Rekolekcje w
życiu codziennym
wg metody św.
Ignacego Loyoli
Pierwszy tydzień
18 lutego –24
lutego 2004
Błagam
Cię, Boże,
abyś
zabrał wszystko, co oddziela
mnie
od Ciebie, i Ciebie ode mnie.
Zabierz
wszystko, co czyni mnie niegodnym
Twego
wejrzenia, panowania, skarcenia,
Twoich
słów i rozmowy,
Twojej
łaskawości i miłości.
Odrzuć
ode mnie wszelkie zło,
które
przeszkadza mi widzieć,
słyszeć,
smakować, dotykać i rozkoszować się Tobą;
lękać
się i myśleć o Tobie;
poznawać,
ufać, kochać i posiadać Ciebie;
być
świadomym Twojej obecności,
tak
bardzo, jak to jest możliwe, cieszyć się Tobą.
To
wszystko, o co proszę dla siebie
I
usilnie pragnę otrzymać od Ciebie. Amen.
Bł. Piotr Faber, SJ
Rozpoczynamy
pierwszy tydzień naszych rekolekcji.
Co czujesz w Twoim sercu:
radość, pokój, entuzjazm, a może zaczynasz je w poczuciu tylko obowiązku?
Rekolekcje to szczególny
czas działania Boga. Na początku, choć mamy pragnienia i oczekiwania –
pozwólmy, żeby to On prowadził nas w tym świętym czasie. Dlatego więc pamiętaj
o wierności Twoim postanowieniom i pragnieniom. Zwróć uwagę na porządek Twoich
zajęć, na wyciszenie i spokój w sercu. Rekolekcje, to nie tylko godzina czasu,
jaką poświęcamy na modlitwie, ale cały dzień - codzienne zajęcia, spotkanie,
obowiązki zaczynają nabierać nowego znaczenia, bo także przez nie w tym czasie
przemawia do nas sam Pan Bóg.
W
pierwszym tygodniu pragniemy szczególnie rozważać, że zostaliśmy powołani do
istnienia, że zostaliśmy stworzeni, aby kochać. Boga, który jest miłością i
stworzył nas do miłości. To jest nasza definicja: stworzeni do miłości, aby
kochać Jego - Boga, całą swą istotą i kochać bliźniego jak siebie samego. Nie
my jesteśmy źródłem miłości. Miłość pochodzi od Pana. Celem więc nadchodzących
dni jest przyglądanie się ze wzmożoną uwagą Bogu, który jest Miłością i nam
samym, którzy jesteśmy adresatami Bożej Miłości.
Uwagi mające na
celu lepsze odprawienie rekolekcji
Św. Ignacy Loyola
– Ćwiczenia duchowe
1. Po położeniu
się do łóżka, kiedy już mam zasypiać, przez czas jednego Zdrowaś Maryjo
pomyśleć o godzinie, o której powinienem wstać i po co, oraz streścić sobie
ćwiczenie, które mam odprawić.
2. Po
przebudzeniu, nie dam miejsca tym lub innym myślom, [lecz] zaraz skieruję umysł
na to, co mam kontemplować […]. Pogrążony w takich myślach albo w innych
odpowiednio do przedmiotu, będę się ubierać.
3. Na dwa lub
trzy kroki od miejsca, na którym zamierzam odprawić medytacje, stanę na czas
[potrzebny na odmówienie] Ojcze nasz, wzniosę umysł do góry i nad tym się
zastanowię, że Bóg, nasz Pan, na mnie spogląda itd., i uczynię akt uszanowania
lub upokorzenia.
Boża miłość (1J 4,7-21; Mdr 11,22-12,2)
Wyobrażenie
miejsca: Wyobraźmy
sobie, że otrzymaliśmy list od ukochanej osoby, list, który nie jest tylko
zdawkowym pozdrowieniem, ale raczej wyznaniem miłości.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy o wiarę w miłość Boga do nas, i w to, że zależy Mu na naszej miłości.
1.
Doświadczenie miłości
Wyobraźmy sobie taką
sytuację. Z okazji imienin dostałeś prezent. Jeszcze nie masz go w ręce, a już
rozpoznajesz, od kogo pochodzi. Czujesz się zaskoczony prezentem. Może nie tyle
samym jego rodzajem, ile tym, że nie tak dawno się widzieliście, rozmawialiście
przez telefon, i nic tego prezentu nie zapowiadało.
Otwierasz kopertę i oglądasz
zawartość. Oprócz prezentu znajdujesz tam krótki liścik wypisany na odwrocie
widokówki. Porwany narastającym uczuciem miłości wczytujesz się w każde słowo.
Nie wystarcza jednorazowe przeczytanie - chcesz zrozumieć myśli, pragnienia,
uczucia osoby, która je napisała. Każde słowo sprawia, że odczuwasz jej
bliskość. Każde słowo jest pełne treści, stoją za nim konkretne doświadczenia,
przeżycia. Miłość, która dyktowała pozdrowienia, teraz niejako wprowadza w
rezonans twoje serce. Gdyby ktoś cię teraz zapytał, co to znaczy być
szczęśliwym, odpowiedziałbyś, że to właśnie ten stan, który jest teraz twoim
udziałem. Czujesz, że warto żyć, bo jesteś kochany.
2. On sam nas umiłował
Nie my umiłowaliśmy Boga,
ale że On sam nas umiłował, i że my
miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Oznacza to, że Jego miłość
nie jest uwarunkowana naszą miłością. Jesteśmy, istniejemy, ponieważ On nas
kocha, ponieważ nas chce. I nasza miłość ku Niemu budzi się nieśmiało, gdy
dotknie nas Jego miłość. Pod jej wpływem czujemy się dobrzy, godni kochania -
mimo, że ciążą nad nami zbrodnie, mimo, że ciągle wpadamy w te same grzechy,
mimo, że codziennie doświadczamy naszej słabości. Jego miłość podnosi nas z
naszej nędzy, pozwala z podniesionym czołem patrzyć w oczy naszym
oskarżycielom.
Dzieje się tak, ponieważ
uwierzyliśmy miłości. Uwierzyliśmy, że jest ona faktem, że jest prawdą. Na
niej, jak na skale, oparliśmy nasze stopy i dzięki temu czujemy się pewnie,
spokojnie. Człowiek może słyszeć wyznanie miłości drugiej osoby, ale nie
wpłynie ono na jego życie, dopóki go nie przyjmie, dopóki nie uwierzy, że to
nie tylko jest możliwe, ale że właśnie się dzieje, właśnie się dokonuje, staje
się faktem. Dopiero wtedy doświadcza dobrodziejstwa miłości, dopiero wtedy
unosi go ona i przemienia jego życie. „Doświadcza miłości Boga”, bo Jego
miłości można doświadczyć.
