Rekolekcje w
życiu codziennym
wg metody św.
Ignacego Loyoli
Pierwszy tydzień
19 – 25 lutego
2003
Wprowadzenie
Rekolekcje są darem Ojca dla każdego z nas. Jest to czas łaski, czas
obdarowania. Dla wielu z was będzie to szczególny czas. Nie ma to być jednak
ucieczka od świata, od własnych zajęć, odpowiedzialności i problemów. Choć z
drugiej strony zachęcamy, o ile to tylko możliwe, do pewnego wyciszenie i
ograniczenia (TV, kina, spotkań towarzyskich itp.), zachęcamy również do
aktywnego wypoczynku i należytej rekreacji (spacery, sen, sport). Czas
rekolekcji ma stać się dla nas czasem spotkania z Bogiem w naszych codziennych
obowiązkach i zajęciach.
W czasie rekolekcji, trzeba uważać, aby nie przesadzać w „gorliwości”;
wzięcie na siebie zbyt wiele może spowodować przy codziennym rytmie zajęć
jedynie zniechęcenie.
Pierwsza sprawa to nasz plan dnia (czy istnieje coś takiego?). Powinniśmy
spojrzeć na nasze zajęcia, jakie nas pochłaniają i odnaleźć dogodny czas na
modlitwę. Powinniśmy również zastanowić się nad rytmem własnego ciała: kiedy
jesteśmy w najlepszej formie - rano, w południe czy wieczorem (uwaga na
zmęczenie i senność) by poświęcić najlepszy czas na
modlitwę.
Pierwszy tydzień ma nam posłużyć do wejścia w
klimat osobistego spotkania z Bogiem w naszym życiu. Chcemy nauczyć się Go
spotykać w codzienności, w wydarzeniach każdego dnia, a przede wszystkim
spotykać Go stając z naszym życiem naprzeciw stronicy Pisma świętego – żywego
Słowa Boga.
Pamiętaj, aby przed wejściem w modlitwę przeczytać Wskazówki dla Rekolektanta. Przygotuj wcześniej materiał do modlitwy, czyli zapoznaj się z tekstem biblijnym i wprowadzeniem do medytacji, które znajdziesz na tych kartkach, następnie zapisz sobie, co będzie przedmiotem modlitwy. Uczyń to najlepiej poprzedniego wieczoru, gdyż to ogromnie pomaga.
Podczas modlitwy możesz przyjąć jakąkolwiek sprzyjającą pozycję - siedzącą, stojącą, klęczącą, leżenie krzyżem lub na wznak - pozostań w niej tak długo, jak długo pomaga ci ona w modlitwie.
Poniżej odnajdziesz propozycje pomocne do modlitwy na każdy dzień. Zachowaj ich kolejność. A na koniec pamiętaj, że w tę duchową przygodę nie wchodzisz sam, tak więc i Ty na modlitwie pamiętaj o innych siostrach i braciach, którzy tak jak Ty, podejmują radość spotkania z Bogiem w codziennym życiu.
Uzdrowienie
niewidomego pod Jerychem (Łk 18, 35-43)
Wyobrażenie miejsca: Wyobraźmy sobie
scenę wytrwałego wołania niewidomego pod bramami Jerycha i sposób w jaki Jezus
go uzdrowił.
Prośba o owoc modlitwy: Módlmy się o łaskę wiary, to znaczy, abyśmy uznali w swoim sercu, że Jezus ma moc otworzyć nam oczy na miłość Boga obecnego naszym życiu.
1. Sytuacja niewidomego
Człowiek niewidomy jest kaleką pozbawionym jednego z najpiękniejszych darów: możliwości podziwiania świata, który Bóg stworzył dla człowieka. Żyje w ciemności. Nie tylko nie może podziwiać kolorów i kształtów, ale nie może przemieszczać się, jest skazany na bezruch.
Niewidomy spod Jerycha siedzi i żebrze. Upokorzenie, poczucie bezużyteczności, zdanie na łaskę innych, nierzadko poniżenie i wyśmiewanie przez przechodniów. Sam nie może sobie pomóc. Pozostaje nadzieja i czekanie na lekarza, znachora czy cudotwórcę, który przywróci mu wzrok.
2. Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade
mną!
Nie rozpacza,
nie chce poddać się samotności i zamknięciu. Ma w sobie pragnienie życia.
Każdego dnia nasłuchuje głosy przechodzących ludzi. Aż wreszcie owego dnia
usłyszał wiadomość, na którą czekał: Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu
przechodzi. Wstępuje w niego nadzieja i wiara, że czas jego udręki dobiega
końca.
Jezusie, Synu Dawida, ulituj się
nade mną! Woła głośno, z głębi swej ludzkiej biedy. Nie zważa, że mu
przeszkadzają. Oto biedak zawołał, a Pan
go usłyszał, i wybawił ze wszystkich ucisków (Ps 34,7).
- Co chcesz, abym ci
uczynił?
