 40).
Może to tylko świadczyć o wielkim osamotnieniu Jezusa. Przypatrzmy się dobrze
tej postawie i wsłuchajmy się w te słowa Jezusa, a potem zapytajmy:
Kim jest Jezus?... To jest Jezus wszystkich cudów, które znamy z
Ewangelii; Jezus z góry Tabor; to jest Jezus, który potrafi uciszyć burzę na
morzu, wskrzesić Łazarza. Zestawmy obok siebie te dwa obrazy. Spróbujmy
zrozumieć i zbliżyć się do poznania tego, na czym polegało konanie Jezusa.
Teologowie tłumaczą to w różny sposób - my spróbujmy w sposób najprostszy. Otóż
Jezus jest zawsze z ludźmi, zawsze po stronie ludzi i zawsze się za nich modli.
A teraz w Ogrójcu widzi, jak ludzkość przez grzechy beznadziejnie odeszła od
Boga. Jezus jest Bogiem i człowiekiem, i potrafi być całkowicie z ludźmi i
całkowicie z Ojcem. Po ludzku ta sytuacja jest tak nie do pogodzenia, że
powoduje konanie. Jest przepaść między ludźmi i Bogiem, a Jezus łączy ludzkość
i Boga. Widzi to rozdarcie i chce je połączyć - ale nie chce inaczej jak przez
mękę. 2. Przemiana Jezus podczas
swojej modlitwy przeżywa walkę o dochowanie wierności Ojcu i wcześniej podjętej
decyzji. Jezus zdecydował się, że dokona zbawienia świata, ale żeby
wytrwać w tym wyborze potrzebuje dłuższej modlitwy. Według Ewangelistów Jezus
modli się trzy razy powtarzając te same słowa. I ta długa modlitwa przemienia
Go. Porównajmy Jego stan przed modlitwą, kiedy mówi Smutna jest moja dusza aż do śmierci (Mk
14, 34); kiedy prosi Apostołów o czuwanie, jaki jest słaby, kiedy się modli i
jaki jest po modlitwie, kiedy wraca do uczniów i mówi: Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca (Mk
14, 42). Zobaczmy, jak Jezus całkowicie zapanował nad sytuacją. Modlitwa
całkowicie przemieniła Jezusa. Gdy przychodzą po Niego jest już mocny, zadaje pytania: Kogo szukacie? (...) Jeżeli Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść! (J 18, 7-8). To nie
jest człowiek załamany, rozbity, słaby. I tutaj jest dla nas największa nauka,
bo oto jesteśmy świadkami tego, że nie ma takiej pustki, w którą Bóg nie mógłby
wejść. Nie ma takiej przepaści, do której Bóg nie mógłby wejść, żeby z jej dna
wyciągnąć człowieka. Potrzebna jest tylko nasza wierność, a aby być wiernymi
wyborowi woli Bożej, potrzeba długiej modlitwy. Nie byle
jakiej modlitwy, ale właśnie długiej modlitwy. Trzeba powtarzać te same
słowa. Tylko za taką cenę może dokonać się przemiana człowieka, który walczy o
wierność. Dziś Jezus chce abyśmy my byli świadkami Jego przemiany. Zadajmy sobie pytanie: O czym myślimy, gdy codziennie modlimy się - Ojcze,
bądź wola Twoja? Jakie słowa podstawiam pod słowa bądź wola Twoja.