3. Miłość usuwa lęk
Często jednak jest w nas
lęk, który neguje, lub przynajmniej osłabia przesłanie Tego, który wyznaje
swoją miłość. W obawie, by nie przestać panować nad swoim życiem, nad swoimi
uczuciami, nad swoim zachowaniem, szukamy argumentów, które uzasadnią nam, że
taka sytuacja nie jest możliwa. On musi mieć w tym jakiś interes, na pewno chce
nas wykorzystać. Zaczynamy kalkulować, co możemy stracić, na co się narazić,
albo, że być może, za chwilę szczęścia przyjdzie nam drogo zapłacić.
W miłości nie ma lęku, lecz
doskonała miłość usuwa lęk. Komu możemy zaufać, jeśli nie Temu, kto nas kocha?
Gdy czujemy się kochani, stopniowo topnieją nasze obawy, że zostaniemy
wyśmiani, że nasze otwarcie, nasza szczerość zostanie wykorzystana przeciwko
nam. Doskonała miłość, która nam została objawiona, wyzwala z lęku przed
konsekwencjami naszych błędów, przed karą za nie. Nawet nasz grzech, nasza
niewierność miłości nie jest w stanie - złamać, zniszczyć wierności Boga. Nie
znaczy to, że jest nieczuły i jest Mu wszystko jedno, jak my odpowiemy na Jego
miłość. Zależy Mu na tym, by być kochanym, pragnie naszej miłości, ale jest
gotów czekać i to nawet długo, na naszą odpowiedź. W wolności pozwala naszej
miłości dojrzewać, akceptując ją na każdym etapie jej wzrostu.
Bóg nie brzydzi się nami. W
każdej sytuacji możemy do Niego przyjść i pokazać się przed Nim bez obawy, że
nami wzgardzi. Aby głęboko przeżyć miłość Boga musimy najpierw uznać, że sami
jesteśmy niezdolni do miłości, że we wszystkim jesteśmy - zależni od Boga.
Dalej - musimy otworzyć się na dar miłości zstępującej z góry. Musimy prosić o
dar miłości uosobionej, o Ducha Świętego, bo tylko On może nas przekonać o
miłości Boga i uzdolnić do kochania Go.
Prośmy o dar wiary w miłość
Boga do nas. O to, aby pozwolił nam doświadczyć jak bardzo Mu na nas zależy.
Prośmy też o wyzwolenie z lęku przed Bogiem, który wynika z naszego
niewłaściwego obrazu Boga zrodzonego z negatywnych doświadczeń życiowych, z
cierpienia, które było naszym udziałem.
Na zakończenie tego
rozważania odmówmy Ojcze nasz.
Bliskość i wielkość Boga (Ps 139; Iz 55,6-11)
Wyobrażenie
miejsca: Postarajmy
się przywołać na pamięć towarzyszący nam obraz Boga.
Prośba o owoc
modlitwy:
Wśród niezliczonych obrazów Pana Boga, jakie goszczą w sercach ludzkich, jest i
ten, niepowtarzalny obraz Boga. Mój własny. Nie wiem, czy obraz ten podoba się
samemu Bogu. Będę zatem prosił w tym rozważaniu, aby Jego obraz wpisany w moje
serce On sam czynił bardziej prawdziwym.
1. Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki
jest blisko!
Prorok wzywa nas, aby
zwrócić się do Boga, Stwórcy naszego życia. Codzienność, wypełniona zazwyczaj
tysiącznymi drobiazgami, zagarnia zachłannie naszą wyobraźnię, przenika nawet
do snu. Nasze marzenia, tęsknoty za realizacją naszych planów wypełniają
najtajniejsze zakamarki wnętrza. Gdzie wówczas może objawiać się Pan Bóg? Jak
jest postrzegany? Czy aby na pewno znajduje pierwsze miejsce w naszym sercu,
czy raczej jawi się - i to tylko chwilami - Kimś dość odległym? Jednak to On
jest naprawdę blisko, najbliżej, bardziej niż jakakolwiek osoba czy sprawa. Jak
często sobie to uświadamiam?
By doświadczyć obecności
Boga trzeba najpierw spełnić warunek: porzucić drogi bezbożnych, knowania
człowieka nieprawego. Tych dwu rzeczywistości - drogi Bożej i drogi
bezbożnej - pogodzić w jednym ludzkim sercu nie można.
Tak więc, wyruszając w drogę
poszukiwania Boga, musimy pytać o to, co może nas powstrzymywać, jakie sprawy
wiążą nas tak mocno, że - choć świadomi ich grzesznego udziału w naszym życiu -
nie potrafimy się zdobyć na ich opuszczenie?
Izajasz mówi o wyższości
Bożego myślenia o naszym życiu. To oczywiste. Jednak na co dzień tak rzadko
pytamy Boga o Jego zdanie, zanim dokonamy jakiegoś wyboru. Dlaczego tak się
dzieje? Czemu Jego autorytet tak mało znaczy w praktyce? Jedną z przyczyn jest
to, że za rzadko szukam, wzywam Tego, Który jest tak blisko. Gdy dzieje się to
nazbyt rzadko - łatwo zagubić obraz Boga w swym sercu.
Wielu ludzi nosi w
portfelach, w torebce zdjęcia swoich najbliższych. Chętnie je pokazują,
niekiedy wiele przy tym opowiadając. Gdzie znajduje się moje „zdjęcie” Pana
Boga? Jak często wydobywam je z zanadrza?
Co może pomóc dzisiaj mnie,
aby każdego dnia przypominać sobie o moim Bogu: dzwony na Anioł Pański,
przydrożny krzyż… Czy już wiem, jakie są lub będą moje sposoby - przypominania
sobie o Bożej rzeczywistości?
2. Panie, przenikasz i znasz mnie
Pismo święte, księga, która
jest nie tylko objawieniem Boga, ale równocześnie, objawia Bożą prawdę o
człowieku. Bóg przenika całe moje życie, nikt nie zna mnie tak jak On. Mogę
starać się ukryć coś przed ludźmi - przed Bogiem wszystko jest jawne. Bywa, że
także przed sobą nie jestem szczery - również i to znane jest Bogu.
Gdzie ucieknę od Twego
oblicza? - pyta
psalmista. Ale dlaczego człowiek ma uciekać przed Bogiem i czym jest życie
pozbawione obecności oblicza Boga, na Którego wzór i podobieństwo mamy
się stawać? Ta ucieczka jest jednak faktem, już Adam chowa się przed Bogiem
gdyż lęka się konsekwencji swojego grzechu. Ucieka od ojca syn marnotrawny,
który nie dojrzał do odpowiedzi na daną mu miłość i sądzi, że bez niej zbuduje
sobie własne szczęście.
Ale dojrzała postawa przed
Bogiem syci się doświadczaniem opiekuńczej miłości: Ty ogarniasz mnie
zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę. Postarajmy się wyobrazić sobie
obecność Bożej dłoni dotykającej mojego życia... Zastanówmy się, jakie uczucia
budzi w nas wyobrażenie, że to sam Bóg kładzie na nas swą rękę. Co to znaczy,
że On naprawdę dotyka nieustannie naszego życia? Czy chcielibyśmy, aby tak było
zawsze? A jeśli znajdujemy jakiś opór w sobie, zapytajmy skąd on się bierze.
3. Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne
To zapewnienie Boga o
skuteczności Jego działania rozciąga się także nad naszym życiem. Izajasz
kieruje naszą uwagę na cudowny cykl powtarzający się, na naszych oczach, w
świecie przyrody. O ileż bardziej skuteczne działania podejmuje Pan Bóg, aby
życie człowieka zaowocowało zjednoczeniem z miłującym Stwórcą?
Tym, który nieustannie
wykazuje inicjatywę, kierując do każdego człowieka życiodajne słowo.
Przypomnijmy tutaj, jak szeroko każe rozumieć to Pan Jezus, gdy stwierdza, że Napisane
jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust
Bożych (Mt 4, 4).
Każdym słowem -
a zatem Pan Bóg
mówi coś do nas każdym wydarzeniem, wszystkim co przynosi nam kolejny dzień.
Znaki Bożego działania są wpisane w moje życie i oczekują na odczytanie sensu,
na zrozumienie ich znaczenia. Jeśli nazbyt pośpiesznie zaczniemy je
kwalifikować jako interwencje w nasze plany dobre bądź złe - narażamy się na
zasadnicze nieporozumienie. W planach Bożych może się okazać, że to, co
sprzeciwia się naszej woli, jest właśnie dla nas dobre. I odwrotnie.
Rozważmy zatem, co znaczy
dla nas dzisiaj ten wielki dar. Pytajmy tu nasze serce o szacunek, o cześć dla
Słowa, które obiecuje nie być bezowocnym. Ta wielka praca Boga zmierza do
wypełnienia naszego serca darem Jego obecności, Jego obrazu. Co uczynimy, by
przyjąć ów dar bezinteresownej dobroci i miłości? Co możemy uczynić już
dzisiaj, aby obraz Boga, darzącego nas miłością, trwale towarzyszył nam każdego
dnia?
Na zakończenie tego
rozważania odmówmy Ojcze nasz.
Bóg naszym Ojcem (Oz 11,1-4)
Wyobrażenie
miejsca: Wyobraźmy
sobie siebie samych jako dzieci w ramionach swojego ojca, w ramionach swojej
matki. Może on być bardzo miłym, przyjemnym wspomnieniem. Jednak nie dla
wszystkich. Dla zranionych przez swoich rodziców może to być obraz bardzo
bolesny, obraz, który istnieje tylko w pragnieniach, oczekiwaniach i
tęsknotach; obraz nigdy nie zrealizowany.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy o dogłębne poznanie naszych ograniczeń, zafałszować obrazu Boga w nas.
Prośmy też o wewnętrzne doświadczenie, kim jest Bóg, jaki On jest. Prośmy
również o odkrycie Jego nieskończonej i bezwarunkowej miłości.
1. Do jakiego
Boga ja się modlę?
Kim jest Bóg? Jaki jest Bóg?
Jest to pytanie, które winno nieustannie powracać w, naszej modlitwie, w całym
naszym życiu duchowym. Do jakiego Boga modlimy się? Przed jakim Bogiem stajemy?
Znalezienie odpowiedzi na te pytania, jest jednym z zasadniczych celów tych
rekolekcji.
Ograniczenie obrazu Boga w
nas nie wypływa tylko z jakiegoś „ogólnoludzkiego” uwarunkowania. Ma ono swoje
źródło także w naszej osobistej historii życia, w naszych indywidualnych
ograniczeniach: w naszych osobistych lękach, w pretensjach do życia, do ludzi,
do siebie.
W tej medytacji chciejmy
sobie uświadomić, że na nasze doświadczenie miłości Boga składa się najpierw
doświadczenie miłości ludzkiej. Poznanie zafałszowań w ludzkiej miłości pomaga
nam odkryć nasze zafałszowania w doświadczaniu miłości samego Boga.
W obecnej medytacji
zapytajmy siebie, na ile obraz miłości naszych ojców, obraz miłości naszych
matek naprowadza nas na miłość Boga. Na ile miłość naszych rodziców jest
podobna do miłości Boga Ojca? Co może przeszkadzać nam w relacji do Boga, kiedy
próbujemy skorzystać z miłości „ziemskiego ojca” jako analogii dla miłości
Boga? Na ile miłość naszych matek może stanowić dla nas analogię miłości Boga?
Prośmy, abyśmy zobaczyli przepaść, jaka istnieje pomiędzy miłością ludzką,
choćby najbardziej szlachetną, a miłością samego Boga.
W tym kontekście pytajmy
więc: Jaki jest nasz obraz miłości Boga?
W tych rekolekcjach sięgajmy
do całej historii naszego życia, aby - pytać siebie: w jaki sposób
doświadczaliśmy Boga w najtrudniejszych momentach? Jak Go wówczas
przeżywaliśmy? Co wtedy o Nim myśleliśmy? Jaki obraz Boga stawał nam przed
oczyma? Kim On był wtedy dla nas? W szukaniu odpowiedzi na te pytania, ważne
będą nasze pierwsze odczucia, pierwsze myśli. Jeżeli np. w momentach trudnych
Bóg wydawał nam się nieobecny, obojętny, nieczuły, wówczas nasze doświadczenia
odsłaniają zafałszowania Jego obrazu w nas.
2. Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy
Wołanie o miłość. Dzisiejszy
człowiek zachowuje się jak małe dziecko, które czuje się niekochane. Tupie
nóżkami, krzyczy, próbuje rozbijać różne przedmioty, aby zwrócić na siebie
uwagę. Zobaczmy, jak często zachowywaliśmy się w taki właśnie sposób. Jak wiele
w naszym postępowaniu jest histerycznego zwracania na siebie uwagi.
Często celem naszych
wygórowanych ambicji jest przyciągnięcie uwagi i miłości otaczających nas
ludzi. Opinia społeczna ugruntowuje nas w przekonaniu, że kiedy dokonamy w
życiu czegoś wielkiego, genialnego, wówczas wszyscy będą nas bardzo kochać i
podziwiać. U podłoża takich zachowań leży właśnie chory obraz Boga, zbudowany
na przekonaniu, że na miłość trzeba sobie zasłużyć.
Także w tych rekolekcjach
nie potrafilibyśmy niczego dobrego zrobić, gdybyśmy modlili się do „fałszywego
boga”, gdybyśmy modlili się do bożka naszych obowiązków, do bożka naszych
lęków, do bożka zrobionego z naszych nieuporządkowanych potrzeb. Skuteczne
rozwiązanie wszystkich problemów naszego życia możemy znaleźć dopiero wówczas,
kiedy będziemy modlić się do Boga prawdziwego, do Boga Jezusa Chrystusa. Stąd
też tak ważną jest nasza modlitwa o dogłębne poznanie Pana. Apostoł Filip miał
rację, kiedy powiedział do Jezusa: Pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy (J
14, 8). Poznanie prawdziwego oblicza Jezusa będzie jednoczesnym poznaniem Ojca,
do którego Jezus nas prowadzi. Poznając zaś Ojca, poznamy także wyjście ze
wszystkich naszych najbardziej zawikłanych ludzkich spraw i problemów.