- Panie, żebym przejrzał
- Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła.
Jaka jest moja wiara, moje wołanie?
3. Moja ślepota
Słowo Boże zaprasza nas, abyśmy w nim zobaczyli naszą egzystencjalną sytuację, nasze cierpienie, naszą ślepotę.
Brak światła. Nie widzimy działania Boga w naszym życiu. Nie dostrzegamy celu i sensu życia. Kim jestem? Tyle trudu, cierpienia, którego nie rozumiem. Bóg wydaje mi się odległy, nie zainteresowany moim życiem, surowy, wymagający. Nasza postawa wobec niego to strach (może nas ukarać, gdy uczynimy coś złego) i interesowność (muszę zasłużyć na Jego miłość).
Moja ślepota. Choć czynię dobro, uczciwie pracuję, to jednak jestem smutny i ciągle niezadowolony, mimo dobrej woli upadam, co więcej spotyka mnie cierpienie. Często za to obwiniam innych. Jestem ślepy.
4. Moje ubóstwo
Jestem żebrakiem jak ten spod Jerycha. Codziennie wyciągam rękę po odrobinę miłości, akceptacji. Chcę zdobyć szacunek, uznanie i miłość. Mam głębokie pragnienie bycia kochanym, zauważonym, cenionym. Ale widzę, że nie doświadczam takiej miłości, jakiej pragnę. Nawet ci najlepsi, najbliżsi nie potrafią mi dać tego, czego potrzebuję.
Czy istnieje taka miłość, która by mnie nasyciła? Czy jest ktoś, kto potrafi kochać bezinteresowną miłością, która się nie kończy, nie szuka zapłaty, nie potępia, nie zniewala, nie szuka swego, nie zazdrości, ale cieszy się mną takim, jakim jestem?
5. Spotkanie, za którym
tęsknię
Dlaczego Bóg
nie odpowiada na moją sytuację ślepoty i pragnienia miłości? Dlaczego w mym
życiu nic się nie zmienia?
Wytrwała modlitwa jest owocem prawdziwej wiary. Wiara rodzi wołanie, rodzi modlitwę i dlatego jej owocem jest spełnienie prośby. A niewidomy żebrak spod Jerycha wołał, mimo trudności i przeszkód.
A może już przyzwyczaiłem się do mojej sytuacji ślepoty. Może już zrezygnowałem? Może przeraża mnie ryzyko radykalnej zmiany?
Dziś Jezus przechodzi obok Ciebie i chce być zaproszony do Twojego życia. Wołaj więc: Panie Jezu, Synu Dawida, ulituj się nade mną, grzesznikiem. Powtórz to wezwanie kilka razy, wytrwale, bez zniechęcenia.
Usłysz, że i Ciebie Jezus pyta: Co chcesz, abym Ci uczynił? Powiedz Mu o tym, czego naprawdę pragniesz.
Na zakończenie odmów Ojcze nasz.
Tęsknota za
Bogiem i Jego łaską (Ps 63)
Wyobrażenie miejsca: Wyobraźmy sobie
spieczoną przez słońce i popękaną ziemię.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o łaskę
rozbudzenia w nas tęsknoty i pragnienia spotkania i poznania Boga
żywego.
1. Tęsknota za Bogiem: Boże, Ty Boże mój, Ciebie
szukam
Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie
pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało, jak ziemia zeschła, spragniona,
bez wody.
Zapytaj się na początku modlitwy, czy te słowa mówią też o Twojej relacji z Bogiem? Jeśli czujesz ten rezonans, współbrzmienie to trwaj podczas modlitwy w tym pragnieniu i tęsknocie.
Jeśli nadal jest Ci trudno w Bogu odkryć źródło szczęścia, proś o pragnienie pragnienia, by jak psalmista przeżywać więź z Bogiem. Rozmawiaj z Bogiem i powiedz Mu, że trudno jest Ci w każdej chwili życia mówić z głębi serca: Boże, Ciebie pragnie moja dusza.
2. Moje tęsknoty
Mamy jednak świadomość, że nie zawsze tak zwracaliśmy się do Boga: Mój Boże! Zamiast do Niego, wołaliśmy tak do różnych stworzeń. Jak wiele rzeczy poza Bogiem wydawały się nam, że będą naszym spełnieniem, szczęściem i ukojeniem.
Za czym tęsknisz? Czego pragniesz? Czym karmiłeś świętą tęsknotę swego serca? Czym chciałeś tę tęsknotę zagłuszyć? Dziś modlimy się nazywając rzeczy po imieniu.
3. Wpatruję się w Ciebie
Psalmista zaprasza Cię byś wpatrywał się w Boga, by ujrzeć Go twarzą twarz w historii zbawienia, w Jezusie Chrystusie, w świecie, w Twoim życiu, bo jesteś świątynią Ducha Świętego (1Kor 3,16). Niech dalsze słowa psalmu staną się Twoją modlitwą: Tak błogosławię Cię w moim życiu: wzniosę ręce w imię Twoje…
Na zakończenie odmów Ojcze nasz.