Otóż jeżeli wybraliśmy Jezusa Chrystusa, to bądź wola Twoja będzie odtąd
znaczyło: aby nasz wybór był wyborem woli Ojca. Czy zawsze tak myślimy? Najważniejsza
w tej kontemplacji jest atmosfera. A możemy ją stworzyć w ten sposób, że
patrząc na Jezusa walczącego o wierność swojemu wyborowi, staniemy przy Nim
wraz ze swoimi wyborami dokonanymi na modlitwie. To jest cała atmosfera tej
kontemplacji i dlatego nie nazywamy jej Modlitwą Pana Jezusa w Ogrójcu ale Walką
Jezusa o wierność Swojemu wyborowi. Na zakończenie
odmówmy: „Ojcze nasz…” Panie,
umieść mnie w głębinach Twego serca; trzymaj mnie
tam, udoskonalaj, oczyszczaj i rozpalaj, unieś mnie
wysoko, aż moje „ja” całkowicie się w Tobie rozpłynie. Pierre Teilhard de Chardin
SJ
ZDRADA JUDASZA (J 13, 21-26; Mk 14, 44-45) Obraz dla obecnej modlitwy: Przywołajmy w pamięci obraz zdrady
Jezusa przez Judasza. Jeden z najbliższych przyjaciół stanął naprzeciw Jezusa
na czele grupy wrogów. Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o łaskę wyrzeczenia się drobnych
niewierności, które nieuchronnie prowadzą do zdrady i zranienia miłości
przyjaznej. W tej modlitwie zwróćmy uwagę
na trzy szczegóły z życia Judasza: 1)
Judasz sprzedaje Jezusa już wcześniej, kilka dni przed
męką. Pieniądze dostanie później. I najokropniejsze jest to, że nadal jest przy
Jezusie i czeka na okazję. On już zdradził Go w swoim sercu. Udaje dobrego,
udaje przyjaciela innych uczniów, ale tylko udaje. Starajmy się zauważyć to w
życiu Judasza. Jest to rzecz okropna. 2)
Judasz wskazuje Jezusa poprzez pocałunek. Ten, którego pocałuję to On; chwyćcie Go!
(Mk 14, 44). Używa tutaj znaku przyjaźni, aby
zdradzić (na wschodzie przyjaciele całują się przy powitaniu). Trzeba
wychwycić, jaki to jest ogromny ból dla Jezusa. 3)
Judasz daje jeszcze żołnierzom wskazówki: Prowadźcie ostrożnie! bo
Jezus może się w jakiś sposób wymknąć. 1. Perspektywa Jezusa Jezus kochał
Judasza naprawdę, nie „na niby”. Kiedy Jezus wybierał go na Apostoła mówił do
Judasza, rozmawiał z nim, nawet gdy mu w Wieczerniku umywał nogi, to czynił to
z taką samą miłością, z jaką czynił ten gest wobec innych uczniów.
Kiedy w Ogrójcu spotkał Judasza, który teraz odkrył swoją przyłbicę,
nazwał go przyjacielem. Przyjacielu, po coś przyszedł? (Mt 26,
50). To «przyjacielu» wcale nie było zgryźliwe - było takie samo jak przed
zdradą Judasza. Judasz był kimś bliskim i staje się zdrajcą. To jest największy
ból człowieka - Nawet mój przyjaciel,
któremu ufałem i który chleb mój jadł, podniósł na mnie piętę (Ps 41, 10), ten, dla
którego umaczam kawałek chleba i podam mu (J 13, 26). A stół jest znakiem
przyjaźni. Ból Jezusa jest wielki - bo zdradził Go przyjaciel. 2. Tajemnica Judasza Judasza był
blisko Jezusa kilka lat i tak samo blisko jak inni uczniowie widział wszystkie
cuda. Otrzymał od Jezusa to wszystko, co inni Apostołowie, słyszał naukę
Jezusa, którą słyszeli inni. Doznał też takiej samej miłości jak Szymona, Jan,
czy Jakuba. A jednak inni uczniowie nie zdradzili, a on zdradził. Winy nie
można zrzucić ani na Jezusa, ani tym bardziej na otoczenie, na środowisko
wrogie Jezusowi - faryzeuszy, tłumy, które nie rozumieją nauki Jezusa i
odchodzą, kiedy Jezus mówi, że da swoje ciało na pokarm, itd. Jest to pewna
tajemnica – tajemnica Judasza, która oznacza, że być blisko Jezusa, być
Apostołem to jeszcze nie wszystko. Człowiek, który jest tak blisko Jezusa, musi
pozwolić, aby On go opanował. 3. Chciwość Judasza Wewnętrznym
