Rekolekcje w życiu codziennym
wg metody św. Ignacego Loyoli
Czwarty tydzień
12 – 21 marca
2003
Wprowadzenie
Jeżeli chcemy
odkryć źródło grzechu, musimy stwierdzić, iż jest nim przede wszystkim brak
wdzięcznej miłości. Św. Paweł opisując grzech świata, mówi wyraźnie, że
źródłem wszelkiego zła jest brak wdzięczności dla Boga (Rz 1,18nn). Naturalną odpowiedzią z
naszej strony powinien być zatem hymn wdzięczności. Jeżeli tego nie czynimy,
znajdujemy się na drodze do egoizmu, który prowadzi do wszelkiego
grzechu.
Św. Paweł
mówi: „Ludzie nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie
oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich
myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce”. „Oddać cześć Bogu” i
„dziękować Mu” to sformułowania równoważne: nie można oddawać czci Bogu nie
dziękując Mu za Jego dobrodziejstwa, za Jego miłość. Brak wdzięczności jest,
zdaniem św. Pawła, przyczyną krzewienia się wszelkiego grzechu.
Innym rodzajem
grzechu tkwiącym u źródeł wielu innych jest brak
ufności. Warto zwrócić uwagę, że brak wdzięczności zwykle prowadzi do
braku ufności. Jeżeli nie jestem wyczulony na wszystkie łaski Boga, na jego
miłość do mnie, jeżeli Mu za to nie dziękuję, nie potrafię wyrobić w sobie
postawy ufności do Niego. Z kolei brak zaufania do Boga nie pozwala na szczere
przylgnięcie do Jego woli. Jeżeli nie jestem wewnętrznie przekonany o tym, że
Bóg mnie kocha, napotkam wiele trudności w pełnieniu Jego woli, a moja reakcja
podobna będzie do reakcji Żydów na pustyni: „Pan nas nie kocha, wywiódł nas na
pustynię, pragnie naszej śmierci. Trzeba wracać do Egiptu”.
Prośmy zatem w
naszych medytacjach o łaskę światła dla poznania naszego wnętrza. Oby Pan
pozwolił nam zrozumieć, że jesteśmy grzesznikami. Jedynie wtedy będziemy mogli
uwolnić się od grzechu i stać się grzesznikami, którzy przestają grzeszyć lub
przynajmniej do tego nieustannie dążą. Prośmy o łaskę zrozumienia, że brak
wdzięczności i ufności wobec Pana jest główną przyczyną naszych
grzechów.
Grzech jako
brak owoców miłości (Łk 13,1-9)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy sobie wypaloną ziemię, na której już nic nie może się urodzić, nikt też nie może na niej zamieszkać. Popatrzmy na ponury krajobraz, martwe konary drzew. Nie ma tu zapachów kwitnących kwiatów, nie słychać śpiewu ptaków. Jak odnajduję się na takiej pustyni? Co czuję?
Prośba o owoc modlitwy: Poprośmy o dar
wdzięczności za to, że do tej pory Bóg podtrzymuje nasze życie i czyni starania,
aby wydało owoc godny powołania.
1. Wszyscy tak samo
zginiecie
Kategoryczna
wypowiedź Pana Jezusa nie zostawia żadnego pola do dyskusji na temat
jakichkolwiek wyjątków. Wszyscy tak
samo... Podobnie wypowie się o świętym mieście Jerozolimie, przepowiadając
jej zniszczenie. Raz dane życie ma nadany mu cel i powinno wydać zamierzony
owoc, inaczej podlega nieodwracalnej zagładzie. Myślenie o tym sprawia
trudności, ale nie może być pominięte. Owocem życia jest miłość, bez niej życie
jest jałowe jak spalona ziemia.
Bez
doświadczenia miłości wszelkie dokonania są tylko złudnym przekonaniem o
doniosłej samorealizacji. Jezus ukazuje to na przykładzie drzewa figowego.
Chodzi o drzewo od lat nie dające żadnego owocu. Wprawdzie drzewo to pięknie
zakwita z wiosną, pysznie zieleni się latem, wspaniale okrywa barwami na
jesieni, ale mimo budzenia wszelkich zachwytów estetycznych pamiętamy, że drzewo
to pozostaje jałowe. Nadaje się wyłącznie do wycięcia. Jedyny owoc jaki zrodziło
- to rozczarowanie...
Każdy człowiek pielęgnuje - choćby nieświadomie - jakąś wizję swojego życia. Na swój sposób pragnie, by było ono piękne. Stwórca wpisał w nasze istnienie nieustające pragnienie poszukiwania Prawdy, Dobra, Piękna... Jednak tylko zakorzenieni w Tym, Który jest Drogą, Prawdą i Życiem, możemy czynić to owocne.
2. Czy myślicie?
Czy myślicie?
To znaczy, czy dostrzegacie, że wasze absolutyzowanie bieżących wydarzeń
zasłania wam perspektywę prawdziwego zagrożenia?
Każdego dnia
środki przekazu donoszą o ważnych i tragicznych wydarzeniach, dokonujących się
na całym świecie. Miliony ludzi ogląda te same zdjęcia z obszarów wojen, parad
politycznej próżności, nieustającego festiwalu kulturowego banału. Wszystko
wydaje się tak niesłychanie ważne i - jakoby - znacząco wpływające na losy
świata.
Ponadto
dosięgają nas czasami także i osobiste tragedie: cierpienia i choroby, rozmaite
trudności. Stają się one częstym tematem rozmów codziennych. I tak, w powodzi
niebywale istotnych wiadomości, giną te najważniejsze. Czy nie tak ginie -
zarazem - umiejętność głębszego spojrzenia na tajemnicę życia, jego cel i
zawarty w nim sens?
W powodzi
informacji brakuje czasu na refleksję. Człowiekowi brakuje dystansu – gubi on
zdolność zachowania stosownej oceny przemijających zdarzeń. O tym, jak bardzo
niebezpieczne jest takie zagubienie, opowiada rozważana
Ewangelia.
Popatrzmy na emocje ludzi, którzy donieśli Jezusowi o Galilejczykach. Zdaje się, że oczekują, iż będzie On podzielał ich ocenę tragedii.
Pan Jezus nie
podziela jednak przekonania, jakie żywią ludzie zaskoczeni wiadomością o
przelewie krwi, raz jeszcze dokonanym w imię walki o władzę. Owszem, w tej
rozmowie podkreśla, że zewnętrzny obraz śmierci nie ma żadnego znaczenia. Dla
samego Jezusa wydarzenia te - czy osadzone w porządku zaburzeń politycznych,
społecznych czy też będące wynikiem kataklizmu - nie mają aż takiej rangi, by
zasłoniły problem nieporównanie ważniejszy. Dwukrotnie pada pytanie: czyż
myślicie, że rozumiecie dobrze, o czym chcą wam powiedzieć te zdarzenia? Czy
obawa o bezpieczeństwo ziemskiej, przemijającej egzystencji nie zasłania wam
prawdziwie koniecznej troski o ratunek przed wiecznym
zatraceniem?
Grzech, dawno
już nazwany absolutyzacją wartości względnych, może zabijać myślenie o Bogu,
myślenie o prawdziwym celu mojego życia.
3. Panie, jeszcze na ten rok je
pozostaw
Dobroć Boga
stale daje nam szansę zrozumieć, czym jest Jego zaproszenie do przeżywania wraz
z Nim radości owocowania i współtworzenia nowego świata.
Jakie jest
oczekiwanie Boga wobec naszego życia? Czy Jezusowa obietnica owocowania i Jego
starania o nasze życie jest zachętą do współpracy z Nim? Czy nosimy w sobie
pragnienie dobrego owocowania?
Obłożę je nawozem, to znaczy zasilę
drzewo tym, czego najbardziej potrzebuje dla swojego wzrostu. Jest to zarazem
przypomnienie o dobroci Boga, z miłością pielęgnującego każde zasadzone przez
Siebie drzewo.
Na zakończenie odmówimy Ojcze nasz.
Grzech i
historia mojego życia
Obraz dla obecnej modlitwy: Patrzmy na
Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i na Jego rany, widząc w nich obraz naszych
własnych grzechów.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o
głęboką ból duszy i o łzy z powodu grzechów.
1. Przegląd własnych
grzechów
„Przywieść sobie na pamięć wszystkie
grzechy swojego życia, badając je rok po roku, lub okres po okresie. Do tego
trzy rzeczy są pomocne. Najpierw zbadać miejsce i dom, gdzie mieszkałem; po
drugie zbadać sposób przestawania z drugimi; po trzecie zajęcia (obowiązki i
prace), wśród których żyłem” (ĆD 56).
