Kobiety raczej nie wygrywają siła swych mięśni. Ale nauka obrony swoich granic chyba by nam się bardzo przydała. Choćby po to aby sobie te granice i prawo do ich obrony lepiej uzmysłowić .
Asertywność nie ma nic wspólnego z walką. Walka jest atakiem, nawet jesli został on wymuszony czy sprowokowany. Walczę, po to by wygrać. Nie obchodzi mnie sprawiedliwość, ani pokojowe rozstrzygnięcie.
_________________ Make a good thing better.
Mój Bóg i moje wszystko.
Wysłany: Sob Gru 19, 2009 5:12 pm
Inka
Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 153
ezer napisał:
Ale jeśli trzeba tłumaczyć, to nie warto takiego przykładu dawać... bo nie przemawia do wyobraźni, nie jest codziennością.
Co z tego, że potrafi się zrozumieć, jeśli to nie jest bliskie?
[/quote] W walce nie myśli się o stanie przeciwnika. To nie jego stan ma nas interesować, ale sprawa/osoba, której bronimy.
Wiem, że sama miałabym opory żeby uderzyć... ale to raczej przeszkoda w walce. [/quote]
To trochę inaczej, jeżeli coś rozumiem, to to staje się bliższe. Mamy wiadomości z różnych dziedzin, potrafimy się wczuć przez to w tamte sytuacje.
Nie miałabym oporów, żeby zadac cios. I w momencie walki nie myślałabym o skutkach mojego działania. Nie zostałam wytrenowana do walki, więc nie potrafiłabym (chyba) w trakcie działania myśleć, jak daleko mogę się posunąć. Dlatego przed walką zastanawiam się, co może stać sie jej skutkiem. Potem tylko akcja............
_________________ Make a good thing better.
Mój Bóg i moje wszystko.
Wysłany: Sob Gru 19, 2009 6:50 pm
zz_top
Dołączył: 23 Lis 2009
Posty: 47
Skąd: Białystok
Cytat:
Słuchałam kiedyś w telewizji audycji na temat wiktymologii - tam właśnie padły stwierdzenia, że ofiary przestępstw, napaści, zwykle same na siebie sprowadzają agresję (nieświadomie), właśnie przyjmując postawę niepewności, trzymając spuszczoną głowę, okazują lęk. I od tamtej pory staram się działać odwrotnie.
I to działa. Np. w sytuacji, gdy chodnik zagradza grupka podpitych młodzieńców. Śmieją się z przechodniów, zaczepiają. Jeżeli podchodzę w ich kierunku w sposób pewny siebie, nie spuszczam głowy, odwzajemnię spojrzenie, to zazwyczaj nawet robią miejsce, żebym mogła przejść. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby mnie zaczepili.
Łomatkobosko z któregobądź Kościoła! Toż to naiwność wręcz bezdenna! Może mam pecha mieszkać na podłej dzielnicy, ale tu nikogo nie odstrasza wyprostowana postawa i groźne spojrzenie
Żeby nie odbiegać zbytnio od tematu. W walce duchowej napinanie muskułów i groźne miny też nie działają. Przeświadczenie, że wyglądając jak ofiara tylko prowokujemy napastnika też ma ograniczone zastosowanie - takie myślenie na złym nie robi najmniejszego wrażenia On i tak będzie robił swoje z zatrważającym uporem i siłą. Czemu nie dopuszczasz do siebie przekonania, że gdyby nie opieka Świętych Aniołów Bożych to zarówno tam na osiedlowym chodniku jak i w życiu duchowym leżałabyś jak długa w 3 sekundy! Ale po co to gadam... Ktoś, komu Bóg nie dał doświadczyć, że bez Jego pomocy, własnymi siłami nie oparłby się złemu nawet ułamka sekundy, nigdy tego nie zrozumie...
_________________ Żywe jest Słowo Boże i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny.
Słowa mężczyzny żyjącego Słowem Bożym też są twardsze niż stal.