rysem Judasz jest chciwość. Jak podaje św. Jan Judasz był złodziejem i mając
wspólny trzos (tj. wspólną kasę, majątek grupy) wykradał z niego: Powiedział to nie dlatego, jakoby dbał o
biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano
(J 12, 6). «Wykradał» - to znaczy, że nie ukradł całego trzosa, lecz systematycznie
podkradał drobne sumy. To jest cecha istotna, ponieważ
wskazuje na wnętrze tego człowieka. Tu też zaczyna
się tragedia Judasza i mechanizm jego zdrady. Judasz zaczyna powoli odkrywać,
że się zawiódł na Panu Jezusie. Ten cudotwórca, nie tylko zapowiada, że musi
pójść na śmierć, ale i uczniowie mają podzielić los swego Mistrza:
Kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż
swój i niech mnie naśladuje (Mt 16, 24). Ponieważ
był chciwy, więc chce na Jezusie zarobić choć najmniejszy
grosz - trzydzieści srebrników mu wystarczy. Jeżeli nie może być więcej, to
chciwiec zadowoli się nawet taką małą sumą. 4. Niewierność Chciwość jest
u Judasza nieopanowana. Nie może lub nie chce jej opanować. Dlatego ta chciwość
pcha go codziennie do drobnych niewierności, małych, ale częstych. I ta mała
niewierność w końcu doprowadza go do wielkiego upadku. Mechanizm
upadku jest zawsze ten sam: małe niewierności płyną z wady głównej. Jeżeli wada
główna jest nieopanowana, to będzie ciągle przyczyną małych niewierności. Ale
one doprowadzą kiedyś do wielkiego upadku. Judasz o tym wiedział, bo nie trudno
jest zauważyć, że «lewa ręka sięga do, prawej kieszeni». Musiał to zauważyć, a
jednak nie opanował tego, chociaż mógł, bo był blisko Pana Jezusa. Tym bardziej,
że Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw i prawdopodobnie myślał wtedy także
o Judaszu. Prośmy Pana o
zapał w przezwyciężaniu małych niewierności, które oddalają nas od Jezusa i
nieuchronnie prowadzą do zdrady. Na zakończenie
odmówmy: „Ojcze nasz…” OD ANNASZA DO KAJFASZA (J 18,
12-14) Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie, że jesteśmy uczniami
Chrystusa, którzy nie uciekli i nie zostawili Go samotnego. Oto towarzyszymy Mu
w czasie Jego podstępnego pojmania wśród nocy. Idziemy przy Jego boku, aby być
świadkami Jego męki. Prośba o owoc modlitwy: Prośmy Jezusa, aby pozwolił nam pojąć
sercem, co oznacza tajemnica Jego zbawczej śmierci na krzyżu. 1. Bezsilność Jezusa -
obrazem miłości Bożej Zdradzony
przez jednego ze swych uczniów, opuszczony przez innych, potraktowany jak
bluźniący Bogu samemu, Jezus stanął bezbronny i pozornie bezsilny wobec tych,
którzy związali go i wiedli ku okrutnej śmierci na krzyżu. Jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją,
tak On nie otworzył ust swoich (Iz 53, 7). Świat
nie pragnął i nie chciał przyjąć bezsilnego Mesjasza, który nakazywał unikać
potępiania innych i nawoływał do miłości nieprzyjaciół. Świat, który cenił
jedynie potęgę i władzę, zaliczył go do obozu przegranych i odwrócił się od
niego z pogardą. Jak
współczesny świat traktuje bezsilność miłości przebaczającej i cierpliwe
nawoływanie Jezusa Chrystusa o przemianę serca i życia? Dzisiaj Jezus
stoi przed nami bezsilny z powodu swojej miłości do zagubionego, grzesznego
człowieka. Bezsilność jego miłości jest obrazem miłości Bożej, która wydaje się
na mękę odrzucenia, aby zbawić i ocalić to, co zginęło. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego
dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po
to, by świat został przez Niego zbawiony (J 3, 16-17). 2. Śmierć Jezusa dla