3. Moja
fascynacja Bogiem
Kim jest Bóg? Czy jest to
dla nas pytanie ważne? Czy jest to pytanie, które wzbudza nasze
zainteresowanie; zainteresowanie bardzo osobiste, intymne? Czy szukanie
odpowiedzi na to pytanie jest dla nas fascynujące, ciekawe? Czy wiara,
modlitwa, życie duchowe nie stały się dla nas przykrym obowiązkiem?
Jeżeli doświadczenie
duchowe, doświadczenie wiary stały się dla nas tylko obowiązkiem, wówczas
trudno będzie nam odkryć prawdziwy obraz Boga. Boga znajdują ci, którzy Go
szukają całym sercem, całą duszą, całym umysłem i całą swoją mocą (por. Mk
12,30). Przekroczenie zafałszowań obrazu Boga w naszym życiu nie będzie aż tak
trudne, jeżeli zaistnieje w nas choćby nawet najmniejsza fascynacja Bogiem,
pragnienie Boga. On sam doprowadzi nas do całej prawdy o nas i o Jego miłości.
Aby móc odkryć prawdziwy
obraz Boga, trzeba zdemaskować i odrzucić fałszywe „obrazki Boga”. Trzeba
rozbić w nas to, z czym - może od dawna zżyliśmy się, do czego jesteśmy już
dobrze przyzwyczajeni. Jezus napomina nas: Zaprawdę, powiadam wam, jeśli się
nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa
niebieskiego (Mt 18,3). Tymi słowami Chrystus zaprasza nas do
zakwestionowania naszej „dorosłej wiary”. Aby móc odkryć prawdziwy obraz Boga,
trzeba stać się na powrót dzieckiem. Odkrycie Boga wymaga odmiany serca.
4. Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem
Ważne jest, abyśmy w tej
medytacji nie próbowali przeprowadzać intelektualnych refleksji. Chciejmy się
jedynie poddać uczuciom, które rozważany tekst w nas wzbudzi.
Miłowałem Izraela, gdy był
jeszcze dzieckiem i syna swego wezwałem z Egiptu.
Bóg kocha nas od dziecka,
od wieków, od zawsze. Bóg kocha nas odwieczną miłością. Zobaczmy,
jak często czuliśmy się niekochani, jak często istniała w nas jakaś wielka
obojętność wobec Boga, niewrażliwość na Jego miłość. Miłość Boga nie jest
uwarunkowana tym, jak człowiek ją przyjmuje. Byliśmy kochani przez Boga także
wtedy, kiedy czuliśmy się osamotnieni i opuszczeni.
Im bardziej ich wzywałem,
tym dalej odchodzili ode Mnie. A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe
ramiona ich brałem.
Nasze odchodzenie od Boga
było powodowane najczęściej naszą nieświadomością Jego nieskończonej miłości.
Odchodziliśmy od Stwórcy, ponieważ czuliśmy się przez Niego sądzeni i śledzeni
a przez to niekochani. Ta świadomość prowadzi nas do lekceważenia Boga i
szukania innych bożków, którzy, jak nam się wydaje, mogą ofiarować więcej.
Bóg uczył nas chodzić w
promieniach swojej miłości. Jeżeli dzisiaj jest w nas choćby najmniejsze
pragnienie Pana Boga, to właśnie dlatego, iż byliśmy wcześniej uczniami Jego
miłości. Prośmy, byśmy odczuwali prawdę, że Bóg prowadzi nas do swojej miłości
poprzez wszystkie doświadczenia życiowe - także te najgorsze (a może przede
wszystkim przez nie).
Pociągnąłem ich ludzkimi
więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego
policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go.
Jakimi więzami jestem
złączony z Bogiem? Co mnie z Nim łączy? Jaka jest rzeczywista treść tych
więzów? Bliska relacja z Bogiem rodzi pragnienie modlitwy i pobudza do
pełnienia Jego woli a także prowadzi do porządkowania naszego życia.
Ile w moim związaniu z
Bogiem jest jeszcze lęku? Zobaczmy, jak wiele rzeczy robimy przede wszystkim z
poczucia obowiązku.
Byłem dla nich jak ten, co
podnosi do swego policzka niemowlę - schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go.
Czy opisane doświadczenie
jest mi bliskie; czy bliskie jest mi doświadczenie Boga jako Miłości; Boga,
który pochyla się nad tym, co kruche, ułomne, niedoskonałe? Czy w momentach
słabości czuliśmy się przede wszystkim kochani, akceptowani, wspomagani,
podnoszeni? Czy może przeciwnie - czuliśmy się najpierw karceni, upokarzani i
poniżani? Pytajmy siebie, na ile on przypomina mi obraz mojego ojca i matki?
W zakończeniu medytacji
przeprowadźmy potrójną rozmowę.
Najpierw rozmawiajmy z Matką Najświętszą. Prośmy Ją, aby Ona - Matka
Pięknej Miłości - naprowadzała nas na nieskończoną miłość Boga, dzięki której
Ona sama stała się Matką Syna Bożego.
Rozmawiajmy z Jezusem, prosząc Go, aby objawiał nam Oblicze swojego
Ojca.
Rozmawiajmy wreszcie z Bogiem Ojcem. Prośmy Go, aby udzielił nam
światła Ducha Świętego, byśmy byli w stanie odróżnić ludzką miłość od
nieskończonej miłości Boga-Ojca.
Na zakończenie tego
rozważania odmówmy Ojcze nasz.
Wielkość Boga i godność człowieka (Ps 8)
Obraz dla
obecnej modlitwy: Przypomnijmy sobie najwyraźniejsze przeżycie obecności Boga
spotkanego w kontakcie z przyrodą.
Prośba o owoc
modlitwy:
Prośmy o łaskę poznania, jakim wielkim darem jest powołanie nas do życia, jak
bardzo Bóg troszczy się o nasze życie.
1. Wtedy Bóg rzekł
Na początku było Słowo, a
Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo (J 1,1). I to Słowo powołuje do istnienia kosmos
z chaosu, z ciemności, z bezładu. Najbardziej fascynująca w stworzeniu jest
pomysłowość Boga, która przekracza wszelkie wyobrażenia oraz hojność, z jaką
Bóg wyposażył całe stworzenie, a przede wszystkim bezmierne dążenie do życia,
do rozmnażania, do cieszenia się istnieniem, które wybucha coraz to nowymi
formami. Opis stworzenia, który podaje księga Rodzaju, nie jest opisem
naukowym mówiącym, jak powstawał kosmos i nasza planeta, ale jest hymnem
uwielbienia na cześć Boga Stwórcy. Słowo Boże jest jasne: Bóg jest
Stworzycielem, człowiek stworzeniem, wszystko co Bóg stworzył było dobre.