Religijność
bogatego młodzieńca (Mk 10, 17-22)
Wyobrażenie miejsca: Wyobraźmy sobie
młodego człowieka klękającego przed Jezusem, aby zadać Mu najważniejsze w życiu
pytanie. Stańmy przy młodzieńcu, aby zaobserwować reakcje rysujące się na jego
obliczu.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o
hojność w odpowiedzi na wezwanie Jezusa, abyśmy byli otwarci i wielkoduszni.
Prośmy o szczere i hojne ofiarowanie swego czasu w pójściu za Jezusem poprzez te
rekolekcje.
1. Bogaty młodzieniec
Ewangeliczny młodzieniec cieszył się życiem. Każdego dnia radował się
wszystkim, co przynosiła teraźniejszość. Był zadowolony ze swego życia. Sumienie
nic mu nie wyrzucało. Konsekwentnie wypełniał dobrze poznane przykazania.
Prowadzenie życia moralnie uporządkowanego sprawiało mu nawet przyjemność i
dawało wiele życiowej satysfakcji. Cieszył się życzliwością rodziny, szacunkiem
sąsiadów, a zamożność dawała mu poważanie otoczenia.
O sobie wiedział prawie wszystko. Z wyjątkiem tego, że w swej koncepcji
życia był ciągle samotny. Jeszcze nie poznał najważniejszego. Musi stanąć
naprzeciw Innego. Poza sobą odkryć Drugiego.
Czy
nie przypomina nam on naszego życia, gdy wszystko i nam wydawało się tak jasne,
gdy gotowi byliśmy podbić cały świat naszą życiową energią i młodzieńczymi
ideałami? Aż wreszcie potrzebujemy kogoś, kto pomoże nam dostrzec niedojrzałość
naszych postaw, motywacji, przemyśleń.
2. Rozmowa z Jezusem
Wcześniej czy później do tego spotkania musiało dojść. W nasze życie Bóg
wpisał pragnienie, na które tylko On może dać nam odpowiedź. Do Jezusa przybiega
młodzieniec i pada na kolana. Nie wystarczają mu już odpowiedzi znanych
autorytetów. Podobnie i my, odprawiając rekolekcje, odpowiadamy na głos
wewnętrznego pragnienia, każącego poszukiwać głosu Prawdy. Nie ma już miejsca na
ociąganie. Trzeba przybiec do Jezusa, paść przed Nim na kolana i oczekiwać Jego
odpowiedzi. Medytacja o bogatym młodzieńcu ma nam pomóc w rozwijaniu w sobie
upodobania do stawania przed Jezusem w postawie wielkodusznej.
Młodzieniec jest pełen zapału, gorącego entuzjazmu i dobrej woli. Nie
chce marnować życia na błahe przedsięwzięcia. Życie jest tylko jedno i jest
etapem do życia wiecznego. Popatrz jak Jezus traktuje go poważnie i z wielkim
szacunkiem. Jezus spojrzał na niego z
miłością. Patrzy też z miłością na Ciebie, na Twoją gotowość życia z Nim do
końca naszych dni.
3. Jednego Ci brakuje…
Młodzieniec pytał o życie wieczne. A oto Ten, który jest Życiem, Prawdą i
Drogą wyciągnął ku niemu zapraszającą dłoń i nie został przyjęty. Dlaczego tak
się stało? Tego, czego zabrakło młodzieńcowi może brakuje i w naszym
życiu?
Jakie to posiadłości były godne by przedłożyć je nad przyjaźń i miłość
Jezusa? Nie chodzi tu wyłącznie o dobra materialne. Rozdać wszystko ubogim to
postawa otwarcia na każdego człowieka, to wrażliwość w odczytywaniu potrzeb
drugiego, to życie dla innych.
Jakie liczne posiadłości wstrzymują nas przed pójściem za Jezusem? Jakich
dóbr i przyzwyczajeń nie oddamy za żadną cenę? Co oddala mnie od innych:
nieprzebaczone urazy, obciążenie codziennymi przejawami egoizmu, upodobanie do
wygody, nasze nałogi…
Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i
rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za
Mną!– zaprasza nas Jezus. Jest to proces, który trzeba zacząć od
inwentaryzacji sumienia. „Temu, kto
przyjmuje [i odprawia] ćwiczenia, bardzo wielką korzyść przyniesie, jeśli
wejdzie w nie z wielkodusznością i wspaniałomyślnością wobec Stwórcy i Pana
swojego i jeśli Mu ofiaruje wszystkie swoje chęci i całą wolność, żeby się Jego
Boży majestat posługiwał zarówno jego osobą, jak wszystkim, co posiada,
odpowiednio do swojej najświętszej woli” (CD5) – pisze św.
Ignacy.
Nie sposób zaplanować tej przygody i z góry przewidzieć, co najpierw
wskaże Pan Bóg. On chce uczynić nas ludźmi wolnymi, a w nasze ręce włożyć
wspaniały dar.