Są różne
wymiary naszego życia: biologiczny, psychiczny, uczuciowy, duchowy, religijny. W
tych wymiarach widzimy niszczycielskie działanie grzechu. Św. Ignacy mówi o
patrzeniu na „szpetność i na złość, jaką ma w sobie każdy popełniony grzech
śmiertelny, choćby nawet nie był zakazany” (CD 57). Takie spojrzenie jest bardzo
głębokie, ponieważ ukazuje istotę grzechu. Św. Ignacy mówi o grzechu, iż jest
zły sam w sobie, ponieważ posiada w swej naturze zalążki śmierci. Grzech rodzi
się jako konsekwencja oderwania od źródła Życia, którym jest Bóg. Teraz
spróbujemy przyjrzeć się temu z bliska.
2. Historia grzechu
Św. Ignacy
proponuje, aby przyjrzeć się całej naszej historii. Łatwo zauważymy, że związana
jest ona z grzechem - w każdym okresie życia byliśmy nieposłuszni Bogu.
Dzieciństwo, młodość, wiek dojrzały charakteryzowały się upadkami i odstępstwami
od Boga. Dobrze byłoby przypomnieć sobie te wszystkie etapy życia, aby dostrzec
nasze niewierności i grzechy.
Jest jeszcze inny aspekt patrzenia na naszą historię. Bardzo często dzielimy ją na dobrą i złą. W zależności od tej klasyfikacji albo akceptujemy wydarzenia naszej historii, albo buntujemy się. Dla ucznia Chrystusa wszystkie wydarzenia są dobre.
Prośmy Boga o przebaczenie naszych grzechów związanych z czasem, historią. Może zobaczymy, że bardzo grzeszymy szemraniem, narzekaniem, buntami, ponieważ uważamy swoje życie za nieudane, przegrane. Wielką łaską będzie dla nas, kiedy zobaczymy, jak bardzo osądzamy Boga za to, że istnieją trudności w naszym życiu, że istnieje cierpienie w świecie i że krzyż życia uważamy za głupstwo.
3. „Geografia” grzechu
Warto zwrócić
uwagę, że również miejsca, w których przebywaliśmy, są związane z grzechem. Dom
rodzinny, szkoła, studia, praca czy miejsca wypoczynku, nawet miejsca związane
ze służbą Bożą, jak kościół, były miejscami, gdzie widocznym stał się nasz
egoizm, pycha, nasze szukanie siebie, budowanie swojej wielkości.
Nasza relacja
do bliźnich jest tym obszarem, w którym możemy poczuć się najbardziej podatnymi
na grzech. Bliźni jest kimś, z kim wiąże nas najwięcej. Dlatego musimy zobaczyć,
jakie relacje mamy z bliźnim, na ile go kochamy obdarowując wolnością, a na ile
odbieramy mu tę wolność. Czynimy to manipulując nim, szantażując, gardząc,
poniżając, oczerniając, wykorzystując, omijając, pokazując palcem. Możemy też
gorszyć się nim, wyśmiewać, ranić, nakładać ciężary nie do uniesienia... Dlatego
tym bardziej stańmy przed Jezusem skruszeni, uznając winy wobec bliźnich i
prosząc Boga o zmiłowanie nad nami.
Św. Ignacy
zachęca, byśmy również popatrzyli na nasze obowiązki i pracę. Także tutaj możemy
dostrzec, jak bardzo jesteśmy nastawieni na siebie, jak bardzo zależy nam na
tym, by owoce naszej pracy wracały do nas. Najbardziej konkretnym owocem pracy
są pieniądze. Spróbujmy zobaczyć nasz stosunek do pieniądza, jak bardzo jesteśmy
niepewni, kiedy go brakuje, jak wielkim jest dla nas zabezpieczeniem. Szczere
spojrzenie na życie pozwoli nam odkryć, że w tej dziedzinie również istnieje
wiele grzechów, które świadczą o szukaniu życia poza Bogiem.
Na zakończenie rozmawiajmy z Bogiem, dziękując za miłość i prosząc o dar przebaczenia, o dar Ducha Świętego.
Na koniec
odmówmy Ojcze nasz.
Rozmyślanie o
tajemnicy piekła
„Tu widzieć oczyma wyobraźni
długość, szerokość i głębokość piekła.
Widzieć oczyma wyobraźni owe ogromne
ognie i dusze jakby w ciałach ognistych.
Słuchać uszami wyobraźni lamentów,
wycia, krzyków i bluźnierstw przeciw Chrystusowi, naszemu Panu, i przeciw Jego
świętym. Węchem wyobraźni wąchać dym, siarkę, kał i
zgniliznę.
Smakiem wyobraźni smakować rzeczy
gorzkich, jak łzy, smutek i robak sumienia.
Dotykiem w wyobraźni dotykać i
doświadczać, jak ognie owe dotykają i palą duszę.
Odbyć rozmowę z Chrystusem, Panem
naszym, wspominając te dusze, które są w piekle; jedne z nich dlatego, że nie
uwierzyły w Jego przyjście; drugie zaś dlatego, że wierząc, nie czyniły wedle
Jego przykazań. Wszystkie te dusze podzielić na trzy grupy. Pierwsza - przed
przyjściem Pana; druga - za Jego ziemskiego życia; trzecia - po Jego życiu na
tym świecie. Równocześnie dziękować Mu, że nie dopuścił mi popaść w żadną z tych
grup, kładąc kres memu życiu, a dalej za to, że aż dotąd miał tyle łaskawości i
miłosierdzia” (ĆD 65-71).
Obraz do obecnej modlitwy: „Tu widzieć
oczyma wyobraźni długość, szerokość i głębokość piekła” (ĆD 65).
Prośba o owoc modlitwy: „Prośmy o
dogłębne odczucie kary, jaką cierpią potępieni, żeby jeżeli z powodu moich
upadków zapomnę o miłości Pana wieków, przynajmniej obawa przed karą
powstrzymywała mnie od popadnięcia w grzech” (ĆD 65).
1. Dwie drogi
Ktokolwiek
rozważa historię swojego grzechu, musi przyjąć tylko dwie drogi - albo skończę
pod krzyżem jako zbawiony, albo skończę poza krzyżem - w piekle.
Prawda
chrześcijańska o piekle nie należy do prawd strasznych. Jest ona tak istotna w
religii chrześcijańskiej, jak prawda o niebie. Należy to do Objawienia
przekazanego nam przez Jezusa Chrystusa.
2. Cel rozmyślania
Św. Ignacy
mówi, że mamy w czasie rozmyślania prosić o jedną wielką łaskę: „prośmy o
wewnętrzne odczucie kary, jaką cierpią potępieni, żeby jeżeli z powodu moich
upadków zapomnę o miłości Pana wieków, przynajmniej obawa przed karą
powstrzymała mnie od popadnięcia w grzech” (ĆD 65). Taka też jest racja
rozmyślania o piekle. Ignacy patrzy trzeźwo na życie i wie, że człowiek w
pewnych momentach nie zawsze kieruje się najbardziej wzniosłymi pobudkami. I
dlatego, gdyby przypadkiem zabrakło kiedyś pobudki miłości Boga, to niech
przynajmniej strach przed karą zahamuje drogę do grzechu.
„Widzieć oczami wyobraźni długość, szerokość i głębokość piekła”.
Św. Paweł mówi
o tym, że miłość Boga jest długa, szeroka, głęboka i wysoka. A czym jest piekło?
Piekło jest odrzuceniem miłości Boga. Trzeba wychwycić ten właśnie moment:
jeżeli miłość jest tak wielka, to odwrócenie się od miłości, czyli rozpacz, jest
równie wielka.
3. Zastosowanie zmysłów
Św. Ignacy w tym rozmyślaniu proponuje, abyśmy rozważali przy pomocy naszych zmysłów: oczu, uszu, smaku itd. Jest to ludzki sposób, bo na pewno rzeczywistość nie jest taka, - jest o wiele gorsza. Człowiek żyjąc na ziemi nie może sobie wyobrazić prawdziwego obrazu piekła. Św. Ignacy wie, jak bardzo często człowiek rozumem swoim pojmuje, że nie wolno grzeszyć. Wola nie chce, ale często nasze zmysły, uczucia dosięgną nas i powalają. Dlatego Ignacy mówi, by te zmysły, które tak ciągną nas do grzechu, zobaczyły coś wstrętnego, coś, co może od grzechu powstrzymać.