Istnieje równość między mężczyzną i kobietą. Człowiek jest panem stworzenia i
ma czynić sobie ziemię poddaną. Sześć dni przeznacza na pracę, siódmy na
odpoczynek. Te prawdy są bardzo proste. Stanowią fundament harmonii, którą Bóg
zaplanował dla całego stworzenia. Kiedy się o nich zapomina lub neguje, w
stworzenie wstępuje chaos i nieporządek. Kiedy człowiek zapomina, że jest tylko
stworzeniem i próbuje czynić z siebie boga, zostaje zakłócona harmonia
przewidziana przez Boga. Co więcej, następuje prawdziwa tragedia, której skutki
dla całej ludzkości będą bardzo bolesne. Tylko Bóg będzie umiał naprawić to, co
zepsuł człowiek.
2. Prawda o
Bogu Stwórcy i o człowieku jako stworzeniu
Człowiek ma określone
miejsce w dziele stworzenia. Jest tylko stworzeniem, choć najdoskonalszym, to
jednak tylko stworzeniem, kimś nieskończenie niższym od Boga Stwórcy, a jednak
niewiele mniejszy od istot niebieskich (Ps 8,6). Być w pełni człowiekiem, to
zgodzić się na swoje miejsce wyznaczone przez Boga, zgodzić się na odwieczny
plan, który Bóg realizuje w swojej mądrości powołując do życia człowieka jako
stworzenie.
Stworzył więc Bóg człowieka
na swój obraz... (Rdz 1,27). Jest to szczególne wyróżnienie. Istotą Boga jest Miłość. Bóg
jest Miłością (1J 4,8). Podobieństwo do Boga charakteryzuje się tym, co
jest istotne, to znaczy miłością. Podobieństwo do Boga nie jest punktem
wyjściowym, ale docelowym. Wynika z tego, że powołaniem człowieka jest miłość.
Bóg stworzył człowieka na swój obraz, czyli uczynił miłość istotą jego życia,
aby wszystkie jego działania, jego czyny były przepełnione tym, co
najbardziej charakteryzuje Boga.
3. Czyńcie sobie ziemię poddaną
Oprócz obdarowania wolnością
i zaufaniem Bóg dał człowiekowi przykazanie: Bądźcie płodni i rozmnażajcie
się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1,28).
Przekazał im w ten sposób coś ze swej istoty: oprócz powołania do miłości,
powołuje ich również do przekazywania życia. Bóg, który jest Panem i Dawcą
życia, uzdalnia człowieka do jego przekazywania. Czyni uczestnikiem Boskiego
daru jakim jest obdarowywanie życiem, uczestnikiem cudownej funkcji, którą
posiada tylko Bóg. Dar ten ukazuje wielką godność człowieka, czyni go
odpowiedzialnym za życie, które będzie się w nim poczynało, za życie, które
człowiek będzie mógł kształtować, ale które również będzie mógł zniszczyć. Bóg
przewidział, że jest to ryzykowny dar. Wiedział, że człowiek może źle
skorzystać ze swojej wolności, a powierzone mu życie będzie zagrożone z powodu
ludzkiego egoizmu. Historia nieustannie pokazuje, jak wielkim ryzykiem było
obdarowanie człowieka tak wielką wolnością, darem uczestniczenia w samym akcie
stwórczym Boga. Zdolny jest on czynić sobie ziemię poddaną, ale zdolny jest też
zanieczyszczać przyrodę, czy nawet ją niszczyć. Może przekazywać życie, ale
może też zabić swego brata. Może rzucać bomby, aby niszczyć i unicestwiać. A
jednak Bóg nie wycofuje się z tych darów, chociaż zna konsekwencje grzechu
ludzi. Bóg bowiem kocha. Daje siebie całkowicie. Rozdaje swoje dary pragnąc,
aby człowiek był nimi ubogacony, aby dobrze z nich korzystał. Albowiem miłość
polega na dawaniu siebie, na zapomnieniu o sobie aż po cierpienie i śmierć. Bóg
przewidział, że największy Dar jaki otrzyma człowiek - życie samego Jezusa -
też zostanie zniszczone ludzkimi rękami. Uczynić sobie ziemię poddaną? Coś
więcej! Bóg oddał się w ręce człowieka, oddał się nam w Jezusie.
4. O Panie, nasz Panie
Kto kontempluje wielką
miłość Boga wyrażającą się w konkretnych faktach, darach jakie otrzymał
człowiek, kto doświadcza darmowej miłości Boga, śpiewa wraz z Psalmistą: O
Panie, nasz Boże, jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi! Tyś swój
majestat wyniósł nad niebiosa. Sprawiłeś, że nawet usta dzieci i niemowląt
oddają Ci chwałę...(Ps 8,2)
Taka pieśń może wypływać tylko z serca dziecka, które jest zachwycone
wszystkim, co go otacza. Bóg uczynił wszystko dobrze i tylko ktoś, kto ma w
sobie prostotę dziecka potrafi kontemplować cały świat stworzony wielbiąc przez
to Boga. Dziecko potrafi cieszyć się nawet drobną rzeczą, potrafi okazywać
radość ze wszystkiego, co je otacza, potrafi być wdzięczne i zadowolone. Jest
jednak inna kategoria osób, ciągle niezadowolonych, dla których dzieło Boże
jest niedobre. Psalmista nazywa ich przeciwnikami, ponieważ rzeczywiście
istnieje przeciwnik Boga, któremu nie podoba się świat stworzony przez Niego.
Ten wróg potrafi zatruć serce człowieka, potrafi zasłonić mu oczy, aby nie
dostrzegał piękna i dobra, które znajduje się w stworzeniu. Dotykamy tutaj
niezwykle ważnej postawy w naszym życiu duchowym, postawy którą można określić
jako bunt i niezadowolenie. Taką postawę przyjmują ci, którzy nie akceptują
działania Boga ani w przyrodzie, ani w historii, ani we własnym życiu.
Zapytajmy się podczas
medytacji o swoją postawę wobec Boga, czy jest to postawa wdzięczności za dary,
postawa dziecka, które zachwyca się dziełem Boga? Czy też jest w nas postawa
przeciwnika, buntownika, który nosi w swoim sercu niezadowolenie, który
krytykuje Boga za świat, za historię, za swoje życie? Prośmy o łaskę bycia
tymi, którzy chwalą Boga za wszystkie stworzenia i za własne życie.
Na zakończenie modlitwy
zobaczmy siebie przed Bogiem i z sercem pełnym wdzięczności za całe dzieło
stworzenia rozmawiajmy z Nim. Dziękujmy, że cały świat uczynił z myślą o
człowieku, konkretnie zaś o mnie! Uwielbiajmy Go za wielką miłość do nas, za
godność i zaufanie jakim obdarzył człowieka. Niech ta rozmowa będzie pełna
spontaniczności i uczuć wdzięczności za dar stworzenia i za nasze życie, za
naszą historię.