naszego zbawienia Arcykapłan
Kajfasz umotywował następująco konieczność śmierci Jezusa: Lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć
cały naród (J
11,50). Ewangelista Jan dodał do tych słów krótki komentarz: Tego jednak nie powiedział sam od siebie,
ale, jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał
umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże
zgromadzić w jedno (J 11, 51-52). Śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu nie
była więc jedynie wynikiem działań ludzkich, lecz nade wszystko wypełnieniem
Bożego planu zbawczego. Każdy z nas
rodzi się w grzechu, czyli przychodzi na świat z charakterystyczną dla każdego
człowieka niemożliwością rozpoznania pełnego sensu swojego istnienia i
jednoznacznego rozeznania w swym życiu pomiędzy światłem i ciemnością, prawdą i
kłamstwem, dobrem i złem. Własnymi siłami nie jest on w stanie osiągnąć pełnego
wyzwolenia ze zgubnych dla niego konsekwencji grzechu. W zbawczej śmierci
Chrystusa na krzyżu, zagubiona ludzkość dostąpiła łaski wyzwolenia z okowów grzechu i doznała uzdrawiającego przejścia ze
śmierci do życia. Czy korzystamy
jednak wystarczająco często z tej możliwości oczyszczenia naszej nędzy i
powrotu do stanu łaski? Przyjść do
Ukrzyżowanego oznacza powierzyć Mu z ufnością cały ciężar naszego życia,
otworzyć przed Nim nasze serca pełne codziennych trosk, nie taić naszych
słabości, wątpliwości i lęków. On przyjmie wszystko, co Mu przyniesiemy, umocni
w chwili zwątpienia, utwierdzi w dobrym, pocieszy w strapieniu i otrze łzę
przygnębienia. On nauczy nas najlepiej, jak przyjąć niezrozumienie, doznaną
krzywdę, życiową - porażkę i przenikające do głębi nadejście choroby i
cierpienia. 3. Nasze codzienne
„umieranie” za siebie nawzajem Kiedy patrzymy
na nasze codzienne życie, musimy ze szczerością wyznać, że przyzwyczailiśmy się
żyć obojętnie obok nieskończonej miłości Bożej ku nam oraz tajemnicy odkupienia
naszych grzechów, która dokonała się w śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu.. Chrześcijaństwo w Polsce jest dla większości z nas
tysiącletnią tradycją, która w ostatnich dziesięcioleciach wyobcowała się
jednak ze swojego ducha i została na skutek wielorakich przyczyn ograniczona w
życiu wielu osób jedynie do pozbawionej głębszej treści formy. Tymczasem Bóg
„świąteczny”, Bóg „niedzielny” jest złudzeniem; jest zwykłym bożkiem stworzonym
przez nas samych w celu uspokojenia naszych sumień. A chrześcijaństwo nie jest
jednak religią kultyczną, powołaną do istnienia w celu składania ofiar
dalekiemu i niepojętemu Bogu. Chrześcijaństwo jest nade wszystko drogą do Boga
i drugiego człowieka, jest nowym sposobem widzenia świata, prawdziwym kultem
życia składanym objawionemu nam w Chrystusie Bogu, który dokonuje się w Duchu
i prawdzie (J 4, 23). Pismo Święte
mówi: Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe
(Ga 6, 2). Ten, kto w Chrystusie Ukrzyżowanym doznał łaski pojednania z Bogiem
i bliźnim i powierzył Mu z ufnością ciężar własnej egzystencji, ten dokłada
starań w swej codzienności, aby także innym pomóc nieść ich ciężar życia. Nade
wszystko w ten sposób bowiem wypełnia on prawo Chrystusowe.
Prawo Chrystusa jest zaś niczym innym jak Jego nowym przykazaniem. Przykazanie
nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem;
żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście
uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13, 34-35).