Na zakończenie wyobraźmy sobie siebie stojących przed Jezusem z tym samym
pytaniem: co mam czynić, aby uzyskać
życie wieczne. Odpowiedź znamy. Prośmy pokornie o pragnienie dobrej woli do
przyjęcia zaproszenia, by do pójścia za głosem Jezusa.
Na zakończenie
odmów Ojcze nasz.
Wszyscy
spragnieni przyjdźcie (Iz 55, 1-3)
Wyobrażenie miejsca: Wyobraźmy sobie,
że otrzymaliśmy zaproszenie na jakieś wielkie, ekskluzywne przyjęcie, w gronie
osób powszechnie znanych ze swej szlachetności, wiedzy i bogactwa. Obecne są
wszystkie wielkie osobistości jakie znam i szczerze podziwiam.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o umiejętność przyjęcia nowości i niespodzianki, jaką jest każdorazowo spotkanie z Bogiem. Wypraszajmy łaskę zadziwienia wobec Bożego działania w nas i w świecie.
1. Świat ludzkich
pragnień
Zaproszenie skierowane do nas w księdze Izajasza może się nam wydawać jakąś handlową promocją czy telewizyjną reklamą: zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Budzi się w nas jakiś opór, podejrzliwość i ostrożność. A przecież w głębi duszy pragniemy tego, co niemożliwe. Paradoks człowieka wyraża się w jakimś niepokoju, niedosycie, który pojawia się najwyraźniej wtedy, gdy zaspokojone zostają wszystkie potrzeby. Niespokojne jest serce człowieka, póki nie spocznie w Tobie, Boże (św. Augustyn). I choć Izajasz mówi o chlebie, wodzie, winie i mleku – produktach spożywczych, które zaspakajają ludzką potrzebę głodu, pragnienia - są one równocześnie znakami darów Bożych, darów mesjańskich, które zaspokajają ludzką duszę.
Czy jestem spragniony? Czego pragnę? Za czym tęsknię? Co jest niepokojem mojego serca?
2. Świat - wielkie
wyzwanie
Dziś, Izajasz
chce zwrócić naszą uwagę na darmowość stworzenia i na Bożą logikę, która się za
tym kryje. Bóg daje darmo i w obfitości, sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad
dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych (Mt 5, 45).
Dzisiaj jedni i drudzy, źli i dobrzy, napotykają na sporą trudność w odkryciu
ostatecznego źródła tych darów.
Dynamika daru
wymaga zmiany naszego podejścia do życia: otwarcia, cierpliwości i
wyczekiwania.
Czy dostrzegamy
darmowość świata? Czy dbamy o rozwój wrażliwości na piękno, pamiętając o wielkim
Celu, do którego nas ono prowadzi, czy też jesteśmy kolekcjonerami pięknych
drobiazgów? Jak sobie radzimy z pięknymi „owocami ziemi”, które aż się proszą,
by je zerwać i skosztować?
3. Bóg - wezwanie do
miłości
Kto zwołuje na
ten przedziwny targ, gdzie można kupować bez pieniędzy, gdzie oferuje się nie
tylko chleb i wodę, ale wino i mleko, żydowskie symbole zbytku i obfitości? Kim
jest ten tajemniczy kupiec, który nie tyle chce zaspokoić potrzeby ciała, co
raczej trafić od razu w samo sedno ludzkich pragnień, który „obdarza duszę
życiem”? Zza tych symbolicznych pokarmów przebija postać kogoś, kto autentycznie
się troszczy, kto nie tyle szuka zysku, co korzyści kupujących.
W sferze czysto
ludzkich motywacji tylko miłość jest zdolna do tak szalonego targu, w którym
pozbywa się wszystkiego za bezcen. Tylko z miłości ktoś może wyzbyć się
wszystkiego, by wejść w posiadanie upragnionego przedmiotu: drogocennej perły
lub skarbu poszukiwanego przez całe życie. Jedynie miłość jest zdolna do utraty
wszystkiego na rzecz kogoś innego, bo tylko ona karmi się własnym głodem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy
ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J 15, 13). Tylko miłość jest
wprost proporcjonalna do ilości dóbr, którymi podzieliła się z innymi, bo tylko
ona zyskuje wtedy, gdy traci. I taka może być ludzka miłość, choć rzadko dane
jest nam widzieć ją w tak czystej postaci.
Miłość na tym
świecie jest możliwa tylko dlatego, że pozostało w nas coś z podobieństwa do
naszego Stwórcy. I dzięki niech będą Bogu, bo inaczej nie bylibyśmy w stanie
pojąć tej Miłości, o której przyszedł nas przekonać Syn Boży. To właśnie miłość
stała się pomostem, który na nowo połączył upadłą ludzkość z kochającym Ojcem.
Ale tym razem Miłość stała się Ciałem.