Na zakończenie tego
rozważania odmówmy Ojcze nasz.
Nie martwcie się (Łk 12,22-31)
Uwaga: gdy będziemy czytać ten
tekst biblijny, pamiętajmy, aby zwrot: „nie troszczcie się zbytnio…” zastąpić
zwrotem: „nie martwcie się…”. Dzięki Bogu, ta oczekiwana zmiana została
wprowadzona do najnowszego tłumaczenia Biblii
Tysiąclecia i oddaje prawdziwe znaczenie słów Jezusa.
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie wielki, zatłoczony plac targowy: rozłożone towary,
jedni ludzie sprzedają, inni kupują, ktoś głośno targuje się o cenę. Jedni
ludzie są spokojni, inni spieszą się. Jedni są dobrze ubrani, inni gorzej. Są
starzy i młodzi. W kącie placu, na śmietniku żeruje kilka czarnych ptaków.
Pośrodku tego placu wyobraźmy sobie nas samych.
Prośba o owoc
modlitwy: Prośmy,
abyśmy nauczyli się odróżniać to, co pożyteczne, od tego, co w danej chwili
naszego życia jest zbędne.
1. Nie martwcie się
Nie martwcie się.
Zarówno życie
jak i ciało są darem, jaki człowiek otrzymał od Stwórcy. Darem, na który sobie
nie zasłużył.
Nie martwcie się.
To pierwsze
zdanie jest zwięzłą syntezą całego fragmentu Ewangelii. Wszystko, co Chrystus
powie później będzie tylko doprecyzowaniem i wytłumaczeniem tego, co właśnie
tutaj miał na myśli.
Wezwanie:
nie martwcie się, nabiera dziś jak bardzo aktualne znaczenie. W świecie,
który niejako wzywa nas do „zatroszczenia się” na własną rękę i każdym kosztem
o nasze życie, naszą teraźniejszość i przyszłość. W tym miejscu pytajmy się, co
jest naszym zmartwieniem, co spędza nam sens z powiek, o co jesteśmy
zatroskani? Jak bardzo nie liczymy się z kosztami w poszukiwaniu zabezpieczenia
w życiu?
2. Bóg nie
opuszcza żadnego ze stworzeń
Jezus przedstawia nam dwa
obrazy: pierwszy z nich to kruki, a właściwie ptaki, drugi to lilie czy też
ogólnie polne ziele. Przykłady te odpowiadają kolejno dwóm podstawowym ludzkim
potrzebom: jedzenia i ubrania. Samo życie. Lubimy dobrze zjeść i ubrać się
elegancko, na co wielu jest w stanie wydać przysłowiowy ostatni grosz. Tak samo
inne stworzenia Boże: kruki dobrowolnie nie poszczą ani lilie nie więdną dla
własnej przyjemności. Ewangelia jednak podkreśla jeszcze inny wymiar tych
spraw: zarówno jedne jak i drugie żyją z jałmużny otrzymanej z Bożej ręki i...
dziwne, ale nie brakuje im niczego. Zatem owo: nie martwcie się, nie
troszczcie się, odnosi się
do tego wszystkiego, o co ludzie uparcie zabiegają, pomimo iż przekracza to ich
potrzeby. Odnosi się do tych rzeczy, które są czystym zbytkiem i jako takie
marnują się niewykorzystane.
Jeśli przyjrzymy się dobrze
światu, jeśli popatrzymy na siebie, to jasno widzimy, że Bóg nie ograniczył się
tylko do dwóch podstawowych darów: życia i ciała. Codziennie stwarza wszystko
od nowa i ofiaruje nowe dary, dzięki którym każdy z nas może kontynuować swoje
życie i zaspokoić konieczne potrzeby swojego ciała. To on sprawia, że Jego
słońce codziennie wschodzi tak samo nad dobrymi, jak i nad złymi (por.
Mt 5,45). Tak samo wschodzi nad każdym z nas.
Słysząc: nie martwcie
się, należałoby starać się przede wszystkim zrozumieć Bożą logikę i w swoim
myśleniu, działaniu, codziennych małych decyzjach, koncentrować się na rzeczach
istotnych, a nie na chorobliwym niepokoju. Co jest dla nas tą rzeczą istotną?
Do czego przylgnęło nasze własne serce? O czym myślimy wczesnym rankiem, zaraz,
gdy otwieramy oczy? Co wyprowadza nas z równowagi?
3. Wiara
Przykład ptaków i lilii
uwypukla jeszcze inny ważny aspekt - zaufanie. Ojciec wasz wie, czego
potrzebujecie... A do siostry Łazarza Jezus powtarza: Marto, Marto,
troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało (Łk 10,41). Słowa te
są zaproszeniem do wybrania tego, co w danym momencie przyniesie większą
korzyść, a porzucenie tego, co jest tylko namiastką dobra.
Mając ciągle przed oczyma
dwa porównania, dwa klucze do zrozumienia prostej myśli: nie martwcie się, popatrzmy
na nas samych. Czy mimo całego zabiegania, troski i przebiegłości człowiek jest
w stanie sięgnąć do sedna swojego istnienia, czy może obraca się tylko w kręgu
tych wyszukanych ozdób, drobnostek i tanich świecidełek, z których większość
pryska jak bańka mydlana? W rzeczywistości choćby nie wiem jak byśmy się
starali, życie każdego z nas pozostanie zawsze darem Stwórcy, inaczej mówiąc,
jałmużną otrzymaną z Bożej ręki.
Nie martwcie się, nie zapominajcie, że
najpierw Bóg stworzył człowieka, a dopiero później ten otrzymał władzę nadania
imienia całemu stworzeniu (Rdz 1-2). Każdego dnia od nowa Bóg woła nas po
imieniu i ofiaruje nam swoje dary, te same zresztą, które ofiaruje też ptakom
powietrznym i liliom polnym -
całemu stworzeniu. Czy jesteśmy w stanie uświadomić sobie, że stanowimy żywą
cząstkę Bożej miłości?
Na koniec, wyobrażając sobie
ptaki, kwiaty czy też jakiekolwiek ze stworzeń stańmy na wielkiej łące i
zapytajmy samych siebie: co dla nas przedstawia największą wartość? Do czego
przylgnęło nasze serce? Zakończmy modlitwą Ojcze nasz.
Szukajcie najpierw Królestwa Bożego (Mt 6,19-34; CD 23)
„I dlatego trzeba nam stać
się ludźmi obojętnymi nie robiącymi różnicy w stosunku do wszystkich rzeczy
stworzonych, w tym wszystkim, co podlega wolności naszej wolnej woli, a nie
jest jej zakazane lub nakazane, tak byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej
zdrowia niż choroby, bogactwa więcej niż ubóstwa, zaszczytów więcej niż
wzgardy, życia długiego więcej niż krótkiego, i podobnie we wszystkich innych
rzeczach” (ĆD 23).