Bowiem nie teorie i piękne słowa obietnic, ale codzienny kontakt z Chrystusem i
przykład życia prowadzą nas do Boga i są znakiem dla niewierzącego świata. Nikt
nigdy Boga nie oglądał. Jeśli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość
ku Niemu jest w nas doskonała (1 J 4, 12). Jezus Chrystus umarł dla naszego
zbawienia, w odpowiedzi na ten dar i my winniśmy starać się „umierać"
codziennie za siebie nawzajem. W tym naszym
„umieraniu" nie jesteśmy jednak sami. Jezus Ukrzyżowany nas nie opuścił,
nie zamieszkał po swym zmartwychwstaniu w niepojętej oddali, lecz zesłał nam
swego Ducha Pocieszyciela i pozostał pośród nas w swoim Kościele. On zna nasze
słabości, wahania i lęki, dlatego mówi wciąż do nas: Niech się nie trwoży
serce wasze ani się lęka! (J 14, 27). Przyjrzyjmy się teraz na
modlitwie naszemu codziennemu życiu i spróbujmy pojąć przed Chrystusem
Ukrzyżowanym, co oznaczają dla nas konkretnie słowa: Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe
(Ga 6, 2). Jezu,
miłości mej duszy, centrum mego serca! Dlaczego
nie jestem jeszcze bardziej gorliwy w znoszeniu
bólu i udręk z miłości do Ciebie, kiedy Ty, mój
Boże, tak bardzo cierpiałeś za mnie? Doświadczaj
mnie każdym rodzajem próby, jaki jest na
świecie, bowiem moją
rozkoszą jest cierpieć dla Jezusa. Moją
radością Jest
naśladować mego Zbawiciela, i znaleźć
pocieszenie u
Pocieszyciela na Krzyżu. Moim
szczęściem, przyjemnością, jest żyć z Jezusem, kroczyć z Jezusem, rozmawiać z
Jezusem, cierpieć z Nim
i dla Niego. To jest mój skarb. św. Alfons Rodriguez SJ ZAPARCIE
SIĘ PIOTRA (Łk 22, 54-62) Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie Piotra, który wyznaje,
że Jezus jest Mesjaszem Bożym a następnie wiernie, przez lata idzie przy Jego
boku, dzieląc z Nim trudy codzienności. Prośba o owoc modlitwy: Prośmy Jezusa, aby pozwolił nam poznać
naszą słabość i pojąć sercem, że Jego miłosierne spojrzenie zawsze na nas
spoczywa, nawet jeśli oddaliliśmy się od Niego w
naszym codziennym życiu. 1. I szedł za Nim z daleka Życie ludzkie
jest wypełnione obietnicami i pragnieniami wypowiedzianymi w chwilach
uniesienia i zapału. Podniosłe uczucia ludzkich serc, pozwalają przełamać lęki,
egoizm i obojętność wobec drugiego człowieka. W porywie serca wypowiadamy
słowa, które są większe niż my sami, przyrzekając innym wierność w szczęściu i
nieszczęściu aż do śmierci. W chwili, gdy składamy obietnice, wszystko wydaje
się nam łatwe. Ta ułuda czaru chwili pryska, kiedy niespodziewanie przychodzi
godzina próby. Panie, z
Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć (Łk
22, 33) - powiedział Piotr podczas Ostatniej Wieczerzy, pchany miłością do
Jezusa. Bycie wybranym uczniem Mistrza z Nazaretu nadało nowy sens życiu
Piotra. Słowa i czyny - Jezusa poruszyły i tchnęły życie w wygasłe nadzieje i
tęsknoty rybaka z Kafarnaum. Teraz pojmanie
Jezusa było dla Piotra bolesnym ciosem. W przepaść runęły wyśnione w głębi
serca nadzieje. Przygnębiająca niemoc ogarnęła go, gdy widział związanego i
wleczonego przez oprawców Jezusa. W jego serce wkradł się strach. «Uciec!
Zapomnieć!» - te myśli niczym węże kłębiły się w jego
głowie. Nie mógł się jednak na to zdobyć. Oddalająca się postać Jezusa
przykuwała jego wzrok, wprawiała w ruch jego nogi, które jakby wbrew jego woli
pchały go w stronę Mistrza. Przez trzy lata szedł za Nim, przy Jego boku. W
godzinie próby zabrakło mu sił i odwagi. Słaby i drżący, otoczony mrokami
dającej poczucie bezpieczeństwa nocy, szedł za Nim z daleka. Wpatrzeni w
postać Piotra, który z lękiem idzie za Chrystusem z daleka, przypomnijmy sobie
nasze obietnice złożone Jezusowi w chwilach uniesienia i zapału. Ile dzisiaj
pozostało w nas z ognia pierwszych obietnic pełnych miłości? Może jedynie
garstka spopielonych uczuć, w których brak iskierki życia? Co pozostało z
obietnic w godzinach próby, które nadeszły w nieoczekiwanej chwili?
2. Potrójne zaparcie się
Piotra Wcześniej czy
później przychodzi w naszym życiu moment konfrontacji z Bogiem, samym sobą, z
innymi ludźmi. Nie jest możliwe ukrywać się przez całe życie pośród nocy
obietnic bez pokrycia, nie jest możliwe iść za Jezusem jedynie z daleka.