Jeszcze jedna
uwaga. Gdyby ktoś nie miał dobrej wyobraźni (są tacy ludzie) to niech nie sili
się, by rozmyślać według tych punktów, które podaje św. Ignacy. Niech tylko
przeczyta sobie, że tak można rozważać, a niech w inny sposób rozważa sobie o
piekle. To polecenie jest tylko dla tych, którzy mogą się posługiwać
zastosowaniem zmysłów.
Najpierw patrzmy: „Widzieć oczami wyobraźni owe ogromne ognie i dusze jakby w ciałach ognistych". Ogień, który pali. Jak bardzo często w naszym życiu, ciekawość, nieopanowanie wzroku jest źródłem naszych grzechów.
„Słuchać
uszami wyobraźni lamentów, wycia, krzyków i bluźnierstw przeciw Chrystusowi,
Panu naszemu, i przeciw wszystkim Jego świętym".
Tak często
nasze uszy są powodem grzechu: obmowy, ciekawość, szukanie czy zbieranie plotek,
słuchania brzydkich słów, które później są przyczyną naszych słabości
itd.
„Węchem
wyobraźni wąchać dym, siarkę, kał i zgniliznę".
Niech i przez
ten zmysł dojdzie prawda, że człowiek może być wiecznie odrzucony. A człowiek
tak bardzo lubi wąchać przyjemne rzeczy. Popatrzmy jak św. Ignacy potrafi
wykorzystać nawet węch do medytacji.
„Smakiem
wyobraźni smakować rzeczy gorzkich, jak łzy, smutek i robak
sumienia".
Znowu, jak
często smak jest źródłem grzechów np. obżarstwa, pijaństwa. „Dotykiem w
wyobraźni dotykać i doświadczać, jak ognie owe dotykają i palą
duszę".
Widzimy więc,
jak św. Ignacy zaleca przeżyć prawdę o piekle, którą ktoś może przeżyć rozumowo,
a ktoś może także przeżywać uczuciowo.
Jakiego niebezpieczeństwa powinniśmy się ustrzec? Pamiętajmy o tym, że Ignacy przez to rozmyślanie nie chce straszyć. To rozmyślanie jest bardzo trzeźwe.
Następne
niebezpieczeństwo. Nie wdawajmy się w czasie modlitwy w dyskusję z sobą samym,
jak Dobry Bóg może na to pozwolić. Powiedzmy sobie, że takie dyskusje będziemy
prowadzili i rozwiązywali po modlitwie.
Jak najlepiej na ludzki sposób przybliżyć sobie prawdę o piekle? Czym jest piekło? Piekło polega na tym, że człowiek potępiony nigdy nie przestanie ciążyć ku Panu Bogu, bo jest stworzony dla Niego. Zawsze pozostanie w nim pragnienie Boga, ale nigdy nie zostanie ono zaspokojone i to z jego własnej winy. To jest największa męczarnia - wiecznie pragnąć i nigdy nie być zaspokojonym.
Te wszystkie punkty z zastosowaniem zmysłów prowadzą do rozmowy końcowej. Tę rozmowę trzeba odbyć z Chrystusem, Panem naszym przybitym do krzyża. Ignacy podaje, że to jest ten sam sposób rozmowy jak rozmowa z Ukrzyżowanym. Musimy wspominać te dusze, które już są w piekle. Wszystkie te dusze podzielmy na trzy grupy. Pierwsza grupa to potępieni przed przyjściem Jezusa, przed Narodzeniem. Druga za Jego życia ziemskiego - czyli ci, którzy Go świadomie odrzucili. Trzecia, po Jego życiu na tym świecie. Dziękujmy Mu, iż nie pozwolił nam popaść w żadną z tych grup, kładąc kres naszemu życiu. Bóg nie zabrał nas w chwili, kiedy byliśmy pozbawieni łaski uświęcającej. Dziękujmy Mu za to, że aż dotąd miał dla nas tyle cierpliwości i miłosierdzia.
Na koniec
odmówmy Ojcze nasz.
Medytacja o
własnej śmierci (Łk 16,19-31)
Obraz dla obecnej modlitwy: Mając
świadomość nieuchronności własnej śmierci i doświadczenie uczestnictwa w
umieraniu innych ludzi, wyobraźmy sobie własną śmierć.
Prośba o owoc medytacji: Prośmy o łaskę zgody na własne życie oraz o śmierć przeżywaną w jedności ze Zbawicielem.
Rozmyślanie o
śmierci, o sądzie Bożym, który spotka każdego z nas w chwili śmierci, może nam
pomóc odwrócić się od grzechu. Są różne formy przeżywania medytacji o śmierci.
Gdyby ktoś czul się bardzo zmęczony i trudno byłoby mu skorzystać z ogólnych
uwag tu podanych, to niech przeczyta z książeczki Tomasza a Kempis O
Naśladowaniu Chrystusa księgę I - rozdział 23: Rozmyślanie o śmierci. A gdyby
chciał pogłębić ten temat, to może przeczytać następny rozdział - 24: Sąd i kara
za grzechy.
1. Bogacz i Łazarz
Pan Jezus ukazuje w tej przypowieści postawę człowieka wobec śmierci. Bogacz, który jest potępiony ma jeszcze braci, którzy żyją. I mówi: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki (Łk 16,27n). A wtedy ojciec Abraham mu odpowiada: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą (Łk 16,31). Czasem wydaje nam się, że gdyby przyszedł któryś z umarłych i nam powiedział prawdę, to może wtedy byśmy się naprawdę nawrócili.
Jeżeli nie
potrafimy zmienić swojego życia przebywając tyle razy ze Słowem Bożym, patrząc
na pewne wydarzenia czy na śmierć różnych ludzi, to gdyby nawet jakiś zmarły
przyszedł i powiedział, jak tam jest, żylibyśmy tak jak dawniej. Najwyżej
wywołałoby to w nas chwilowy szok - nic więcej. Czyli nawrócenie dokonuje się
gdzie indziej - przez rozpamiętywanie prawdy o życiu. A właśnie fakt
rozpamiętywanej śmierci może nasunąć dużo refleksji o życiu.
2. Chwila śmierci
Co wypływa z faktu śmierci? W chwili śmierci człowiek inaczej patrzy na wszystko, na wszystkie problemy. I wtedy jedna prawda jest najważniejsza: w życiu naprawdę liczy się tylko to, co było uczynione z miłością Boga i z miłością bliźniego. Wszystko inne nie ma żadnego znaczenia, po prostu nie przetrwa próby śmierci.
Wyobrażę sobie, że dzisiaj mam umrzeć. Spróbuję napisać (naprawdę, albo w myślach) coś w rodzaju testamentu dla moich przyjaciół. Tytuły jego rozdziałów mogłyby być następujące:
· Rzeczy, które lubiłem w życiu
- które smakowałem...
- na które patrzyłem...
- których zapach czułem...
- które słyszałem...
- których dotykałem...
· Przeżycia, które ceniłem...
· Idee, które mnie wyzwoliły...
· Mniemania, które odrzuciłem...
· Przekonania, na których budowałem swoje życie...
· Sprawy, dla których żyłem...
·W szkole życia nauczyłem się tak oto patrzeć na:
- Boga...
- świat...
- człowieka...
- Jezusa Chrystusa...
- miłość...
- religię...
- modlitwę...
- pracę…
· Ryzyko, na jakie się wystawiałem... i niebezpieczeństwa, na jakie się narażałem...
· Cierpienia, które mnie zahartowały...
· Lekcje, jakich udzieliło mi życie...
· Wpływy, które ukształtowały moje życie (osoby, zajęcia, książki, wydarzenia)..
· Teksty, które rzuciły światło na moją drogę...
· To, czego w życiu naprawdę żałuję...
· Moje życiowe osiągnięcia...
· Osoby mające szczególne miejsce w moim sercu...
· Pragnienia, które się nie spełniły...
Na zakończenie prośmy Jezusa, abyśmy wybierali zawsze to, co ma wartość nieprzemijającą, z czego będziemy cieszyć się niezależnie od upływu czasu.
Na koniec
medytacji odmów Ojcze
nasz.
Sąd
ostateczny – wszystkiego, czego nie uczyniliście (Mt
25,31-46)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy
sobie, że z prawdą całego naszego życia stajemy przed Jezusem, który jest
Zbawicielem, Panem i Sprawiedliwym Sędzią.
Prośba o owoc modlitwy: Poprośmy o
łaskę wiary w Bożą Sprawiedliwość i przyjęcie Miłości
Miłosiernej.
Każdy z nas w
chwili śmierci stanie oko w oko z Jezusem Chrystusem. Bardzo ważne jest, abyśmy
w modlitwie zrozumieli, że w oczach Bożych liczy się tylko prawda. Tylko to jest
prawdziwe, jak Bóg widzi i jak Bóg osądzi. My tak często dbamy o wzgląd ludzki.