Wysłany: Sob Gru 19, 2009 9:00 pm
Inka
Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 153
[quote="zz_top Ale po co to gadam... Ktoś, komu Bóg nie dał doświadczyć, że bez Jego pomocy, własnymi siłami nie oparłby się złemu nawet ułamka sekundy, nigdy tego nie zrozumie...[/quote]
Chyba przeholowałeś. No, nie chyba, tylko na pewno. Zastanów się, znasz kogoś, kto nigdy nie poznał swojej słabości i nie doświadczył w związku z tym mocy Boga? Kogoś, kto nie zaznał Jego opieki i miłości? Ejże! Każdy z nas ma za sobą jakąś potyczkę ze złym. I nie można powiedzieć, że ktoś jest bardziej doświadczany, a inny mniej. Walka jest proprocjonalna do naszej słabości i do spodziewanego dobra. Myślę, ze każdy staje wtedy wobec własnych granic. Potyczka zawsze angażuje całego człowieka.
Co prawda, mnie też się nie wydaje, by grożna, czy pewna siebie mina, pokonała jakiegos łobuza, jednak minka pokorna rzeczywiście może prowokować ...
_________________ Make a good thing better.
Mój Bóg i moje wszystko.
Wysłany: Sob Gru 19, 2009 9:23 pm
zz_top
Dołączył: 23 Lis 2009
Posty: 47
Skąd: Białystok
Nie, nie przeholowałem. Nie mam takiego poczucia. Dane mi było odczuć przez parę sekund całą opresję zła. Było to przerażające, nie byłem w stanie wymówić nawet słowa modlitwy tak dławiąca i brutalnie obezwładniająca jest siła, która dąży do tego, by nas zniszczyć. Zdałem sobie wtedy sprawę, że tylko dzięki łasce Bożej mogę trwać, tylko dzięki Bożym "ochroniarzom" cały czas do Was piszę. Buńczuczne zadzieranie nosa jest mi obce - mówię to tylko dlatego, by Was przestrzec i wyczulić na działanie złego. Czemu nie zachęca Was to, by stać się jakby "zdesperowanym" w podążaniu za Chrystusem? Naprawdę nie mamy dokąd pójść – “Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego.” oraz “...nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.” Jedyne wyjście to stać się zdesperowanym w podążaniu za Mistrzem. Jeśli ktoś przynajmniej kilka razy nie był “bezpański” nie będzie dobrym sługą. Trzeba doświadczyć na własnej skórze, że życie bez Pana jest paskudne, jak szmacianej lalki wyrzuconej na śmietnik. Zdarza się, że Pan wydaje takie polecenie uczniowi jako test.
Przepraszam, że piszę do Was ostro. W sumie to zasmuca mnie to, że tak oziębli jesteśmy i tak mało gorliwi w radykalnym pójściu za Chrystusem. Teoretyczne gadanie o walce duchowej zaczyna mnie rozczarowywać...
_________________ Żywe jest Słowo Boże i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny.
Słowa mężczyzny żyjącego Słowem Bożym też są twardsze niż stal.
Wysłany: Sob Gru 19, 2009 9:45 pm
Inka
Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 153
zz_top, nie rozumiesz. Ja nie twierdzę, że walka się nie odbywa.
Zwracam Ci tylko uwagę, że tego doświadczają wszyscy. Każdy na swoją miarę sięga dna bezsilności i wielkiej pomocy Boga.
To prawda, że dajemy zaskoczyć, nabrać złemu, bo historia nigdy nie powtarza się. Jednak uczymy się przez to szybciej rozpoznawać jego podstępna grę. Szybciej też zwracamy się do Pana o pomoc. Naprawdę uczymy się na swoich błędach.
Piszesz, że jesteśmy oziębli. Byc może czasem tak się dzieje. Jednak nie zapominaj, że wiara, jest drogą. Każdy z nas idzie swoim tempem, spotykają go na tej drodze jedyne dla niego doświadczenia. Nie wiem, co jest za zakrętem, jednak z ufnością podążam za moim Panem. Ja. Inni pewnie też. Trzeba się drogą nacieszyć.
Nie rozumiem dlaczego, mówisz, ze nie jesteśmy "zdesperowani", aby trzymać się Chrystusa. Chyba zaczynasz oceniać
_________________ Make a good thing better.
Mój Bóg i moje wszystko.