Przychodzi chwila w naszym życiu, w której musimy wejść w krąg światła, aby
ujawnić wobec innych prawdziwe zamiary naszego serca. Idący z daleka
za Jezusem Piotr wychodzi z cienia nocy. Obietnica, wypowiedziana wobec Jezusa
podczas ostatniej wieczerzy, kieruje Piotra w stronę ludzi, zgromadzonych wokół
ognia rozpalonego na środku dziedzińca. Ufny we własne siły, Piotr zapomina o
słowach przestrogi Jezusa: Powiadam ci, Piotrze, nie zapieje dziś kogut, a
ty trzy razy wyprzesz się tego, że Mnie znasz (Łk
22, 34). Piotr z trudem tłumi lawinę strachu o samego siebie, która coraz
mocniej narasta w jego sercu. Stwierdzenie nieznanej kobiety: I ten był
razem z Jezusem z Nazaretu burzy bezpowrotnie - resztki pewności i
opanowania. W miejsce wybranego ucznia, który marzył o wierności swemu
Mistrzowi aż do śmierci, siedzi przy ognisku słaby, przerażony o własne życie
człowiek. Nie znam Go, kobieto! - słowa te
oznaczają dla Piotra wyparcie się więzi z Człowiekiem, którego nauka i czyny
nadały sens jego życiu. Zaprzeczenie przynależności do Jezusa oznacza dla
Piotra jednocześnie zerwanie kontaktu z grupą uczniów, z którą dzielił przez
lata radości i trudy bycia Apostołem. Ten, kto nie należy do Jezusa, nie czuje
również silnego związku ze wspólnotą braci w wierze. Wiara Piotra okazała się w
godzinie próby jedynie zamkiem budowanym na piasku. Człowieku, nie wiem, co
mówisz - odpowiada Piotr na trzecie pytanie, wypierając się tym samym
własnej tożsamości. Wyparcie się Jezusa, wyparcie się bycia Jego uczniem,
przeradza się u Piotra w niewiedzę. Lęk o własne życie powoduje, że Piotr nie
wie, kim jest, czego pragnie, po co żyje. W codzienności
rzadko znajdujemy się w tak radykalnej sytuacji, jak Piotr. Często jednak
stajemy na progu naszych małych wyborów. Codzienność i pozorna banalność
wyborów nie oznacza jednak, że przychodzą nam one z łatwością. Zagubieni i
przytłoczeni ciężarem życia daremnie usiłujemy pokonać własne słabości i lęki. Fałszywa
pewność, w której brak ducha Chrystusowego, pcha nas często w sytuacje bez
wyjścia, które są źródłem naszych rozczarowań i porażek. Wpatrzeni w Chrystusa
cierpiącego z miłości do nas, przyjrzyjmy się bez lęku tym wszystkim sytuacjom,
w których straciliśmy Jezusa z oczu, opierając się wyłącznie na swoich własnych
siłach. Dokąd zaprowadziło nas takie postępowanie?
3. Spojrzenie Pana i
gorzkie łzy oczyszczenia Dopiero w
chwili upadku przypomniał sobie Piotr o przestrodze Pana. Dopiero w momencie, w
którym wobec innych wyparł się relacji z cierpiącym Chrystusem oraz z
prześladowaną wspólnotą, poznał prawdę o sobie. Prawdę o człowieku grzesznym,
pełnym słabości, który daremnie próbuje budować swe życie w oparciu o własne
siły. Symboliczne pianie koguta staje się dla Piotra bolesnym momentem, w
którym Apostoł odkrywa bezsilność i słabość wobec wydarzeń, które niesie ze
sobą życie. Upadek Piotra - tego Piotra, który przez samego Chrystusa został
nazwany Skałą (Kefas) nowopowstałej wspólnoty
chrześcijan-jest ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy poprzez wieki pójdą za