Zależy nam na tym, by ludzie dobrze o nas myśleli i mówili, a nie zależy nam na
tym, jaki sąd wydaje o nas w danej chwili Bóg. Natomiast naprawdę liczy się to,
co Bóg o nas mówi i myśli. Tutaj właśnie dotykamy problemu grzechów. Tak często
coś ukrywamy, czy udajemy przed innymi, a nasze myśli, uczucia, życie osobiste
tak bardzo odbiegają od prawdy. Dlatego warto chociażby w rozmyślaniu przybliżyć
sobie ten moment, kiedy staniemy w prawdzie przed Jezusem - naszym Sędzią. Tam
nie będzie żadnego tłumaczenia, tzn. wywracania wszystkiego do góry nogami.
Trzeba więc, by naprawdę przypatrzeć się, czy nie jesteśmy faryzeuszami. Na
zewnątrz - tak, a wewnątrz - inaczej. To jest wielka prawda o
nas.
1. Dar
Żyjąc dzisiaj,
możemy wpłynąć na sąd Boga o nas. Jeżeli dotychczas nasze życie było naprawdę
dalekie od Boga, było bardzo grzeszne – teraz możemy je naprawić. Tylko te
momenty są wartościowe w naszym dniu, które czynią nasze życie darem dla Boga i
dla ludzi; gdy od tej chwili zaczniemy czynić z wszystkiego dar dla Boga i dla
drugich, to nawet gdyby całe nasze dotychczasowe życie było jednym pasmem zła,
to od tej chwili naprawiamy je. Taka jest prawda o naszym życiu w obliczu sądu
Boga w momencie śmierci – czynić siebie darem dla innych.
2. Sąd Ostateczny - Miłość
Boga
Sąd Ostateczny - kiedy wszystkie ludy, narody i każdy człowiek stanie przed obliczem Jezusa. Przypomnijmy sobie te sceny z Ewangelii, w których Jezus występuje jako sędzia. Po co jest ten sąd? Przecież wystarczyłby ten sąd, który dokonuje się nad każdym człowiekiem w chwili śmierci. Nie, nie wystarczy. Dlaczego?
Wszyscy ludzie
muszą zobaczyć, jak Bóg kocha każdego człowieka. Ponieważ dzisiaj jest to
zakryte. Dlatego tak wielu ludzi nie wierzy w ogóle, albo odrzuca Boga. Dlatego
musi się stać sprawiedliwość miłości Boga i wszyscy ludzie muszą to zobaczyć.
Wtedy nastąpi tryumf miłości Boga. Dobrzy uznają i będą wiecznie dziękować Bogu
za to, co uczynił dla nich. Zobaczą ogrom miłości Boga. Ale muszą także uznać to
ludzie odrzuceni - czyli ci, którzy sami siebie skazali na odrzucenie. Muszą
zobaczyć jak wzgardzili Bogiem, który do końca darzył ich Swoją miłością. I
dlatego Sąd Ostateczny jest objawieniem miłości Boga do świata.
Wtedy każdy
człowiek zostanie odkryty. Ukaże się kim człowiek był naprawdę. Można tutaj
zastosować słowa Jezusa - Nie ma
bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione (Mt 10,23). My
jeszcze dzisiaj możemy wiele rzeczy kryć; nawet pod płaszczykiem pobożności i
dobra możemy kryć wielkie niegodziwości. Ale pomyślmy, że jeśli to jest znane
już dzisiaj przed Bogiem, to w dniu Sądu Ostatecznego wszystko wyjdzie na jaw. A
człowiek tak bardzo zabiega o dobrą opinię.
Jesteśmy
przyzwyczajeni do obrazu Jezusa dobrego, miłosiernego. I to jest prawda. Ale
musimy przyjąć też rzeczywistość, że ten Jezus jest sprawiedliwym
sędzią.
Podsumowując te refleksje, Stańmy przed Jezusem, który będzie naszym Sędzią. Spójrzmy w oczy Jezusa i pozwólmy, aby Jego oczy patrzyły na mnie.
Jeżeli dzień po dniu będziemy szczerze się zabiegać o Jego Królestwo, to nie musimy obawiać się Jego wzroku w dniu Sądu.
Na zakończenie odmówmy Ojcze nasz.
Prawdziwe i
fałszywe nawrócenie (Oz 6,1-6)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy
sobie siebie na rozstaju dróg. Drogowskaz określa jedną drogę jako trasę
wyznaczoną przez Boga i Jego Słowo. Ona jest nam mało znana, spodziewamy się, że
mogą na niej wystąpić trudności, ale za wyborem tej drogi stoi autorytet
wskazującego, który mówi, że ona właśnie prowadzi do celu. Druga, przynajmniej
na początku, wydaje się znajoma, swojska, ale drogowskaz ostrzega, że prowadzi
do innego, niż upragniony przez nas, celu.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o
zaufanie do Boga i tego, co On proponuje; prośmy o pragnienie
świętości.
1. „Nawrócenie”
faryzejskie
To postawa, która nie jest odwróceniem się od grzechu, od swojego egoizmu, a jedynie dostosowaniem się do opinii ludzi. Osoba nie chce „wychylać się”, woli nie narażać się na krytykę. Ubiera maskę pobożności, która ma zapewnić jej przychylność środowiska.
Dobre
samopoczucie zapewnia tej osobie porównywanie się z innymi. Robi tak często, aby
znaleźć alibi dla swoich decyzji: „są gorsi ode mnie, ... a on to tak postępuje,
...”.
Pozorne
nawrócenie nie jest życiem w „Jego obecności”. To raczej życie wśród przepisów,
reguł, błędnych wyobrażeń Boga. Takiego Boga, którego można kupić za pobożne
praktyki, ofiary. Osoba taka jest niedostępna dla jakiejkolwiek zmiany.
Manipuluje Bogiem, próbuje wykorzystywać Go do swoich celów, zamiast poddania
się „obróbce”, ociosywaniu przez Boga, przez Jego Słowo. Usiłuje wykorzystywać
Go jako uzasadnienie swoich racji, poglądów, filozofii, która nie ma nic
wspólnego z Bogiem.
2. Nawrócenie prawdziwe
Po dwu
dniach przywróci nam życie, a dnia trzeciego nas dźwignie i żyć będziemy w Jego
obecności. Do prawdziwego
nawrócenia musimy iść przez śmierć. Musimy pozostawić to, co nas wiąże,
zniewala. To oderwanie, oczyszczenie jest bolesne - tym bardziej, im bardziej
jesteśmy przywiązani do starego człowieka w nas. Mamy umrzeć dla siebie i swojej
woli, dla swojej chwały, pragnień, planów, a otworzyć się na te, które Duch
Święty będzie chciał złożyć w naszych sercach. Oznacza to podjęcie walki z
lękiem o siebie, prowadzącym do ponownego zamknięcia się, zwłaszcza w sytuacji,
gdy coś nie będzie się działo według naszych przewidywań i powoduje panikę i
chęć ponownego ukrycia się. Potrzeba tu ciągłego rozeznawania, dostosowania się
do zmieniającej się sytuacji, gdyż daję się prowadzić po drogach, których nie
znam, otwieram się na to, co nowe.
Nasze nawrócenie jest dziełem Boga, a nie jedynie owocem naszego własnego wysiłku. Jest otwarciem się na dar, przyjęciem daru. Jest odkryciem, że od zawsze jesteśmy kochani miłością, która stwarza nas na nowo.
3. Gotowość przemiany
Prawdziwemu
nawróceniu towarzyszy gotowość wewnętrznej przemiany. I nie chodzi tu jedynie o
naturalną skłonność do pracy nad sobą, do dobrze rozumianego rozwoju
całokształtu naszej osobowości na płaszczyźnie czysto ludzkiej. Chodzi o
pragnienie stania się nowym
człowiekiem w Chrystusie, o wewnętrzną gotowość do tego, by zwlec z siebie dawnego człowieka i
stać się kimś całkowicie innym. O odkrycie, że rana zadana nam przez
grzech nie może być uleczona jedynie naszymi ludzkimi siłami. Do tego
potrzebujemy oczyszczenia, przeobrażenia, którego nie może nam dać nasz
naturalny wysiłek moralny.
Niewolnik nie może sam siebie wyzwolić. Może to uczynić jedynie ktoś, kto sam jest wolny. Tylko Chrystus może nas całkowicie przemienić i uczynić nowymi ludźmi. Aby to się dokonało, z naszej strony musi być głębokie pragnienie, aby umrzeć dla siebie samych, dla tego, co było naszym dotychczasowym życiem.