Bóg, w swej
niezmierzonej mądrości, pamiętając o tej naszej słabości, wyszedł nam naprzeciw
i sam stał się Darem w Jezusie Chrystusie. Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie
- niech przyjdzie do Mnie i pije! (J 7, 37). Jam jest chleb źycia. Kto do Mnie
przychodzi, nie będzie łaknął... (J 6, 35) Miłość, która na tyle sposobów
się objawia, jest czymś co trzeba samemu, na klęczkach odkryć, o czym nie trzeba
i nie wypada za wiele mówić. A jeśli już mówić, to chyba jednak z pewnym
wyczuciem...
Dlaczego
człowiek współczesny, wydawać by się mogło tak uprzywilejowany przez Boskie
Objawienie, wciąż przechodzi obojętnie obok krzyża Jezusa Chrystusa? Czy ten
przedziwny targ, jaki dokonał się na drzewie krzyża nie jest wystarczająco
przekonywujący dla wrażliwości współczesnych propagatorów „wolnego rynku”?
Czy ta Miłość, wyznana w sposób tak radykalny i jednoznaczny, jest tylko
archaicznym i niezrozumiałym symbolem dla ludzi, którzy nie mówią o niczym innym
jak o potrzebie miłości?
Co się stało z
ludzkim sercem, że przestało być wrażliwe na to, co piękne, choć jednocześnie
trudne i wymagające? Dlaczego w epoce tak bardzo naznaczonej cierpieniem za
wszelką cenę chce się o nim zapomnieć, chce się zamknąć usta krzyczącym z bólu,
a w ostateczności zatkać własne uszy? Dlaczego tak trudno uwierzyć Miłości i
temu, że tylko Ona może nas zbawić?
Na zakończenie
odmów Ojcze nasz.
Poślubię cię
sobie przez wierność (Oz 2,16-25)
Wyobrażenie miejsca: Przypomnijmy sobie dzieje Narodu Wybranego, który Bóg wywiódł z Egiptu na pustynię i przez 40 lat prowadził do Ziemi Obiecanej. Wyobraźmy sobie miejsce pustynne, przez które przeszli. Trwajmy w tym miejscu, by zrozumieć sens tego przejścia i łaski, których Bóg udziela swojemu ludowi.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy o laskę
odwagi, aby wejść w przeżycie pustyni z całą wielkodusznością, na jaką nas
stać.
1. Pustynia – czas próby i czas
łaski
Bóg mówi o swoich planach względem Narodu Wybranego: Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca.
Czas próby
W Biblii pustynia oznacza ziemię straszną, na której nie spoczęło Boże błogosławieństwo, nawiedzaną jedynie przez dzikie zwierzęta i demony, niezdatną pod uprawę i zamieszkiwanie. Taką właśnie surową scenerię Bóg wybrał na miejsce spotkania ze swoim Narodem. Bóg – Oblubieniec, którego miłość została zraniona przez niewierną oblubienicę, wysyła ją na pustynię by wzbudzić skruchę i powrót niewiernej żony. Uczynię ją podobną do pustyni, sprawię, że będzie jak ziemia wyschnięta, że zginie śmiercią z pragnienia (Oz 2,5), następnie zamknie drogę dostępu dla kochanków (Oz 2,8-9) , aż wreszcie całkowicie ją upokorzy (Oz 2,11-15).
Gdy jednak gniew i zazdrość cichną, do głosu dochodzi pierwotna tkliwość i wiara w potęgę uczucia. W Zakochanym odżywa uwodziciel, który postanawia ponownie zdobyć serce swej żony. Prowadzi więc na miejsce związane z pierwszym spotkaniem i z dawnym uczuciem; każe ponownie przejść śladami wspólnej historii.
Czas łaski
Powrót na pustynię jest powrotem do wielkich dzieł Bożych. Cudowne wyjście z niewoli egipskiej i wędrówka do Ziemi Obiecanej nie przestaje być źródłem łaski nawet po upływie stuleci.
Pustynia była miejscem zawarcia przymierza z Bogiem, Bóg stał się Bogiem wyzwolonego narodu, stanął na ich czele, by poprowadzić do Ziemi Obiecanej.
Pustynia to także miejsce próby, konfrontacji ze słabością, doświadczenie ograniczeń i bezsilności, ale i zatwardziałości ludzkiego serca. Na pustyni odsłania się dramat grzechu człowieka.
Pustynia to wreszcie miejsce doświadczenia Bożego miłosierdzia, niezasłużonego, darmowego i bezinteresownego przebaczenia.
Ozeasz zaprowadza nas na pustynie, do zrozumienia na nowo naszego życia, do poznania prawdy o naszym życiu i o wiernej miłości Boga.
Co dla nas jest pustynią? Jakie wydarzenia w naszym życiu były czasem próby, które okazały się czasem łaski? W jakich doświadczeniach z jednej strony odkryłem własną słabość, a z drugiej Boże miłosierdzie i łaskę?