Jezusem. Każdego z nas, który zaufa jedynie własnym siłom, który zapomni o
swojej słabości i przestrogach Chrystusa Pana, czeka los Piotra. Po ludzku
rzecz biorąc sytuacja Piotra była sytuacją bez wyjścia. Zdrada ukochanego
Mistrza, wyparcie się więzi ze współbraćmi w wierze oraz odkrycie własnej nędzy
prowadzą do zwątpienia i rozpaczy. Pianie koguta ogłasza całemu światu klęskę
życiowych planów Piotra. W sytuacji
największego upadku, kiedy człowiek wstydzi się samego siebie, niespodziewany
ratunek pochodzi od przebaczającej miłości Boga samego, objawionej nam w
Chrystusie Jezusie. Tak było również w życiu zrozpaczonego Piotra. W chwili
jego największego poniżenia Pan obrócił się ku niemu i spojrzał jak na jednego
z tych, których do końca umiłował. Uwięziony Jezus nie zamyka się bowiem w swoim cierpieniu, lecz zwraca się ku temu,
który potrzebuje Jego pomocy. Spojrzenie Jezusa dosięga Piotra w chwili, gdy
ten ulega rozpaczy i zwątpieniu w moc miłosierdzia Bożego. Spojrzenie Chrystusa
skierowane ku upadającemu człowiekowi wskazuje drogę powrotu grzesznika do domu
Ojca. Spojrzenie Jezusa jest miłosiernym spojrzeniem samego Boga; spojrzeniem,
które niesie przebaczenie i wiedzie ku nawróceniu. Piotr poddaje
się mocy tego spojrzenia, pomimo że nie jest jeszcze w stanie pojąć w pełni
jego zbawczej siły. Odpowiedzią człowieka, który uznaje swą słabość, na pełne
miłości i przebaczenia spojrzenie Pana, jest w pierwszej kolejności zerwanie z
sytuacją, która prowadzi do grzechu. Dlatego Piotr wyszedł na zewnątrz, opuścił
miejsce swojego upadku. Następnym krokiem ludzkiego nawrócenia, jest świadomość
popełnionego grzechu i uczucie żalu. Piotr gorzko zapłakał. Łzy żalu są łzami
oczyszczenia. Łzy oczyszczenia, które obmywają zdrady i niewierności; łzy,
które będąc odpowiedzią człowieka na przebaczającą miłość Boga, obmywają jego
wnętrze z brudu grzesznej przeszłości. Łzy Piotra, które oczyszczają jego
wnętrze, są łzami pełnymi goryczy. Gorycz stanowi zawsze cząstkę ludzkiego
żalu. Gorycz łez oczyszczenia rodzi się z zawodu, smutku, niepewności i w
pewnym sensie niewiary, że miłość Boga do nas jest większa niż wszystkie nasze
słabości. Łzy Piotra są pełne goryczy, ponieważ nie ma w nim jeszcze nadziei. Nadzieja bowiem pochodzi jedynie od Boga samego i objawia
się nam w zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. To miłosierne spojrzenie Boga w
Jezusie Chrystusie, które przywraca do życia i wlewa w nas nadzieję nowego
jutra, jest skierowane także w naszą stronę.
W rozmowie
końcowej zwróćmy oczy z ufnością ku Jezusowi Chrystusowi, którego miłosierne
spojrzenie zawsze na nas spoczywa. W tym serdecznym spotkaniu twarzą w twarz
powierzmy Mu bez obawy przeszłość, prosząc Go, aby Jego przebaczenie przywiodło
nas do coraz konkretniejszego nawrócenia serca.
JEZUS PRZED HERODEM (Łk 23, 6-12) Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie milczącego Jezusa,
otoczonego przez tłum ludzi Heroda, arcykapłanów, uczonych w Piśmie, żołnierzy.