Wysłany: Nie Gru 20, 2009 12:59 pm
monika
Site Admin
Dołączył: 11 Sie 2004
Posty: 514
Skąd: Warszawa
zz_top napisał:
Łomatkobosko z któregobądź Kościoła! Toż to naiwność wręcz bezdenna! Może mam pecha mieszkać na podłej dzielnicy, ale tu nikogo nie odstrasza wyprostowana postawa i groźne spojrzenie
Nie bój się, nie bój. Przecież nie wmawiam nikomu, że wystarczy hardo się nosić. Zareagowałam tylko na Twoją wątpliwość co do asertywności. Raczej nie mam powodów sądzić, że ci moi blokersi mnie zaatakują fizycznie, czy coś. Po prostu anektują ławki i kawałek chodnika, są hałaśliwi i czasem stosują słowne zaczepki. I fakt jest faktem, że jeżeli tym chodnikiem nadejdę w sposób pewny siebie (nie wyzywająco, tylko po prostu nie lękliwie), to nie rzucają żadnych prześmiewczych komentarzy i ustępują przejście. Asertywna postawa zniechęca po prostu do agresji.
Nie jestem tak naiwna, żeby uważać, że asertywność wystarczy, żeby odepchnąć kogoś o złych zamiarach. Ale uważam, że może pomagać.
zz_top napisał:
Żeby nie odbiegać zbytnio od tematu. W walce duchowej napinanie muskułów i groźne miny też nie działają.
Asertywność to nie napięte muskuły i groźne miny . To raczej pewność siebie, swojej pozycji, swojego zdania. W życiu i tym codziennym i duchowym poddawanie się lękowi nie pomaga. Zachowywanie spokoju poprzez pewną ufność Panu jest rodzajem duchowej asertywności i jak najbardziej pomaga. To moc Boga pomaga oprzeć się naciskom złego. Ale musimy być jej pewni (asertywność) - wierzyć w nią.
zz_top napisał:
Czemu nie dopuszczasz do siebie przekonania, że gdyby nie opieka Świętych Aniołów Bożych to zarówno tam na osiedlowym chodniku jak i w życiu duchowym leżałabyś jak długa w 3 sekundy! Ale po co to gadam...
Błędne założenie. Bardzo dobrze wiem, że bez Boga nie potrafię się oprzeć nawet najbardziej oczywistym grzechom, na które, wydawałoby się, że jako osoba wierząca już jestem odporna. Na nic moja siła woli, już się o tym zdążyłam w życiu przekonać.
Zwracam Ci tylko uwagę, że tego doświadczają wszyscy.
Może i doświadczają, ale nie świadomie. A dopiero ze świadomego przeżycia swojej słabości można wyciągnąć wnioski o jakich Zz_top mówi.
Większość społeczeństwa nie ma takich doświadczeń. Mówię o tej większości, która siedzi na kanapie i gapi się w telewizor. To, że Bóg jest ratunkiem na prawdę nie jest powszechnym doświadczeniem ludzkości - jest prawdą, ale nie uświadomioną zazwyczaj... Ilu znasz ludzi, którzy na prawdę odbili się od dna? Ja mogę policzyć na palcach... A pozostali? Może jeszcze nie przeżyli tego momentu, jest przed nimi. W końcu po to żyje się 80 lat, a nie 20.
zz_top napisał:
Czytam o tym WenDo i pusty śmiech mnie ogarnia Smile Dawno nie czytałem takich koszmarnych bzdur! Że niby jak to ma wyglądać? Jeśli jakiś bydlak Cię napadnie to okażesz asertywność?
Przed mordercą-psychopatą to może nie obroni... przed zamachem bombowym też nie. Ale w przypadkach mniej drastycznych, a częściej się zdarzających - zadziała.
To na prawdę jest dla kobiet - Ty prawdopodobnie nie musiałeś zdejmować czyjejś ręki ze swojego kolana... podpowiem, że wątpliwa przyjemność.
Nie będę się upierała że wendo może być obrazem walki duchowej, ale w życiu - również chrześcijankom - bardzo by się przydało...