Jezusowe
wezwanie „Pójdź za Mną” wymaga
gotowości do przemiany całkowitej, bezwarunkowej. Nasza gotowość przemiany,
plastyczność, często nie jest całkowita. Jest ograniczona naszymi lękami przed
opinią innych ludzi, lękami przed tym, co moglibyśmy stracić, wyobrażeniami o
tym, czym jest świętość. Z drugiej strony ta nasza gotowość do przemiany nie
oznacza plastyczności w ogóle, gotowości na zmiany w jakimkolwiek kierunku.
Chodzi raczej o to, aby dać się kształtować Chrystusowi, a jednocześnie być
odpornym na zmiany, które powodowałyby nasze oddalanie się od
Niego.
Módlmy się o zaufanie do Boga i Jego miłości, o to, abyśmy umieli poddać się prowadzeniu Ducha Świętego, temu co On nam ukaże jako dobre dla nas, dla naszego uświęcenia. Prośmy też o samo pragnienie świętości.
Na zakończenie
odmówmy Ojcze nasz.
Kobieta,
która bardzo umiłowała (Łk 7,36-50)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobrażę
sobie swoją obecność w domu Szymona faryzeusza oraz spotkanie Jezusa z wielu
gośćmi.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o dar
miłości wdzięcznej i łaskę wiary w miłość miłosiernego Boga.
1. Widzisz tę
kobietę?
Wejście
kobiety prowadzącej grzeszne życie do
domu faryzeusza musiało być niezwykle trudne. Nie była oczekiwana, może
obawiała się, że zostanie wyproszona. Dla publicznie znanej grzesznicy stanięcie
przed gronem surowych sędziów-skłonnych do potępiania faryzeuszy-wymagało
wielkiej determinacji. Tylko jedno wyjaśnia ten akt odwagi serca i woli -
obecność Jezusa. Ta kobieta już wie, z kim pragnie się spotkać. Lęk przed ludzką
opinią nie miał już tak zniewalającej mocy, bo ponad wszystko stanęła potrzeba,
konieczność uzdrowienia życia pełnego bólu pogardy.
Rozważamy wydarzenie opisujące sytuację każdego człowieka doświadczającego potrzeby powrotu do Boga. Jedną z przeszkód na tej drodze jest zawsze lęk przed oceną faryzeusza. Mieszka on w każdym, kto zgadza się na trwanie w grzechu, ale zarazem jakoś próbuje obronić przed sobą samym przekonanie o własnej niewinności. Jezus przyjmuje zaproszenie faryzeusza i przybywa do jego domu. Gdy jeszcze nie żyjemy w blasku Prawdy, gdy jeszcze mieszka w nas kłamstwo i nie potrafimy przyjąć od Boga prawdy o naszym życiu - Jezus mimo to przyjmuje zaproszenie do naszego serca: przychodzi, aby się z nami spotkać. Wobec tej łaski możliwe są wszakże dwie postawy: jedną oddaje kobieta grzeszna, w drugiej odnalazł się faryzeusz widzący grzeszność ... u innych. Zmierzyć się z tym doświadczeniem to także zdobyć się na podobną odwagę, jaką wyraża postawa kobiety.
Pierwsze
chwile spotkania grzesznika z Jezusem upływają w milczeniu. Jest za to płacz
żalu nad zmarnowanym życiem, łzy oblewające stopy Zbawiciela. Czy umiemy sobie
wyobrazić siebie w tej sytuacji? O jakże mniejsze sprawy wyciskały mi łzy z
oczu? Może to były łzy bólu, a może żalu - za kimś lub za czymś utraconym.
Niekiedy ludzie płaczą z gniewu. Jednak łzy żalu grzesznika mają inny smak. Czy
rozpoznaję ten smak, czy go pragnę?
W tym miejscu
jest też czas okazania hojności serca - alabastrowy flakonik olejku był sporym
wydatkiem i trzeba zapytać jaką hojnością serca pragnę wyrazić Bogu moją miłość.
Dla płaczącej kobiety usłyszany głos Nauczyciela był wezwaniem do okazania
odpowiedzi na Jego bezwarunkową miłość. Była tego pewna, dlatego odważyła się
przyjść. Nie wiemy jakie usłyszane słowa tak bardzo poruszyły jej serce. Jakie
przekonały serce, że On Jest, że jest uzdrawiającym
przebaczeniem?
2. Który bardziej
miłował?
Dla osoby
powszechnie znanej z grzesznego życia odwaga popełniania tych czynów stała się
teraz odwagą publicznego przyznania do miłości Jezusa. Namaszcza olejkiem stopy
Jezusa i całuje je, wcześniej oblewa łzami i wyciera swoimi włosami. Ta jawność
powoduje niejawną reakcję faryzeusza - mówi sam do siebie. Wedle swojej logiki
faryzeusz ocenia: «Grzesznik nie powinien dotykać Mistrza». I rozumuje dalej:
«Skoro ten pozwala się dotykać grzesznikowi, nie może być prorokiem». To bardzo
ludzka reakcja. Podobnie Piotr zawoła przy pierwszym spotkaniu z Jezusem: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek
grzeszny. Przesłanka prawdziwa, ale wniosek fałszywy. Ta zasada
zastosowana konsekwentnie uniemożliwiłaby spotkanie z Jezusem każdemu - wszyscy
bowiem jesteśmy grzeszni.
Jeśli potrafimy wyobrazić sobie siebie w rozważanej sytuacji zasiądźmy wśród innych faryzeuszy jako goście w domu Szymona i zapytajmy o tę skłonność. Czy nie zdarzało się i nam oceniać podobnie?
Pan Jezus chce
byśmy wyzbyli się złudzenia i opowiada przypowieść o wierzycielu i dwu
dłużnikach, mówi o Bogu i relacjach jakie tworzymy z Nim oraz bliźnimi. Tak
zatem wszyscy jesteśmy niewypłacalnymi dłużnikami i wszystkim darowane jest
darmowe skreślenie zapisu długu, czyli grzechu. Jakim jestem
dłużnikiem?
Zaproszenie
Jezusa pełne było uchybień wręcz lekceważenia. Podanie wody do obmycia,
pocałunek i namaszczenie należały się tak wyjątkowemu Gościowi i dlatego Pan
Jezus czyni mu wyrzuty, bo został zlekceważony. Tu wydaje się być szczególnie
ważne ustalenie jak przyjmuję Jezusa przychodzącego do mnie - grzesznika - w
Sakramencie Pojednania. Spowiedź pospieszna, powierzchowna, rutynowa, taka za
„50 denarów” nie obudzi poczucia bezmiernej wdzięczności, choćby trochę
przypominającą postawę kobiety pełnej uwielbienia dla Jezusa i to zanim
usłyszała sakramentalne słowa odpuszczone są twoje
grzechy.
Nie wystarczy
zaprosić Jezusa do domu, trzeba uwielbić Jego miłosierdzie w swoim sercu.
Faryzeusz nie wyraża nawet minimum grzecznościowej wdzięczności za przybycie
Jezusa do jego domu, za to człowiek boleśnie świadomy swej grzeszności nie
szczędzi wyrazów uwielbienia, dziękczynienia, pokory.
Widzisz tę kobietę? pyta Jezus
wskazując, że nic z dowodów jej szacunku i pełnego miłości uwielbienia nie uszło
Jego uwagi. To jest wielka lekcja dana po to, byśmy nie zagubili wymiaru
Sakramentu Pojednania przez zbanalizowanie, „oswojenie”,
lekceważenie.
3. Twoja wiara cię
ocaliła
Różnica w
sposobie przyjęcia Jezusa, w istocie różnica w usposobieniu serca wyrażona jest
dobitnie. Odpuszczone są liczne
grzechy, gdy towarzyszy ich wyznaniu wielka miłość Zbawiciela. Naprzeciw
kobiety, która bardzo umiłowała,
stają ci, o których sam Jezus mówi w Ewangelii św. Jana: lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność
aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.
Nie wiemy, czy
faryzeusz Szymon zreflektował się i zdążył przed wyjściem Jezusa z jego domu
poprosić o przebaczenie grzechów. Wśród licznych uczestników tej sceny tylko
kobieta dogłębnie świadoma swojej grzeszności usłyszała Słowo Przebaczenia i
Pojednania.
Pytajmy siebie
- gdzie odnajdujemy się w tej sytuacji?
Pan Jezus
wypowiada i dzisiaj to samo słowo: Odpuszczone są twoje grzechy. Wszakże
kobieta opisana w Ewangelii usłyszała coś więcej. Jezus mówi: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!