2. Boża pedagogika
zbawienia
Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków (Hbr 1,1). Przez Ozeasza przemówił jako człowiek Zakochany, którego serce zostało boleśnie zranione zdradą ze strony ukochanej osoby. Bóg zawsze ucieka się do najwymowniejszego środka komunikacji. Zawsze używa takiego języka, który trafia w samo centrum ludzkiej wrażliwości. Nie ukrywa swoich intencji obdarzania człowieka wieczną miłością, błogosławieństwem i nadzieją. I ciągle przypomina o należnym Mu miejscu w naszym życiu.
Czy pozwolę Mu wyprowadzić się na pustynię, by przemawiał do mego serca?
Czy pragnę na nowo doświadczać Jego nieograniczonej miłości?
Jezus Chrystus – ostateczny sens
wyjścia na pustynię
Wielokrotnie i na różne sposoby
przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach
przemówił do nas przez Syna (Hbr 1,1-2). Boża determinacja w dziele
zbawienia ludzkości nie znajduje żadnych ograniczeń i posuwa się aż do
„skandalu” Wcielenia.
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16). Szczytem Bożej miłości jest Krzyż Chrystusa. Patrząc na Krzyż człowiek nie tylko zaczyna pojmować swoją słabość i grzeszność, ale, i co najważniejsze, zaczyna dostrzegać szaloną Miłość Boga. Dzięki Krzyżowi Chrystusa mogę wejść w prawdziwy dialog, do którego zaprasza nas dziś Bóg słowami proroka Ozeasza – dialog serc.
Na zakończenie medytacji rozmawiaj z Bogiem. Niech ta rozmowa będzie wyrazem tego, co działo się podczas medytacji: już to prosząc lub dziękując.
Na zakończenie odmów Ojcze nasz.
Słowo
rozważane w sercu (Łk 8,4-15 por. także Łk 2,19.51;
11,28)
Wyobrażenie miejsca: Wyobraźmy sobie
siewcę, który sieje ziarno: jedne ziarna padają na drogę, inne na skałę, inne
znowu pomiędzy ciernie, a niektóre z nich na ziemię żyzną.
Prośba o owoc modlitwy: Prośmy, aby nasze serce było żyzną glebą, na które pada ziarno – Słowo Boże i przynosi plon.
1. Słowo, które przynosi miłość i
życie
Słowo jest nierozerwalnie związane ze wzrostem człowieka ku dojrzałości i miłości; jest ono przekaźnikiem życia. Dobrze wiedzą o tym rodzice, którzy kierują do swoich dzieci wiele słów, nawet jeśli są jeszcze w łonie matki, bądź są niemowlętami i niczego zdają się nie rozumieć.
Słowo jest
więc narzędziem miłości dającej życie, pozwalającej rozwijać się, budzącym w
dziecku ufność. Pozbawienie dziecka słowa skazuje je na samotność, na poczucie
nieużyteczności i pustki. Powołanie do życia, to głęboko zapisane w sercu
człowieka powołanie do miłości. Perspektywa życia bez miłości zmusza do ucieczki
od niego, prowadzi ku śmierci.
Bóg posłużył się słowem, aby było nośnikiem miłości. Poprzez słowo dowiadujemy się, że jesteśmy potrzebni, że nasze istnienie jest celowe, że nie jesteśmy tragicznym przypadkiem, który pojawił się na ziemi przez pomyłkę, ale kimś chcianym przez Boga, który przez słowo naszych najbliższych tę prawdę nam przekazuje i pobudza do życia, do ufności.
2. Słuchaj,
Izraelu...
Nowe
stworzenie, którego zapowiedzią jest powołanie wszechświata z nicości, zostało
obiecane przez Boga już od samego początku: grzech zostanie zastąpiony
błogosławieństwem wypływającym z posłuszeństwa Słowu Bożemu. Abraham jako
pierwszy wsłuchany w Słowo Boże uwierzył Mu i poprzez to stał się człowiekiem, w
którym inni będą otrzymywać błogosławieństwo. Później Izrael usłyszy od Boga
przykazanie: Słuchaj Izraelu (Pwt 4, 1; 6, 3n), po to, aby uniknąć
przekleństwa, które zawsze dotyka człowieka znajdującego się poza zasięgiem
Słowa.
Słuchanie nie oznacza przyjęcia biernej postawy, ale gotowości do posłuszeństwa, do wiary. Taką gotowość ma ktoś, kto wierzy, że Bóg jest prawdomówny, że jest godzien zaufania, że wypełni to, co obiecał. Słuchać znaczy być posłusznym komuś, o kim wiemy, że nas kocha, że chce naszego dobra. Słuchać to oprzeć się na najwyższym autorytecie, którym jest Bóg.
4. Siewca wyszedł
siać...