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie dziecko, które właśnie przyszło na świat. Zobaczmy
delikatnie obejmujące go dłonie matki, nieopisaną radość ojca, gotowość
rodziców do najwyższych poświęceń.
Pomyślmy o nieskończonej
miłości Boga, znającego najlepiej, co jest potrzebne do naszego wzrostu.
Wyobraźmy sobie nas zawsze objętych Jego miłością.
Prośba o owoc
modlitwy: Prośmy
w tej modlitwie o wolność wewnętrzną wobec wszystkich stworzeń, pozwalającą
kierować się w życiu wolą Boga. Prośmy też o zrozumienie, że płynie ona przede
wszystkim z miłości i troski o nas.
1. Nikt nie może dwom panom służyć
„Trzeba się stać ludźmi obojętnymi” - w tych słowach nakreślona
została perspektywa dojrzałości, do jakiej mam wzrastać przez całe życie. Nikt tej
doskonałości nie osiąga natychmiast, tym mniej się do niej przybliża, im mniej
zwraca uwagi na potrzebę wewnętrznego uporządkowania. Potrzebny jest zatem
jasny program porządkowania świata moich pragnień. W przeciwnym razie narażamy
się na ciągłą pokusę sprzeczności służenia dwom panom.
Komu mam służyć? Żadne
dobro, żaden skarb na ziemi nie może zająć miejsca należnego tylko Bogu.
Postawa obojętności rodzi się wtedy, gdy postrzegam świat stworzeń jako miejsce
nieustającego objawiania się miłości Boga. Skoro On troszczy się o nas, troska
o rzeczy tej ziemi jest domeną - mówi Jezus - pogańskiej zapobiegliwości.
Jednakże nie pragnąć więcej
zdrowia, bogactwa, zaszczytów, życia długiego (niż choroby, ubóstwa, wzgardy,
życia krótkiego) wydaje się mocno sprzeciwiać „naturalnym” potrzebom człowieka.
Zwłaszcza człowieka wzrastającego w klimacie rozpanoszonego konsumizmu. Czyż
jednym z powszechnie wyznawanych dogmatów nie jest powszechnie przekazywane
życzenie: „Zdrowia, bo ono najważniejsze!”?
Stajemy więc przed dylematem:
„gromadzić skarby na ziemi” lub jak mówi Jezus: gromadźcie sobie skarby w
niebie. Starannie musimy rozważyć, która z tych zasad jest nam bliższa w
codziennym życiu? Do listy przykładów zdrowie-choroba, bogactwo-ubóstwo,
zaszczyty-wzgarda warto dopisać następne i popatrzeć jakie budzą we mnie
uczucia: umiłowania czy pogardy, ufności czy lęku, fascynacji czy wstrętu itd.
2. Nie martwcie się
Zamartwianie się o codzienne
sprawy nie pozwala uradować się ogromem bogactwa życia, w centrum którego stoi
Bóg i Jego Miłość. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego
wszystkiego potrzebujecie. Bez tej pewności, nie jest możliwe przeżywanie
radości, że jestem Jego umiłowanym dzieckiem, o które Bóg troszczy się z
najwyższym oddaniem. Przecież: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego
Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie
wieczne!
Zatem obojętność w stosunku
do wszystkich wydarzeń życia, otaczających stworzeń nie jest ani apatią, ani
pogardą, ani programową abnegacją. Czym zatem jest?
Postawa obojętności płynie z
dojrzałej harmonii serca uformowanego. Doprawdy, to wielka mądrość, zacząć tak
spoglądać na bogactwo świata, by zawsze pozostawać wolnym wobec ludzi, idei,
pożądań, nade wszystko być wolnym wobec pokusy uczynienia z życia pola
samorealizacji za wszelką cenę (tyle, że bez Boga).
Uczniowie w szkole Jezusa od
początku poznawali tę codzienną praktykę, gdy wyruszali w misji głoszenia
Jezusa, mieli nie zabierać niczego, co byłoby zbędnym balastem, nawet mieli
omijać zbędne rozmowy. Sam Jezus dawał im nieustający przykład obojętności: nie
miał nawet gdzie skłonić głowy. Zachęcał by zostawić wszystko przed
pójściem za Nim. A gdy coś stawało się wyraźną przeszkodą w naśladowaniu Jego
życia należało postępować radykalnie: jeśli twoje oko cię gorszy - wyłup
je...
Nie czynić różnicy w
stosunku do rzeczy stworzonych to uwolnić się od fałszywego przeświadczenia, że
to ja sam wiem, co jest dla mnie lepsze, niosące pomyślność. Inaczej troski
tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak,
że zostaje bezowocne.
3. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje
Po pierwsze zatem, mamy
zdobywać cnotę posłuszeństwa w dziedzinie tego, co jest zakazane lub
nakazane - przykazania Boże, kościelne, przepisy i zwyczaje Kościoła nie
powinny stawać się przedmiotem jałowych kontestacji. Tak bowiem wyraża się
tylko, słabo zresztą maskowana, anarchia duchowa. Raczej odkrywać w nich
będziemy odwieczną drogę Kościoła, cząstkę, którą teraz my przebywamy.
Po wtóre powinniśmy
osobiście przyswoić sobie i przyjąć dwa pojęcia: asceza i codzienny rachunek
sumienia. Te dwa instrumenty stają się niezbędne, jeśli gruntownie rozumiemy
powagę danego nam celu życia.
Nie możemy bowiem nauczyć
się obojętności bez gotowości wyrzeczenia się czegoś, co wprawdzie
rozpoznajemy jako nieład serca, ale z czego zrezygnować nie potrafimy. Bardzo
pouczające może być postawienie sobie pytania: czego do tej pory wyrzekliśmy
się dla Chrystusa?
Codzienny rachunek sumienia
z kolei pokazuje, jak - obok dążenia, by być z Jezusem - wiele fałszywych
skarbów odwracało i dzisiaj uwagę naszych serc i co powinniśmy mieć na uwadze,
by tylko On był prawdziwym Panem. Bez tej refleksji stajemy się jak okręt, na
którym już od dawna nikt nie ustalał położenia na oceanie - nie wiemy gdzie
jest ląd, do którego zmierzamy, gdzie są niebezpieczne rafy...
To są środki. Najważniejszym
kryterium wzrostu duchowego jest wartość pozwalająca wobec wszystkiego stać się
obojętnymi. Jest to łaska rozumienia i przeżywania, że ani zdrowie, ani
bogactwo, powodzenie (ale też ich przeciwstawienia - możliwa jest bowiem
fałszywie pojęta asceza) nie są największym naszym dobrem, jedynym skarbem.