Ten pokój pojednanego z Bogiem stworzenia mamy przyjmować i nieść z wiarą
w skuteczność Jego słów całemu światu. Taki jest owoc pojednania.
To rozważanie prowadzi do pytania o moją głębię wiary w konieczność przebaczenia grzechów. Dostrzegamy, że punktem wyjścia, zbliżenia się do Jezusa Miłosiernego jest Jego wielkie umiłowanie. Prośmy o nie na koniec tego rozważania. Prośmy o dar łez - nie tylko emocjonalnego, ale dogłębnie szczerego żalu za lata życia spędzane bez pokoju serca, jakie daje miłość Boga. Prośmy o wytrwanie w tej miłości na wzór ewangelicznej kobiety - ona nie tylko odchodziła z domu faryzeusza pojednana, ona wkraczała do nowego życia.
Na zakończenie
odmówmy Ojcze nasz.
Zacheuszu,
dziś muszę się zatrzymać w twoim domu (Łk
19,1-10)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy
sobie oba miejsca spotkania z Panem. Najpierw zobaczmy Zacheusza siedzącego na
sykomorze. Następnie przenieśmy się do domu Zacheusza i zatrzymajmy się wśród
jego rodziny, przyjaciół i znajomych - wśród nich zagościł sam
Jezus.
Prośba o owoc modlitwy: Prosimy o
uwolnienie od fałszywego obrazu siebie i nieustanną gotowość na przyjęcie
Jezusa.
1. Bardzo bogaty i małego
wzrostu
Zwięzła
charakterystyka Zacheusza nie pozostawia wątpliwości. Jako człowiek zamożny i
dobrze sytuowany (zwierzchnik celników) żył w jakimś poczuciu bezpieczeństwa.
Czy jednak osiągnął wszystko, czy też raczej ciągle jeszcze na coś oczekiwał?
Czy pod zewnętrznym obrazem człowieka zabezpieczonego nie kryje się ktoś
całkowicie inny, zagubiony i niespełniony?
Zacheusz, mimo
swej pozycji społecznej, nie wahał się narazić nawet na pewną śmieszność -
wdrapuje się na drzewo, byle zobaczyć Jezusa! To jego pierwszy krok w stronę
wielkiego spotkania. Jest w tym zapał, żarliwość. Zobaczyć
Jezusa!
Zacheusz jest
nadto człowiekiem małego wzrostu... Łatwo zauważamy przejrzysty zapis nader
częstej sytuacji: nagromadzenie licznych dóbr nie prowadzi do wzrostu
człowieczeństwa w nas. Posiadanie nie wypełnia celu życia.
Zastanówmy
się, przez chwilę, ile jest w nas z postawy Zacheusza? Powracające wątpliwości,
tęsknota za innym wyrazem życia - może nawet krótkie chwile
rozpaczy?
Pomyślmy, o
czym prawdziwie opowiada «los Zacheusza»? Jak rozumiemy życie zorientowane na
nieustanne zdobywanie przewagi w układach, nieustannym - choćby nieświadomym -
taksowaniu: co mogę od ciebie uzyskać?
Czy w takim
świecie możliwe jest prawdziwe spotkanie bliźniego?
2. Aby móc Go
ujrzeć
Tego ranka
Zacheusz porzuca dotychczasowe zajęcia, ukształtowany latami tryb życia.
Wspinanie się na drzewo kłóci się z godnością człowieka, który obnosi swe
przekonanie, że osiągnął prawie wszystko. Co każe i nam przekroczyć bezpieczne
granice codziennej rutyny? Co jest rzeczywistym impulsem płynącym ze sfery
nowego życia? Odpowiedź znajdujemy w Ewangelii: Jezus wszedł do Jerycha i
przechodził przez miasto.
Są chwile
niepowtarzalne w życiu człowieka, każdy je otrzymuje. Niekiedy wymagają
zdecydowanie niekonwencjonalnego postępowania. Poważany zwierzchnik
celników wspinający się na drzewo w każdym innym momencie byłby tylko śmieszny.
Teraz jednak wszystko podporządkowane jest jednemu: zobaczyć
Jezusa!
Nic więcej się
nie liczy. Prawdziwe pragnienie spotkania z Jezusem wyzwala od wielu krępujących
konwenansów; przede wszystkim fałszywego obrazu siebie. To pragnienie niech nam
towarzyszy w tym rozmyślaniu.
Dostrzegamy
przecież, że Jezus zauważa natychmiast ten akt dobrej woli - choć otoczony
tłumem, dostrzega Zacheusza tkwiącego na drzewie: Zejdź prędko
wyraża zachętę do opuszczenia pozornie tylko dobrze wybranego miejsca
obserwacji. Nie o obserwowanie przechodzącego Jezusa bowiem chodzi, to zbyt
łatwe i mało angażujące. Zejdź prędko oznaczać może polecenie opuszczenia
sztucznej pozycji obserwatora, sztucznej pobożności. Albowiem dziś muszę
zatrzymać się w Twoim domu.
3. Chcę być w twoim
domu
Oczekiwania
Zacheusza nie biegły aż tak daleko. Muszę się zatrzymać w twoim domu. W
sercu tego słowa zawiera się odwieczny cel i sposób działania Boga; zatrzymania
się w domu, w wewnętrznym domu człowieka prowadzi do zjednoczenia w
Miłości.
Wybierając się na poszukiwanie Boga musimy liczyć się z zaskakującymi Jego odpowiedziami.
Zacheusz «pragnął» zobaczyć Jezusa. Ale to Jezus spojrzał na niego, «odnalazł» go w tłumie.
To
odnalezienie wcale nie narusza wolności i autonomii człowieka. Nadal Zacheusz
pozostaje człowiekiem interesu – jednak jego nawrócenie dotyczy także sfery
pieniędzy, zrozumiałe, że teraz inaczej będzie się z nimi obchodził. Skoro Jezus
zamieszkał w jego domu, nowe stają się także wymiary spotkania z drugim
człowiekiem. Oparte są one na miłości, prawdzie i
sprawiedliwości.
4. Przyjął Go
rozradowany
Prawdziwemu
doświadczaniu żywej obecności Boga towarzyszy radość. Zacheusz uczyni wszystko,
aby dzień ten na zawsze zapisał się w trwałej pamięci wszystkich domowników. Sam
nie posiada się ze zdumienia - w końcu Jezus mógł wybrać każdy inny
dom…
Ale wybrał jego dom. Patrząc tak postarajmy się zrozumieć, że Jezus nieustannie wybiera dom naszego serca, aby tu właśnie się zatrzymać. Ten wybór jest zawsze jakoś nieodgadniony, zaskakujący.
Poznanie tego
wyboru przynosi radość. Prawdziwa radość jest darem, wobec którego niczym stają
się dotychczasowe radości.
Wszystko staje
się innym.
5. Dziś zbawienie stało się udziałem tego
domu
Dla Zacheusza
obecność Jezusa znaczy równocześnie odkrycie innego świata. Po latach jego serce
jest poruszone.
To co się
stało, Jezus nazywa z radością: oto zbawienie - On sam - poprzez spotkanie i
odnalezienie Zacheusza, weszło do jego domu, stało się jego udziałem. Taką mocą
obdarowuje Bóg nawróconego człowieka. Radość ta jest radością odnalezionego syna
marnotrawnego. Po długim oczekiwaniu, po całych dziesiątkach lat, spełniła się
zapowiedź - Zacheusz (Zakkai) oznacza „Uniewinniony”!
W obrazie tym
znaczące jest przeprowadzenie Zacheusza z mało wygodnej i zgoła nienaturalnej
pozycji (zejdź prędko z drzewa) do własnego domu. Pobożność nienaturalna
każe wspinać się na wybrane przez siebie miejsca skąd, jak sądzimy, lepiej widać
Jezusa. Ale On chce zamieszkać w naszym domu, domu naszego życia, tam gdzie
spotykamy się i współżyjemy z innymi.
Prośmy Jezusa,
aby i nam, dane było usłyszeć owe „zaproszenie się” Pana do naszego życia.
Prośmy równocześnie o dar radości odkrycia nowej umiejętności obcowania z całym
stworzonym światem. Życie w królestwie Bożym to radosne dzielenie z innymi
prawdziwego Daru Życia. Prośmy także o szczery zachwyt nad tak zdumiewającą
przemianą życia zagubionego wśród pozornych celów i wartości w życie nowe,
odnalezione w Bogu. Na końcu tego rozważania dziękujmy Bogu za to, że Syn
Człowieczy przyszedł na świat szukać i zbawić to, co zginęło.