Logika
posłuszeństwa Słowu staje się podstawowym obowiązkiem i powołaniem uczniów
Jezusa. Nie ma rozwoju życia wewnętrznego, nie ma żadnej duchowej drogi, bez
wsłuchiwania się w Słowo, które Bóg kieruje do swoich wybranych. Oczywiście nie
wszystko staje się od razu zrozumiałe. Potrzebne jest uczenie się otwierania
uszu na głos, który z czasem staje się głosem bliskim, znajomym, głosem samego
Oblubieńca. Głos ten jest rozpoznawalny i łatwy do rozróżnienia od głosu demona,
który stara się, aby porwać Słowo Boże, jak w przypowieści Jezusa o
siewcy.
Siewca
wyszedł siać ziarno.
Ziarnem jest Słowo Boże. Drogą są ci, którzy słuchają Słowa, ale szatan
je zabiera U tych, których serca są skałą, ziarno nie zakorzenia się i w chwil
pokusy odstępują. Ziarno, które padło między ciernie oznacza tych, którzy
słuchają Słowa, ale potem przez troski, bogactwa i przyjemności życia zagłuszają
je i nie wydają owocu. Jest jeszcze jedne ziarno, które pada na ziemię żyzną i
ono przynosi owoc. Jaki to jest owoc? Św. Paweł mówi, że wiara rodzi się ze
słuchania i przepowiadania o Bogu Miłości i Jezusie Chrystusie, w którym mamy
przebaczone grzechy; przepowiadania, że On został zabity za nasze grzechy i
powstał z martwych dla naszego usprawiedliwienia, że On nam daje dostęp do życia
wiecznego, że udziela nam swego Ducha. Wiara w to przepowiadanie, przyjęcie
Słowa zbawienia, dokonuje w nas prawdziwej przemiany, otwiera przed nami
perspektywę nowej jakości życia. Posłuszeństwo Słowu rodzi nas do nowego
życia.
Owocem słuchania Słowa Bożego jest wiara dająca życie wieczne. Kiedy ktoś przyjmuje Słowo, jego serce staje się żyzną glebą, która przyniesie spodziewany przez Boga owoc. W kimś, kto jest drogą, skałą, kto pozwala troskom tego świata zagłuszyć Słowo Boże, w nim nie dokonuje się przemiana, nic się nie zmienia. Musimy postawić sobie pytanie o nasze prawdziwe intencje. Czy rzeczywiście zależy nam na spotkaniu z Jezusem, na nawróceniu? Czy pragniemy autentycznie otworzyć swoje serce na spotkanie z Bogiem w Jego Słowie?
Na zakończenie siądź jak ewangeliczna Marta (Łk 10, 38-42) u stóp Jezusa, by w milczeniu wsłuchiwać się w to, co On pragnie mi powiedzieć.
Zakończ
medytacje słowami modlitwy Zdrowaś
Maryjo, aby Ta, która powiedziała Niech mi się stanie według Twego Słowa
(Łk 1,38), pomagała nam słuchać Słowa Boga w wydarzeniach naszego codziennego
życia.
Serce jako
miejsce modlitwy (Mt 6,5-15)
Wyobrażenie miejsca: Wyobraźmy sobie Jezusa, na modlitwie. Przyjrzyjmy się postawie Jego ciała, może uda nam się wsłuchać w treść tej modlitwy.
Prośba o owoc modlitwy: Wraz z
Apostołami prośmy Jezusa, aby nauczył nas modlić się.
1. Gdy się
modlicie
Gdy się
modlicie - punktem wyjścia jest oczywista powszechność takiego zaangażowania
serca, które porusza głęboko całego człowieka. W tym sensie każdy człowiek
posiada jakieś doświadczenie „modlitwy”. Nawet, kiedy sam siebie określa jako
niewierzącego i różnie określi przedmiot swojej wiary. Obiektem adoracji może
być własne powodzenie lub zdrowie, sukces bądź uniknięcie przeciwności, rzecz
jaką pragnie zdobyć lub posiada, drugi człowiek, najczęściej on sam dla siebie,
zachwycające dzieło sztuki, zafascynowanie pięknem natury, cokolwiek. Bo
gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze -
wyjaśnia sam Jezus (Łk 12, 34).
Kiedy
prawdziwym skarbem serca staje się modlitwa? Kiedy staje się potrzebą
pierwszorzędną, o której się nie zapomina, nawet w największym zaabsorbowaniu
czy zmęczeniu? Jak często pytam sam siebie o to, czym jest dla mnie czas
obcowania z Bogiem?
Modlitwa jest
miejscem porządkowania naszego życia. Dopiero stopniowe oczyszczenie,
przygotowanie i usposobienie duszy do usunięcia wszystkich uczuć
nieuporządkowanych, a po ich usunięciu - do szukania i znalezienia woli Bożej
(ĆD 1), pozwala odkryć, że jedynym celem tych przemian jest sam Bóg. On
jeden. Wszystko inne, jeśli zasłania Jego, nie jest warte zaangażowania. Powie
święty Paweł: I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na
najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się
ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa (Flp 3, 8).