Aby więc nabierać dystansu
do wszystkich rzeczy stworzonych musimy obcować z właściwą miarą wszelkich
rzeczy – Słowem Bożym i Sakramentami, w których Bóg nam się udziela. Dalej -
odkrywamy, że gdy Bóg przyszedł na ziemię wybrał ubóstwo, wzgardę i przyjął
życie krótkie, w ludzkim rozumieniu. I wtedy, pewnie zbyt powoli, zaczniemy
cenić - a także za tym tęsknić - życie całkowicie obojętne wobec powabów tego
świata. Tylko dlatego, że tak żył Jezus, który przeszedł ludziom dobrze
czyniąc.
Na koniec poszukajmy
właściwych słów, by wyrazić wdzięczność wobec Stwórcy i Zbawiciela, który
zechciał uczynić nasze serca skarbem, zdolnym do odkrycia i piastowania daru
Jego życia. Wzorem modlitwy króla Salomona poprośmy o serce mądre, by nigdy nie
odwracało się od Boga, by zawsze widziało w Nim swego Pana.
Na zakończenie tego
rozważania odmówmy Ojcze nasz.
To, co więcej pomaga do celu (Mt 7,16-28; CD 23)
„Natomiast trzeba pragnąć i
wybierać jedynie to, co nam więcej pomaga do celu, dla którego jesteśmy
stworzeni" (ĆD 23).
Obraz dla
obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie jakiś konkretny zabytek architektury. Pomyślmy, jak
wielu ludzi włożyło lata trudu, by jeszcze dzisiaj, po wiekach zachwycał
harmonią proporcji. Jak wielkie potrzebne były środki. Jak, w najdrobniejszych szczegółach, kreślił plany
architekt. Pomyślmy następnie o Bogu. Uczynił każdego z nas swoim arcydziełem.
Jak często o tym myślimy, jak często bierzemy pod uwagę Jego plan? Co o nim
wiemy?
Prośba o owoc
modlitwy: Poprośmy
o radość płynącą ze zrozumienia prawdy o wspólnym - Boga i człowieka -
budowaniu zgodnie z Jego planem domu na wieczność.
1. Budować na
skale
Roztropność człowieka, który
na mocnym fundamencie zbudował dom, zdolny przetrwać burze wszelkich
przeciwności, dobrze świadczy o jego zdolności konsekwentnego przewidywania
skutków podejmowanych planów, decyzji, działań - całej życiowej strategii. Zapewne
niełatwo przyszło mu przekonać siebie, nim rozpoczął trud zmagania z twardym
podłożem, jednak ostatecznie uznał tę inwestycję za wartą tego.
Ów drugi pokonał w sobie
wątpliwości i znacznie ułatwił sobie konieczną pracę, pewnie też dużo wcześniej
cieszył się owocami swej pracy. Mimo to ponosi klęskę: to, na czym budował, nie
dało wystarczającego oparcia, gdy przyszedł czas próby.
Piasek też był kiedyś skałą.
Obraz jest czytelny: budowla całego życia albo jest wsparta na fundamencie
mocno zespolonych zasad (a ta skała - to był Chrystus - jak zauważy św.
Paweł w 1Kor 10,4) albo też podstawowa wada całej konstrukcji zawiera się w
pokruszonych, rozmienionych na drobne kompromisy, resztkach zasad.
Dojrzałego człowieka
poznajemy po tym, że niesie w sobie dojrzały owoc starannych przemyśleń - centralny
projekt życia. Stara się być wierny odkrytemu powołaniu. Potrafi dzięki
temu wybierać to, co lepiej pomaga w realizacji przyjętych planów. Rozterki czy
wahania rozstrzyga coraz śmielej - bo też zna smak radości dobrze spełnionego
obowiązku. Zna też wartość hierarchii kryteriów wyboru: najpierw to, co
konieczne, potem to, co pożyteczne, na końcu to, co przyjemne.
Nade wszystko jednak pytać
będzie Chrystusa, bo tylko On ukazuje w pełni cel, dla którego jest stworzony.
W Nim bowiem objawiła się w
pełni prawda o stworzeniu człowieka na obraz i podobieństwo Boga. Bez
utożsamienia się z tą fundamentalną prawdą, jakże możemy rozeznać plan naszego
życia, jak rozpocząć budowę domu na wieczność, z Bogiem?
2. Skałą jest Chrystus (Flp 2,20; 1Kor 10,4)
To Chrystus ukazał się jako
Skała; choć uderzono w Niego z wszelkimi mocami okazał się wiernym aż po Krzyż.
Bez Chrystusa, bez mocnego fundamentu, nie wytrwamy w tak mozolnym i jakże
odległym od spektakularnych sukcesów budowaniu codzienności. Raczej łatwo
przyjdzie nam rozejrzeć się za - choćby tandetnym, ale łatwo osiągalnym
domkiem, schronieniem - pozornej przewagi, układnej przymilności, drobnym,
„użytecznym”, kłamstwem, wygodnym lenistwem lub życiowym kunktatorstwem. Najbliższa
próba krzyża bezlitośnie ukaże jednak nietrwałość takiej budowli, której upadek
może być wielki.
Celem tego rozważania jest
pogłębienie przekonania o bezwartościowości wyborów powierzchownych. Mamy
raczej zachęcać swoje serce do wybierania tego, co nam więcej pomaga do
celu, dla którego jesteśmy stworzeni. W tym miejscu dobrze jest wyobrazić
sobie kogoś konkretnego - może siebie samego - kto przystąpił do budowania domu
(gromadzenie środków, zakup materiałów, wcześniej staranne przemyślenie i
rozważne konsultowanie planów, zmaganie się z przeciwnościami, nierzetelnymi
wykonawcami…).
Nie wystarczy tu religijna
rutyna i beznamiętne powtarzanie Panie, Panie. Nawet czynić cuda mocą
Jego imienia - to także zbyt mało. To wszystko, jak się okazuje, nie musi samo
przez się potwierdzać przynależności do Jezusa.
3. Bylebym pozyskał Chrystusa
Wy zatem, bracia, powołani
zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do
hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie! (Ga
5,13). Św.
Paweł tak heroicznie poświęcając swoje życie Chrystusowi, że do końca biegł,
pędził - pełen gorliwości - ku mecie życia. Miał jeden tylko cel - być z
Chrystusem: I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na
najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się
- ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa (Flp
3,8).
Dla św. Pawła początkiem tej
drogi było doświadczenie radykalnego nawrócenia, wszystko, co do tej pory
uznawał za cel życia, co skupiało jego pragnienia i kierowało wyborami, okazało
się nie warte zachodu. Podobnie celnik Mateusz - pozostawił wszystko, czym żył
do momentu spotkania z Chrystusem.
Bez doświadczenia Jego
bliskości wyzucie się świata własnych pragnień nie jest możliwe. Chcąc zatem
pragnąć i wybierać jedynie Chrystusa trzeba uprosić u Niego tę łaskę.
Na zakończenie tego
rozważania odmówmy Ojcze nasz.