Choć Zły działa również w ten sposób: wciąga w sytuacje, na które byśmy się nie zgodzili gdyby nas zapytać. Chodzi o to, żeby zdać sobie sprawę, że granice już zostały naruszone i zareagować natychmiast. Jeśli się tego nie zrobi: równia pochyła...
_________________ "przechodząc przez dolinę łez
przemieniają ją w źródło"
Ps 84,7
Wysłany: Wto Gru 22, 2009 7:14 pm
Inka
Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 153
ezer napisał:
Zwracam Ci tylko uwagę, że tego doświadczają wszyscy.Może i doświadczają, ale nie świadomie. Ilu znasz ludzi, którzy na prawdę odbili się od dna? Ja mogę policzyć na palcach... A pozostali? Może jeszcze nie przeżyli tego momentu, jest przed nimi. W końcu po to żyje się 80 lat, a nie 20.
Tak. Masz rację, bo chyba zapomniałam, że istnieje świat ludzi pozarekolekcyjnych Kiedy coś się wali, ludzie myślą o splotach przypadków, złym losie, albo szukają winy w sobie, czy innych itp. Zło osobowe nie istnieje na ogół w świadomości człowieka. Pamiętam swój dawny spsosób myślenia, był podobny.
Teraz wiem, że ze złem nie można wchodzić w dyskusję, nie przedstawia się argumentów itd.
Czasem wydaje mi się, że żyje sie tak dlugo, aż człowiek nauczy sę zadanej lekcji.
_________________ Make a good thing better.
Mój Bóg i moje wszystko.
Wysłany: Czw Gru 24, 2009 11:43 am
ezer
Dołączył: 10 Wrz 2004
Posty: 266
Inka napisał:
chyba zapomniałam, że istnieje świat ludzi pozarekolekcyjnych
Wszystkiego Dobrego na Święta!
Niech ten świat będzie choć trochę porekolekcyjny
_________________ "przechodząc przez dolinę łez
przemieniają ją w źródło"
Ps 84,7
Wysłany: Czw Gru 24, 2009 9:12 pm
krystyna
Dołączył: 26 Lut 2006
Posty: 239
Dołączam się do życzeń .
Dużo pokoju i radości .
Wysłany: Pią Gru 25, 2009 12:40 pm
Inka
Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 153
Ja również przyłączam się do życzeń.
Życzę wam Boga na wyciągnięcie ręki i serca.
_________________ Make a good thing better.
Mój Bóg i moje wszystko.
Wysłany: Sro Mar 31, 2010 3:41 pm
Radosław
Dołączył: 21 Lis 2004
Posty: 15
Skąd: Kraków
Bardzo ciekawa lektura tego topicu. Zwłaszcza w miejscu gdzie mężczyźni ciągną innych mężczyzn do kościoła. Jednakowoż i mężczyzn i kościół trzeba na to przygotować....
Wysłany: Sro Mar 31, 2010 3:48 pm
Inka
Dołączył: 09 Maj 2007
Posty: 153
Radosław napisał:
Bardzo ciekawa lektura tego topicu. Zwłaszcza w miejscu gdzie mężczyźni ciągną innych mężczyzn do kościoła. Jednakowoż i mężczyzn i kościół trzeba na to przygotować....
Co to znaczy? Co przez to rozumiesz?
Idziemy do kościoła, do Kościoła również, jak do swojego domu...dlaczego mielibyśmy się przygotowywać wracając do siebie?
_________________ Make a good thing better.
Mój Bóg i moje wszystko.
Wysłany: Sro Mar 31, 2010 8:04 pm
Radosław
Dołączył: 21 Lis 2004
Posty: 15
Skąd: Kraków
Mam na myśli hierarchię kościoła która nie potrafi zagospodarować mężczyzn o dzikim sercu a i mężczyźni nie maja pojęcia o tym, że mogliby w kościele nie rezygnować ze swojej natury. Jest to znana teza Johna Eldridga ktora równiez opisuje naszą rzeczywistość.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 7 z 11Idź do strony Poprzedni1, 2, 3 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11Następny