Tylko On jest nieporuszony pośród otaczającego Go zgiełku. Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o głębokie, wewnętrzne spotkanie z
osobą Jezusa. 1. Herod bardzo się
ucieszył Reakcja Heroda
na przybycie Jezusa wydaje się bardzo pozytywna. Herod bardzo się ucieszył,
chciał Go ujrzeć, spodziewał się czegoś, wypytywał Go. To piękny opis,
przedstawiający człowieka otwartego, poszukującego. Jest tylko jedno „ale”. Ewangelia mówi, że Herod spodziewał się
zobaczyć jakiś cud zdziałany przez Jezusa. Nie interesował go zatem sam Jezus,
tylko to, co potrafił robić,
nadzwyczajne zdolności Jezusa. Dlaczego
szukamy Jezusa? Dla Niego samego, czy też dla funkcji, którą pełni? Czy
szukając Jezusa, spotykamy się z Jego osobą, czy też chcemy spotkać
funkcjonariusza zbawienia, kogoś kto odpuści mi
grzechy, pobłogosławi, doda mi siły, uświęci mnie, kogoś kto jest mi potrzebny
do zwalczenia kilku wad i nabycia nowych cnót? Czy nie zamykamy Jezusa w roli,
którą mu przypisujemy do spełnienia? Czy pozwalamy Mu istnieć po prostu jako
osobie? Ludzie robią
dziś z Jezusa supermana, ekologa, przyjaciela zwierząt, itd. Czy w czasie
przyjmowania Komunii św. nie traktujemy Go jako
pożywienia, które nam doda sił, opału dostarczającego energię życiową? Czy
staramy się uwolnić Jezusa z szat funkcjonariusza, po to, aby szukać Go dla
Niego samego? Tylko On jest godzien miłości. 2. Jezus nic mu nie
odpowiedział Jezus jest
milczącą postacią w samym środku sceny. Nic nie mówi, nie reaguje na pytania
Heroda. Biernie poddaje się wzgardzie i szyderstwom. Jak baranek na rzeż prowadzony (Iz 53, 7). Bez
sprzeciwu przyjmuje na siebie pasmo poniżeń. Również dziś jest On nieustannie
poniżany, gdy redukuje się Go do różnych funkcji, zapominając o tym, kim jest
naprawdę. Jezus milczy: to jedyna słuszna odpowiedź na prośby i groźby Heroda. Wzgarda Heroda
jest bezpośrednią odpowiedzią na milczenie Jezusa: co
to za Mesjasz, który nie czyni tego, co obiecał. Herod aranżuje
zatem małe przedstawienie, komedię. Każe nałożyć na Jezusa lśniący
płaszcz (królewską szatę), która ma znaczyć: ten człowiek to tylko karykatura
urzędu, który rzekomo pełni. Jak reagujemy
na poniżenia, które nas spotykają? Czy milczymy, jak Jezus, gdy stawia się nam
aroganckie pytania? Czy nie staramy się za wszelką cenę spełnić oczekiwań
otaczających nas ludzi, by się im przypodobać, by zaskarbić sobie ich
akceptację, dla świętego spokoju? 3. Wówczas wzgardził Nim
Herod U Heroda
możemy zaobserwować ciekawy proces. Przechodzi on od wielkiej radości na widok
Jezusa do rozczarowania i, w końcu, do pogardy wobec Niego. Dzieje się tak dlatego, że Jezus nie spełnił jego oczekiwań. Agresja
jest w człowieku często wynikiem frustracji rodzącej się z zawiedzionych
nadziei. Popatrzmy na
siebie. Jakich oczekiwań nie spełnił Bóg w naszym życiu? Czego spodziewaliśmy
się od Niego i nie otrzymaliśmy? Jakie były wówczas nasze reakcje? Bunt,
wygrażanie Panu Bogu, wyrzucanie Mu braku miłości, zamykanie się na Niego,
powtarzanie bez przekonania: bądź wola Twoja? Dlaczego właściwie Bóg nie
spełnił naszych oczekiwań? Czy przypadkiem nie kierowaliśmy naszych pragnień do
„Boga" stworzonego na nasz własny obraz? Jak patrzymy z perspektywy czasu
na te sytuacje? Czego oczekujemy dzisiaj od Jezusa? Czy pozwalamy przede
wszystkim Jemu decydować o kształcie naszego życia? Na koniec
porozmawiajmy serdecznie z Jezusem, cichym Barankiem, który jest godzien
miłości ze względu na Siebie Samego, a nie na to, co może mi ofiarować. Możemy
posłużyć się sonetem Do Jezusa Ukrzyżowanego przypisywanym św.
Franciszkowi Ksaweremu: Mój Boże, by Cię kochać, nie porusza mnie
niebo, któreś mi obiecał. By Cię przestać obrażać, nie porusza mnie
straszliwe piekło. Ty mnie poruszasz Panie. Niech mnie porusza widok Ciebie, przybitego do
krzyża i wyśmianego. Niech mnie porusza Twoje ciało poranione, Twoje upokorzenia i Twoja śmierć. Niech mnie wreszcie porusza Twoja miłość, tak że choćby nie było
nieba, kochałbym Ciebie, i choćby nie było
piekła, bałbym się Ciebie. By Cię kochać, nie musisz mi dawać niczego, Bo nawet gdybym nie oczekiwał tego, czego
oczekuję Tak samo bym Cię kochał, jak Cię kocham. Na zakończenie
odmówmy: „Ojcze nasz…”
|
|
|