Stanę w tej rozmowie przed Jezusem z gotowością wprowadzenia Go do domu mojego życia. Niczego nie chcę ukrywać. Podziękuję serdecznie za to, że Jezus szuka mnie nieustannie, na wszystkich drogach mojego życia.
Na zakończenie
odmówmy Ojcze nasz.
Miłosierny
Ojciec i jego dzieci (Łk 15,11-32)
Obraz dla obecnej modlitwy: Wyobraźmy
sobie spotkanie między ojcem a powracającym po długiej nieobecności
synem.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o
doświadczenie spotkania z Miłosiernym Ojcem.
1. Odejście syna
Spróbujmy
zobaczyć najpierw młodszego syna. Niesprawiedliwie, przedwcześnie żąda tego, co
mu się należało dopiero po śmierci ojca - majątku. Jest niecierpliwy, pragnie
szybko rozpocząć życie na własny rachunek. Być może dla niego ojciec już nie
żyje, nie liczy się w jego życiu.
Ojciec z
pewnością przewiduje, przeczuwa, że sprawy przybiorą iły obrót. Miłość do syna przejawia
się jednak w wielkim zaufaniu do
niego, w gotowości dania mu szerokiej przestrzeni wolności w podejmowaniu własnych
decyzji.
Z daleka od
domu ojca, młodszy syn realizuje swoje ukryte dotychczas pragnienia: chciał
przyjemnie, beztrosko przeżyć swoje życie. Ujawnia się jego niczym nie skrywany
egoizm, myślenie tylko n sobie. W zabawach i hulankach nierozważnie traci cały
swój majątek.
Początkowo
otaczają go kupieni za pieniądze „przyjaciele”, ale wraz z kurczeniem się
zasobów portfela, także oni odwracają się od niego, ich liczba maleje, aż w
końcu nasz bohater zostaje sam, opuszczony przez wszystkich.
Teraz na
osobisty kryzys tego człowieka nakłada się kryzys gospodarczy: nastał ciężki głód w owej krainie.
Ujawnia się jego brak roztropności - człowieka nie przewidującego
konsekwencji swojego działania dosięga cierpienie: brak środków do życia, głód,
upokorzenie. Z konieczności najmuje się do pracy i to tej najgorszej,
najbardziej dla Żydów poniżającej - przy hodowli świń uznawanych przez nich za
zwierzęta nieczyste. Jednak
nawet tam jest uzależniony od innych i nie może jeść swobodnie i do syta
pokarmu, którym żywiono świnie.
Sytuacja
kryzysowa sprawia, że człowiek dostrzega potrzebę i możliwość (a nawet wręcz
konieczność) zmian. Poniżony cierpieniem zapomina o swojej dumie, gotów uznać
swój błąd i wrócić do ojca.
2. Powrót
Motywem
powrotu nie jest, jak może oczekiwalibyśmy, miłość do ojca, tęsknota za nim, czy
pragnienie naprawienia wyrządzonego zła. Powód jest bardziej prozaiczny: wraca,
ponieważ jest głodny, ponieważ cierpi i nie widzi już żadnego innego wyjścia z
beznadziejnej sytuacji.
Boi się
przewidywanego spotkania z ojcem. Ze zwielokrotnioną siłą wraca świadomość
popełnionego zła. W konsekwencji nie uważa się już za godnego miana syna, ma
jedynie nadzieję, że ojciec nie odmówi mu posady robotnika
najemnego.
Tymczasem
wracającego syna czeka niespodzianka: okazuje się, że ojciec nigdy nie przestał
na niego czekać. Raczej przez te wszystkie lata wypatrywał syna, wychodząc na
drogi, czy nie ujrzy go wracającego z daleka. Tak samo czeka i dziś, nie
rezygnuje, i właśnie dzisiaj jego nadzieje zostają spełnione. Ojciec pierwszy
dostrzega syna: A gdy był jeszcze
daleko, ujrzał go jego ojciec. Tęsknotę i oczekiwanie ojca ujawnia jego
wzruszenie na widok syna.
Zauważmy, jak
ojciec obejmuje, przygarnia syna gestem pełnym czułości, serdeczności. Nie
pozwala mu dokończyć starannie przygotowanego przemówienia. Przerywa mu je, aby
jak najszybciej przekonać go o swoim przebaczeniu i o całkowitym, pełnym
przywróceniu go do łask. Każe przynieść mu suknię, sandały i pierścień - symbole
pozycji, godności, autorytetu dziedzica.
Zapominając o przeszłości, ojciec wydaje sługom polecenie przygotowania uczty. Pragnie dzielić się z innymi swoją radością odzyskania syna.
Prośmy i my o
przeżycie radosnego spotkania z Miłosiernym Ojcem. Pozwólmy, aby i nas objął
swoim ramieniem, przytulił. Dostrzeżmy miłość Boga, który nie brzydzi się nami z
powodu naszych grzechów, ale uznaje nas ponownie za swoje dzieci.
3. Miłosierny ojciec w relacji ze starszym
synem
Powracający z
pola starszy syn zastaje cały dom odmieniony. Początkowo nie rozumie sytuacji i
zastanawia się, co mogłoby wywołać takie poruszenie. Prosi jednego ze sług o
wyjaśnienie. Okazuje się, że powodem całego zamieszania jest powrót jego brata.
Ta dobra zdawałoby się wiadomość nie spodobała się jednak starszemu bratu.
Reaguje złością i gniewem. Odmawia wejścia do domu i dołączenia do grona
ucztujących.
Ojciec
wychodzi tak jak poprzednio do młodszego, tak teraz do starszego syna. Znów to
on ma inicjatywę. Nie zostawia syna samego z jego buntem, ale niejako upokarza
się przed nim, prosi go, zachęca, tłumaczy mu.
Tymczasem syn
nie daje się łatwo przekonać. W prosty sposób porównuje postępowanie swoje i
brata: tamten wzgardził ojcem i wyjechawszy daleko roztrwonił cały majątek, a ja
tyle lat ci służę i nigdy nie
przekroczyłem twojego rozkazu.
Jest też zazdrosny o względy, jakie brat ma u ojca, wyrzuca ojcu jego miłość. Mówi: Ten syn 'twój, zamiast: mój brat. Zazdrość objawia się w smutku, jest to smutek z cudzego sukcesu.
Wyraźnie widzimy, że starszy brat nie jest zdolny do tego, by cieszyć się radością innych. Pozwala, by zapanował nad nim żal. Pogrąża się w ten sposób w osobiście wybranej samotności, niejako wystawiając się na działanie złego ducha. To wewnętrzne odcięcie się od innych izoluje go także od możliwości uzyskania od nich pomocy.
Starszy brat
nie miał dobrych relacji z ojcem. Formalnie był mu posłuszny, ale nie akceptował
jego sposobów działania, metod, postaw, nie był w stanie zaakceptować
miłosierdzia ojca i jego skutków. starszy brat okazuje się niezdolny do miłości
- w jej miejscu widzi prawo.
Potrzebuje
odkrycia, że także on powinien się nawrócić. Widzi bowiem siebie jako jedynego
sprawiedliwego, dobrego, który nie potrzebuje nawrócenia. Miłość ojca mu to
ułatwia, podprowadza go - może nigdy wcześniej nie miał okazji tak kontrastowo,
jaskrawo zobaczyć różnicy między swoją postawą, a postawą ojca, jego
dobrocią.
Święty Paweł
wzywa także nas: Radujcie się zawsze w
Panu, jeszcze raz powtarzam: radujcie się. Normalną postawą
chrześcijanina powinna być radość. Ktoś słusznie, jak się wydaje, powiedział, że
radość jest takim naturalnym egzorcyzmem chroniącym nas od wpływu złego ducha.
To on bowiem jest jedynie zawsze smutny. Szczególnie warta świętowania jest
okazja powrotu do Boga kogoś, kto - może po wielu latach rozłąki z Nim - nawraca
się.
Prośmy o głębokie przeżycie miłości przygarniającego nas Ojca. Prośmy też o radość, która dostrzec sukcesy innych ludzi i cieszyć się nimi.
Na zakończenie
odmówmy Ojcze nasz.
Stając pod
krzyżem
„Wyobrażając sobie Chrystusa, Pana
naszego obecnego i wiszącego na krzyżu rozmawiać z nim [pytając go], jak to on,
będąc Stwórcą, do tego doszedł, że stał się człowiekiem, a od życia wiecznego
przeszedł do śmierci doczesnej i do konania za moje grzechy. Podobnie patrząc na
siebie samego pytać się siebie:
Com ja uczynił dla
Chrystusa?