Ile tej gotowości jest już we mnie, jak często zastanawiam się nad już przebytą
drogą, jak głęboko zakorzeniło się we mnie pragnienie doświadczenia żywego Boga?
Czy naprawdę jedną z największych pasji jest pragnienie, by odnaleźć modlitwę
prawdziwą? Co ją stanowi, jak ją rozumiem? Na pytania te udzielam jakiejś
odpowiedzi każdego dnia, wyrażam ją moją postawą na modlitwie.
2. Nie bądźcie jak poganie czy
obłudnicy
Te wyróżnione zagrożenia modlitwy wskazują na niezbędność oczyszczenia tego, co rozumiemy przez doświadczenie modlitwy.
Zagraża jej
zatem pokusa zewnętrzności, niwecząca intymność spotkania z Bogiem. Zamiast
stanięcia przed Bogiem pojawia się chęć pokazania się przed ludźmi. Nierzadko
subtelną formą tej pokusy bywa pokazywanie się przed samym sobą, samozadowolenie
swoją dojrzałością, doskonałością: dziękowaniem, że nie jestem jak ten celnik
(Łk 18.11). Swoistą karą i potwierdzeniem takiej degradacji modlitwy jest
otrzymanie swojej nagrody; taki rodzaj modlitwy przynosi wprawdzie
odpowiedź na oczekiwania człowieka, ale jest to jedynie owoc własnego
działania.
Podobnie
krytycznie Jezus ocenia wszelką gadatliwość na modlitwie, jest ona
fałszywą w założeniu próbą przekonania Pana Boga o tym, co On powinien uznać za
dobre. Tymczasem, wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go
poprosicie. Gdy jeszcze na modlitwie dominuje moje „ja”, gdy w centrum nie
stoi Bóg, ale JA i moje problemy, modlitwa jest tylko monologiem. Tego mamy się
wystrzegać.
W świetle tych
wskazań, nasze starania o modlitwę uznającą Boga za Pana naszego serca, prowadzą
do odkrywania takiego jej klimatu, aby nie wobec ludzi, ani wobec naszych
własnych mniemań - lecz w ukryciu - otwierała nas na miłość
Ojca.
Zachęta nie
bądźcie jak (poganie, obłudnicy) zwraca mi uwagę - bardzo stanowczo - na to,
kim chciałby mnie widzieć Pan Bóg w tak intymnym spotkaniu. To jest zdecydowane
ostrzeżenie: postawa obłudnika świadczy o ciągłym koncentrowaniu się na sobie,
poganin zaś nie traktuje Boga jako kogoś, kto ofiarowuje miłość, przyjaźń, ale -
pełen nieufności - wszystko musi wyprosić, wymusić, zdobyć. Takie nastawienie
utrwala postawy infantylne.
A skoro
Ojciec wie, czego potrzeba, wpierw nim Go poprosimy - raz na
zawsze pragnąć trzeba uwolnienia od wszelkiej pretensjonalności na modlitwie.
Nie może to być zatem miejsce załatwiania, choćby najpobożniejszych nawet,
interesów.
3. Ojcze
nasz
Każdy werset,
każde słowo wprowadza nas w najczystsze wymiary modlitwy dojrzałej do
bezgranicznego uwielbienia i zawierzenia miłości Ojca. Wchodząc przez tak
otwartą bramę pozostaje nam, ludziom, zagłębiać się w jedynie wzorcowy klimat
relacji dziecka do Ojca.
W modlitwie
Ojcze nasz odnajdujemy początek życia, w niej Bóg - uczczony jako Ojciec
- rodzi do życia swoje dzieci, swoje umiłowane dziecko. Modlitwa więc, to
odpowiedź na miłość Ojca, wyrażona słowami Jezusa. Czyż Bóg, który uczynił nas
na swoje podobieństwo, nie czyni tego poprzez uformowanie naszej modlitwy?
Naprzeciw naszej niedoskonałej gotowości wychodzi sam Bóg, bez Niego, sami z
siebie, nie jesteśmy zdolni uczynić z naszego serca godnego miejsca
modlitwy.
Prośmy w tym
rozważaniu o głębokie umiłowanie takiego życia, które najpełniej wyrażać się
będzie na modlitwie. O wierność godzinom poświęcanym tylko Panu Bogu. Prośmy
Jezusa słowami modlitwy: Jezu, uczyń nasze serca na wzór serca
Twego.
Wszystko mamy w
Chrystusie,
Chrystus jest dla
nas wszystkim.
Jeśli chcesz
leczyć rany, jest lekarzem;
jeśli trawi cię
gorączka, jest źródłem wody;
jeśli przygniata
cię wina, jest przebaczeniem;
jeśli wołasz
ratunku, jest wybawieniem;
jeśli lękasz się
śmierci, jest życiem;
jeśli uciekasz
przed ciemnością, jest światłem;
jeśli pragniesz
nieba, jest drogą;
jeśli szukasz
pokarmu, jest pożywieniem.
św. Ambroży