Co czynię dla
Chrystusa?
Com powinien uczynić dla
Chrystusa?
I tak widząc go w takim stanie
przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie” (ĆD
53).
Obraz dla obecnej modlitwy:
„Wyobrażając sobie Chrystusa, Pana naszego, obecnego i wiszącego na krzyżu
rozmawiać z Nim [pytając Go], jak to On, będąc Stwórcą, do tego doszedł, że stał
się człowiekiem, a od życia wiecznego przeszedł do śmierci doczesnej i do
konania za moje grzechy” (ĆD 53).
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o łaskę
poznania, co objawia nam krzyż Chrystusa. Prośmy o wewnętrzne oświecenie, by
poznać: Co uczyniliśmy dla Chrystusa? Co czynimy dla Niego? Co powinniśmy dla
Niego uczynić?
1. Co uczyniłem?
Jest ono szczególną okazją, by głębiej poznać siebie, by odkryć prawdę o naszej sytuacji wewnętrznej. Patrzenie na krzyż Chrystusa zmusza do postawienia sobie szczerego pytania, jak ta męka Jezusa dotyka naszego życia? Czy w jakiś sposób jesteśmy za to odpowiedzialni?
Patrzenie na
Krzyż, kontemplowanie Go i stawianie pytania: «Co uczyniłem dla Jezusa?»,
pozwala nam wejść w siebie i zobaczyć, jaki jest nasz udział w męce Jezusa. Nie
możemy powiedzieć, że „tylko inni są winni, a my nie mamy z tym nic wspólnego”.
Ewangelie pokazują, że winni są wszyscy. Nie tylko Żydzi, którzy najlepiej byli
przygotowani na przyjęcie Mesjasza, nie tylko uczeni w Prawie i faryzeusze, ale
również ci, którzy stali na dziedzińcu Piłata i krzyczeli: «Ukrzyżuj Go!» (Mk 15,13n). Również
Apostołowie mają j udział w tej zbrodni, bo jeden zaparł się Jezusa, drugi go
wydał, inni pouciekali. Także i my, którzy w sposób fizyczny, nie
uczestniczyliśmy w Męce Jezusa, w jakiś tajemniczy sposób przyczyniliśmy się do
tej śmierci.
W jaki sposób
mamy swój udział w krzyżu Jezusa? Najpierw przez grzechy, które są wypisane na
ukrzyżowanym ciele Jezusa. On to dla
nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się staliw Nim
sprawiedliwością Bożą (2 Kor 5, 21). Jest to prawda dogmatyczna, że Jezus
obarczył się naszymi grzechami, że jest tym Barankiem, który gładzi grzechy
świata, a więc i nasze grzechy. W jaki sposób mamy jeszcze udział w śmierci
Jezusa? Również przez to, że poprzez swoje grzechy niszczyliśmy życie Jezusa,
które otrzymaliśmy na chrzcie świętym. Otrzymaliśmy od Boga wspaniały dar,
którym jest życie wieczne, życie samego Jezusa i własnymi rękami to życie
niszczyliśmy poprzez pychę, egoizm i wiele innych grzechów w całym życiu.
Dlatego możemy wyznać przed Ukrzyżowanym: «To ja doprowadziłem Cię do tego
stanu!»
«Co uczyniłem
dla Chrystusa? Wyprosiłem ułaskawienie zabójcy i zabiłem Dawcę życia» (por. Dz
3,14n).
2. Co czynię?
Pytanie: «Co
czynię?» - pomaga nam uświadomić sobie konieczność przejścia drogi nawrócenia,
która rozpoczyna się od zdemaskowania „starego człowieka”, który w nas istnieje,
rozpoznania całego bezmiaru zła, do którego jest zdolny „stary człowiek”
odłączony od Boga.
«Co czynię dla
Chrystusa?» Razem z prorokiem Izajaszem (52,13-53,12) wpatrujmy się w Sługę
Jahwe, który obarczył się naszym
cierpieniem, który został zeszpecony tak, iż mieliśmy go za nic. On dźwigał
nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i
zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy.
Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze
zdrowie.
Kontemplacja
Jezusa Ukrzyżowanego dotyka naszego serca i sprawia, że nie mamy nic na swoją
obronę. Nie potrafimy przed Nim usprawiedliwić swojego postępowania, ale stajemy
pokorni, zdumieni niewypowiedzianą miłością do nas. To jest właśnie największe
orędzie, które przychodzi do nas z Krzyża, że nas, grzeszników Bóg kocha. Ta
najwspanialsza prawda o miłości Boga do nas jest prawdą, za którą tęsknimy
najbardziej. Bo przecież nikt nas nie kocha do takich granic. Miłość, która
objawiona zostaje w Krzyżu Jezusa, jest jedynym światłem, które może rozjaśnić
wszystkie ciemności, jest tym płomieniem, który może nas rozgrzać, wlać w serce
nadzieję, dać siłę, abyśmy mogli kroczyć dalej, byśmy się nie załamali, nie
czuli niepotrzebnym stworzeniem w tym okrutnym świecie. W tym świecie pojawiła
się miłość, której światło jest potężniejsze od światła Słońca, miłość, której
na imię Jezus. Ta prawda głęboko przenika nasze wnętrze; możemy poczuć, że teraz
naprawdę istniejemy, ponieważ jest ktoś, kto nas kocha za darmo, kto nie odbiera
wolności, kto nami nie manipuluje, nie okłamuje, ale przyjmuje takimi, jakimi
jesteśmy w całej naszej poranionej rzeczywistości.
«Co czynię dla
Jezusa? Dziękuję Mu za to. Zachwycam się taką miłością, rozkoszuję się nią,
kosztuję, jak dobry i słodki jest Pan (por. 1P 2,3). Podchodzę do tego Drzewa
Życia i słyszę słowa: Skosztujcie i
zobaczcie jak dobry jest Pan» (Ps 34,9). Na tym właśnie drzewie wisi
Owoc, który mogę dotknąć, skosztować, zerwać, który nie przynosi śmierci, ale
życie.
«Co czynię dla
Chrystusa? Wierzę, że taka miłość jest jedyną prawdą świata, że taka miłość
wszystko zwycięży, chociaż nawet przeminą wiara i nadzieja, taka miłość będzie
trwać wiecznie, taka miłość jest fundamentem całego kosmosu, całej historii.
Jest również fundamentem mojego życia, bo na takim fundamencie chcę budować moje
życie».
3. Co powinienem uczynić dla
Chrystusa?
Jeśli
pozwoliliśmy się osądzić Krzyżowi, jeśli pozwoliliśmy, by miłość Chrystusa
Ukrzyżowanego zachwyciła nas, to odpowiedź na to pytanie jest
prosta.
«Pragniemy, abyś przeniknął nas taką samą miłością, byśmy kochali podobnie». Chcemy uczyć się miłości w szkole Jezusa, a tą szkołą jest Kościół z całym bogactwem pomocy i narzędzi, by do takiej miłości nas prowadzić. Kiedy ludzie słuchający Piotra w Dzień Pięćdziesiątnicy zapytali: «Cóż mamy czynić, bracia?» - Piotr im odpowiedział: «Nawróćcie się» (Dz 2,37n).
Nawrócić się
to wejść w pewną logikę Ewangelii, która jest innym sposobem patrzenia na świat,
na historię, na życie. Nawrócić się, to iść drogą pewną, w Kościele. Wspólnota
ta ma wspaniałe narzędzia nawrócenia: Słowo Boże, sakramenty, dar Ducha
Świętego, którego w Kościele udziela Jezus. Bez tego największego Daru, jakim
jest Duch Święty niemożliwe jest trwanie w szkole, uczenie się
miłości.
«Co powinienem
uczynić dla Chrystusa? Pragnę twego Ducha Panie». Prośmy o Niego, nieustannie
błagajmy Jezusa, by dał nam swego Ducha, by On nas przeobraził ze „starego” w
„nowe stworzenie”, by wyrył w nas obraz Jezusa, byśmy stali się Jego ikoną. «Co
mam uczynić dla Chrystusa?» Wierzyć, że to jest możliwe, że sensem życia jest
dojście do takiej miłości, jakiej Jezus Chrystus już nam udzielił. A nie wątpmy,
wierzmy, tak jak to uczyniła Maryja, która w obliczu wielkiej obietnicy, że
stanie się Matką Jezusa nie wątpiła, ale powiedziała: «Fiat».
Rozmowę końcową, ujmując ją trafnie, należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jaką łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły li uczynek, już to zwierzając się mu ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę.
Na zakończenie
odmówimy Ojcze nasz.